Spis treści Świat Mroku

Fundacja


Jeremiah Covenant

Diary of Vampire – Zaproszenie

Diary of Vampire – Zaproszenie

Tak dawno nie spotkałem nikogo mi życzliwego. Może nie szukałem, a może po prostu nikt o mnie nie pamiętał. Nie przejmowałem się tym, tylko czasami, samotnie żyjąc z dnia na dzień, popłakiwałem w rękaw. Gdy nikt nie widział. Zamykałem się w sobie i paradoksalnie chciałem, aby ktoś do mnie mówił. Chciałem słuchać i chciałem być wysłuchany. Tylko takie małe pragnienie, moje marzenie.

Zmieniłeś to. W dniu, kiedy znalazłem od ciebie wiadomość, byłem szczęśliwy, po raz pierwszy szczęśliwy od bardzo długiego czasu. Czytałem twoje słowa przelane na papier, recytowałem na głos każdą linijkę i mogę ci napisać treść tych kartek nawet w tej chwili. Jestem przekonany, że nie popełniłbym ani jednego błędu. Bo twoja wiadomość stała się moją Biblią, której nigdy nie zapomnę.

Gdy zamknę oczy, potrafię sobie wyobrazić twoje zaproszenie. Tę gładkość papieru, tekst napisany złotą kursywą. Każdy szczegół wryłem dokładnie w swoją pamięć jak życiową maksymę.

Jednocześnie muszę ci się do czegoś przyznać – szukałem cię. Choćby najmniejszego śladu, cienia informacji, kim jesteś i jak mnie znalazłeś. Nie wiem, czy sprawię ci przyjemność, ale jesteś dla mnie Enigmą. Jakbyś nie istniał. Ale przecież przysłałeś zaproszenie, zrobiłeś to, o czym marzyłem. Interesowałeś się moim życiem? Jeśli nie, to jak mnie znalazłeś? Przecież dobrze się ukrywam...

Ale wróćmy do przyjęcia, na które mnie zaprosiłeś. Widziałeś mnie? Byłem wystrojony jak szczur na otwarcie kanału (taki stary dowcip, opowiadany przez moich znajomych). Najlepszy garnitur, najlepsza koszula, najlepsze buty. Wszystko zrobiłem specjalnie dla ciebie – wyglądałem naprawdę dobrze. Myślę, że pasowałem do towarzystwa. To dziwne, ale każdy chciał ze mną rozmawiać. Byłem w centrum uwagi, zasypywany pytaniami. Nikt mnie nie popędzał, nikt nie komentował wyglądu mojego ciała. Wszyscy pragnęli abym im towarzyszył.

O tobie nie mówiono wprost, mój dobrodzieju, ale nie jestem głupi. Wyłowiłem spojrzenia tych pięknych dam, które badały mnie pomimo maski zadowolenia. Słyszałem o tych kobietach – jad swoich słów potrafią oblec w piękno z obrazów Picassa. Pytały o moje życie i czasami nie potrafiłem powiedzieć prawdy. Pomimo wszystko, musiałem strzec swojej kryjówki. Czy wiedziałeś o nich? A może, mimo twojego podpisu, byłeś jedną z nich? Czy kiedykolwiek odpowiesz na moje pytanie? Chciałbym, aby niektóre z mych podejrzeń okazały się fałszywe, ale sam wiesz, jak trudno czasem uwierzyć w prawdy oczywiste.

Jakież smakowite jadło serwowali na tym przyjęciu. Jeszcze nigdy nie miałem okazji spróbować takich delikatesów. Nie żyłem zbyt dostatnio i zapach, wygląd a wreszcie smak każdego z smakołyków był jak boski nektar. A wino, jakie serwowali, z pewnością dojrzewało w najlepszych winnicach Europy. Nie znam się na ich rodzaju ani tym bardziej roczniku, ale były wyśmienite.

Była tam także obecna cała śmietanka towarzyska. Między innymi miałem okazję rozmówić się z niejakim Januszem Głuszewskim. Nie był zbyt rozmowny (mam nadzieję, że nie z powodu mojego wyglądu), ale stanowił miłe towarzystwo. Porozmawialiśmy o nieśmiertelności, o jej urokach i wadach. Nie zaskoczył mnie swoimi opiniami.

Później stracił humor i najwyraźniej mówił sam do siebie. Wciąż powtarzały się dwa imiona – Agata i Henryk. Mówił także o jakieś zemście, ale na tyle niedokładnie, że nie mogłem zrozumieć prawdziwego sensu jego słów. Nie chciałem zadawać pytać, aby nie zostać posądzony o wścibskość.

Jednak nie wszyscy mnie lubili. Wraz z upływem nocy niektórzy całkowicie zmieniali swój stosunek do mnie. Usłyszałem coś po łacinie (turpis?), jednak gdy odwróciłem się w tamtą stronę, szepty zniknęły. Wątpię, aby się mnie bali, ale może taka była formuła balu? Aby nikt nie czuł się poniżany? Może nie miałem ich usłyszeć, może po prostu mnie nie docenili?

Nie wiem, czy byłeś tam obecny. Nie wiem, czy tańczyłeś pośród melodii płynących z instrumentów tego uroczego wampirzego kwartetu. Grali gwałtownie, brutalnie, a jednocześnie melancholijnie. Tak jakby wsłuchali się w odgłosy mojej duszy. Tak, tej samej duszy, która niszczała wciąż atakowana przez samotność. Uleczyłeś mnie i za to ci dziękuję, dobrodzieju.

Już nie będę zadawał pytań. Piszę to, co chcesz mieć na swojej kartce. Coś za coś, choć o tym nie mówisz. Gdybym nie był sprytny, już dawno ktoś piłby moją krew. Dlatego uważam, że nie pomylę się, mówiąc, iż zaproszenie jest nagrodą za dobrze wypełnioną kartkę. Podałeś adres, szukałem cię. Po tych kilkunastu akapitach powinieneś wiedzieć, że nie będę chciał cię odnaleźć. Dałeś mi coś ważnego, a ja spłacam dług, starając się o tobie zapomnieć.

Ale teraz, gdy ponownie czytam relację z mojego życia, którą masz przed sobą, bez trudu zauważam naiwność swoich słów. Dylemat – czy napisać to od nowa, abyś sądził, że masz przed sobą wyznania twardego, zimnego jak lód wampira, który za nic ma twoje zaproszenie? Czy pozostawić wszystko jak jest, nic nie zmieniając?

Za kogo będziesz mnie uważał? Czy naprawdę uwierzysz, że wampiry mogą płakać? Czy naprawdę uwierzysz, że piję krew zwierząt, aby nie skrzywdzić tej kruchej, niepowtarzalnej istoty, jaką jest każdy człowiek? Czy to prawda, czy tylko mój wymysł? A może kłamałem i znalazłem cię, a teraz szykuję się do spotkania?

Kilka prostych pytań.

Dla odmiany, dla tego świeżego dotyku prawdy pośród sieci kłamstw, pozostawię wszystko tak jak jest. Muszę ci to przyznać – wyrwałeś mnie z otępienia. Wszystko nabiera dla mnie barwy – nieśmiertelność, polowanie, odwieczne pytania. Rozmowy, które przeprowadziłem z uczestnikami balu, rzuciły nowe światło na niektóre sprawy.

I za to ci dziękuję, mój Dobrodzieju.

Styczeń 2005

Na górę strony