Cthulhu zgłoś się


Przypadła mi niełatwa rola napisania o tym jak odbierany jest system RPG "Zew Cthulhu". Zadanie jest bardzo trudne, bowiem jak każdy system ma on swoich zwolenników i przeciwników. Zacznę może od podstawowych danych. System oparty jest na opowiadaniach, a raczej na mitologii stworzonej przez Howarda Philipsa Lovecrafta. Sam pisarz jest bardzo kontrowersyjny tak więc i odbiór jego opowiadań może być różny. W niektórych budzi o zachwyt od pierwszego opowiadania, u innych odrazę spowodowaną najczęściej niełatwym stylem pisania Lovecrafta. Można powiedzieć, że Lovecraft jest autorem, który wspiął się na wyżyny grafomaństwa. Myślę, że jest to jeden z podstawowych elementów stanowiących o jego popularności bądź o jej braku.

Mitologia

Mitologia Cthulhu zakłada, że w dalekiej przeszłości naszą planetę zamieszkiwały potężne istoty. Często dochodziło między nimi do konfliktów, aż w końcu zostali "uspokojeni" przez Starszych Bogów. Warto zauważyć, że to przez nich zostali zesłani na ziemię, która stała się dla nich więzieniem. Na wolności pozostały tylko dwie istoty: Nyarlathotep i Ithaqua. Obie dążą do wyzwolenia Wielkich Przedwiecznych. Sam Wielki Cthulhu jest uśpiony w swoim mieście R'Lyeh gdzie czeka na wyzwolenie, które nadejdzie gdy gwiazdy będą w porządku (ma to nastąpić ponoć niedługo). Oczywiście nie samymi bogami mitologia stoi. Mamy więc do wyboru tzw. rasy służebne, czy rasy niezależne. Najbardziej reprezentatywną grupę wśród tychże stanowią niewątpliwie Mi-Go opisane przez Lovecrafta w opowiadaniu "Szepczący w Ciemności".

RPG

Jak każda szanująca się mitologia również Cthulhu doczekała się swej wersji fabularnej. System ten został wydany w USA (to chyba oczywiste) i dość powiedzieć, że w chwili obecnej doczekał się edycji 5.5 nie licząc po drodze Cthulhu Box. Dość prosta mechanika i równocześnie utrzymanie klimatu Lovecrafta doprowadziło do tego, że gra w dość krótkim czasie zyskała grono wiernych wielbicieli. W naszym "pięknym" kraju doczekaliśmy się już dwóch wydań tego systemu. Nie będę się tutaj rozwodził nad różnicami, bądź ich brakiem, między oryginałem i polską wersją, dość powiedzieć, że ja osobiście nigdy z faktu wydanie Cthulhu po polsku nie byłem zadowolony.

...odbiór...odbiór...jak mnie słyszysz...

Jak każdy "starszy" gracz RPG zaczynałem moją przygodę kiedy o grach fabularnych w Polsce słyszało się rzadko bądź wcale. Siłą rzeczy oswoiłem się z obcojęzycznymi (najczęściej angielskimi) wydaniami systemów. Zaczynałem od D&D, a samo Cthulhu dostałem w swe łapki już po przeczytaniu opowiadań Lovecrafta. Możecie sobie wyobrazić jakie wrażenie robiły na mnie te opowiadania kiedy leżałem w izolatce szpitala podczas szalejącej za oknem burzy z piorunami. Moja fascynacja grami skłoniła mnie do szukania gry opartej na twórczości mistrza. Za pierwsze zarobione pieniądze (nie cierpię sprzedawać kartek świątecznych...) kupiłem edycję 5, którą odnalazłem w nieistniejącym już dzisiaj sklepie z RPG w Londynie. Chyba każdy z nas miał kiedyś takie uczucie niesamowitego szczęścia kiedy taszczył pod pachą upolowany wreszcie podręcznik. Od tego czasu zostałem wiernym fanem Lovecrafta. W chwili obecnej w moich zbiorach znajduje się około 30 podręczników, a z każdej wyprawy staram się przywozić nowe. Jednak nie o tym miałem pisać.

Kiedy zobaczyłem w MiM reklamę zapowiadającą wydanie Cthulhu wyczerpałem chyba cały dostępny mi repertuar przekleństw. Dlaczego? Panowało wtedy (i często pokutuje do dziś) przeświadczenie, że czego się Polacy nie dotkną to spieprzą. Popatrzmy zresztą na to co dzieje się teraz. Wychodzi nowy dodatek do systemu np. WoD. Zaraz słyszę od znajomych "Eeee, tu zmienili okładkę, w oryginale to były lepsze kolory." , "O jakie złe tłumaczenie, czy oni na łby poupadali". Znacie zapewne tego typu opinie. Przyznam się, że co do Cthulhu nie zmieniłem ich do dziś. Najbardziej osłabiły mnie bodaj tłumaczenia nazw z bestiariusza oraz tekstów z książek opisujących poszczególne bóstwa. Największym szokiem było kiedy okazało się, że autorem tych koszmarków jest Rodriguez, którego uważałem za największy autorytet z dziedziny Cthulhu. Dziś już wiem, że tłumaczył te rzeczy z Hiszpańskiego podręcznika, który z kolei był tłumaczeniem oryginału. Pamiętam jak na, którejś z kolei Szederiadzie na sam dźwięk "Cthulhu" Rodriguez starał się zapaść pod ziemię.

Każdy mistrz gry prowadzący system nie mający polskiej edycji na samą myśl o takowej przeżywa koszmar. Ciekawe dlaczego tak się dzieje? Prawdopodobnie dlatego, że "starym wyjadaczom" wydaje się, że "świeży narybek" zniszczy system. Na każdym kroku będziemy słyszeć, że ten potwór jest cienki bo ma tylko 123 siły, a za to tamten. Skąd my to znamy... Do dziś nie mogę wyjść z szoku kiedy jeden z młodych GM powiedział, że prowadzi Cthulhu, ale tak naprawdę nie lubi opowiadań Lovecrafta. Obłęd!!!!! Na całe szczęście w moim mieście jest może czterech GM w Cthulhu, a wspomniany wyżej kolega dał sobie spokój z prowadzeniem tego systemu.

Jak sami widzicie Cthulhu może być różnie odbierany. Dla jednych jest to tylko kolejny system, a dla innych istota egzystencji. Największą pogardę do Cthulhu prezentują oczywiście ludzie od WoD. Oczywiście nie wszyscy. Ci normalni mogą ze spokojem opuścić dwie następne linijki. Dla nich cokolwiek nie opartego na "kropkach" i tzw. Storytellingu to dno, kiła i mogiła. I wcale nie jest mi przykro jeśli któregoś z nich uraziłem. Rozłam w środowisku rpg pogłębia się. Pierwsze było WoD, a w ślad za nim podążają inne systemy. Dość wspomnieć o tajnej organizacji "Urolog" (ukłony dla SaSzaka). Tam Cthulhu to oczywiście temat numer jeden. Oczywiście i tam pojawiają się czynniki wywrotowe proponujące przerobić Cthulhu na "kropki".

Myślę, że Cthulhu ma wiernych zwolenników, którzy będą grali zawsze i dla których Lovecraft jest wręcz biblią. Znajdą się też tymczasowcy, którzy na szczęście szybko znikną. Są też ludzie których już nigdy nie będzie się dało nawrócić.

A na czym polega fenomen Cthulhu. Myślę, że jest to rzecz wzięta z opowiadań Lovecrafta, przekształcająca nawet najbardziej zwyczajne rzeczy i miejsca w przerażające istnienia pełne pierwotnych tajemnic. Dobre dla Cthulhu jest również to, że akcja dzieje się w latach dwudziestych gdzie nie wszystko dało się łatwo wytłumaczyć. Oczywiście istnieją dodatki do Cthulhu w czasach współczesnych, ale ja uważam za najlepszy klimat sprzed czasów drugiej wojny światowej. Te białe plamy na mapach, dziesiątki odkryć no i oczywiście "kanapy na kółkach", i nieśmiertelny "Thomson".

Tak więc nie próbujmy zmieniać Cthulhu, dostosowywać go do paranoicznego "końca świata". Zostańmy w latach błogiej nieświadomości. Niech gwiazdy jeszcze długo nie będą w porządku!


Strona tytułowa
Strona tytułowa

Strona główna
Strona główna
Wolvie