Spis treściInkluz

Multimedia


Borys Jagielski
Stanisław 'Scobin' Krawczyk

Oko patrzącego #69

obrazek boczny

obrazek boczny

obrazek boczny

obrazek boczny

obrazek boczny

obrazek boczny

obrazek boczny

obrazek boczny

obrazek boczny

obrazek boczny

obrazek boczny


Misja specjalna (The Assignment)
Christian Duguay, 1997; Donald Sutherland, Aidan Quinn, Ben Kingsley

Misję specjalną obejrzałem pierwszy raz dawno temu na kasecie wideo. Podobała mi się, choć nie zapamiętałem tytułu i przez długie lata nie wiedziałem, co to właściwie był za film. Niedawno dzięki telewizyjnemu zwiastunowi mogłem się wreszcie dowiedzieć, a potem — z przyjemnością zobaczyć go po raz wtóry.

Międzynarodowa grupa agentów przez wiele lat ściga okrutnego terrorystę Carlosa. Pomyłkowo zostaje ujęty jego sobowtór — porucznik marines Annibal Ramirez — który nie ma zielonego pojęcia, do kogo jest podobny jak kubek w kubek. Sprawa szybko się wyjaśnia, ale szef grupy wpada na niebezpieczny pomysł: spróbować schwytać Carlosa, wykorzystując Ramireza jako przynętę. Po długich namowach porucznik się zgadza...

Brzmi ciekawie? Co najważniejsze, niczego tu kiepskim wykonaniem nie zaprzepaszczono. Scenariusz intryguje, reżyseria zadowala, gra aktorska jak na film tego typu stoi na wysokim poziomie (na uwagę zasługuje Aidan Quinn w podwójnej roli). Misję specjalną ogląda się dobrze od pierwszej do ostatniej minuty, a twórcy okrasili całość szczyptą psychologii, pozostając w zgodzie ze słynnym cytatem z Nietzschego: Ten, który walczy z potworami, powinien zadbać, by sam nie stał się potworem.

-- Borys

- A za te kłamstwa, że film jest czarno-biały, powinieneś dostać w czapę.



Gra (The Game)
David Fincher, 1997; Michael Douglas, Sean Penn

Bardzo bogaty i bardzo znudzony życiem Michael Douglas namówiony przez swojego brata Seana Penna bierze udział w Grze. Nuda szybko pryska, a życie bogacza zostaje przewrócone do góry nogami. Wycofać się nie sposób — Gra toczyć się będzie do końca.

Fincher, Fincher, Fincher... Nazwisko reżysera wiele obiecuje, nieprawdaż? Spodziewałem się rewelacji; dostałem film oryginalny, przewrotny i summa summarum dobry, ale na pewno nie znakomity. Rzecz w tym, że opowiadana na ekranie historia, choć zajmująca, nie jest do końca wiarygodna. Parę razy podczas seansu cisną się na usta słowa "bez przesady", a to najlepiej o scenarzyście świadczyć nie może. Z drugiej strony końcówka i rozwiązanie całej intrygi rekompensują naciągane momenty, których znowu aż tak wiele tutaj nie ma...

-- Borys

- Więc jest jeszcze trzeci Michael?



Przepowiednia (The Mothman Prophecies)
Mark Pellington, 2001; Richard Gere

Z ręką na sercu powiedzieć mogę, że poprzedni film Pellingtona — Arlington Road — był bardzo dobry. Czy tak samo określić można Przepowiednię — nie wiem, ponieważ na napisach końcowych miałem uczucia mieszane. Jednego jestem pewien: to film wyjątkowy, wart obejrzenia i wyrobienia sobie osobistego zdania. Przepowiednia ocieka metafizyką, nie tylko za sprawą fabuły, ale również dzięki wspaniałym zdjęciom pełnym wyrafinowanych rozmyć i zniekształceń obrazu.

Nie krzywcie się z powodu Richarda Gere'a obsadzonego w roli głównej. Nie trzeba za nim przepadać, lecz tutaj spisał się na medal i doskonale zgrał się z niepokojącą atmosferą filmu.

Skąd zatem bierze się moja niepewność w końcowej ocenie? Przy ekranie trzymało mnie nie tyle napięcie fabularne, co ów wyjątkowy sposób realizacji. Film nudny nie jest, ale "trzęsienie ziemi", na które cały czas czekamy, następuje tu dopiero w końcówce. Trochę za późno.

-- Borys

"Boże... Zmarnowałem sobie karierę przez komedie romantyczne..."



Trzynaście dni (Thirteen Days)
Roger Donaldson, 2000; Kevin Costner, Bruce Greenwood

Z podręczników historii dowiemy się, że w październiku 1962 niewiele brakowało, by Zimna Wojna stała się Wojną Zwykłą, i to z wymianą uderzeń termojądrowych. Skutki takiego obrotu rzeczy? Zamiast grać w Fallouta przeszło trzydzieści lat później, doświadczylibyśmy go zapewne na własnej skórze już wtedy. No, nie wszyscy. Tylko szczęściarze.

Ale żaden, najlepszy nawet podręcznik do historii nie podziała na wyobraźnię tak, jak dobry film fabularny nakręcony w pełnej zgodzie z faktografią. Po obejrzeniu Trzynastu dni nie sposób machnąć ręką i stwierdzić: "Do wojny tak czy owak by nie doszło". Dojść mogło. I naprawdę niewiele brakowało. Film opisujący owe krytyczne dwa tygodnie z punktu widzenia najwyższych urzędników USA (z prezydentem włącznie) udowadnia nam to z mocą, nie siląc się na patos czy sztuczną dramaturgię.

-- Borys

Dwóch z prawej do odstrzału



Barry Lyndon (Barry Lyndon)
Stanley Kubrick, 1975; Ryan O'Neal

Przesadą jest twierdzić — a spotkałem się z taką opinią — że Barry Lyndon to ostatni dobry film nakręcony przez Stanleya Kubricka. Nie tylko dlatego, że Barry... aż tak znakomitym dziełem nie jest (przebijają go w każdym razie dwa poprzednie filmy Kubricka: Mechaniczna pomarańcza i 2001), ale również dlatego, że to, co nieodżałowany Stanley nakręcił później (Lśnienie, Full Metal Jacket i Oczy szeroko zamknięte), złe wcale nie było.

Barry Lyndon to trzygodzinna ekranizacja powieści Williama Makepeace'a Thackeraya, której temat stanowi wzlot i upadek siedemnastowiecznego irlandzkiego rozrabiaki. Kubrick nie spieszy się z narracją i pokazuje, że klucz do zachowania klimatu pierwowzoru w ekranizacji to zredukowanie tempa przedstawianych wydarzeń. Oko kamery często zatrzymuje się na przepięknych, malowniczych krajobrazach, a wiele scen odtworzono z chirurgiczną precyzją — na przykład pojedynek na pistolety w drugiej połowie filmu. Fabuła na pierwszy rzut oka może sprawiać wrażenie niesatysfakcjonującej ("o co tu właściwie chodziło?"), ale jeśli zastanowimy się nad nią po seansie, dojdziemy zapewne do paru niegłupich wniosków.

Innymi słowy, typowy przykład kina dla koneserów.

-- Borys

Czytelnicy postanowili "zapytać" Rasgana, dlaczego majowy numer Inkluza ukazał się z opóźnieniem



Znaki (Signs)
M. Night Shyamalan, 2002; Mel Gibson, Joaquin Phoenix

Przyznaję się bez bicia, że jestem fanem twórczości Shyamalana i z niecierpliwością wypatruję jego nowego filmu, Lady in the Water, którego premierę zapowiedziano na 2006 r. Hindus pompuje świeżość w skostniałe, hollywoodzkie schematy; udowadnia, że połączenie oryginalnej fabuły z niespiesznym, wyciszonym, typowym raczej dla europejskiego kina sposobem narracji nie musi wcale oznaczać finansowej porażki w amerykańskim box office.

Wiele osób uważa, że tym razem M. przesadził w scenariuszu, że pozwolił sobie na zbyt wiele swawoli. Być może, ale nie przeszkodziło mi to w oglądaniu Znaków z zapartym tchem. Atmosfera grozy zmieszanej z niezwykłością po prostu przykuwa do ekranu, a muzyka Jamesa Newtona Howarda nawiązująca do motywów znanych z dzieł Hitchcocka umiejętnie ją podtrzymuje. Brawa dla Shyamalana za diablo nowatorskie potraktowanie, zdawałoby się wysłużonego, tematu inwazji Obcych na Ziemię.

-- Borys

- Eee... Jak ci to powiedzieć, Frodo... To nie tutaj...



Kroniki portowe (The Shipping News)
Lasse Hallstrom, 2001; Kevin Spacey, Julianne Moore, Cate Blanchett, Scott Glenn

Obiecywałem sobie po Kronikach portowych kawał porządnego kina obyczajowego i... potwornie się rozczarowałem. A raczej — ziewałem, oglądałem jednym okiem, przysypiałem, etc. Melancholii i melodramatyzmu w takich dawkach zdecydowanie nie toleruję. Niewykluczone, że akurat Wam film się spodoba — zebrał wiele pochlebnych recenzji — lecz moja opinia brzmi tak: ktoś się bardzo starał, zatrudnił dobrych aktorów, ale i tak mu nie wyszło. Mam nadzieję, że powieść E. Annie Proulx, na podstawie której Kroniki... nakręcono, jest lepsza.

-- Borys

Spacey wystawił na Allegro swój jeżdżący dom i czeka na oferty



Włamanie na śniadanie (Bandits)
Barry Levinson, 2001; Bruce Willis, Billy Bob Thornton, Cate Blanchett

Byłoby świetnie, gdyby nie jedna drobnostka: film to nie komedia sensacyjna, a komedia romantyczna z sensacyjnymi wątkami.

W moich oczach ta różnica psuje wszystko. Ba, mało tego, widz jest bezczelnie oszukiwany. Pierwsze pół godziny każe mu sądzić, że istotnie ma do czynienia z komedią sensacyjną. Gdy pojawia się wątek romantyczny, myśli, że to tylko "na chwilę". Niestety, "na chwilę" zamienia się w "do samego końca". Szkoda. Gdyby śniadanie nie zastrzeliło włamania, dzieła Levinsona nie dałoby się podsumować następującym zdaniem: dwaj specjaliści od obrabiania banków biorą jako zakładniczkę młodą kobietę i obaj się w niej zakochują.

-- Borys

- My do lodówki.



John Q. (John Q)
Nick Cassavetes, 2002; Denzel Washington, Robert Duvall, Ray Liotta

Przykro mi, ale ponownie muszę rozpocząć minirecenzję od trybu przypuszczającego czasownika "być". John Q. byłby bardzo dobrym thrillerem o zdesperowanym ojcu, który nie mając pieniędzy na operację śmiertelnie chorego syna, bierze personel i pacjentów kliniki medycznej jako zakładników. Niestety, scenarzysta uparł się, by w film wlać sporą i nachalną porcję krytyki amerykańskiej służby zdrowia. Toporność paraleli psuje całą przyjemność oglądania, a nie najlepsza reżyseria również dokłada swoje trzy grosze. Aktorzy spisali się za to świetnie; szkoda tylko, że do roli synka tytułowego bohatera obsadzono tak koszmarnie brzydkiego chłopaka. Cała sympatia dla rodziny Archibaldów ulatnia się, gdy tylko widzimy go na ekranie, a oko kamery tego widoku bynajmniej nam nie szczędzi. W zasadzie powinno chodzić nie o operację serca, ale o operację plastyczną. Wiem, wredny jestem...

Poza tym proszę mnie nie rozśmieszać. Jeśli stan służby zdrowia w USA prowadzi do nakręcenia filmu o brania zakładników, to co spłodziliby twórcy Johna Q. po spotkaniu z łódzkim pogotowiem? Horror gore przewyższający Świt żywych trupów o dwa rzędy wielkości?

-- Borys

- Nie chcecie operować mojego syna, bo jest brz... biedny.



Filadelfia (Philadelphia)
Jonathan Demme, 1993; Tom Hanks, Denzel Washington, Antonio Banderas

Tego filmu trudno nie znać, więc z przekory pokuszę się o krótkie streszczenie: chory na AIDS homoseksualista Andrew Beckett (Hanks) zostaje zwolniony z firmy prawniczej. Kierownictwo jako przyczynę odprawy podaje nierzetelność Becketta. Andrew natomiast uważa, że wyrzucono go z powodu orientacji seksualnej i/lub choroby. Z pomocą adwokata Joe Millera (Washington) zaskarży swych byłych szefów, rozpętując istną batalię w mediach dotyczącą dyskryminacji mniejszości gejowskiej.

Filadelfię ogląda się dobrze; film był swego czasu hitem nie bez powodu. Na szczególną uwagę zasługuje fenomenalna gra Hanksa i piosenka Bruce'a Springsteena towarzysząca czołówce. Przesłanie rozgryźć nietrudno — jak to naprawdę jest z tą sławną amerykańską tolerancją... Z drugiej strony, choć AIDS to straszna choroba, a homoseksualiści swoje prawa mieć powinni, jakoś trudno czuć współczucie dla głównego bohatera: geja, który zaraził się AIDS, gdyż uprawiał seks bez zabezpieczenia z przypadkowo poznanym mężczyzną.

-- Borys

- Dzień dobry, zależy mi na roli w jakimś filmie wojennym.



Kroniki Riddicka (The Chronicles of Riddick)
David Twohy, 2004; Vin Diesel, Judi Dench

I co ja mogę powiedzieć o tym filmie?

Oglądało się nawet znośnie. Ładne efekty, ciekawie zrobiona postać prorokini, nie najgorszy Riddick i cały jeden dobry dialog:
- Maybe I will save your world... for last.
- The odds are good [...] that you will reach the Underverse... soon.

Ale poza tym nic specjalnego. Jak to kiedyś przy recenzji innego filmu lapidarnie ujęła Beata Klaps: guma do żucia dla oczu. Można obejrzeć, z braku innych zajęć, w jeden z krótkich letnich wieczorów.

-- Scobin

A ty? Czy już się zaciągnąłeś?




Prześlij mi swoją opinię o artykule!

Imię/Ksywa

Opinia

Na górę strony