Myśl jesienna
"Symbol jest analogią wewnętrzną [...] w której formy, postacie i zjawiska zmysłowe mają swój sens; zwykły, powszedni dla ludzi zadowalających się powierzchnią, lecz dla szukających głębiej kryją się w swym wnętrzu otchłanie nieskończoności"
Zenon Przesmycki
1.
Wyobraźcie sobie człowieka - jednego z mieszkańców milionowej aglomeracji, żyjącego gdzieś w przemysłowej dzielnicy. Nazwijmy go John Doe. Jego mieszkanie wciśnięte jest między sklep całodobowy i burdel a niedaleko na rogu przecznicy znajduje się stare podupadłe kino. Ulica na której mieszka jest zaniedbana. Od innych w tej dzielnicy nie wyróżnia się niczym - ani ścianami zaułków i pancernych drzwi nocnych sklepów opisanymi sprayem przypominającym tatuaże na ciałach kamienic, typem zamieszkujących tam ludzi, rynsztokami zamieszkanymi przez szczury. Szczury - jakże łatwo zauważa się analogię pomiędzy nimi a ludźmi właśnie.
Klasa społeczna? Nie gra roli, nieprawdaż? A karaluchy? Czyż to nie lepszy przykład? Mentalność, instynkty, zachowanie. Podobieństwo.
2.
Wychował się na tej ulicy i tam dorastał. Bliskość kina nie pozostała bez wpływu na jego życie. Chodząc tam niejednokrotnie nie zdawał sobie sprawy z rzeczy, którym poświęca uwagę. Filmy Felliniego, Kurosawy były dla niego inspiracją i ucieczką. Kino przyciągało go z wielką i niezdefiniowaną mocą. Często nawet nie wiedział że obcuje ze sztuką. John zawsze chciał kręcić filmy.
3.
Zmieniły się czasy, odmienił się też los Johna Doe. Przyczyny jego szaleństwa były niewiadome, co więcej nikt nawet nie dowiedział się o ich istnieniu. Sąsiedzi, teoretycznie mieszkający najbliżej powinni wiedzieć najwięcej. Tak jednak nie było. Kilka metrów klatki schodowej może być prawdziwą przepaścią dzielącą ludzi. Ograniczeni do wąskich ram swoich ról, próbujący dogonić szczęście utożsamiane przez nich z pieniędzmi, lepszą pracą, statusem i innymi widmowymi, nierealnymi wartościami. Depresje i załamania nerwowe - widoczne na zewnątrz manifestacje chorych emocji i blizn ducha, leczone Prozakiem. Znak czasów - technologiczne rozwiązanie problemów moralnych. John czasem nawet się z tego śmiał, był to już jednak śmiech pusty, należący do człowieka dowiadującego się o podpisanym na niego wyroku.
Telewizja mamiąca ludzi wizjami szczęścia, hipokryzją i potokiem kłamstw wylewających się z ekranu.
John Doe kręcił filmy tak jak zawsze tego chciał. Miał jednak własną artystyczną wizję, jedyną której siła przekazu potrafiła na chwilę przykuć uwagę innych. John filmował śmierć. Często nawet sam ją powodował, by zrealizować nowe zdjęcia. Był w tym dobry.
4.
Doe stworzył własną mitologię. To było mu potrzebne. Własny system wartości. Swoich bogów i swoje przykazania. Nie zastanawiał się po co to robi. Po prostu tego potrzebował. Manson, Ramirez, Berkowitz, Hitler, Kain. Nowy panteon. Szanował i czcił ich wszystkich.
5.
John zrobił nowy film. Był niesamowity. Przedstawiał jednego z punków z klubu Solid Blood dwie przecznice stąd, przegryzającego żebrakowi tętnicę i pijącego jego krew. Scena wstrząsnęła Johnem. Na chwilę. John znalazł ciało i zdumiał się fantazją zabójcy. Chłopak był jego ulubionym aktorem. Postanowił z nim porozmawiać. Była to jego nowa obsesja.
6.
John umówił się na spotkanie podczas seansu w kinie na rogu, późno w nocy. Puszczali akurat nowy horror. W środku było pięć osób. John przyniósł swój film i poczekał aż zabójca przyjdzie skuszony kilkoma banknotami.
Faktycznie przyszedł. Czujny i ostrożny, jednak pewny siebie. Rozglądając się usiadł gdzieś w cieniu i skulił się na siedzeniu mając na widoku resztę ludzi. Doe nie analizował swojego postępowania, być może chciał znaleźć kogoś, kto go zrozumie, a może poszukiwał odpowiedzi? Na jakie pytania? Czym jest sumienie? Dlaczego jest tym kim jest? Nie wiedział.
Włączył film, przerywając projekcję aktualnego. Na ekranie pojawiła się wizja ulicy sprzed kilku dni, dwie postaci, zabójstwo. Siedzący w kinie ludzie patrzyli. Scena ich zadziwiła, lecz przypadła do gustu.
Nawet nie przyszło im do głów, że patrzą na prawdziwe morderstwo. Dobry film.
Gdy taśma się skończyła, domagali się więcej sądząc że zepsuł się projektor. John włączył im swoje poprzednie dzieła. W tym samym momencie w drzwiach do pokoju projektora stanął zabójca - chłopak z filmu.
Upewnił się że ze strony Doe nic mu nie grozi, zażądał pieniędzy. Zgodził się opowiedzieć człowiekowi o sobie w zamian za większą kwotę pieniędzy. Film się skończył, kino zostało zamknięte.
7.
Młody był zabójcą, lecz nie powiedział mu o swej prawdziwej naturze. Nie był głupi, nie mógł ryzykować. Co nie zmieniało faktu że cierpiał. Zabił człowieka choć nie chciał tego zrobić. Mówił o tym jakim chce widzieć swoje życie a jego pełen żalu głos zdumiał Johna. Doe nie rozumiał o jakim sumieniu mówi tamten ani dlaczego czyje się winny. Dlaczego chciał być takim jak ci w kinie - głupi, podążający za stadem, emocjonalnie skrzywieni, odrażający.
Doe nie chciał oddać młodemu taśmy z filmem, który wyświetlił. Zaczęli się kłócić. Doe zginął tamtego wieczoru na zapleczu kina. Zabójca pozostał anonimowy.
"Sztuka nie może ograniczyć się do czystej sensacji, barwy, dźwięku i zewnętrznej strony rzeczy. Artysta, postawiwszy sobie za cel rzeczywistość nie poprzestanie na pozornej, pospolitej jej stronie, która bądź co bądź nie stanowi zupełnej rzeczywistości. Pojmować i przenikać, zgłębiać przynajmniej oczyma ducha otchłań "niezgłębionego" i "niepojętego" - oto największe zadowolenie jakie nam dać może sztuka..."
M. Guyan
Jesień sprzyja rozważaniom na tematy związane z życiem i śmiercią. Pomyślmy więc przez chwilę. Prowokacją do rozważań niech będzie przedstawiona historia Johna Doe. Nieważne że przedstawiona ogólnie, jak mówiłem to tylko pretekst.
Żadna z opowieści nie zostanie słuchaczom w pamięci na długo jeśli nie będzie miała swojego przesłania. Podobnie jest z historiami, które układamy tworząc scenariusze do Wampira: Maskarady. Ulotne myśli, pomysły, stany umysłu są doskonałymi podstawami dobrej opowieści. Wykorzystujmy je, nie odkładajmy natomiast do szuflady czy gdziekolwiek indziej chowając swoje przemyślenia przed innymi, gdzie prawdopodobnie zostaną na zawsze. Wampir stworzony został jako zajęcie dla większej grupy osób - znajomych, którzy spotykają się w konkretnym celu - aby rozmawiać, dzielić się z innymi myślami i emocjami. Na tym polega ta gra i korzystajmy z jej zalet, nie ograniczając się jedynie do rozrywki.
Rozmowy po sesji wydobywają sens z pozornie chaotycznych scen. Rozmawiajmy więc. Gra ma sens tak długo, dopóki skłania nas do myślenia. To jej główna zasada i zaleta.
Siądźmy wygodnie z pustą kartką papieru i ołówkiem w ręku. Zapiszmy wszystkie niepokojące rzeczy, zjawiska które w jakiś sposób nas poruszyły, przemyślenia i oderwane od kontekstu myśli. Potem spójrzmy na efekt. Nieważne że chaotyczne. To nasze myśli. To my sami. Cóż zostanie z naszych osób gdy odbierze się nam myśli? To najważniejsza wartość i powinniśmy dbać o rozwój w tym kierunku. Zadawać pytania i szukać odpowiedzi. A gra jest tylko pozorem, środkiem przekazu, narzędziem do szukania odpowiedzi.
Co do samej historii - problemy które warte są podkreślenia według mnie (a jak wg Was?) wyglądają następująco (przepisane żywcem z kartki z pomysłami):
- Gwałt, zabijanie, przemoc "na żywo". Czemu ludzie chcą to oglądać? Czy może nie chcą a nie mają wyboru? Czy zobojętnięli na otaczający ich świat? Jeśli tak to dlaczego? Czy to nowa ewolucja w przyspieszonym tempie (ostatnie 50 lat?)? Czy można przerwać samo nakręcającą się spiralę przemocy? Jak?
- Zabójstwo. Co daje ci prawo zabijać? Czy ktokolwiek ma takie prawo? Czym zabójca tłumaczy swoje postępowanie? Czy wszyscy zabójcy są chorzy? Jak usprawiedliwić zabójstwo? Czy wszystkie należy moralnie potępiać? Jak zabójca tłumaczy sobie swój czyn? Co się dzieje z jego sumieniem? Czym jest sumienie? Dlaczego mamy tendencję do uważania własnej prawdy za ważniejszą?
- Czy wszyscy potrzebują celu, czegoś w co można by wierzyć? W co wierzą mordercy? Czy potrzebują nowych wartości? Czy tworzą je dla siebie?
- Co powoduje że Kainita mimo wszystko dąży do tego by być człowiekiem? Inaczej - być ludzkim. Ludzie przestają być ludzcy, więc czy wampiry dążą do utopii? Co sprawia że szanują ludzi- karaluchy niegodnych uwagi? Czy chcesz być chory, głupi, śmiertelny? Wampir ma swoją wizję przyszłości, wytyczne co do sposobu w jaki ma postępować. A ludzie? Skąd wiedzą czy ich ścieżka jest dobra? Czy mogą istnieć bez wiary?
- Czy idee upadają? Dlaczego? Dlaczego upadają te, które warto pielęgnować?
- Czy ma sens rozmowa o moralnej czystości ?
Zachęcam Was drodzy Mroczni do zastanawiania się nad istotą gry i treściami, które może przekazywać. Z chęcią też wysłucham krytyki mojego podejścia do Wampira: Maskarady. Do następnego miesiąca.