Wrażenia

spis treúci Konwenty

Dracool 2005


Różni autorzy

Wrażenia

Rian

Nie powiem zapewne nic odkrywczego, jeżeli stwierdzę, że najważniejszym elementem Dracoola byli ludzie, których spotkałem. Inkluzowa ekipa sprawiła, że mój pierwszy konwent w życiu będę wspominał bardzo dobrze.

Sam program nie do końca mi odpowiadał (dominowały planszówki i karcianki, a z gier RPG najbardziej widoczne były Monastyr i Neuroshima). Dracool był jednak dobrą okazją, by zapoznać się z kilkoma fajnymi grami ("Jungle Speed" na pierwszej pozycji, poza tym "Saloon" i "Wiochmen Rejser", do którego mimo wszystko się przekonałem). Ponadto egzamin zdały sesje przeprowadzone w naszym własnym, Inkluzowym gronie i rozmaite inne rozrywki (mecze piłki nożnej – chociaż ponieśliśmy miażdżącą klęskę – i nocne wypady na Obcych). Pozostaje mieć nadzieję, że jeszcze gdzieś, kiedyś, spotkamy się w takim gronie i będziemy się równie dobrze bawić.

Borys

Na Dracoolu bawiłem się — nie bójmy się tego słowa — wyśmienicie. Był to mój pierwszy konwent i przeżycia, jakie stały się mym udziałem w drugi lipcowy weekend, przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Niezwykle sympatyczni ludzie, fantastyczna atmosfera, masa atrakcji. Jednym słowem: superzabawa. A podobno Dracool jest zupełnie przeciętnym konwentem, na dodatek zaś w tym roku frekwencja nie dopisała. Wolę więc nie pytać, jakie wrażenia wyniósłbym z jakiegoś "lepszego" konwentu.

Ale ja przecież już wiem, na czym to polega... Nie chodzi o program prelekcji — chodzi o znajomych, których na tego typu zjazdach można spotkać (w realu), chodzi o nieznajomych, których można poznać. Nie wiem jak Wy, ale ja będę odtąd jeździł na konwenty nie po to, by uczestniczyć w warsztatach lub grać w RPG. Będe jeździł przede wszystkim po to, by mieć okazję pogadać z ludźmi o podobnych zainteresowaniach oraz usposobieniu, by ponarzekać wspólnie na zły los, który rozrzucił nas po różnych zakątkach Polski. Będę jeździł, by cementować stare znajomości i zawierać nowe. Wielką słuszność miał ten, kto rzekł, że pierwszy konwent nigdy nie jest ostatnim.

LawDog

Dracool był pierwszym konwentem, na który się wybrałem, więc nie mogę go porównać do innych zjazdów. Ocenę swoją opieram wyłącznie na ludziach, z którymi imprezę spędziłem &Mdash; to dzięki nim właśnie Dracool nabrał nowego znaczenia...

A bawiłem się świetnie. Dużo graliśmy. Jeśli nie graliśmy — chodziliśmy na warsztaty i prelekcje. Gdybym był zmuszony zrecenzować program tegorocznego Dracoola, pewnie wypadłby on przeciętnie. Mnie jednak się podobał i spełnił moje wymagania. Jak na pierwszy raz.

Na górę strony