|
Cum libro |
Zakonne makao?
|
Dariusz Spychalski Pisząc recenzję pierwszego tomu Krzyżackiego pokera, debiutanckiej powieści Dariusza Spychalskiego, długo zastanawiałem się, jak ocenić tę książkę. Nie pomagała mi w tym świadomość, że w rękach trzymam ledwie preludium powieści, zaś reszty poszukiwać będę musiał w dwóch następnych tomach, jeszcze niewydanych. Niemniej jednak warto czytelnikom chociaż pokrótce przedstawić co ich czeka, gdy sięgną po Krzyżacki poker. Nim napiszę coś więcej o fabule tej powieści, warto słów kilka powiedzieć na temat autora. O Dariuszu Spychalskim wiadomo niewiele i nie dziwić powinien nikogo ten fakt, ponieważ Krzyżacki poker to pierwsza jego powieść. Jeżeli odbiorca tej książki nie wyobraża sobie czytania jej bez stopki biograficznej autora, czego tym razem wydawca nam poskąpił, odsyłam na stronę internetową Fabryki Słów, gdzie to można o Spychalskim garść wiadomości zaczerpnąć. Rok 1955. Brawurowa akcja komandosów wzbogaca Zakon Krzyżacki o jeden z najwybitniejszych umysłów świata. Umysł, który w pocie czoła opracowuje broń, mającą ostatecznie pozwolić Krzyżakom uwolnić się spod jarzma Rzeczpospolitej. Broń, która pokaże wszystkim, iż Zakon dłużej nie zamierza pozostawać pod niczyim protektoratem. Broń, która przerazi świat. Gradowe chmury nadciągają nad Rzeczpospolitą i jej sprzymierzeńców z pruskiej partyzantki. Gradowe chmury nadciągają nad całą Europę. Czy polski kontrwywiad, w obliczu płonącej granicy polsko-tureckiej, dostrzeże zbliżającą się atomową zagładę? I które z miast Rzeczpospolitej posmakuje radioaktywnego wybuchu? Może stolica — Lwów? Wiele pytań, mało odpowiedzi. Powieść Spychalskiego bez większych obaw możemy objąć ramami political fiction. Historia, którą opowiada nam pisarz, to typowa walka między wywiadami, kontrwywiadami, wojskami i politykami wrogich państw i nacji. To zakulisowa polityczna gra, spiski, zdrady, prowokacje. To walka o informację. Informację, która może ocalić państwo lub pogrążyć je w chaosie. Niestety zdaje się, wnioskując — zaznaczam — tylko i wyłącznie na podstawie pierwszego tomu, że autor Krzyżackiego pokera wpada w schemat, który najprościej opisać można: przygotowania-uderzenie-rozwiązanie konfliktu. Nie ma w tym nic złego, jeżeli w ramach tej struktury pisarz wprowadza na tyle interesujące wątki i tak zgrywa akcję, że czytelnik nawet nie zauważa, że jakiś schemat istnieje. Spychalski nie do końca jednak sobie z tym radzi, o czym najdobitniej świadczą liczne spowolnienia akcji i pewna przewidywalność fabuły. W Krzyżackim pokerze autor rozpościera przed nami wizję świata, w którym część Europy zajęta jest przez muzułmanów, Polska zaś to potęga, posiadająca swoje kolonie nawet w Afryce, która jednak na łonie swym hoduje krzyżacką żmiję, gotową kąsać przy każdej nadarzającej się okazji. Pisarz buduje swoją alternatywną rzeczywistość z dużą pieczołowitością, rozbudowując ją do naprawdę pokaĽnych rozmiarów. Nie skąpi nam licznych szczegółów i szczególików, udowadniając, że swoje uniwersum dokładnie przemyślał. Niestety, próbując przedstawić czytelnikowi jak najwięcej faktów na temat swojego świata, Spychalski niejednokrotnie odbiega od głównego nurtu akcji, wprowadzając do swojej powieści fragmenty, dzięki którym czytelnik co prawda może dogłębniej przestudiować mapę polityczną i administracyjną Europy i Polski, lecz odrywa się w ten sposób od głównego wątku fabularnego, przez co akcja powieści traci wiele na dynamice. Na nieszczęście autor sięga po tego typu zabieg dość często, co nie sprzyja odbiorowi tej książki i może niekiedy wręcz zniechęcać. Krzyżacki poker, poszatkowany licznymi wątkami fabularnymi, których rozwiązania zapewne spodziewać się należy w następnych tomach, pełen jest postaci tła. Od wywiadowców, komandosów, dowódców pruskich bojówek, przez przemytników broni, aż po polskiego księdza w dalekiej afrykańskiej kolonii. Ilość postaci jest imponująca. Mniej imponujący jest za to ich rys fabularny. Pewna sztywność i schematyczność charakterów zauważalna jest gołym okiem. Dodatkowo słabe operowanie przez pisarza dialogami, które w przypadku komandosów wydają się wręcz infantylne, nie sprawia dobrego wrażenia. Czytając niektóre sceny i dialogi znów mam nieodparte wrażenie, że pisarz chce nam powiedzieć dużo i szybko, nie zważając, iż nieraz ociera się o sztuczność. Szczęśliwie w tego typu powieściach postacie nie odgrywają głównej roli, stanowią niejako narzędzia autora wykorzystywane w celu przedstawienia fabuły i pobudzenia akcji. Jak zwykle parę słów o języku, którym raczy nas twórca Krzyżackiego pokera. Poza wspomnianymi wcześniej zastrzeżeniami, dotyczącymi sztuczności dialogów, nie ma na co narzekać. Spychalski gładko i z pewnym powabem opisuje przebieg akcji. Brak tutaj być może pewnej dozy humoru, ale dowcip w powieściach opartych na konwencji political fiction wcale nie ma większego znaczenia i jego brak nie jest nader zauważalny. Wspomnieć warto również o wydaniu tej książki. Ponownie Fabryka Słów utrzymuje niezły poziom. Bardzo dobra okładka i grafiki w środku, dobrej jakości papier. Jak zwykle jednak nie ustrzeżono się błędów w postaci literówek, a nawet braku całych słów. Na szczęście braki te są sporadyczne, w niczym nie przeszkadzają i już chyba każdy przyzwyczaił się do tego, że bez jakiegoś błędu w druku nie obejdzie się żadna książka. Kończąc, podsumowując i parafrazując. Są plusy dodatnie i plusy ujemne. Do plusów ujemnych zaliczyć należy pewną schematyczność fabuły i postaci, nadbudowę formy nad treścią, nie najlepsze dialogi, spowolnienia akcji. Słowem, autorowi brak wciąż warsztatu, nie można jednak zapomnieć, że mamy tutaj do czynienia z debiutem. Z plusów dodatnich wymienić należy ciekawy świat, mimo pewnych zatorów i braków — dość wciągającą akcję, niebanalny pomysł dobrze wróżący na przyszłość. Wypatrując z nadzieją następnych tomów, spokojnie mogę polecić tę książkę nieco młodszemu odbiorcy, którego zapewne wciągnie wykreowana przez Spychalskiego rzeczywistość. Nieco starszym czytelnikom proponuję Krzyżacki poker w ramach relaksu. OCENA: 5,5/10 Dziękujemy wydawnictwu Fabryka Słów za udostępnienie książki do recenzji. Prześlij mi swoją opinię o artykule! |