Wstępniak


Siedział tak od dwóch pełnych godzin, zdać by się mogło, że to posąg gdyby nie światło padające na rękę, która leniwym ruchem wystukiwała takt muzyki, granej tyko dla niej. Czarny płaszcz otulał go ze wszech stron, każda drobina światła nikła, na nienamacalnej barierze. Obserwował. Spokojnie wodził oczami po całej sali, siedząc przy narożnej ławie. Mógł zobaczyć wszystko to co chciał. Pora była wczesna to też podróżnych było niewielu, lecz i tak w tym niewielkim gronie wypranych z uczuć awanturników, dostrzegł tych którzy będą mu służyć. Ci dwaj będą się nadawać pomyślał, poczym wstał. Ten pierwszy siedział na stołeczku, zdawać by się mogło, że takie małe i kruche coś nie powinno utrzymać takiego ciężaru, a jednak. Drugi, dwukrotnie niższy, stojący po przeciwnej stronie okrągłego stolika, gestykulował namiętnie i klął siarczyście, jak prawdziwy krasnolud, nic w tym zresztą dziwnego nie było.

***

Zamglony strumień niejasnych pół myśli zalewał mu głowę. Siedział oparty o twardą, drewnianą ściankę w tej ponurej (...)
- Do Piana, gdzie ja jestem.
- Zawrzyj dziób tępaku. Czarne, rozkiełznane włosy poruszyły się na sienniku obok zagubionego młodzieńca, po czym ciężki brodaty łeb upadł ponownie do drzemki. Młody wstał powoli, nakazując ciału trzymać się w pionie. Nie był dziś skory do żartów, chciał się odegrać.
- Wstawaj kurduplu. Krzyknął głośno z wyrzutem w głosie.
- Taa (...) coś ty powiedział popaprańcu chędożony. Krasnolud zrzucił z siebie koc, kaszlnął, podpierając się na 'przyjacielu' staną na nogi, okute żelastwem buty zatrzęsły się na deskach. Popatrzył na swojego towarzysza, zamyślił się, pokiwał głową.
- Oj na zbyt dużo sobie wczoraj pozwoliliśmy, oj na zbyt dużo, w takim tempie to w połowie drogi zamienimy się w oprychów 'zbierających' jałmużnę.
- Myślę, że coś w tym musi być.
- Nie myśl, tyle razy cię prosiłem.

***

Kolejny dzień kończył swój żywot, łuna ognia zalała świat, stanął przy balustradzie, na pałacowym tarasie. Miał dość tego życia, nuda, dzień w dzień to samo, piękne kobiety, wystawne obiady, oklaski i pochwały dla niego za jego głos, umiejętności twórcze. Dość pomyślał po raz wtóry, wrócił do swej komnaty. Szybko uwinął się z tobołkiem, wziął co jego, a nie było tego zbyt wiele, mandolinę powiesił na pasku przy ramieniu, sztylet włożył do cholewy lewego buta, poprawił kapelusz i pomknął. Najpierw przez taras do ogrodu, tu minął cichcem alkowę złocistą, ozdobioną tysiącem małych wiecznie żywych kwiatków, westchnął. Biegiem przebiegł wzdłuż zabudowań gospodarczych, biegł wiedziony myślą, że w każdej chwili może się rozmyślić, biegł z niebywałą energią jakby walczył o życie. Walczył o wolność, którą mu ukradziono zanim zdążył ją poznać.

***

- Powtarzam ci po raz kolejny, nie zrobimy tego Drablinie.
- Jak nie chcesz mi pomóc to sam pójdę.
- Nie pozwolę ci.
- A co wczoraj gadałeś wieczorem.
- Zawrzdyj, bo mi szybciej pikawa tyka, a wiesz do czego to może doprowadzić.
- Mam gdzieś te twoje prawa, ja ich nie ustalałem, więc(...)
- Więc masz je w dupie i tyle, a co zresztą, z twoimi marzeniami.
- Skończ już, robi się to nudne. Dyskutowali by tak pewnie do wieczora, gdyby nie tajemniczy nieznajomy, zjawił się nagle jakby wyrósł spod ziemi, spojrzeli po sobie, nie obawiali się ani wielkich monstrów, ani nawet armii gbórowatego Katana, ale patrząc na postać w czerni, stojącą przed nimi, dreszcz przeszedł im po plecach. Zamilkli. Zaczęli słuchać.

***

Czwartego dnia wędrówki rozpoczęły się ulewy, lało jakby całe niebiosa zechciały posłuchać o życiu istot śmiertelnych, ha pomyślał jakie to głupie, bogowie nie płaczą lecz śmieją się z nas. Kątem oka spojrzał na towarzyszy, szkoda, że tacy małomówni, tyle myśli w głowie i nie można się z nikim podzielić.

***

Co my tu mamy, ano jest krasnolud władający językiem nie gorzej niż toporem, półolbrzym który przechodzi bokiem obok życia, jest też człowiek szlachetnie urodzony, nieszczęśliwy bo mu nudno jest, no i jakiś tam tajemniczy czarnoksiężnik ze swoimi mrocznymi planami. Standardowa drużyna w standardowym świecie fantasy, a może jednak inaczej.

Ochia niech będzie wielka

Świat Orchi jest duży, znacznie większy niż wydawać by się mogło po przeczytaniu podręcznika, dziesięć archipelagów to nie jeden świat lecz dziesięć równoległe współistniejących światów które dla ambitniejszego mistrza gry mogą zamienić się wspaniały plac zabaw, każdy z nich może być tak odmienny od drugiego na ile wystarczy wyobraźni autorowi, cóż z tego że w podręczniku napisano że wszędzie rządzą orki, czemu nie ma być inaczej, w serii artykułów postaram się zaprezentować jak na razie jeden z nich - północny, ale każdy z was może zrobić coś podobnego w domu pamiętać należy, o tym by nie było to odwzorowanie już istniejącego lecz coś nowego co zapewni zabawę tobie mistrzu gry i twoim graczom, dodanie kilku nowych ras, innej kultury i zwyczajów, stworzenie odpowiedniego klimatu pasującego w tym miejscu mam na miejscu klimat kampanii w danym świecie a nie podbiegunowy klimat np. archipelagu północnego

Innym tematem który chciałbym podjąć w tym dziale jest sprawa zasad. Cóż z tego, że uraczono nas po kilku latach czekania książkowym wydaniem kryształów skoro na mąciły i na psuły nam krwi, ileż można doszukiwać się nie istniejących tabel, zrozumieć zamysł autorów. W tym tkwił problem, zbyt duża liczba autorów i ich (tak się może wydawać po przeczytaniu podręcznika) brak współpracy tzn. nie uzgodnienie wspólnie zmian wprowadzanych w podstawowych zasadach przyczynił się do wpuszczenia chaosu na strony tak ścisłego systemy. Nie konsekwencja w dążeniu do zmian, przyczyniła się do niepowodzenia całego projektu. Liczbomania nie jest pozytywną cechą systemu, lecz gracze (może nie wszyscy) cieszą się jak małe dzieci widząc kilka nowych cyferek na swych zawile uzupełnianych kartach, a fakt że dany gracz posiadł tajemną wiedzę uzupełnienia karty po awansie na poziom, jest dla niego powodem do dumy, cóż doświadczeni gracze mają pewnie na ten temat inne zdanie, lecz oni mogą sobie pograć np. w wampira którego prowadzenie z graczem o niższym umiejętnościach mija się z celem. Zasad nie trzeba zmieniać jedynie poprawić wprowadzając kilka korekt i poprawek, wtedy nie będzie problemu typu czemu w dwóch miejscach napisane jest na ten sam temat, lecz 'nieco inaczej'.

Z powyższych rozważań jedno wydaje się być oczywiste, Kryształu Czasu są dla mistrzów gry, którzy poza (a może zamiast) robieniem przygód chcą stworzyć coś co będzie odpowiadać ich wizji idealnego świata, a dla graczy którzy chcą się dobrze bawić przygotuje coś specjalnego (jeden z graczy chciał być takim niby Bruce Lee stąd powstała profesja mnicha itp.) Graczami natomiast powinni być ci, którym nie podoba się myśl, że i tak obojętnie co czyniąc staną się pożywkom dla istot chaosu, czy też oszaleją jeśli nie zginą podczas pierwszych sesji.

Czym mogą być Kryształu Czasu jeśli włożyło by się wysiłek, aby tchnąć w nie nowe życie. Mogą być barwnym złożonym systemem którego atutem poza barwnym, zróżnicowanym światem, będzie bogate zaplecze techniczne tzn. czary (mało w którym systemie dostajemy taki), zapach krwi setek stworów (no na razie nie ma ich tyle, ale Orchia pod tym względem nie ma żadnych ograniczeń), profesje (do Warhammera daleko ale i tak nie powinniśmy narzekać, a będzie lepiej), przedmioty, zioła, mikstury (tego jest naprawdę wiele). Jeśli chodzi o same zasady to są one dobre, choć nie da się ominąć powtórki z arytmetyki.

Dobra, wstęp mamy za sobą, teraz jak zachęcić tych którzy są leniwi bądź też nie mają zbyt dużo wolnego czasu (ledwo starcza na cotygodniową sesje). Zrobię za was brudną robotę (może kiedyś ktoś pomoże), na początku poczęstuje was profesją mnicha i elementalisty, jeśli przypadną wam do gustu dołożę szczególny opis tej pierwszej wraz z jej zdolnościami mentalnymi i szeroki wachlarz magii żywiołów (dużo interesujących czarów) a zaraz po tym laskę Duenthanona (artefakt który zgubił największego elementalistę w historii archipelagu centralnego), dla lubiących coś innego zaprezentuje "zieloną koniczynkę"(gospodę w get-warr-garze nie zupełnie normalną). Szkic archipelagu północnego pojawić powinien się już wkrótce, a wraz z nim dwie nowe rasy (dumni Malwarzy i uskrzydlone Vaerie). Co do zasad to będę pisał o nich po trochu, byście mogli się przyzwyczaić do zmian. Na razie to wszystko oczekuje na wasze: pytania, problemy i oczekiwania względem tego działu.

Wasz oddany mistrz czarnej magii

Strona tytułowa
Strona tytułowa

Strona główna
Strona główna
Valin