Spis treściInkluz

Heuresis


Borys Jagielski

Diabelskie ślady

obrazek boczny

W nocy 8 lutego 1855 r. w Południowym Devonie (Anglia) zanotowano znaczne opady śniegu. Następnego dnia rano we wszystkich okolicznych miasteczkach — Topsham, Lympstone, Exmouth, Teignmouth i Dawlish — oczom rozespanych mieszkańców ukazał się zdumiewający widok. Na śniegu widoczne były niezwykłe ślady. Występowały w odległości około 20 centymetrów. Przypominały odcisk oślego kopyta i miały długość od 38 do 43 milimetrów. Tu i ówdzie wyglądały jak rozszczepione, przeważnie jednak były ciągłe, a w nie naruszonym śniegu widniał tylko odcisk zewnętrznej krawędzi stopy, skąd można wnosić, że miała ona kształ półkolisty (cytat z The Times). Tropy widziano nie tylko na ziemi, ale także w wielu innych, zupełnie nieprawdopodobnych miejscach — na dachach domów i wąskich murach, w ogrodach i na podwórzach otoczonych wysokimi płotami. Ciągneły się także przez duże połacie otwartej przestrzeni. W jednym miejscu urywały się na brzegu szerokiej rzeki, a ciągnęły dalej po jej drugiej stronie, jak gdyby istota, która je zostawiła, beztrosko przepłynęła... lub przeszła po wodzie.

Wyglądało na to, że ślady pozostawił nie czworonóg, a stworzenie dwunożne. Ślady kojarzyły się natychmiast z odciskiem małego kopyta i co przesądniejsi mieszkańcy szybko doszli do wniosku, że Południowy Devon odwiedził zimowej nocy sam diabeł poszukujący grzeszników. Z niepokojem oczekiwano ponownego pojawienia się piekielnych tropów, jednak ich sprawca bądź sprawcy nie dali już o sobie znać. Zjawisko trafiło na łamy gazet o zasięgu krajowym: The Times i Illustrated News. Sprawą zajęli się naukowcy i tropiciele sensacji.

Ci pierwsi szybko uciekli się do najbardziej oczywistego wyjaśnienia. Ślady musiało pozostawić jakieś zwierzę. Ale jakie? Proponowano wiele różnych kandydatur: wydry, szczury, czaple, borsuki, zbiegłe z zoo kangury. Jednak w niektórych przypadkach ślady nie zgadzały się z faktycznymi tropami pozostawianymi przez dany gatunek, a w pozostałych pojawiało się pytanie, na które nikt nie potrafił znaleźć odpowiedzi: Jak wytłumaczyć pojawienie się tajemniczych tropów w takiej ilości w przeciągu jednej nocy i to, że ich twórca bądź twórcy nie powrócili?

Pojawiło się przypuszczenie o zgoła odmiennym charakterze. Nad Południowym Devonem mógł krążyć balon ciągnący za sobą po ziemi linę. Brzmiało wiarygodnie, lecz wiele wzorów utworzonych przez tropy nie dało się niestety wyjaśnić w ten sposób. Niektóre ślady pojawiły się zresztą w zadaszonych miejscach.

Do głosu doszli zatem zwolennicy zgoła radykalnych teorii. Chyba najdziwaczniejszą z nich przedstawił Manfri Frederick Wood w książce In the Life of a Romany Gypsy. Powołując się na przekazy rumuńskie twierdził, że ślady były dziełem doskonale zharmonizowanych wysiłków siedmiu rodów cygańskich, posługujących się kilkuset parami szczudeł zakończonych dziecięcymi butami. Celem rytualnego tańca na tak wielkim obszarze w środku zimowej nocy było przepędzenie złych duchów Didekai i Piki.

Zoolog Alfred Leutscher, który w 1964 r. ponownie analizował niezwykłe zjawisko, odkrył, że cztery łapki zwinnej myszy zaroślowej Apodemus sylvaticus skaczącej po śniegu pozostawiają ślady w kształcie podkowy, dokładnie takie, jakie zaobserwowano w Devonie. Zwierzę to jest wspaniałym akrobatą i bez trudu wspina się po przeróżnych powierzchniach. Leutscher wielokrotnie widywał podobne tropy w śniegu w Epping Forest podczas srogich zim w latach 1962-1963. Z braku pożywienia miejscowe myszy zaroślowe mogły odważnie wyprawić się na poszukiwanie pożywienia w wielkim stadzie, co wyjaśniłoby też, dlaczego później, kiedy zimy były łagodniejsze, śladów nie zaobserwowano.

Ale... Według Ralpha z Coggeshalla, trzynastowiecznego pisarza, 19 lipca 1205 r. wskutek gwałtownej burzy pojawiły się w okolicznym błocie kopytopodobne ślady. Może więc "sprawcą" diabelskich tropów jest nie istota żywa, a bardzo rzadkie zjawisko atmosferyczne pokroju piorunów kulistych?

Zjawisko nie zostało dotąd zadowalająco wyjaśnione.




Pomysł na przygodę:

[Konwencja horroru] Ślady pojawiły się ponownie w kilku miejscach na świecie jednocześnie. W miejscowościach, przez które przebiegają, w niewyjaśnionych okolicznościach umierają ludzie. Wszystkie tropy wydają się prowadzić na północ, w kierunku Arktyki. BG najpierw zbadają osobny przypadek śladów (najlepiej w małej, odludnej wiosce), a następnie udadzą się do celu tego upiornego exodusu.


Prześlij mi swoją opinię o artykule!

Imię/Ksywa

Opinia

Na górę strony