Życiorys Mistrza cz. 4
W wakacje przed pierwszym semestrem w Oksfordzie Tolkien wyjechał wraz z bratem Hilarym i rodziną farmerów, u których Hilary pracował porzuciwszy wcześniej szkołę by zająć się rolnictwem, do Szwajcarii. Tam odbywali długie wycieczki po górach wędrując od wioski do wioski unikając dróg i wybierając nieprzetarte szlaki. Tam Tolkien kupił sobie pocztówkę przedstawiającą Ducha Gór - siwego mężczyznę siedzącego na kamieniu pod sosną, ma on siwą brodę, szeroki, okrągły kapelusz i długi płaszcz. Później Tolkien napisał na kopercie w której przechowywał ową pocztówkę: "Pierwowzór Gandalfa". Bracia wrócili do Anglii na początku września i zaraz po tym Tolkien udał się do Oksfordu na pierwszy semestr studiów.
Zaraz po przyjeździe do Oksfordu Ronald zrozumiał, że pokocha to miejsce. Było ono niesamowite w porównaniu z szarym i brzydkim Birmingham. Wszędzie wznosiły się wiekowe mury kolegiów i uniwersytetów, o wspaniałych fasadach i wymyślnych ozdobach. Co prawda kolegium Exeter nie było najpiękniejszym budynkiem, ale na dole przy drzwiach wśród pozostałych było wypisane nazwisko Ronalda, a na górze znajdował się jego pokoik i sypialnia i to wystarczyło Tolkienowi, by uznać to miejsce za pierwszy, prawdziwy, własny dom od czasu śmierci matki.
W owych czasach w kolegiach studiowali głównie młodzieńcy pochodzący z bogatej arystokracji i przyzwyczajeni do luksusowego trybu życia. Płacili oni za swoje studia, często mieli szerokie koneksje i wpływowych znajomych. Nieraz zdarzało się, że byli bardzo leniwi i swoją obecność na studiach zawdzięczali tylko swym znajomościom. Mniejszą grupę stanowili biedniejsi stypendyści (jak Ronald), którzy mogli studiować tylko dzięki pomocy finansowej w postaci stypendium. Ta druga grupa także była podzielona na "pełnych stypendystów" , oraz "częściowych stypendystów", którzy otrzymywali tylko część stypendium. Pierwsza grupa nie specjalnie tolerowała drugą (prawdopodobnie ze wzajemnością), i gdyby Tolkien nie trafił do Exeter lecz do bardziej modnego kolegium mógłby się stać ofiarą snobizmu i różnic społecznych. Na szczęście tak się nie stało i Tolkien mógł swobodnie nawiązywać przyjaźnie w obrębie swojego kolegium, które słynęło z dużej tolerancji klasowej. Aby Tolkien mógł się łatwiej zaaklimatyzować z pomocą przyszło mu dwóch studentów z drugiego roku także katolików, którzy pomogli mu poznać miejscowe zwyczaje. Obie grupy stypendystów oraz studenci płacący mieszkali, uczyli się i byli oceniani w dokładnie taki sam sposób, jedyną rzeczą jaka ich odróżniała był odcień czerni tóg, które musieli nosić przez większość czasu.
Innym, nieoficjalnym kryterium podziałów pomiędzy studentami był ich stosunek do nauki i otoczenia. Istniały trzy rodzaje podziałów : na scholarzy, ludowców i roboli, na okularników i pracusiów oraz na sercowców i estetów. Scholarzami byli ci, którzy pilnie studiowali, ludowcami nazywano przedstawicieli klasy śwyższej i średniej a robolami studentów z klasy niższej. Okularnikami byli ci, którzy roztaczali wokół siebie sztuczną aureolę intelektualizmu, a pracusiami ci, którzy nie interesowali się niczym poza studiami. Sercowcy to osoby przyjazne, pełne wigoru i wysportowane, a esteci to studenci interesujący się sztuką i nieco zniewieściali. Tolkiena określano jako scholarza, pracusia i sercowca.
Trudności sprawiały Tolkienowi sprawy finansowe, ponieważ nie dysponował on zbyt dużymi zasobami pieniędzmi, a życie w miasteczku stworzonym przez bogaczy i żyjącym według ich gustów trudno było żyć oszczędnie. Mieszkanie trzeba było zaopatrzyć w trochę mebli, gdyż uczelnia zapewniała tylko podstawowe sprzęty, należało chodzić odpowiednio ubranym do obowiązującej mody, w dobrym guście leżało zapraszanie na śniadanie przyjaciół oraz odpłacanie się za stawiane piwo i wino tym samym, a za to wszystko trzeba było co tydzień płacić tzw. battel, czyli rachunek uczelniany. Pomimo tego, że oksfordzcy sprzedawcy przyzwyczajeni byli do dawanie prawie nieograniczonych kredytów długi w końcu trzeba było spłacić. Po pierwszym roku Tolkien napisał : "Sprawy pieniężne nie wyglądają zbyt wesoło". Jako ciekawostkę można tu nadmienić, że w owych czasach w zwyczaju było, że synowie ludzi bogatych przybywali na trzy lata do Oksfordu, by zdobyć stopień akademicki w jakimś ekskluzywnym kolegium. Wolny czas spędzali na polowaniach, wyścigach samochodowych lub wyjazdach na weekend do Paryża. Bogaty uczeń mógł zdobyć stopień akademicki w Oksfordzie bez względu na inteligencję i ilość włożonej pracy. Uzyskanie stopnia czwartej klasy (który odpowiada naszej ocenie miernej) oznaczało, że właściciel tego stopnia mógł sobie na niego pozwolić, bez nadmiernego wysiłku i bycia pracusiem i był on niemal tak samo ważny jak stopnie wyższej klasy. A teraz coś, co was zapewne ubawi. Dodatkowo dla uczniów bardzo bogatych, którzy nie chcieli lub nie potrafili zdobyć nawet stopnia czwartej klasy wprowadzono stopień "Grand Compondeur", który przyznawany był za wysoką opłatą, pozwalał studentowi na zaliczenie roku, a do tego zwalniał go z konieczności przebywania w kolegium a tym bardziej uczestniczenia w zajęciach ! Niesamowite.
Aby dokładnie zrozumieć atmosferę, jaka panowała w Oksfordzie należy dodać, że studenci np. w Stanach Zjednoczonych wybierali sobie uczelnię na podstawie prestiżu, jaki ją otaczał, studiów podyplomowych, wykładowców, programu nauczania lub tradycji rodzinnej. W Oksfordzie było zgoła inaczej. Najpopularniejsze były uczelnie, które oferowały swoim wychowankom największe pokoje, najszersze menu (wraz z wyborem win) i przewagę w nich stanowili studenci z tej samej co wybierający klasy społecznej. Tolkien nie wybrał Exeter z jakichś konkretnych powodów. Zaczął studiować klasykę akurat w tym kolegium, gdyż właśnie tutaj dostał stypendium, a dla kogoś z jego wykształceniem klasyka była najodpowiedniejszym profilem gdyż oferowała grekę, łacinę, historię i filozofię oraz literaturę grecką i rzymską oraz innymi językami obcymi.
W Oksfordzie obowiązywały w tamtym dziesięcioleciu różne niepisane prawa oraz pisane, ale rzadko przestrzegane, przeważnie dosyć dziwne z perspektywy dzisiejszych czasów. Istniały takie obowiązki jak obecność na nabożeństwie, capstrzyk czy zimne kąpiele pod nadzorem. Młodsi studenci nie mogli bez pozwolenia prorektora sami chodzić do hoteli i tawern. Żaden student nie mógł grać w bilard w pomieszczeniu publicznym przed godziną pierwszą i po godzinie dwudziestej drugiej, nie mógł obserwować wyścigów konnych, trzymać psa w kolegium czy tańczyć w czasie roku akademickiego. Trochę dziwne nieprawdaż ? Jednak te przepisy istniały bardziej w teorii niż w praktyce i uczelnia nieraz przymykała oko na różne zachowania studentów.
CDN