|
Sprawozdania |
Dni Fantastyki - Teleport 2005 |
Regulaminu Imprezy punkt 4: Wiem, wiem... W ubiegłym roku zarzekałam się stukrotnie, że się na następnym Teleporcie raczej nie pojawię. Dwa poprzednie, które miałam okazję widzieć, trochę nadszarpnęły moje nerwy oraz wizję dalszego rozwoju środowiska. Do tegorocznego uczestnictwa zachęciła mnie po pierwsze zmiana lokalizacji (z Gdańska do Wrocławia) oraz mariaż klasycznego RPGowego konwentu z Dniami Fantastyki. Nie bez znaczenia była ponadto pozytywna opinia ubiegłorocznych Dni, jaką wystawili znajomi Wrocławianie.
Regulaminu punkt 5: Zacząć wypada od tego, co na temat konwentu pojawiło się w Sieci przed początkiem imprezy - czyli od niczego. Na oficjalnej witrynie nie znalazłam niestety ani jednej informacji praktycznej dla przyjezdnych chętnych. Pojedyncza notka głosiła "Konwent odbędzie się w Centrum Kultury "Zamek" w zachodniej dzielnicy Wrocławia (Leśnica) oraz w pobliskiej szkole." Ani nazwy ulicy, ani dojazdu. Ani - w mojej opini przydatnej - informacji o tym, że Leśnica jest dzielnicą na samym skraju miasta. Czas dojazdu na Teleport przebił stare Szedariady na ulicy Kiełczowskiej, gdzie z okien szkoły rozciągał się widok na podmiejskie łąki. I między innymi z powodu tego oddalenia nazwa Teleportu szybko została zmieniona na Dni Fantastyki Leśnica 2005. Złośliwi upierali się, że Wrocław na pewno to nie był. Kiedy zjawiłam się pierwszego dnia wieczorem, impreza trwała w najlepsze. Z lekka zdezorientowany pan ochroniarz - było dość późno - zebrał ode mnie dane, pieniążki i... nie kazał niczego podpisywać. Zapytałam dlaczego, powiedział, że "nie wie, ale w zasadzie nie trzeba". Później znalazłam w regulaminie stosowny punkt, piąty właśnie. Przy okazji otrzymałam informator imprezy, złożoną na pół "kserówke" w formacie A3, która zawierała rozpiskę godzinową poszczególnych punktów programu mających miejsce w Zamku. Druga, podobna w formie kartka, dotyczyła bloku mangi i anime. Zabrakło opisu prelekcji, na co narzekała większość uczestników. Nota bene obie rozpiski już pierwszego dnia konwentu okazały się być częściowo nieaktualne.
Regulaminu punkt 9: "Pobliska szkoła" oddalona była od Zamku dobre 20 minut marszu. I za wyjątkiem tej odległości i związanych z nią utrudnień (siłą rzeczy niemożliwe stało się "przejście po salach" w celu zebrania gracy do LARPa) zasługuje na pochwałę. Wydała się nam idealnym budynkiem na konwent. Była ogromna - bez trudu pomieściło się tam ponad 500 osób, które nocowały na konwencie. Szerokie korytarze, prysznic oraz sławetny aneks kuchenny pozytywnie zapisały się w pamięci mojej oraz moich znajomych. W Szkole odbywała się również ta część punktów programu, która została przygotowana z myślą o miłośnikach mangi i anime. Szkoła - podobnie jak Zamek - miała ochronę w postaci wynajętej firmy. W Regulaminie zapisano o tym stosowne punkty. Pomysł wydał się ciekawy, ale możliwy do zrealizowania chyba jedynie w wypadku większego (niż standardowy, fandomowy) budżetu. Tym niemniej nie obyło się bez drobnych zgrzytów, ponieważ kiedy poprosiliśmy o interwencję w sprawie pijanego w sztok konwentowicza, który raczył był zapaskudzić nam salę - pan ochroniarz nie bardzo wiedział jak zareagować. Mówił, że jego obowiązuje inny regulamin, który zabrania "interwencji bezpośrednich". Panowie z sali osobiście wyprowadzili zatem pechowego uczestnika do tolaety. A reszta z nas zajęła się poszukiwaniami ścierek. Cała ta sytuacja dostarczyła tematów do zażartej dyskusji oraz odbiła się w znaczący sposób na przebiegu karcianki, w którą graliśmy tego wieczora. Sam Zamek czarował wnętrzem oraz zewnętrzem. Szczególnie spodobał mi się wystrój korytarzy na kolejnych piętrach (każde z nich miało swój niepowtarzalny styl) oraz okalający całość park, gdzie rozgrywały się LARPy.
Regulaminu punkt 18: Mariaż konwentu z dniami fantastyki teoretycznie zapowiadał wiele interesujących punktów programu. Przygotowano kilka bloków tematycznych, min spotkania z pisarzami (A. Pilipiuk, J. Komuda, E. Dębski, E. Białołęcka, Ł. Orbitowski, R. Dębski, W. Jabłoński, A. Bielanin, G. Czornaj, A. Ziemiański) i wydawcami (M. Parowski, J. Szmidt, I. Trzewiczek), wernisaż wystawy Zdzisława Beksińskiego, panele dyskusyjne, prelekcje RPG, LARPy. Blok gier bitewnych zajmował piętro i taras, a prócz bitew oraz pokazów można w nim było potrenować malowanie figurek. Szeroko zakrojony panel komiksowy obejmował konkursy i warsztaty i spotkania z twórcami (J. Frąś, R. Szłapa, J. Holeks-Szłapa). Blok mangowo-animowy był podobnie szczelnie zapełniony. Teoretycznie każdy mógł sobie dobrać coś interesującego, w praktyce - poszczególne grupy uczestników (fantaści, RPGowcy, pytani wielbiciele mangi i anime) nudziły się setnie i starały się jakoś same wypełnić czas. W związku z odbywającą się w tym czasie imprezą Wrocław Non-Stop popularne stały się "wypady do miasta". Wyjątek od tej reguły stanowili battle'owcy, którzy od rana do nocy rozgrywali turnieje. Wypowiedzi uczestników imprezy jak zwykle były podzielone. Oprócz wspomnianych powyżej zaangażowanych po uszy fanów figurek regularnie słychać było narzekania na nudę i zbyt poszarpaną tematykę imprezy. Straszyły również dziury programowe. Wielbiciele mangi i anime mieli za złe odcięcie ich od pozostałych bloków. Zabrakło integrowania środowisk, co miało miejsce na poprzednich Teleportach. Wyraźny był ponadto brak zgrania pomiędzy osobami odpowiedzialnymi za poszczególne bloki. Decyzje ich bywały sprzeczne i czasami dość kuriozalne. Programu punkt 19... Mariaż konwentu z Dniami Fantastyki w odczuciu pytanych przeze mnie uczestników nie wyszedł na dobre ani jednej, ani drugiej imprezie. Dni wypadły dużo słabiej niż przed rokiem (opinia znajomych Wrocławian), a Teleport... hmmm... ci, którzy spodziewali się klasycznego konwentu wyjechali nieusatysfakcjonowani. W pewnym momencie mieliśmy wrażenie, iż nazwa Teleport została użyta jedynie w celu przyciągnięcia większej ilości uczestników. Tych ostatnich było podobno aż 1000 osób (według innych źródeł od 600 do 800, z czego około 500 osób wykupiło "kartę noclegową" pozwalającą na wejście na teren Szkoły). Do nieoczekiwanych plusów Teleportu należy także zaliczyć sytuację, którą trudno będzie - w moim odczuciu - powtórzyć. Zazwyczaj na konwentach każdy serwis, portal czy zin mieszka w osobnej sali, skrzętnie zaznaczając własną odrębność. Podczas Teleportu miałam okazję nocować w sali valkiriowo-polterowo-gildiowo-GGFFowej okraszonej osobami z fandomu kieleckiego, warszawskiego, trójmiejskiego. Byłam nadzwyczaj mile zaskoczona obserwując jak przedstawiciele zazwyczaj konkurencyjnych środowisk funkcjonują obok siebie, śmiejąc się i żartując z tych samych rzeczy. Nie doszło do ani jednej zwady, ani jednej utarczki. Razem barykadowaliśmy się przed inwazją wspólnego wroga - nudy. Zaś na sam koniec tej recenzji zostawiłam rzecz absolutnie niepowtarzalną. O dziewiętnastym punkcie Regulaminu stało się w pewnym momencie głośno, ponieważ nikt nie wierzył, że takie stwierdzenie możne znaleźć się w statucie imprezy masowej. W opinii uczestników Teleportu bije on na głowę tegoroczne conquestowe "poddanie się rewizji przy wejściu na konwent jest dobrowolne, ale nie poddanie się jej oznacza brak możliwości przebywania na terenie szkoły". Punkt ten głosi: "Organizatorzy zastrzegają sobie prawo rozszerzenia tego regulaminu bez podania uzasadnienia"... PS: Śródtytuły są fragmentami regulaminu imprezy Dni Fantastyki - Teleport. |