Spis treściInkluz

Świat Mroku


Jeremiah Covenant

Diary of Vampire - Dzień Wszystkich Świętych


Pięknie dziś na cmentarzu. Groby, odwiedzane przez pamiętających, błyszczą światłem niezliczonych zniczy. Żar płomienia fascynuje, pociąga, wręcz żąda, abyś go dotknął. Ręka zbliża się powoli, niepewnie, przyjmując na siebie coraz większą dozę ciepła. Tylko kilka centymetrów dzieli palce od oczyszczającego ognia. Hamujesz się w porę, wiesz, jakie są konsekwencje. Mimowolnie przypominasz sobie wrzask płonącego na stosie nieszczęśnika. Dym go krztusi, wypełnia płuca. Oddech niknie. Błaganie o litość ginie wśród trzasku drewna. Wspomnienie budzi skrywane cierpienie.

Spaceruję wśród umarłych. Marmurowe grobowce milczą, skrywają tajemnice, promieniują chłodem. Różnokolorowe światła, oznaki pamięci, sprawiają, że cmentarz wygląda jak wiejski jarmark. Mimo to bardzo mi się tu podoba. Mijam groby i czuję ciepło setek świec. Czuję zapach wosku. Woń chryzantem. Czuję także unoszącą się w powietrzu atmosferę pobożności. Modlitwy. Oddania duszy Bogu.

Choć mnóstwo tu krzyży, każdy inny. Niektóre duże, inne małe. Drewniane lub stalowe. Posrebrzane albo nie. Tylu twórców, tyle koncepcji, jeden obiekt. Podstawa. Dla mnie każdy taki krzyż to życie, mające swój początek i koniec. Wypełnione unikalnymi zdarzeniami, wspomnieniami, myślami.

Prawie przy każdym nagrobku zdjęcie zmarłego. Kolorowe, ale najczęściej pożółkłe, czarno-białe. Gdybyś zebrał wszystkie te fotografie, posiadłbyś wspaniały album. Album zmarłych należących do ciebie. W pewien bluźnierczy sposób, dostępny tylko nielicznym.

Na cmentarzu nie ma łez. Nie ma cierpienia. Wszyscy, którzy tu przychodzą, pogodzili się z rzeczywistością - jego, jej nie ma już wśród nas. Są wyjątki, ale i one szybko zmieniają zdanie. Pomaga im stary, niezawodny druh. Znasz go, każdy go zna. Otacza cię w tej chwili. Wypełnia pustkę, zapełnia zdarzeniami. Nie pokonasz go, nawet jeśli zawarłeś pakt z diabłem. Nie ma mocniejszego od niego.

Zawsze wie, gdzie jesteś. Jego wpływ doścignie cię wszędzie. Jak myślisz - czy Bóg ma zegarek, którym odmierza życie każdego z nas? Myślę, że moje metafory nie powinny stanowić dla ciebie problemu. Jesteś w końcu mądry i przewidywalny. Piękny, bogaty, inteligentny. Aż mi ciebie żal.

Wśród grobów próżno szukać smutku. Nie ma żadnych uczuć. Są tylko wspomnienia. Żywiące się blaskiem zniczy i wonią chryzantem. Jest też Śmierć. Przyjaciel, dobroczyńca Pamięci. Tu zawsze wszystko jest na swoim miejscu. Zawsze i wszędzie.

Wreszcie docieram na grób. Zdjęcie ukochanej osoby, jedno z wielu w cmentarnym albumie, nie wzbudza żadnych słów z ust duszy. Starannie wyryte litery informują, kto tu leży. Wypoczywa. Po zaznaniu trudów życia. Gruba warstwa granitu skrywa tajemnicę, pochowaną w dębowej trumnie. A może ten sekret... jest wart odkrycia?

Stoję. Wspominam. Życie, które trwało tak dawno temu, powraca z zaświatów, by mnie gnębić. Nie dać spokoju. Dusza zaczyna szeptać. Żąda, bym jeszcze raz przemyślał swoją decyzję. Sprawia, że wątpię w jej słuszność. Zapomniana waga jeszcze raz zmuszona jest do wydania wyroku. Postać ją trzymająca jest ślepa. Jak sprawiedliwość. Ale to nie ona.

Wciąż widzę kilka kwiatów, parę zniczy. Płatki opadły na dół, przygniecione deszczem, wiatrem i czymś jeszcze. Coś, co towarzyszyło mi od wejścia na cmentarz, opadło na dowód pamięci. Jeszcze bardziej przygasiło ledwo pełgający płomień jednego ze zniczy. Czerwone szkło, chroniące ogień, przypada mi do gustu.

Obraz przed mymi oczami choć trochę odwraca uwagę od rozmyślań. Myśli próbują płynąć innym torem, jednak po chwili uporczywie wracają. Jak morskie fale, pozostawiają tylko to, co jest naprawdę ważne. Zmuszają mnie, bym ponownie spojrzał w przeszłość. Choć cierpię, jeszcze raz rozważam.

Widmo przeszłości uderza w mój umysł, wypełniając go obrazem. Wszystko dzieje się niezwykle szybko. Za szybko - wzrok, słuch, węch, dotyk zamieniają się w jeden zmysł. Wspomnienia przynoszą ból. Dębowa trumna, woń białych chryzantem, smak Komunii Świętej, płacz matki, dotyk ręki ojca na czole, cichy głos księdza, szept grabarza, zapach ziemi, krucyfiks. Mały krzyżyk przedstawiający Zbawiciela podtrzymywanego przez jego ojca. Gołębica nad głową Boga.

Życie kolejny raz przelatuje przed mymi oczami. Czy wyzbyłem się go całkowicie? Czy może coś pozostało, coś, co nie pozwala zapomnieć? Właśnie dzięki temu, zawsze przychodzę na cmentarz. By jeszcze raz spojrzeć na swój grób. Pochowany za życia - ironiczny, pełen goryczy uśmiech.

Jego szept, podobny do cichego uwodzenia potępionej duszy, przywraca mnie do rzeczywistości:
-Skończyłeś?

W milczeniu pozostawiam dowody mej pamięci. Odchodzę. Pozostawiam w spokoju cmentarz. Woń wosku i smutek obecnych. Zimny, przenikający do szpiku kości, deszcz.

Na końcu pozostawiam mały krucyfiks i łzę. Krwawą łzę na jednym z płatków róży.

Róży, która nie pogodziła się z rzeczywistością.

Listopad 2004


Prześlij mi swoją opinię o artykule!

Imię/Ksywa

Opinia

Na górę strony