Spis treściInkluz

Kult - Apartament #13


Grzegorz "e$" Ocetek

Hellblazer - Original Sins TPB

obrazek boczny

W roku 1987 na rynek komiksów weszła całkowicie nowa publikacja, dzieło, które miało zmienić spojrzenie na komiks, a w szczególności na istotę głównego bohatera. Światło dzienne ujrzał Hellblazer...

Komiks wyróżniał się na tle innych z wielu powodów, ale głównym i najważniejszym był główny bohater historii — John Constantine, miejski mag, okultysta, ekscentryk i ogólnie pojęty son-of-a-bitch, który wyłamywał się z dotychczasowego kanonu. Inni bohaterowie komiksów byli wzorcami moralności, wierzącymi w swą misję utrzymania porządku w mieście — vel Batman (w znacznej części scenariuszy) czy Superman. John był inny. Kiedy przerastały go problemy, zwyczajnie się upijał, ubolewając nad sobą, wykorzystywał innych, czy nawet poświęcał życie niewinnych.

Ze względu na wielką popularność tego tytułu ekskluzywnej linii Vertigo, DC zdecydowało się na wydanie reprintów kompilujących najciekawsze epizody z życia Constantine'a. Pierwszym z nich, a jednocześnie zbierającym pierwsze dziewięć odcinków, jest tom Original Sins, który chciałbym tu nieco przybliżyć i zachęcić do przeczytania.

Scenarzystą, który stoi za wszystkimi scenariuszami, jest Jamie Delano i trzeba przyznać, że historie naprawdę wciągają, jak również wyznaczają kierunek wszystkim, którzy zajmowali się HB w przyszłości. Wszystkiego dopełnia nieco kontrowersyjna kreska (John Ridgway, Alfredo Alcala) — przypominająca częstokroć bardziej szkice niż właściwy rysunek. Tworzy to pewien "ulotny" klimat, do którego niestety niektórzy muszą się po prostu przyzwyczaić. Dodatkowego kolorytu i niepowtarzalnego charakteru dodają okładki, których autorem jest Dave McKean — już samo obcowanie z tymi grafikami jest czymś bardzo interesującym.

Tom otwiera scenariusz Hunger, w którym to Constantine po raz pierwszy stawia czoło demonowi imieniem Mnemoth. Wszystko to za sprawą swojego dawnego przyjaciela (Gary Lester), który po raz kolejny wykazał wielki talent do pakowania się w kłopoty. Hunger od razu rzuca nas wir akcji, oddalając się od formy retrospekcji czy przedstawienia postaci (tę funkcję pełni raczej Swamp Thing, w którym JC pokazał się po raz pierwszy). Na kolejnych stronach nasz główny bohater odwiedza pewne istotne plemię w Afryce, czy też jedną z ciekawszych postaci serii, jaką jest Papa Midnite — ekscentryczny właściciel klubu nocnego w NYC, dostarczający klientom wszelakich rozrywek (mniej lub bardziej nielegalnych). Na samym końcu dochodzi do "konfrontacji" z panoszącym się po mieście demonem... Z której to Constantine oddala się czym prędzej.

A Feast of Friends to historia kontynuująca wątek Hunger, w której to Constantine zabiera nas na "wycieczkę" do klubu Midnite'a i po raz pierwsze mierzy się ze swoim przekleństwem — zmarłymi — a jest z czym, bo odwiedza go cała jego dawna ekipa. Przychodzi czas na ostateczną rozgrywkę z Mnemothem... Wiemy, jak bardzo potrzebni i "użyteczni" są przyjaciele. JC również zdawał sobie sprawę z tego faktu i to właśnie Gary'ego wykorzystał jako pułapkę na owadziego demona. Pułapkę, która niestety umarła i dołączyła do Newcastle's Spooky Team (moja własna nazwa.. heh).

Czy zastanawialiście się kiedyś, skąd w ogóle biorą się Yuppie i jaka jest ich prawdziwa natura, w świecie ciągłego wyścigu, w świecie nieustannej pogoni za sukcesem? Odpowiedź na to pytanie przynosi ze sobą scenariusz Going For It — przesycony czarnym humorem i sarkazmem, będący najzabawniejszym ze wszystkich zebranych w Original Sins. Szczególnie ciekawe są narzekania Johna podczas rytuału, dotyczące trudności, jakie napotyka współczesny mag, ze szczególnym akcentem na łapanie kotów.

Waiting for The Man jest swojego rodzaju wprowadzeniem do nadchodzących wydarzeń, prologiem następnych scenariuszy, w którym to JC rusza na pomoc siostrzenicy do Liverpoolu w towarzystwie tajemniczej Zed. Tam przyszło mu się wpakować w problemy z satanistą-pedofilem, który upodobał sobie wieszanie małych dziewczynek, co jest opisane w bardzo ciekawy sposób — nie zalatując banalnością. Wszystko to jest tylko jakby otoczką, kryjącą za sobą konflikt między Resurrection Crusade i Damnation Army, w który oczywiście Johnowi nie udało się nie zaplątać.

When Johnny Comes Marching Home jest moim zdecydowanym faworytem, a na pewno okładka, która przywodzi na myśl znany zapewne wszystkim Czas Apokalipsy. Johnny trafia do małego miasteczka pośród pól kukurydzy, w miejscu, gdzie Diabeł mówi dobranoc. Żadna z osób mieszkających w osadzie nie chce zapomnieć o swych synach, którzy zginęli w Wietnamie — cały czas wierząc, że jeszcze powrócą do swych rodzin, choćby za sprawą Resurrection Crusade, alternatywnego kościoła, jakich wiele w USA. Wszystkiego dopełnia jeszcze piętnowany przez mieszkańców niedojda, któremu jako jedynemu udało się przeżyć wojnę. Scenariusz naprawdę wart uwagi, a w szczególności zakończenie — iście halucynogenna opowieść.

Scenariusz, który uświadamia JC, w jak bardzo wielkie goo wdepnął i jak bardzo ważna jest osoba jego kochanki (Zed), to Extreme Prejudice. Delano uchyla nam rąbka tajemnicy demonicznej Damnation Army — wynaturzeń/demonów mieszkających w kanałach. Autor postawił na interakcje pomiędzy Zed a JC, w kulminacyjnym momencie wrzucając ich w walkę z nieumarłym golemem, zlepionym ze szczątków pseudokibiców Chelsea i Arsenalu (heh...). Całość kończy oczywiście ucieczka kochanków i znalezienie schronienia u kolejnego z przyjaciół naszego maga.

Ghosts in The Machine. Z pewnością ten tytuł może kojarzyć się z Ghost in The Shell — i bardzo dobrze, ponieważ porusza podobny problem (w pewnym stopniu oczywiście). Żądny informacji Constantine odwiedza żywego jeszcze znajomego z Incydentu w Newcastle — opętanego informatyka, który całe noce spędza przy superkomputerach, przenosząc swą świadomość do Systemu. Tak również jest tym razem. Szukając informacji dla JC, zostaje uwięziony w pamięci komputera na stałe, bez możliwości powrotu... Jakby tego było mało, uprowadzona zostaje Zed, której J rusza na pomoc... Z pewnymi problemami, ale tak to jest, jak ktoś wyskakuje z jadącego pociągu.

Jak może się skończyć brawurowe opuszczanie środka komunikacji torowej, pokazuje nam Intensive Care, w którym to JC po wielu koszmarach w końcu budzi się na szpitalnym wyciągu — cały poobijany i połamany. Jednak niedługo pozostaje w takim stanie. Odwiedza go bowiem przywódca Damnation Army — demon Negral. Początkowa "towarzyska" rozmowa przeradza się w układ. John zgadza się pomieszać plany Resurrection Crusade, a w zamian Negral upuszcza część swej krwi Constantine'owi, który czym prędzej opuszcza szpital.

Shot to Hell to scenariusz kończący Original Sins. Szczerze mówiąc, rozczarowuje... Delano pokazuje nam dzień, w którym JC ma niezłego doła i co chwila zapija go w innym miejscu, a cała historia kończy się stosunkiem seksualnym z Zed, która po kryjomu opuszcza kwaterę Resurrection Crusade.. Może nie do końca... Epilogiem jest pojawienie się już po wszystkim Swamp Thing'a w domu J — w postaci "tytoniu". The End.

To wszystko, co zostało zawarte na 234 stronach Original Sins. Ogólne wrażenie jest jak najbardziej pozytywne, jednak nie pozbawione pewnych drażniących elementów. Po pierwsze, nie wyjaśniona zostaje "walka" pomiędzy wymienianymi przeze mnie wcześniej organizacjami, jak również los Zed. Po drugie, przez cały tom przewijają się wspomnienia Incydentu w Newcastle, który... Mamy wyjaśniony dopiero w retrospekcyjnym Hellblazer #11. Mnie dane było przeczytać cały run Delano, ale to, co wspomniałem, może drażnić kogoś kto nie ma dostępu do numerów 10-40, ponieważ drugi tom Hellblazer — Dangerous Habits to dopiero odcinek 41 (i dalsze), co pozostawia ogromną lukę.

Tak, czy inaczej Original Sins jest jak najbardziej wart uwagi i szczerze polecam go osobom zainteresowanym Kultem — Hellblazer to kopalnia inspiracji, a klimat przedstawiony na kolejnych stronach może stanowić wzór dla wielu sesji Kultu, mimo opierania się na innym uniwersum.

Ocena: 9/10


Prześlij mi swoją opinię o artykule!

Imię/Ksywa

Opinia

Na górę strony