Spis treściInkluz

Konwenty


Jeremiah Covenant

ConQuest 2005 - Udana Apokalipsa


ConQuest: Exit Mundi przeszedł do historii jako ostatnia część ConQuestowej trylogii. Jak sami organizatorzy zapowiadali, nie chcieli, by późniejsze edycje tego konwentu były ledwie słabą kalką pierwszych. Dlatego zdecydowano się na taki, bądź co bądź, oryginalny krok. Z mapy konwentowej zniknął bardzo ważny punkt, lecz trzeba to przyznać — zniknął z klasą.

Zaproponowano trzy bloki prelekcyjne, sesje u zaproszonych MG, konkursy, prezentowano gry planszowe i karcianki, turniej "Gramy!" i jeszcze parę rzeczy. Do tego dochodził "Stary Port", bardzo tłumnie odwiedzany przez brać konwentową (odbyło się tam m.in. spotkanie z Andrzejem Pilipiukiem).

Ze "Starym Portem" wiąże się bardzo ważna sprawa — 100% bez alkoholu. Idea spotkała się z różnym przyjęciem, choć wydaje mi się, że przeważały głosy przychylne temu pomysłowi. Ja jestem jak najbardziej za. Nie jest mi wiadome, czy kogoś wyrzucono z powodu nieprzestrzegania wyżej wymienionej zasady (choć takie plotki się pojawiły).

Tematy prelekcji wzbudziły rozmaite odczucia. Osobiście znajduję najczęściej tylko 3-4 prelekcje, będące swoistym "musiszbyć". I w takowych uczestniczyłem. Natomiast z rozmów z innymi konwentowiczami standardowo wynikało, że głosy są podzielone. Niektórym się podobało, lecz istniała silna opozycja, twierdząca, iż zaproponowane prelekcje są mało ciekawie.

Poza prelekcjami standardowo zadbano o sesje u zaproszonych MG, a także LARP-y. Tych ostatnich było 6 — 7th Sea, Wolsung, (który zainteresował naprawdę spore grono konwentowiczów), Warhammer, Wilkołak, Neuroshima (także cieszyła się powodzeniem, przynajmniej w mojej sali) i Piekło na Ziemi. Poza tym sami uczestnicy zorganizowali własne LARP-y.

Jednak prawdziwą furorę zrobił Jungle Speed (Totem) — w niektórych kręgach znany jako gra w zapalniczkę. Zasady były banalnie proste, przy jednoczesnym zachowaniu niesamowitej grywalności. Niech o zainteresowaniu świadczy fakt, że dosłownie co kwadrans zadawano pytanie, kto idzie grać w Totema.

Na duży plus należy zaliczyć wielkość szkoły, co pozwoliło na mniej więcej swobodne zakwaterowanie. Także z miejscem na sesje nie było większego problemu — organizatorzy ustawili na korytarzach stoły, które przez spragnioną gry część uczestników były skrzętnie wykorzystywane. Poza tym istniały miejsca zaadaptowane przez samych konwentowiczów, czego przykładem może być stół zajmowany przez Sabat podczas nieoficjalnego LARP-a w Wampira: Maskaradę.

Sprawy bardziej techniczne — ConQuest zgromadził około 650 osób. Przy akredytacji dostawało się bardzo ładny, stylizowany na średniowieczny (ach, ta mapka!) informator, identyfikator (często przeprowadzano kontrole, mające na celu usunięcie osób ich pozbawionych) i karty FanDoomowe.

Łazienki — czego można oczekiwać od szkolnych łazienek? Powiem tylko, że przynajmniej nie brakowało papieru. Największym zainteresowaniem cieszyła się ubikacja dla pracowników (zapewne z powodu ciepłej wody). Poza tym każdy, kto chciał skorzystać z prysznica, musiał poczekać na swoją kolej, czasami bardzo długo. Nawet o trzeciej w nocy swobodny dostęp do tego jakże ekskluzywnego urządzenia nie był pewny. Należy także zauważyć, że temperatura wody różnie skakała.

Czas na słowo końcowe. Jak dla mnie ConQuest był bardzo udanym konwentem. Punkty programu zaproponowane przez organizatorów były co najmniej zadowalające. Dlatego żałuję, że w przyszłym roku nie udam się do Krakowa. Pozostają miłe wspomnienia i szacunek do organizatorów.


Prześlij mi swoją opinię o artykule!

Imię/Ksywa

Opinia

Na górę strony