Recenzja filmu Władca Pierścieni



Jak to możliwe zapytacie, skoro film dopiero jest kręcony? Otóż możliwe, bo nie miałem na myśli tego filmu, lecz film animowany. Zapewne niewiele osób miało możliwość oglądania tego "dzieła". Ci którzy go nie widzieli mogą sobie pogratulować. Zachowali dobre wspomnienia z książki, nie zepsute szalonymi wizjami reżysera tego "filmu". Tak się stało, że około tygodnia temu wpadła w moje ręce kaseta z tym filmem. Pożyczyłem ją z miejscowej wypożyczalni, więc jest dostępna już na polskim rynku video. Jest to wersja wydana w Polsce w tym roku. Wcześniej już słyszałem niechlubne opinie na jego temat, - ale to w końcu Władca Pierścieni - pomyślałem - tego nie da się źle zrobić, w książce jest wszystko dokładnie napisane, wystarczy się tego trzymać. - Ah, jakże błędne były moje założenia. Teraz gdy już zobaczyłem "to coś" zdecydowałem się o tym napisać, by przestrzec wszystkich.

Film powstał w 1978 roku w USA, jego reżyserem jest Ralph Bakshi, a całość jest połączeniem filmu i animacji. Czas projekcji 135 min. Film kończy się mniej więcej na początku piątej księgi, w momencie, gdy wojska Theodena zwyciężają w Helmowym Jarze, a Frodo i Sam dochodzą do jaskini Szeloby.

Tyle faktów ... teraz komentarz. Jeszcze nigdy nie widziałem tak złej ekranizacji. Po obejrzeniu tego czegoś dochodzi się najpierw do wniosku, że reżyser nigdy nie czytał książki, tylko słyszał o niej z opowiadań osób trzecich, a potem przychodzi na myśl, że słuchał nieuważnie, a co chwilę ktoś wtrącał kawałki z innych książek. Po pierwsze jeśli ktoś uważa, że można całego Władcę zmieścić w 135 minutach, to się okropnie myli. Można jednak spróbować to uczynić skracając pewne wątki, i pokazując je bardziej pobieżnie. Bakshi jednak tego nie uczynił. Zachował się bardzo oryginalnie. Ważne części książki jak spotkanie z Tomem Bombadilem czy próba przeprawy przez Karadhras wyciął całkowicie, niektóre interesujące momenty jak podróż z Shire do Bree i z Bree do Rivendell skrócił niemiłosiernie, a rozbudował w kilkunastominutową sceną moment, który w książce jest bardzo krótki - czyli chwilę, gdy Frodo ucieka na koniu Glorfindela przed Czarnymi Jeźdźcami przez bród na Bruinenie. Dodatkowym niewytłumaczalnym skróceniem filmu jest zakończenie go w połowie akcji. Najwyraźniej Bakshi uznał, że takie szczegóły jak bitwa na Polach Pelennoru, walka Gandalfa z Królem Nazguli, bitwa na Polach Kormallen czy wreszcie spotkanie Froda z Szelobą i zniszczenie Pierścienia są kompletnie nieistotne i nie trzeba o nich wspominać. Po wygranej wojsk Theodena w Helmowym Jarze narrator powiadamia nas, że tak została rozbita armia zła i dalej wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Cóż za bzdury!

Kolejną całkowitą niedorzecznością jest zmiana niektórych fragmentów książki. Przecież Gandalf wyraźnie mówi Frodowi przy kominku w Shire, że nie odczyta napisów na Pierścieniu w Czarnej Mowie, lecz tylko w Westronie, bo było by to niebezpieczne. W filmie natomiast Gandalf bez żadnych ogródek czyta cały napis w mowie Mordoru! Każdy, kto czytał Władcę wie, że Meriadok i Peregrin przyłączają się oficjalnie do wyprawy Froda i Sama w Ustroni (rozdz. "Wykryty spisek"). W filmie następuje to na drodze, gdzieś w Shire, zaraz po spotkaniu z Czarnym Jeźdźcem. Innym przykładem takiej zmiany jest spotkanie Legolasa w miejscu, gdzie w książce pojawia się Glorfindel (czyli przed przeprawą przez bród na Bruinenie).

Inną kwestią jest obraz bohaterów, jaki przedstawia nam Bakshi. Wiem, że każdy wyobraża sobie bohaterów inaczej i ciężko narysować taką postać, która by się spodobała wszystkim, ale wszyscy przedstawili by te postacie podobnie opierając się na opisach z książki. Widocznie Bakshi uznał, że opisy Tolkiena są błędne i postanowił stworzyć własne. Aragorn - przystojny i wysoki strażnik - w filmie jest tak brzydki i pomarszczony, jak zeszłoroczne jabłko. Boromir jest przedstawiony jak wiking, w futrzanym wdzianku, z brodą i hełmem z rogami i jest nieco wyższy od Aragorna. Gimli jest prawdopodobnie najwyższym krasnoludem świata, bo dorównuje niemal wzrostem Aragornowi. Barliman to obleśny i nieuprzejmy liczygrosz nieprzyjaźnie nastawiony do Froda. Elrond wygląda i zachowuje się jak Cezar i podczas narady w Rivendell trzyma sobie nogi na stole. Sam Gamgee to całkowity kretyn, zachowujący się, jak dziesięcioletnie, niedorozwinięte dziecko. Eowina jest po prostu brzydka, a Smoczy Język (Grima) jest wzrostu hobbita. Właściwie każdy jest inny niż w książce, a przykłady mógłbym mnożyć. Najwięcej zdziwienia (i śmiechu) wywołuje postać Nazgula, który pojawia się w Shire. Gdy zsiada on ze swego wierzchowca i zaczyna się poruszać... po prostu nie można się powstrzymać od śmiechu. To uosobienie zła i potęgi, wielki wojownik na służbie zła porusza się jak kulawy pijak, który powłóczy jedną nogą krótszą o połowę od drugiej i wymachuje przy tym rękami na wszystkie strony. Balrog to dziwne skrzyżowanie lwa z motylem (sama postać wygląda bardzo dobrze, ale te skrzydła psują cały efekt). Gollum natomiast jest zrobiony dosyć dobrze, tylko czasem ma całą szczękę zębów, a czasem tylko cztery (ale to przecież nieistotne przeoczenie). Aha. I jeszcze ent. W filme tym pojawia się Drzewiec, który dokądś zabiera Meriadoka i Peregrina (nie jest powiedziane dokąd, bo film się kończy bez wyjaśnień). Ent ten jest przedstawiony podobnie do przerośniętej marchewki z gałęziami i liśćmi na głowie. Nos to obcięty konar (ciekawe, kto mu go obciął), a z głowy non stop sypią się liście (które wylatują także z jego ust, gdy mówi).

Przedstawienie orków w filmie można potraktować jako osobny temat i nie podciągać tego pod poprzedni punku. Bakshi bardzo chciał je zrobić strasznymi, ale nie pomyślał o tym, że danie wszystkim orkom tych samych, sztucznych zębów, spowoduje efekt dokładnie odwrotny. Projektanci kostiumów i masek też nie napracowali się za bardzo, bo co piąty ork wygląda dokładnie tak samo. Głupio. Niektóre gęby wyglądają tak poczciwie z tymi śmiesznymi bielutkimi ząbkami, że ryczenie ze śmiechu jest nie do opanowania. Może dodam jeszcze, że orki są oczywiście wzrostu ludzi.

Ostatnią rzeczą do której się przyczepię jest sposób wykonania filmu. Jest to niezdarne połączenie filmu i animacji. Na nakręcone sceny są wrysowywane postacie animowane, a część aktorów jest tylko kolorowana. Daje to efekt dosyć dziwny. Ruchy postaci są bardzo realistyczne (nawet nieco przesadzone - zwłaszcza gestykulacja), ale efekt ogólny jest do bani. Widać, że część jest realna, a część rysowana. Dlatego właśnie pisałem, że orkowie mają takie same maski, a nie że są narysowani tak samo, ponieważ wszystkie sceny z orkami (i w ogóle większość scen z drugiej połowy filmu a zwłaszcza walki) są właściwie marnym filmem z nielicznymi wstawkami animacji.

Film jako całokształt jest naprawdę do bani. Nie polecam. Każdy powinien go oglądać na własną odpowiedzialność i być świadomym tego, że zwichruje on wizerunek Władcy, jaki znamy z książki. Jestem pewien, że gdybym ten film widział przez przeczytaniem książki i nie przeczytał artykułu podobnego do tego z pewnością nigdy bym nie sięgnął po książkowego Władcę.

Z animowanych filmów na podstawie twórczości Tolkiena powstał także "Powrót Króla" w reżyserii Julesa Bassa i Arthura Rankina (1980 r.) jak kontynuacja Władcy Bakshiego. Ci sami panowie stworzyli w 1978 roku Hobbita. Żadnego z tych dwóch filmów nie widziałem, więc się nie mogę na ich temat wypowiadać, ale słyszałem o nich równie niepochlebne zdania co o Władcy Pierścieni Bakshiego. Jeśli ktoś z was miałby dostęp do któregoś z tych filmów ("Powrót..." lub "Hobbit") to chętnie bym te filmy kupił.


Strona tytułowa
Strona tytułowa

Strona główna
Strona główna
Cirdan