Spis treści


Marcin Bochenko (16)

Opowiadanie

Było późno. Drzewa szumiały swoją smętną melodię. Ognisko dogasało. Nagle szum liści przerwał głos Gaevana:

- Egar rusz swoją zasraną rzyć i przynieś jeszcze trochę drewna.
- A co ja jestem, służący czy jak? - odpowiedział opryskliwie krasnolud, wziął swój topór i potuptał w głąb lasu.
- Egar to dobry, lojalny kamrat - pomyślał Gaevan - mnie słucha, bo uznaje mnie za swego przyjaciela, ale rozkaz z ust innej postaci skończył by się dla niej tak jak sprzeciw wieśniaków z tej małej, zapomnianej wsi.

***

- Ostatni raz tłumaczę ci to ty zawszony kurduplu. Do tej porządnej karczmy nie wejdzie żaden chędożony krasnolud.
- Czy jest to porządna karczma ocenię sam jak tylko do niej wejdę. A tera zejdź mi z drogi chłopie póki możesz chodzić o własnych siłach, bo jak mnie zdenerwujesz jeszcze bardziej to będą cię znosić w kawałkach.
- Po moim trupie krasnolud wejdzie do tej gospody.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. - powiedział Egar wyjmując zza pasa swój ogromnych rozmiarów topór.
- Straż, ratunku, stra... - ostatnie słowa dobiegły z odciętej głowy gwardzisty. Nim głowa odtoczyła się na kilka metrów, wokół krasnoluda zebrali się chłopi z widłami, strażnicy z włóczniami, a nawet stary rycerz Noskin ze swoim magicznym mieczem. Nic jednak nie mogło powstrzymać Egara, a raczej w przebudzonej w nim bestii. Żądny zabijania niedźwiedź budził się w krasnoludzie ilekroć poczuł zapach świeżej krwi, a uspakajał się po kilku godzinach. Bestia rzuciła się w tłum i zaczęła zabijać. Egar nie potrafił jej zatrzymać, gdy ona nakazywała mu wywijać toporem i mordować niewinnych wieśniaków. Topór opadł na ziemię, a razem z nim jego prawie martwy właściciel. Przed karczmą leżało około dwudziestu zabitych wieśniaków. Jedni mieli jeszcze przedśmiertelne konwulsje. Inni leżeli bez głów lub innych części ciała, a wnętrzności jeszcze innych przewalały się po całym pobojowisku.

Egar obudził się w nieznanym mu namiocie. Leżał na legowisku z trawy i liści, a przykryty był kilkoma kocami. O dziwo na jego ciele nie było śladu po jakiejkolwiek ranie. Czyżby ten incydent był tylko snem ? - pomyślał krasnolud - I na jądra Piana gdzie ja jestem?

- Jesteś w moim tymczasowym obozie wybrańcu bogów. Miałeś wielkie szczęście, że przejeżdżałem przez tę zawszona wiochę. Gdyby nie moja lecznicza magia zmarłbyś cztery dni temu. Powinieneś być mi wdzięczny Egarze.

Krasnolud rozejrzał się po namiocie. Dopiero teraz dojrzał wysokiego, dobrze zbudowanego człowieka, o popielatych włosach i ciemnej karnacji. Mógł mieć około trzydziesty dwóch, może trzech lat. Ubrany był w ciemno-zieloną tunikę i tegoż samego koloru płaszcz.

- Skąd znasz moje imię, kim jesteś, jak się tu znalazłem i gdzie jest mój topór, o panie? - powiedział krasnolud starając się mówić jak najwdzięczniejszym tonem.
- Jeśli jeszcze się nie domyśliłeś krasnoludzie to jestem magiem. Przesondowałem twój mózg więc wiem o tobie prawie wszystko. To jest odpowiedź na pierwsze pytanie. Na drugie właściwie też znasz już odpowiedź. Jestem magiem. Zwą mnie Gaevanem. Na trzecie i czwarte pytanie odpowiem ci jak tylko ty opowiesz mi co zaszło w tamtej wiosce. Tylko nie próbuj mnie oszukać.
- O ile pamiętam to chłopi z wioski rzucili się na mnie, z zamiarem unicestwienia jak myślę.
- A nie pamiętasz może z jakiego to powodu, wieśniacy chcieli cię zabić? - ironicznie spytał Gaevan.
- A skądże to miałbym znać powody postępowania wieśniaków. - odwarknął Egar - może nie lubili krasnoludów.
- A może ktoś inny rzucił się na tych chłopów? Może jakiś krasnolud?- mag zadał kolejne pytanie.
- A co ci do tego chędożony magiku. To moja sprawa czy to zaczęli ci zasrańcy czy ja.
- Uznam, że nie słyszałem tej zniewagi. - oświadczył najspokojniej w życiu czarodziej - A teraz czekam na poprawną odpowiedź -dodał. Czarodziej wykonał ruch dłońmi i krasnolud poczuł dziwny ból w głowie. -Za każdym razem gdy twoja odpowiedź mnie nie zadowoli, ból będzie narastał więc radzę ci mnie słuchać.
- Nic ci nie powiem, ty wymiocie bogów. - gdy tylko Egar wypowiedział te słowa, ból w czaszce nasilił się.
- Nie igraj ze mną kurduplu. -głos czarodzieja brzmiał tak, że krasnoluda przeszły ciarki. Egar chcąc nie chcąc opowiedział dokładnie o zajściu sprzed czterech dni. Wyjaśnił też, działanie nałożonej na niego klątwy - ilekroć poczuje zapach krwi to budzi się w nim bestia, która morduje wszystkich wokół.

Gaevan wysłuchał dokładnie historii przeklętego, i stwierdził:
- Jeśli chcesz to mogę spróbować okiełznać tą bestię, ale tylko na jakiś czas.
- O wielki magu, jestem ci wdzięczny za uratowanie mi życia raz, ale jeśli zdjąłbyś ze mnie te klątwę byłbym ci tysiąckroć razy bardziej wdzięczny.
- Źle mnie zrozumiałeś Egarze. Nie potrafię zdjąć z ciebie klątwy. Mogę jedynie uśpić bestię do najbliższej pełni. Później musiałbym powtórzyć rytuał.
- Więc na co czekasz. Wykonaj rytuał. Uśpij bestię.
- Spokojnie Egarze. Jesteś zbyt słaby, aby poddać się temu obrządkowi. Gdy nabierzesz trochę sił wyruszymy do miejsca, gdzie odbędzie się ta ceremonia. A teraz odpoczywaj. Im szybciej wydobrzejesz, tym prędzej wyruszymy.
Po tych słowach Gaevan podał choremu leki i strawę, a sam wyszedł z namiotu.

***

- Tak, już siódmy raz odprawiłem rytuał uśpienia bestii. Dzięki bogom, że nie muszę tego robić sam. Gdyby nie pomoc Sedaha, bestia wyrwała by się z pod mojej kontroli i wszyscy byśmy zginęli. -rozmyślał dalej Gaevan. Tymczasem krasnolud wrócił i podłożył trochę drewna do ogniska. Płomień strzelił wysoko, a Gaevan znów odpłynął w świat wspomnień

***

Sedah chodził tą drogą od wielu lat, ale jeszcze nigdy nie widział, aby w opuszczonej kaplicy pod lasem świeciło się jakiekolwiek światło. Kapłan zdecydował sprawdzić co dzieje się w opuszczonym przybytku jakiegoś zapomnianego boga. Zbliżył się i spojrzał przez okno. Ujrzał dwie postacie. Jedna, niższa, stała w środku dziwnej, narysowanej na podłodze figury, a druga, w ciemnym, zielonym płaszczu, klęczała obok wertując jakąś księgę. Sedahowi przemknęło przez myśl, że być może ta klęcząca postać składa krwawą ofiarę, ale zaraz odrzucił tę myśl. Postać wewnątrz figury byłaby spętana, lub ogłuszona, a tak nie było. Wyglądało to jakby postać stojąca na figurze była tam z swojej własnej i nie przymuszonej woli. Kapłan zdecydował poczekać, posłuchać co mówią postacie, a w razie czego interweniować lub uciekać.

- ...nie tak. Tłumaczyłem ci, musisz stać w środku. Inaczej bestia wymknie się. Wiesz, że jestem zmęczony całodniowym marszem, więc stój cicho i nie rozpraszaj mnie. - dobiegał głos z kaplicy.
- Dobrze już, dobrze stoję jak chcesz, tylko się pospiesz.
- Nie poganiaj mnie bo się pomylę, a wtedy wiesz co będzie...Nareszcie znalazłem. Zaczynam.

Postać w zieleni wstała i zaczęła inwokować jakieś dziwne, niezrozumiałe dla Sedaha słowa, zapewne w Dawnej Mowie. Nagle niższa z postaci zapaliła się niebieskim światłem. Człowiek w płaszczu nie przejmował się jednak ogniem. Artykułował zaklęcie dalej. Po chwili przestał mówić, wziął sztylet i zbliżył się do palącej się postaci. Sedah nie mógł pozwolić na zabicie kogokolwiek w jego obecności. Zerwał się i pobiegł do drzwi. Gdy wpadł do środka zobaczył leżącą na ziemi postać w zieleni, palącego się krasnoluda z rozciętą piersią i obłok mgły w kształcie niedźwiedzia. Dopiero wtedy kapłan zrozumiał, że to nie krwawa ofiara, a rytuał uśpienia demona. Bez zastanowienia postanowił dokończyć przerwaną ceremonię i ujarzmić bestię. Natychmiast chwycił księgę z zaklęciami i wyrecytował wypisane tam słowa. Niestety "niedźwiedź" wymknął się całkowicie spod kontroli. Zaczął się szarpać, lecz nie mógł przekroczyć linii na podłodze. Sedah postanowił zarzucić sieć i zatrzymać wroga. Uformowanie energii umysłu w sieć i skierowanie jej na bestię zajęło mu o wiele za dużo czasu. Przeciwnik zdążył naruszyć w tym czasie jedną z linii i dopadł leżącego na ziemi czarodzieja. Zanim jednak zdążył wyssać energię życiową z maga, został schwytany w sieć Sedaha. Po chwilowym ujarzmieniu bestii kapłan zajął się na wpółmartwym człowiekiem w zieleni. Po wyczerpaniu prawie całej swej pozostałej mocy udało mu się przywrócić czarodziejowi świadomość. Ten natychmiast spróbował się podnieść, ale bez skutku. Był zbyt słaby. Również próba odpędzenia bestii nie powiodła się. Czas kończył się. Sieć słabła. Za kilka minut, bestia wyzwoli się i porozrywa wszystkich na strzępy. Gaevan nie mógł na to pozwolić. Wykrztusił polecenia dla nieznajomego:

- Moja torba, hkr, mały flakonik, zielony... szybko

Sedah nie zwlekał ani chwili dłużej. Wygrzebał z torby maga buteleczkę i wlał jej zawartość do gardła czarodzieja. Nowa siła wypełniła Gaevana, dzięki której był on w stanie przegnać "niedźwiedzia". Zabrało mu to sporo czasu, tak że bestia prawie całkiem wyzwoliła się. Na szczęście Sedah starał się podtrzymać sieć, więc bestia nie uciekła. Dopiero po odegnaniu bestii, Gaevan spostrzegł, że Egar leży na ziemi w kałuży krwi. Na szczęście nie było to nic poważnego. Krasnolud zerwał się, a rany na piersi wyciekło mu trochę krwi. Po opatrzeniu przyjaciela mag odezwał się do kapłana:

- Dzięki ci o szlachetny panie. Ja i mój przyjaciel jesteśmy ci wielce wdzięczni. Powiedz jak możemy ci wynagrodzić ten czyn?
- Wasze słowa są wystarczającą nagrodą dla mnie. Jako kapłan Asteriusza Wielkiego był to mój obowiązek ratować życie innych. I nie zwracajcie się do mnie panie. Zwą mnie Sedah. - odpowiedział pokornie kapłan.
- A ja jestem Gaevan. Jestem magiem i podróżnikiem. Razem z moim przyjacielem, Egarem, wędrujemy po Orchii w poszukiwaniu szczęścia i bogactw.
- Na świecie nie liczą się wyłącznie klejnoty, lecz także łaska naszego boga Asteriusza Wielkiego. Zbłądziliście, więc ja muszę naprowadzić was na dobrą drogę. Pójdę w świat z wami, to was nawrócę, a może i innych.

***

- Gaevanie, zbudź się. Teraz twoja kolej na trzymanie straży. - zabrzmiał głos Hexy. - Już wstaję. Czy coś się wydarzyło?
- Nie było spokojnie. A teraz pa. Muszę się wyspać. - po tych słowach półelfka położyła się i zasnęła.
Gaevan patrzył na nią przez chwilę. Próbował przypomnieć sobie w jaki sposób ją poznał - Ach tak. Uciekła razem ze mną z dworu hrabiego i już została. - przypomnial sobie patrząc na jej twarz. Nie była piękna, raczej przeciętnej urody, ale miała w sobie to coś, co nie pozwalało mu przestać ją kochać. Może był to sposób w jaki walczyła. Cichy lecz skuteczny. Nie wiedział tego. I tak się to nie liczyło. Ważna była ich miłość.

Po dwóch godzinach warty Gaevan obudził Ramję, a sam położył się na swoim posłaniu. Nie mógł zasnąć. Przez cały czas przypominała mu się twarz Ramji, w chwili gdy zginęli jej rodzice, a zginęli przez jego błąd. Gaevan nigdy nie powiedział tego dziewczynie. Bał się jej reakcji. Był dla niej jak ojciec, kochał ją i nie chciał, aby go znienawidziła. Nie chciał jej stracić.

***

- Tłumaczę wam, nic się wam nie stanie. Ten portal jest bezpieczny. Podróżowałem nim już. Zaufajcie mi. Tak będzie szybciej. Musimy się tam dostać jeszcze dziś. - kłamał Gaevan. Śpieszył się. Chciał dotrzeć do 0lgrionu jeszcze tej nocy. Nigdy wcześniej nie używał tego portalu. Nie był nawet pewien, czy uda mu się go uaktywnić. Ale był dumny. Nie mógł przyznać się przed tymi prostakami, że nie wie, że nie umie, że nie jest pewien. Uaktywnił portal i wszedł przez niego wraz z nieświadomymi ludźmi. Ale nie wiedział, że po drugiej stronie portal zmaterializował się na wyspie sharanów. Uświadomił to sobie dopiero gdy znalazł się po drugiej stronie. Niestety ni zdążył uratować nikogo oprócz siebie i małej przestraszonej, zalanej łzami dziewczynki. Twarz dziewczynki zapamiętał na zawsze. Te oczy pytające o rodziców zapisały mu się w pamięci na dobre.

Jego pole siłowe objęło tylko ich. Inni zostali zabicie przez pająkoludzi. Wrócił jak najszybciej portalem, którym tu przybył. Była z nim ta dziewczynka. Mała i przestraszona. Nazwał ją Ramją, to znaczy Zlęknioną.

Gaevan nie miał czasu się nią opiekować więc oddał ją do szkoły walki, gdzie dziewczynka nauczyła się władać mieczem, toporem, szablą i innym żelastwem. Czarodziej odwiedzał ją od czasu do czasu, ale to nie wystarczało Ramji. Pewnej nocy uciekła ze szkoły i odnalazła przybranego ojca, została z nim i z jego towarzyszami.

***

Gaevan obudził się jako ostatni. Jego przyjaciele zwinęli już obóz i byli przygotowani do ruszenia w drogę. Czarodziej również wstał i naszykował się. Po chwili wszyscy maszerowali raźnie na północ. Byli zmęczeni. Szli tak już od kilkunastu dni. W karczmie nie spali od sześciu dni. Wszyscy mieli złe humory, które jeszcze bardziej pogorszyły spadające z nieba krople deszczu. Po pewnym czasie kropiący deszczyk przemienił się w prawdziwą ulewę. Wszyscy byli już przemoczeni, gdy Hexa zauważyła kamienną budowlę, na wzgórzu. Postanowili się tam udać i poprosić o schronienie przed deszczem i strawę. Po krótkim marszu doszli przed bramę posiadłości. Okazało się, że jest to dość duży, stary dom. Brama była otwarta więc weszli na pusty dziedziniec, a potem podeszli pod drzwi. Zastukali w wielkie, dębowe drzwi, jednak nikt nie odpowiadał. Jak się okazało drzwi były otwarte, a dom opuszczony. Gdy tylko weszli do budynku, wrota zamknęły się za nimi. Nie było w tym nic dziwnego bo na zewnątrz wiał silny wiatr, więc pomyśleli, że to on zamknął drzwi. W środku okazało się niezbyt przyjemnie. Było zimno, wilgotno i śmierdziało stęchlizną, jednak nie padało więc postanowili zostać. Rozpalili w kominku magiczny ogień i usiedli w starych, spróchniałych fotelach.

- Pójdę się rozejrzeć - powiedział Egar - może znajdę tu coś do jedzenia lub picia.
- Idę z tobą - odezwała się Ramja - może znajdę jakieś błyskotki.

Egar i Ramja wyszli z głównego pokoju. Krasnolud skierował się w stronę kuchni, a dziewczyna powędrowała schodami w górę. Nagle z góry dobiegł krzyk Ramji i gruchot, jakby coś walnęło o ziemię.

- Na jądra Piana - wrzasnął Gaevan - co się stało? Egar, gdzie jest Ramja.

Mag nie czekał jednak na odpowiedź krasnoluda i pognał na górę, a razem z nim Hexa i Sedah. Gdy wbiegli po schodach zobaczyli dziewczynę z mieczem w ręku stos kości przed nią.

- Co się stało córeczko? - spytał czule magik - Dlaczego krzyczałaś?
- Bo zobaczyłam jak tu brudno! - powiedziała z sarkazmem Ramja. - Chyba widzisz tę stertę kości na ziemi. Te kości to kawałki chodzącego szkieletu, którego zabiłam. Czy to nie oczywiste.
- No tak kochanie. Jak mogłem na to nie wpaść. Zobaczyłaś kościeja. Przecież to takie oczywiste. Tylko skąd ten szkielet się tu wziął? - odpowiedział ironicznie Gaevan.
- Ten potwór to zapewne resztki gospodarza tego domu. Być może nie życzy sobie gości - zażartował Sedah.
- Dobrze. Koniec żartów. Jeśli był jeden szkielet to jest ich i więcej, a ja jestem cholernie zmęczony i nie mam zamiaru z nimi walczyć, a tym bardziej przebywać z nimi pod jednym dachem. Na zewnątrz rozpogodziło się, najbliższa gospoda jest oddalona tylko o cztery mile drogi stąd więc możemy zacząć iść. Może do północy dojdziemy do oberży i będę mógł się wyspać. Idziemy. - zarządził czarodziej.
- Tak jest panie dowódco - opowiedział Egar.

Wszyscy wybuchli śmiechem i zaczęli iść w kierunku drzwi. Jakże zbladły im miny, gdy okazało się, że drzwi są zamknięte i nie da się ich otworzyć. Nawet magia Gaevana nie pomogła. Po godzinie lub nawet kilku godzinach siłowania się z drzwiami wszyscy stracili nadzieję na wydostanie się stąd.

- Poszukamy innego wyjścia. Nich każdy sprawdzi ile się da okien. Później spotkamy się przy drzwiach. Ruszajmy! - padły rozkazy z ust Gaevana.
- Nie ma mowy. Nie będę chodzić sama po tym domu. Tu jest strasznie i w dodatku chodzą szkielety. - odezwała się Ramja.
- Ona ma rację. Powinniśmy chodzić razem. Tak będzie bezpieczniej. - Hexa poparła Ramję.
- No dobrze. Idziemy razem, jeśli tak bardzo tego chcecie. - zgodził się mag. - Zaczniemy od parteru. Czy są tu jakieś otwarte okna?
- Nie!
- Więc idziemy na górę.

Gdy weszli na górę zobaczyli napis na ziemi. Słowa poukładane były z kości. Napis brzmiał: "To mój dom i moje miejsce wiecznego spoczynku, który zakłóciliście, za co poniesiecie karę." Nagłe w całym domu rozległ się demoniczny śmiech, który za chwilę ucichł.

- Założę się, że ten napis nie ułożył się sam. - próbował rozluźnić napięcie Egar.
- Masz rację przyjacielu. Ten napis został ułożony przez nie całkiem martwego właściciela tego domu. - wyjaśnił Gaevan.
- Masz na myśli martwiaka. Czy domyślasz się dokładnie jaki to rodzaj. - zapytał Sedah.
- Nie. Choć przypuszczam, że jest to trup umiejący ,i to całkiem nieźle, władać magią. Być może to upiór lub wampir. W najgorszym wypadku to...
- No dokończ. Dokończ ojcze! - naciskała Ramja.
- To czarnotrup. - dokończył Sedah.
- Nie. To nie możliwe. To tylko przypuszczenia. To nie może być prawda! - krzyczała Hexa.
- Co to jest czarnotrup? - zapytała Ramja
- Masz rację to tylko przypuszczenia, ale musimy być i na to przygotowani. - powiedział oschle Gaevan, ignorując pytanie przybranej córki.
- Co to jest czarnotrup? - zapytała mocno już zdenerwowana Ramja.
- Powinniśmy poczekać tu do świtu, a gdy wzejdzie słońce odszukać kryptę i zabić potwora. - powiedział mag, nadal ignorując córkę.
- Czy dowiem się co to jest ten czarnotrup do cholery! - nie wytrzymała już Ramja.
- To cholerny zabójca żywych i władca umarłych. Najsilniejszy ze znanych martwiaków! - wykrzyczał Egar.
- Skoro już wszyscy wiemy co może nam grozić postanówmy co zrobić. - krzyknął Gaevan.
- A nad czym tu się zastanawiać. Szukamy martwiaka i zbijamy go, a potem wynosimy się stąd. - zaproponował krasnolud.
- Wspaniały plan. Najwyżej zginiemy i zostaniemy szkieletami. Co to jest. - odpowiedział mag. - Powinniśmy zaczekać do świtu.
- A tymczasem on nas pozabija. - warknął Egar. - O nie. Nie będę czekał na śmierć.
- On ma rację. - poparła krasnoluda Hexa i Ramja. - Jeśli mamy zginąć to jak prawdziwi wojownicy, w walce.
- Zgadzam się z nimi. - powiedział z żalem Sedah. - Powinniśmy iść i zabić tego potwora teraz.
- Nie będę się wam przeciwstawiał. Pójdę z wami. W końcu tworzymy jeden zespół. - czarodziej przystał na propozycje reszty.
- Dobrze. Więc pomódlmy się o sukces i ruszajmy. - oznajmił kapłan. - Ach, przypomniało mi się, czy ktoś ma wodę?
- Ja mam trochę w bukłaku, ale jeśli chce ci się pić to mogę cię poczęstować winem. - oświadczył krasnolud.
- Nie jestem spragniony. Woda święcona działa zabójczo na martwiaki. Tak jak i światło. - powiedział Sedah. - A, przydały by się jeszcze małe buteleczki lub flakoniki.
- Widziałem jakieś w kuchni. Zaraz przyniosę. - zadeklarował Egar.
Po kilku minutach, każdy trzymał w jednej ręce buteleczkę wody święconej, a w drugiej broń.
- Na mój znak wszyscy rzucicie swoimi butelkami w tego potwora, ale dopiero na mój znak. Pamiętajcie. - rozkazał Gaevan.

Po tych słowach wszyscy zaczęli szukać wejścia do krypty. Dopiero po godzinie lub dwóch Sedah natrafił na zejście do piwnicy, a stamtąd do grobowca. Po zejściu na dół, wszystkich ogarnęło uczucie chłodu. W podziemnym grobowcu stały trzy sarkofagi. Dwa zamknięte, a jeden otwarty. Najpierw przeszukali otwarty sarkofag. Był zupełnie pusty. Pokropili go wodą święconą i zaczęli oglądać następny. Ten także był pusty i także został skropiony wodą święconą. Ostatni już sarkofag zawierał tylko kości jakiejś istoty. Najprawdopodobniej człowieka lub półelfa.

- No tak. Nasz martwiak ukrywa się gdzieś w domu, zamiast siedzieć w swojej trumnie. - ironicznie stwierdził Egar.
- Mylisz się. To po prostu nie jest jego sala audiencyjna. Ta zapewne ukryta jest gdzieś głębiej pod ziemią. - oświadczył Gaevan. - Zamiast wygłaszać takie "mądre" stwierdzenia lepiej pomógł byś mi przesuną ten sarkofag. Pod nim są schody na dół.

Czarodziej miał rację. Gdy zeszli na dół zobaczyli długi korytarz, a na jego ścianach piękne, misterne, złote płaskorzeźby przedstawiające sceny mordowania ludzi, w okropnych torturach. Na końcu korytarza znajdowały się wielkie żelazne wrota, pilnowane przez cztery szkielety i dwa zombie. Egar i Hexa rzucili się na strażników. Sedah i Gaevan pomagało im czarami, a Ramja nie mogła przestać gapić się na płaskorzeźby. Nigdy wcześniej w swoim życiu nie widziała tak pięknych, a zarazem odpychających dzieł sztuki.

- Ramja. Nie chciałabym ci przeszkadzać, ale ty się toczy walka.
- Już wam pomagam.- krzyknęła dziewczyna i już była przy szkielecie.

Jej miecz zawirował w powietrzu i czaszka jej przeciwnika potoczyła się po podłodze. Hexa i Egar nie radzili sobie wcale gorzej. Krasnolud wywijał ogromnym toporem i parł do przodu. Natomiast Hexa atakowała i unikała ciosów przeciwników wykonując piruety i salta. Walka nie trwała zbyt długo. Szkielety i zombie nie powstrzymały bohaterów. Zastopowały ich tylko na chwilę. Nagle Ramja zemdlała i runęła na zimną podłogę.

- Coreczko co ci jest. Kochanie zbudź się. Sedah pomóż jej. Ona krwawi. O tu, z tej rany na ręku. - krzyczał Gaevan.
- Spokojnie, nic jej nie będzie. To lekka ranka. - uspakajał kapłan. - O już krew, nie cieknie, a ta dzielna dziweczyna jest przytomna.
- Dzięki niech będą Asteriuszowi, nic ci nie jest kotku. - mówił mag, głaszcząc Ramję.
- No pewnie ojcze. To było tylko skaleczenie, a ty od razu panikujesz. Zbieramy się. Za tymi drzwiami odbędzie się prawdziwa walka. - oświadczyła Ramja.
- W takim razie idziemy.

Wrota otworzyły się zaskakująco łatwo. Weszli do dużej sali. Było w niej niczego, nie licząc tronu, zrobionego z kości, zapewne ludzkich. Gdy rozejrzeli się po komnacie dostrzegli małą postać w kącie. Podeszli do niej, lecz w tej samej chwili istotka znikła, a na jej miejscu została tylko mgiełka.

Nagle rozległ się ten sam co wcześniej demoniczny śmiech i na tronie zmaterializowała się postać. Był to stary, niski i pomarszczony ork. Miał na sobie purpurową szatę i złoty diadem. W końcu odezwał się do swoich "gości":
- Jak miło znów zobaczyć całkowicie żywe istoty. Witam, witam moich dostojnych gości.
- Nie ciesz się upiorze, nie ciesz. Twoja zgniła egzystencja nie potrwa już długo, albowiem my zamierzamy cię uśmiercić do końca. - oświadczył Gaevan.
- Jak śmiecie. Chęć podniesienia ręki na swego gospodarza wymaga kary. - krzyknął upiór, a w jego dłoni zmaterializował się miecz.
- Teraz! - krzyknął mag, a flakony z wodą święconą poleciały w stronę upiora, który nie zdążył wykonać uniku i został trafiony trzema buteleczkami. Nagły, rozrywający ciszę krzyk zabrzmiał w całym domu. To był ostatni okrzyk upiora, pana tego dworu.
- Wygraliśmy z nim. - powiedziała Ramja i ruszyła po diadem leżący na ziemi. Zanim Gaevan zdążył krzyknąć by nie dotykała żadnego przedmiotu, diadem znalazł się na głowie dziewczyny, która nagle zemdlała i upadła na posadzkę.

Gaevan siedział z głową Ramji na kolanach i szeptał:
- Nie odchodź. Kochanie zostań ze mną. No obudź się. Na co czekasz. Chyba nie chcesz, żebym się martwił.
- Mów do niej, mów. - krzyczał Sedah próbując uleczyć Hexę swoją magią. Nagle krzyknął:
- Egarze zabierz stąd Gaevana. Szybko. Hexa chodź tu. Prędzej.
- Puść mnie ty zawszony kurduplu. Chcę tu zostać. Tak odwdzięczasz mi się za moją pomoc. - darł się magik, lecz krasnolud nie słuchał. Zaciągnął go na korytarz i zamknął drzwi.
Tymczasem kapłan rozkazał Hexi:
- Daj mi swój sztylet. Musimy zabić tę istotę. To nie jest Ramja.
- Jeśli pozwolę ci ją zabić Gaevan znienawidzi nas oboje. Nie zrobisz tego. - oświadczyła Hexa.
- Zrozum, to nie jest prawdziwa Ramja. To żywy trup tak jak ten upiór tutaj. Jeśli mi nie wierzysz spójrz jej w oczy, a się przekonasz. - gdy padły te słowa, Hexa spojrzała dziewczynie w oczy, a potem wyjęła sztylet i uniosła go do góry tak by przebić serce leżącej na ziemi istoty. W tej samej chwili gdy wojowniczka wbiła sztylet w serce tajemniczej istoty, w drzwiach komnaty pojawił się Gaevan. Gdy ujrzał ciało swej córki ze sztyletem Hexy wbitym w pierś ogarnęła go wściekłość. Zaczął biec ze swoim nożem w ręku by zabić morderczynię i kapłan. Na szczęście w ostatniej chwili Sedah wyszeptał zaklęcie obezwładniające i magik upadł nieprzytomny na ziemię.

***

Gaevan obudził się w karczmie. Na zewnątrz nadal padał deszcz. Zszedł na dół do jadalni, gdzie przy stole siedzieli jego kompani. Pili oni wino, jedli świeże mięso, rozmawiali o wszystkim i o niczym. Gdy dosiadł się do nich zauważył dziwną rzecz. Hexa miała na głowie diadem. Zaszokowany tym Gaevan spytał:

- Skąd masz ten diadem?
- To prezent od ciebie za zabicie "twojej córki." - odpowiedziała jego ukochana i wszyscy roześmieli się.

Na górę strony











Serwisy Partnerskie:
| agencja interaktywna | dzwonki | pokoje rewal | wózki widłowe | reklama | pozycjonowanie | domy jednorodzinne | wyszukiwarki |
| hosting | dodaj stronę | rpg | tłumaczenia | volvo | bramy garażowe | wymiana linków | ślub | firmy | katalogi stron | sztaplarki | szczecin |