|
GTS
Niedopowiedzenie
|
Chciałem napisać o czymś czego dokładnie nie potrafiłem sprecyzować. Znalazłem
w moich archiwach pewne, dość stare, mini-opowiadanie i pomyślałem iż będzie to
dobry sposób by o tym powiedzieć. Przeczytajcie i zastanówcie się...
* * *
Spotkałem go przed naszą kamienicą. Szukał rodziny, przynajmniej tak mówił.
Zaprosiłem go do siebie i razem przewertowaliśmy księgi meldunkowe z ostatnich
kilkunastu lat, choć nie wyglądał na więcej niż dwadzieścia kilka. Sam nie wiem
dlaczego poddałem się jego magii. Wielu z nas to zrobiło. Najpierw pomógł
tancerce z trzeciego piętra. Podnosił ją na duchu i pomagał uporządkować sprawy
emocjonalne. Nie pamiętam kiedy, ale wszyscy zaczęli pytać go o radę, choć może
zawsze był gdy chcieliśmy spytać, a on zawsze odpowiadał i choć nigdy nie mówił
dosłownie zawsze wiedzieliśmy co powinniśmy zrobić. Przychodził na nasze "ważne
chwile" i choć czasem sami nie mieliśmy pojęcia jak to robił, bo nie jest łatwo
dostać bilet na premierowy balet w środku sezonu czy kolację u burmistrza, to
jednak zawsze gdy pojawiał się gdzieś w tle nasze obawy znikały i uspokajaliśmy
się. Widok kogoś kto jest, był wystarczający.
Przez te kilka tygodni wszyscy traktowali go jak członka rodziny, ale kiedy
zabrali go ludzie z zakładu dla umysłowo chorych nikogo z nas przy nim nie było.
Myśleliśmy, że odszedł i zapomnieliśmy bardzo szybko. Kiedy jednak pisałem
artykuły na temat szpitali tego typu natknąłem się na jeden z oddziałów w jednym
z takich miejsc. Pracownicy nazywali go oddziałem "Ludzi z szafy", od pierwszego
pacjenta, którego znaleziono w szafie w pewnym domu, gdy dozorca zgłosił brak
jakiejkolwiek reakcji na jego prośby o otwarcie drzwi i zapłacenie czynszu.
Pierwszy z nich został znaleziony w wieku ok 20 lat. Początkowo był bardzo
rozmowny. Nie miał dokumentów i przedstawiał się tylko imieniem. Badania nie
wykazały u niego żadnych chorób, a jego inteligencja i umiejętność zjednywania
ludzi była wprost zdumiewająca. Uciekł ze szpitala po kilkunastu dniach.
Znaleziono go w mieście oddalonym o jakieś 200 km. Mieszkał w małej miejscowości
w niewielkim kilku rodzinnym domu i wszyscy bardzo go lubili. Potem gdy
przywieziono go z powrotem zamknął się w sobie i rozmawiał z personelem tylko
przez chwilę i po przyniesieniu przez nich wybranych przez niego przedmiotów,
były to często książki, czasopisma ilustrowane ale i liście, kamienie i inne
rzeczy na pozór bezwartościowe.
Na oddziale tym było kilkunastu takich ludzi osadzonych w małych pokoikach i
niemal bezustannie wpatrujących się w małe okna w swoich pokojach. Jeden z
pracowników powiedział mi, że jeśli ktoś długo z nimi nie rozmawia to uciekają.
Właściwie nie wiadomo jak. Ktoś zastaje tylko ich cele puste. Oprócz tego nikt
nie wiedział o nich nic więcej poza wpisami o przywiezieniu i bezustannym
wpatrywaniu się w okna, choć kiedy lekarze próbowali z nimi rozmawiać wymieniali
tylko tytuły książek, filmów, nazwy przedmiotów. Kiedy o tym usłyszałem
przypomniało mi się iż w jego pokoju, kiedy nas opuścił, było mnóstwo książek i
czasopism z reprodukcjami różnych dzieł, wiele biletów z kina, teatru, opery.
Kiedy przywoływałem wspomnienia to pierwsze myśli jakie na jego temat
przychodziły to wielkie umiłowanie życia. Teraz widzę iż jego wola przeżywania
życia w radości była ogromna. Tak bardzo chciał czuć radość z otaczającego świata
iż nie umiał w nim żyć. Kiedy próbował pracować zawsze znaleźli się ludzie którym
nie podobało się jego podejście. Zawsze wykonywał wszystkie czynności bardzo
starannie i nie potrafił odmawiać. Choć pracował bardzo wydajnie i uczciwie
ludzie zawsze go wykorzystywali, a on bardzo długo się z tego otrząsał. Kiedy
mieszkał u nas nie musiał pracować, miał trochę pieniędzy, a resztę odpracowywał
sprzątając i pomagając lokatorom choć właściwie potrzebował tak niewiele. Oprócz
jedzenia którego nikt mu nie żałował i opłat za 1 mały pokój z kuchnią i
łazienką, zawsze znajdywał sposoby by obywać się bez pieniędzy. Teraz widzę jak
"jego szafa" odebrała mu zmysł normalnego życia na rzecz wielkiej radości. To tak
jak byśmy zamknęli się w szafie i nie widzieli nic oprócz ciemności, percepcja
skupia się na słuchu, dotyku, a przede wszystkim na wyobraźni, nie widzimy rzeczy
ale wyobrażamy je sobie i to nam wystarcza, odczuwamy świat szafy jak nasz własny
świat w którym my wymyślamy tych którzy z nami przebywają i tych których się
boimy. Wyobraźnia to wielka broń, którą możemy doskonalić, ale jej użyteczność w
normalnym świecie jest chyba raczej niewielka, choć może tylko niewykorzystywana.
Pamiętam jak kiedyś jeden z lokatorów przywiózł sobie wielką szafę. Niemal
antyk. Kiedy pomagał nam wnosić ją do domu w czasie odpoczynku powiedział coś w
tym stylu:
Kiedy jesteśmy jeszcze mali szafa jest miejscem które możemy traktować
właściwie na trzy sposoby: widzimy je jako miejsce którego się boimy, nie
zauważamy jej albo traktujemy jak azyl. Oczywistym jest fakt iż zależy to od pory
dnia, ale szafa ożywa w naszej wyobraźni i kiedy jesteśmy już dorośli potrafi
przypominać dzieciństwo.
Chowając się w szafie widzimy świat przez szpary. Będąc dziećmi robimy to
właściwie cały czas. Potem dorastamy. Nie chowamy się w szafie i nasze dawne
widzenie przez szpary zanika odsłaniają nam jego prawdziwą naturę.
Pamiętam ostatni raz kiedy go widziałem. Próbowałem z nim porozmawiać. Poznał
mnie i poprosił żebym go zabrał. Gdziekolwiek. Chciał wyjść na łąkę by cieszyć
się widokiem przestrzeni i ciepłem słońca lub deszczem. Nie mogłem tego zrobić,
choć pytałem ordynatora, ten powiedział, że musiałbym udowodnić iż jestem
krewnym. Potem kiedy przychodziłem niemal ignorował moją obecność. Choć próbował
powstrzymywać, widziałem, jak odchodziłem, łzy w jego oczach. Kiedy to piszę
zakład w którym był oddział "Ludzi z szafy" nie istnieje. Nie wiem gdzie
przenieśli pacjentów. Nigdy więcej go nie widziałem.
Teraz jednak, kiedy moje dzieci chowają się do szafy opowiadam im o ludziach
którzy bardzo kochali życie i nie mogli się nim cieszyć, bo za długo przebywali w
szafach własnej wyobraźni.
* * *
Oczywiście przede wszystkim korzystamy ze wzroku, kiedy wykorzystamy słuch
możemy poznać kogoś poprzez co i jak mówi. Powonienie to prawdopodobnie kolejny
krok, potem dotyk i smak. Zastanówmy się nad wykorzystaniem braków. To iż w samym
graniu trudno jest pokazać zapachy, czy wywołać jakąś konkretną atmosferę jest
faktem, a może kolejnym krokiem by spróbować to wykorzystać?...

|