Spis treści


Piotr Schmidtke (16)

Trzynasty

Promienie wschodzącego słońca roziskrzały czapy śniegu, pokrywające sosny lasu Icewoods. Część światła przebijała się przez barierę igieł, oświetlając mroczne ostępy snopami światła. Przez jeden z tych snopów przeszła właśnie wysoka, opatulona w biało-szary płaszcz postać. W rękach trzymała włócznię,a zza jej pleców wystawał długi łuk refleksyjny. Strażnik. Elf szedł swoją zwykłą trasą. Znał każdy jej szczegół, i zwracał uwagę jedynie na zmiany w tym zapamiętanym wizerunku. Nie patrzył jednak pod nogi. Nagle spod śniegu wystrzeliła linka, podcinając go. Runął do przodu. Wyciągnął przed siebie ręce, aby móc szybko odbić się w bok. Jednak jego dłonie nie znalazły pod miękkim puchem ubitego śniegu. Nadziały się na zaostrzone paliki, wbite pionowo w śnieg. Elf otworzył usta do krzyku.

Nie krzyknął jednak. Nie dlatego, że się rozmyślił. Po prostu, żeby móc krzyczeć, trzeba mieć głowę połączoną z resztą ciała. Zabójca wytarł miecz w płaszcz elfa i wsadził broń do pochwy. Spokojnie wyjął wszystkie strzały z kołczana strażnika i przełożył do własnego, prawie już pustego. Złamał łuk i włócznię pokonanego na kolanie, po czym ruszył w drogę.

-" Już niedługo dotrę do Darkwoods! " pomyślał " I ja, Reiter Angriff, będę pierwszym człowiekiem od czasów Jarmalarda Cichego, który przejdzie trening asasyna pod okiem mrocznych elfów !!! "

Sięgnął do pasa, do którego przyczepiony był cienki, dwunastocalowy kij. Tuż pod pętlą, na której go zawieszono przy pasie, znajdowało się, wyryte w drewnie, imię i nazwisko Reitera. Pod nazwiskiem wyryte było osiem karbów. Zabójca wyciągnął nóż i wyciął kolejny.

Dziewięć.

Z zamyślenia wyrwał go świst strzały przeszywającej powietrze. Błyskawicznie skoczył w bok, jeszcze w powietrzu wyjmując strzały i odczepiając łuk. Wylądował za drzewem. Założył strzałę na cięciwę i spojrzał na wbity w śnieg pocisk. Szybko ocenił trajektorię lotu, ustalając kierunek, z którego nadleciała strzała. Rosła tam wielka sosna, przez której gęste igły niewiele było widać. Angriff napiął mocno łuk, wycelował mniej więcej w środek pnia, po czym strzelił. Usłyszał szelest, gdy strzała przebiła się przez igły, potem stuk grotu wbijającego się w drewno. I trzask. Trzask dartego materiału.

" Lewo czy prawo... " pomyślał gorączkowo Reiter.

Założył kolejny pocisk na cięciwę, napiął łuk i strzelił, celując na lewo od swojego poprzedniego strzału. Szybko, zanim jeszcze pierwsza strzała osiągnęła swój cel, wypuścił drugą, wycelowaną na prawo od środka pnia. Pierwsza strzała trafiła w drewno, ale, gdy Reiter spuścił głowę w oczekiwaniu na drugi głuchy stuk, rozległ się krótki, urwany krzyk. Potem jakiś materiał ocierał się o szorstką, łuszczącą się korę, a na koniec bezwładne zwłoki upadły na gałąź. Wisiały tam przez chwilę, po czym zsunęły się na ziemię.

Dziesięć.

Reiter wykonał odpowiedni karb i ruszył w kierunku niedalekiej już granicy, dzielącej Icewoods i Darkwoods, dwie części Wielkiego Północnego Lasu, które należały jedna do mroźnych, a druga do mrocznych elfów. Nagle, zaskoczony zabójca ujrzał na drzewie przed sobą plecy strażnika, który od strony granicy chroniony był przez gałęzie, które najwyraźniej zostały namówione do splecenia się po tamtej stronie.

Reiter przyjął zaproszenie.

Jedenaście.

Dla pewności przyszpilił ciało do drzewa kilkoma dodatkowymi strzałami. Inne elfy, znajdujące się w pobliżu, nie mogą przedwcześnie zorientować się, że ktoś się przedostał. Mogłyby go zaskoczyć. Reiter wyciął karb i ruszył w kierunku granicy elfich ziem. Była nią szeroka na kilkanaście metrów, zamarznięta rzeka. Na tej płaskiej, otwartej przestrzeni nic nie mogło przetrwać. Rzeka była pod nieustanną obserwacją w dzień i w nocy.

No, a przynajmniej jej powierzchnia. Reiter sięgnął do plecaka, szarpnął za jakiś rzemień. Łopatka wbiła się w śnieg. Zabójca złapał ją i zabrał się do roboty.

***

Darkwoods, należąca do mrocznych elfów część Wielkiego Północnego Lasu, zupełnie nie przypomina tej należącej do elfów mroźnych. Bardziej niż las, Darkwoods przypomina zamarznięte bagno. Śliskie, pokryte lodem korzenie, tysiące kruchych, zamarzniętych lian, pękających przy najlżejszym dotknięciu, duże, całkowicie płaskie powierzchnie, kryjące pod sobą grząskie błoto. Drzewa, w przeciwieństwie do sosen z Icewoods, są liściaste, i, co dziwniejsze, cały czas pokryte listowiem. Zielonym. Nikt nie wie, dlaczego, ale tak jest. W wyniku dużo gęstszych niż w Icewoods koron drzew, Darkwoods jest bardzo ciemnym miejscem, gdzie nie widać nawet najmniejszych kawałków nieba. Podobno niektóre potężne mroczne elfy potrafią kontrolować las i wydawać mu rozkazy. Tak samo jak ich sąsiedzi, drowy nieustannie patrolują granicę, strzegąc lasu przed atakami. Rozkazano lasowi, aby przy samej granicy utworzył szerokie, pomocne przy patrolowaniu, korytarze. Jednym z takich korytarzy szedł właśnie młody strażnik.

Mroczny elf zatrzymał się. Wbił włócznię w śnieg, po czym podbiegł do sterczącej z ziemi łopatki. Już w chwili, w której pochylał się nad nią wiedział, że popełnił błąd. Usłyszał, że ktoś wyciąga jego włócznię z zamarzniętego śniegu. Szybko rzucił się w bok, już w powietrzu wyciągając miecze mortis z pochew. Wylądował i odwrócił się. Dopiero wtedy dotarło do niego, że nikt nie rzucił w niego włócznią.

No, a przynajmniej aż do tej chwili.

Reiter patrzył beznamiętnie, jak ciśnięta przez niego broń mocno przyszpila drowa do drzewa.

Dwanaście.

Zaczynało się już robić ciemno, a noc to pora drowów. Poza tym, był zmęczony. Całe jego ciało protestowało przeciwko następnym wysiłkom. Reiter wczołgał się więc do dziupli w pobliskim pniu, zasłonił wejście, po czym ułożył się wygodnie. Wtarł w pokryte obtarciami dłonie maść leczniczą, po czym zasnął. Obudziło go skrzypienie butów kogoś, kto chodził po świeżym, zamarzniętym śniegu. Zabójca ostrożnie wyjrzał przez szparę w śniegowej pokrywie. Ujrzał młodego drowa, który z łukiem w ręku patrolował okolicę. Reiter złapał własny łuk, wycelował i strzelił. Elf złapał się za pierś i upadł w śnieg.

Trzynaście.

Angriff wykonał nacięcie i ostrożnie rozejrzał się. Nie zauważył nikogo. Szybko rozbił zasłonę, po czym wygramolił się z dziupli.

Za późno usłyszał świst. Za późno skoczył w bok. Po chwili nie czuł już nic.

***

Drow powoli opuścił swój łuk, założył go na plecy i wykonał karb na swoim kiju.

Trzynaście.

Na górę strony











Serwisy Partnerskie:
| agencja interaktywna | dzwonki | pokoje rewal | wózki widłowe | reklama | pozycjonowanie | domy jednorodzinne | wyszukiwarki |
| hosting | dodaj stronę | rpg | tłumaczenia | volvo | bramy garażowe | wymiana linków | ślub | firmy | katalogi stron | sztaplarki | szczecin |