Kontra 4 - sprawozdanie




15. 10. 99 - piątek, godz. 18:00

I stało się. W zasadzie kiedyś musiało się stać, ale nikt nie przypuszczał, że tak wcześnie... Pewnie teraz zastanawiasz się, drogi czytelniku, o czym ja mówię. Otóż sprawa jest jedną z najmroczniejszych w historii naszego miasta, Szczecina. Doszło do pierwszego spotkania szczecińskich "światomrokowców". Tak, tak, nie przesłyszałeś się. Stało się to, o czym już od wieków mówiono w proroctwach i przepowiedniach. Spotkanie odbyło się w pubie 2/3 około godziny 18:00. Z miejsca chciałbym podziękować kobiecie/ dziewczynie, która umożliwiła nam zajęcie jej stolika na dwie godziny. Po tym czasie zostaliśmy jednak brutalnie usunięci... Pewnie gdyby wiedziała na kogo się porywa, nigdy by do tego nie doszło... Ale skończmy z tymi wywodami. Pewnie teraz chciałbyś się dowiedzieć, jak to wszystko u licha wyglądało i jak do tego doszło... A było to tak:

Imć. Vinga wpadła pewnego razu na pomysł spotkania się szczecińskich "mrocznych". Pomysł został zweryfikowany pozytywnie przez Sztab konkursowy. Spotkanie miało dojść do skutku. Nog proponował środek tygodnia, ale niestety ogrom szkolnych obowiązków wyłączył by ze spotkania co najmniej 3 ludzi... Cóż, propozycję zweryfikowano jeszcze raz i spotkanie zaplanowano na jeden dzień przed naszym lokalnym konwentem, a mianowicie Kontrą. W piątek mieliśmy ucztować... Wasz nie mroczny sprawozdawca stawił się na spotkaniu w towarzystwie Mareckiego i Mateusza. Oczywiście niezorientowani w rozkładzie szczecińskich pub`ów pobłądziliśmy odrobinę(nic nie było napisane, że w tej piwniczce jest pub!!!;-). Ale wszystko dobre... W końcu trafiliśmy. Przed wejściem powitali nas Nog i dwójka Toreadorów. No cóż, czasami trzeba przymknąć oko na towarzystwo... Po chwili wymiany grzeczności Nog zorientował się, że ja to Chris(ale trudno było zgadnąć;-))) i było już wszystko jasne, kto tak naprawdę jest mroczny... na pewno nie ja(chociaż każdy wie, że Chris w swojej nie mrocznej postaci ma mroczną psychikę, co daje mu mroczność porównywalną z Nogiem..:-). Po piętnastu minutach zaczęło się schodzić towarzystwo i nareszcie się zaczęło. Weszliśmy do środka. Oddaliśmy kurtki, płaszcze, broń palną i miecze w szatni(skandal- 50 gr. Za szatnię!!!;-). Potem przyszło jeszcze kilka osób... rozmowa nie kleiła się zbytnio. Dopiero po kilku piwach(bezalkoholowych oczywiście;-) języki rozplątały się i zaczęła się luźna wymiana uwag na temat LARP`a. Niestety, po kilkudziesięciu minutach musiałem opuścić na chwilkę zgromadzonych. Ale około 19:30 powróciłem. Niestety dziewczyna upomniała się o stolik około 20:00 i musieliśmy sobie pójść. Następnie mroczna parada przegalopowała przez miasto, budząc strach i lęk. Potem pożegnaliśmy się i część z przybyłych udała się na jaką imprezę, a reszta do domów(tylko oficjalnie;-)


16. 10 . 99 - sobota, godz. 8:30

I wszystko się zaczęło około tej godziny. Zaspany i na wpół przytomny Chris pojawił się w siedzibie domu kultury "Wspólny dom". Przy wejściu powitali mnie uśmiechnięta od ucha do ucha Nina i Jazon. Chcieli ode mnie jakąś kasę, ale ja byłem sprytniejszy i miałem prenumeratę... erghh... to znaczy opłaconą akredytację. Pokazałem świstek papieru i droga stała przede mną otworem(no może za wyjątkiem "nowego" księcia Szczecina, Rysia, który zasłaniał ją swoim ciałem- co za poświęcenie;-). Musiałem tylko wypełnić identyfikator i już mogłem uczestniczyć we wszystkich, zaplanowanych imprezach. Swoje kroki skierowałem do sali, w której rozgrywał się turniej Magic: The Gathering. Sam nie gram, ale kilku moich przyjaciół tak, więc nie zdziwiłem się, gdy ich tam spotkałem(pozdrowienia dla Sylwka i Misia;-). Cóż potem miałem robić? Udałem się do sali "kinowej", w której obrzucony wyzwiskami od "malkavianów" zająłem miejsce i w spokoju mogłem obejrzeć film "Blade- wieczny łowca". No cóż, sam obraz jest raczej mierny, ale ubawiłem się po pachy rzucając teksty, ośmieszające ten film, jak i wysłuchałem sporą ich kolekcję... Potem poszły jeszcze "Pełne zaćmienie", "Obcy I", jeszcze raz "Blade", "Wywiad z wampirem", "Armia boga 1 & 2", "Ukryty wymiar", "Dracula", "Halloween 2". Ale trzeba było iść dalej. W korytarzu zostałem napadnięty przez Ninę i brutalnie wyssany(nie wiedziała co z wampirem robi krew Malkaviana...;-). Nie dość, że zostawiła mi na szyi ślady po ugryzieniu, to jeszcze... podpisała się. Wielki, czarny napis głoszący bluźniercze treści "Nina was here" zdobił moją szyję i policzek do wieczora(a i potem ciężko mi było to zmyć;-)... Nawiasem mówiąc, to napastniczka chyba nie umyła zębów, gdyż rana swędziała mnie jeszcze długo... ;-)

Jakowoż zgłosiłem się na mistrza gry trzeba było coś poprowadzić... Był to Wilkołak. Mały anonsik w sali głównej i w sali zjawiło się 6 osobników, którzy chcieli grać. Jak się szybko dowiedziałem, w życiu nie grali w Wilkołaka a w ogóle to są zapalonymi "młotkowcami". Cóż, trzeba ich było nawrócić... Chyba ze mnie cienki nawróciciel, gdyż nie złapali ni w ząb zasad systemu. Przyznam, że nie chciałem zabijać postaci podczas tejże przygody, ale nie lubię głupoty... nawet u początkujących graczy. Szybko dali się zabić... zupełnie nie z mojej winy... Snując się dalej po korytarzach trafiłem na konkurs wiedzy o systemach RPG... Prowadzony był przez Mareckiego i Rysia. Masakrujące pytania zwalały wszystkich z nóg. Niektórych zwalały pytania łatwe... Cóż, zwycięzcą konkursu został niejaki Lopez, zwany od tamtego czasu Kislevem... nie pytajcie dla czego;-). Co działo się jeszcze tego dnia? W zasadzie wiele. Przez cały dzień zmagali się w śmiertelnych bojach "figurkowcy" i "karciarze". Pod wieczór odbył się konkurs malowania figurek(a raczej na najlepiej pomalowaną figurkę), którą wygrał "Zielony rycerz"(w kategorii pojedynczego żołnierza) osobnika, którego nikt nie kojarzył. Wszyscy doszli jednak do wniosku, że chyba zaprzedał swą duszę diabłu, gdyż figurka była po prostu piękna... Innych "pierwszych" w tym konkursie po prostu nie pamiętam, za co serdecznie Ciebie przepraszam. Aha, byłbym zapomniał o spotkaniu LARP`owym, na którym gościli GTS, Nog i PW, czyli część redakcji Inkluza i organizatorzy tej zabawy... Olbrzymia ilość ludzi stłoczonych w malutkiej salce była nie do wytrzymania i wszyscy szybko uciekli...

No i potem wszyscy żyli już tylko wieczorną zabawą, LARP`em. Zaczął się przed ósmą konkursem strojów, w której, nie będąc skromnym, byłem głównym sędzią. Wygrała go nasza dyżurna wiedźma, która ratowała wszystkich gorącymi trunkami w miejscowej krypcie. Drugie miejsce zajęła także kobieta a raczej czarcica... nie wygrała tylko dlatego, że jej strój był wybrakowany(diabeł bez ogona?!?;-). Trzecie zajął Malkav, który będąc dżentelmenem ustąpił miejsca kobietom... I zaczął się LARP. Totalne pomieszanie z poplątaniem. Było wszystko: wampiry, wilkołaki, mumie, cthulyści, obcy(?!)... Ale i tak zabawa była przednia... Trwała ona tylko do północy... O tej godzinie zaczęło się także kilka sesji RPG, na których panowały, powiedzmy... schizofreniczne klimaty. Ja zmyłem się do domu około pierwszej... ale niektórzy twardziele nocowali na miejscu... nie wiedzieli co czynią.


17. 10. 99 - niedziela, godz. Znowu 8:30 ;-)

Znowu pobudka o tak nieludzkiej porze... ale obiecałem, że będę. Przy wejściu nie kto inny, jak... Toreador. Nie dość, że wstałem ta wcześnie to jeszcze mnie torturują. "Nie pęknę!"- pomyślałem. I tak też zrobiłem... Wbiegłem na górę i tam przywitali mnie koledzy, którzy tam nocowali. Cóż, nie wyglądali najlepiej, ale czego można się spodziewać po ludziach, którzy spali na krzesłach, stołach, podłogach(jednego wzięli za martwego, gdyż położył się w rogu sali "kinowej" pod płaszczem i nie ruszał się;-))). Od razu udałem się do sali "kinowej" na seans filmowy. A tu co? "Blade" po raz trzeci w ciągu dwóch dni?! Protestowałem, ale niestety mieli większe argumenty(kije baseballowe służą do grania nie do zabijania!!!;-))). Nie ma tego złego... przynajmniej się obudziłem, śmiejąc się do rozpuku. Po seansie musiałem skorzystać z toalety w celu... umycia rąk;-). Z miejsca udałem się na konkurs wiedzy o horrorze, na którym, nie chwaląc się, zająłem miejsce drugie(gościu, który wygrał był naprawdę niezły). Potem był konkurs wiedzy o świecie mroku, na którym nie popisałem się(zostawiłem długopis w domu;-)... ale nie będę o nim mówił, bo potem powiedzą się, że uskarżam się na organizacje, a Marecki wie, gdzie mieszkam...;-)))

Ale odbiłem sobie na konkursie wiedzy o fantastyce... odpowiedziałem na dwa pytania i zająłem drugie miejsce(scenariusz Kontry nie miał nic wspólnego z filmem "Nić śmiesznego";-). Wygrał znowuż ten gostek, co konkurs o horrorze... cóż, Ave chłopie! Potem było już nudno... filmy ciągnęły się niemiłosiernie a niewyspani ludzie majaczyli gorzej ode mnie. Nawet ciągłe popijanie wysoko słodzonej kawy nic nie pomagało... Czas płynął powoli. Upływał na ciągłych rozmowach z różnymi ludźmi, próbie dopchania się do komputerów w gralni... i pogawędce z "Miękkiszem" o wpływie horroru na psychikę ludzi... która po kilkunastu minutach przerodziła się w luźną rozmowę o systemach RPG i sposobach rozgrywania sesji, budowania napięcia. Było to naprawdę coś ciekawego i nie żałuję, że się na nią udałem... Wreszcie doczekałem do godziny 15:00, podczas której rozdane zostały nagrody. Zmęczony, ale szczęśliwy wracałem do domu z zamkniętymi oczami i wielkim uśmiechem na twarzy... Oby więcej takich imprez w naszym mieście...

Kontrę zorganizował Klub Miłośników Fantastyki "Drakkar" ze Szczecina, na których ręce składam podziękowania za wszelką pomoc okazaną mi podczas konwentu. Dziękuje.

Ps. Przepraszam Cię, Drogi czytelniku, że w niniejszym artykule nie znalazłeś żadnego zdjęcia, ale jest to spowodowane problemami technicznymi(objętość pliku a także transfer siecią). Jak tylko będę mógł, nie omieszkam zamieścić zdjęć na stronie WWW Inkluza.


Strona tytułowa
Strona tytułowa

Strona główna
Strona główna
Chris "Vlad_IV" George Majewski