Spis treściInkluz

Heuresis


Michal "Chudy" Stojecki

Fortyfikacje




Tym krótkim artykułem chciałbym niniejszym zadebiutować na łamach Inkluza. Jest to zaledwie krótki wstęp do tematyki fortyfikacji, w którym chciałem się skupić głównie na umocnieniach budowanych (i niszczonych!) — od starożytności po średniowiecze. Takie ujęcie tematu ma największą wartość dla graczy grających we wszelkiej maści systemy fantasty. Mam też nadzieję, iż ten pierwszy tekst przerodzi się w serię artykułów, co czas pokaże.

Fortyfikacje — dla mnie temat-rzeka. Jak historia ludzkości długa, umocnienia towarzyszyły nam prawie od zarania. Już w czasach prehistorycznych stosowano wały ziemne do obrony przed napastnikami i dzikimi zwierzętami. Podobnie wojny — trwają one od zawsze, a fortyfikacje są ich owocem. Od najdawniejszych czasów wszystkie najstarsze cywilizacje Środkowego Wschodu (Akadyjczycy, Asyryjczycy, Mezopotamczycy, Persowie, Egipcjanie, Fenicjanie, Hetyci i inni), poprzez cywilizacje późniejsze i bardziej oddalone (Hindusi, Chińczycy) — wszystkie te ludy tworzyły, budowały i niszczyły we wzajemnych wojnach swe umocnienia.

Genezą fortyfikacji są na pewno rewolucyjne zmiany w gospodarce agrarnej w erze neolitu. Przejście z gospodarki łowiecko-zbierackiej (10 000 lat p.n.e.) do gospodarki rolniczej zrewolucjonizowało społeczeństwa, ustroje, obyczaje, kulturę i doprowadziło do narodzin wielu dziedzin życia ludzkiego, bez których nie wyobrażamy sobie dziś normalnego egzystowania. Ludzie zaczęli hodować zboże, selekcjonując gatunki najlepiej rodzące na danych ziemiach i w danym klimacie, udomowiono psa, zaczęto prowadzić hodowle kóz, owiec i świnek na szerszą skalę. Aby jednak zbierać regularnie plony, należało osiąść z rodziną w jednym miejscu i doglądać pola i inwentarza. Można było zatem (a nawet trzeba było!) zbudować sobie solidniejsze, bezpieczniejsze domostwo, a nie nędzny szałas bądź namiot ze skór preferowany przez koczowników. Czyli mamy początki "prawdziwej" architektury.

Osiadły tryb życia nowych ludzi wiązał się też z czymś tak rewolucyjnym jak rozpoczęcie gromadzenia dóbr na dużą skalę, co dla koczowników było obce (ponieważ wszystko nosili na plecach i ich dobra doczesne musiały być ograniczone do minimum). A to wszystko bardzo podobało się koczowniczym pobratymcom... którzy byli leniwsi w dziedzinie gospodarki agrarnej, ale za to bardziej wojowniczy i zaborczy. Łatwiej było oczywiście zagrabić całoroczne plony, niż samemu zginać kark w pocie czoła. I tu mamy narodziny sztuki fortyfikacyjnej, ponieważ osadnicy nie zamierzali wcale patrzeć na to z założonymi rękami! Za najstarsze osady agrarne neolitu naukowcy uważają stanowiska archeologiczne umiejscowione w okolicach gór Zagros w dzisiejszym Iranie, zamieszkanych przez plemię Kasztów; starszych osad archeologowie podobno nie znaleźli. Są tam gliniane domy, zagrody dla bydła i ślady otaczających domostwa płotów i drewnianych palisad. Pierwszymi umocnieniami musiały być właśnie proste budowle w rodzaju kamiennego murku przy wejściu do rodzinnej jaskini, rów wykopany dookoła szałasów koczowniczych, zasieki z powalonych drzew, domostwa na drzewach i niedostępnych skałach i tym podobne.

Pierwszą fortyfikacją z prawdziwego zdarzenia są mury Jerycha. Czytelnicy obeznani z Biblią (Księga Jozuego 6,1) zapewne kojarzą tę nazwę. Jest to światowej klasy ewenement archeologiczny, nie ma takiego drugiego na świecie (a przynajmniej jeszcze niczego takiego nie znaleziono powtórnie). Otóż najstarsze odnalezione fortyfikacje powstały, uwaga, uwaga... na początku VII tysiąclecia p.n.e. (źródła archeologiczne podają, iż pierwsze sztuczne schronienia człowieka, lepianki, ziemianki i szałasy, są datowane na 5 tys. lat p.n.e.), czyli "zaledwie" jakieś 3 tys. lat po rewolucji agrarnej. W fachowej literaturze Jerycho nazywa się postnatufską fortyfikacją III fazy osadniczej. A teraz smakowite szczegóły: umocnienia obejmowały obszar o powierzchni 400 m?, otoczone murem kamiennym (sic!) o grubości 1 m i nieustalonej wysokości; na mur składały się cyklopowe, dopasowane dokładnie do siebie bloki kamienne o wymiarach średnio 1×1×1.2 m. Nic nie wiadomo o tym, jak były zabezpieczone bramy. Obronę muru wzmacniało kilka wież (nie ustalono ich dokładnej liczby), wyższych od muru, zbudowanych na planie koła. Wchodziło się do nich po kamiennych schodach zbudowanych wewnątrz obwałowania. Jedna z nich zachowała się do dzisiaj i ma dziewięć metrów wysokości! (tak się kiedyś budowało! Aż serce mi duma rozpiera, jak wyglądam przez okno na "wielką płytę" Mokotowa i zastanawiam się, co z niej zostanie za 8000 lat...). Ciekawe zatem, jak wysokie były mury, skoro przyjęło się budować wieże dwukrotnie wyższe od otaczających je obwałowań (a wieża na pewno była wyższa niż te dziewięć metrów w czasach swojej dawnej świetności...).

Wnętrze obwałowania zajmowały budowle o znacznie mniejszej reprezentatywności, to znaczy domy mieszkalne, spiżarnie, chlewy i obory, budowane już nie z kamienia, a z prostej, suszonej cegły mułowej. Kto był w Egipcie i widział lepianki nad Nilem (robione tą samą techniką od tysiącleci), na pewno wie, o co mi chodzi. Widok niezwykle atrakcyjny, zwłaszcza po deszczu. Cegła taka mogła być wyrabiana w prosty i masowy sposób na terenach pozbawionych kamienia budulcowego czy drewna (potrzebnego czy to do budowy umocnień, czy do wypalania cegieł). Wadą takiego rozwiązania było to, iż należało budować grube i masywne ściany, aby nie osuwały się pod własnym ciężarem po deszczu, a mury wykonane z cegły mułowej musiały być grube, by wytrzymywały atak taranów. Umocnienia takie miały też niską trwałość, trzeba było je naprawiać praktycznie po każdym oblężeniu czy po większych opadach deszczu (lub po powodzi). Domy z cegły mułowej miały trwałość tylko około jednego pokolenia, ale za to były o niebo lepsze od nędznej ziemianki czy śmierdzącej jurty koczowników. I ostatni smaczek: osada skupiała w swych początkach około 2000 mieszkańców (czyli tyle, ile Radom w XII wieku, kiedy uzyskał prawa miejskie). A na ziemiach polskich zaczęto budować kamienne obwałowania miast na przełomie XI i XII wieku. Fakt, wojskowość na terenach słowiańskich nie rozwinęła się jeszcze na tyle, aby było bardzo potrzebne budowanie skomplikowanych systemów obronnych (ale jak zwykle byliśmy kilka tysiącleci za Murzynami). I dziwić się tu biblijnemu zachwytowi proroka, przy takiej potędze budowli i nakładzie pracy ludzkiej.

W starożytnej Grecji też budowano fortyfikacje, może nie tak reprezentatywne, ale zawsze. Już w IV tysiącleciu p.n.e. zbudowano warowną osadę Dimini, w której kamienne mury również miały ok. 1 m grubości (i niestety, podobnie jak w Jerychu, nieustaloną wysokość). Było ich aż sześć linii, jedna za drugą wokół warownego wzgórza! Wielkość osady wymyka się szacunkom naukowców; zapewne można myśleć o podobnych rozmiarach, co w Jerychu. Udało się natomiast zadziwiająco dokładnie określić okres zbudowania tej twierdzy (ustalony za pomocą częściowego rozpadu węgla C 14) — nie mniej, ni więcej, jak na rok 5506 p.n.e. Co za dokładność! Ciekawe... Drugim przykładem budownictwa obronnego starożytnych Greków z najwcześniejszego okresu ich historii jest znana na pewno wszystkim Troja. Miasto (osada) Troja powstała już pod koniec IV albo na początku III tys. p.n.e. na dzisiejszym tureckim wybrzeżu Morza Egejskiego (wtedy prowincja ta nazywała się, o dziwo, Troas; ta dygresja jest tylko dla tych, co mało uważnie oglądali "Troję").

Mało kto wie, ale na wzgórzu, na którym Schliemann odkrył sławne ruiny, odnaleziono zgliszcza siedmiu dużych miast, kolejno palonych, niszczonych i odbudowywanych. Ja skupię się na opisie tylko najstarszych obwarowań. Umocnienia "pierwszej" Troi obejmowały obszar nad wyraz skromny, bo ledwie jakieś 80×100 m. Mury były zbudowane z glinianych, suszonych cegieł, które jak za chwilę zobaczymy, zrobiły prawdziwą karierę w dziedzinie budownictwa (zwłaszcza obronnego). Nie wiadomo, na jaką wysokość się wznosiły, ale miały szerokość jakichś 7 m. W murze obwodowym nie stwierdzono obecności baszt obronnych, był on za to ukształtowany w ten sposób, że jego załamania umożliwiały obronę skrzydłową — był to mur uskokowy (vide słowniczek na końcu artykułu, wszystkie specjalistyczne terminy mają tam odniesienie). Dodano oprócz tego kilka wykuszy obronnych, zwłaszcza w bezpośredniej bliskości bramy wjazdowej.

Była tylko jedna brama prowadząca do środka kompleksu, oprócz tego jeszcze mała furtka od strony zachodniej, ukryta w załomie muru, do której prowadziła stroma i niebezpieczna górska ścieżka. Umożliwiała ona niespodziewany wypad z wycieczką na oblegających. Sama brama, osłonięta dwoma basztami bramnymi, wysuniętymi do przodu przed lico murów, zapewniającymi dostateczną obronę, wzmocnioną dodatkowo wewnętrznymi dziedzińcami. Nacierający nieprzyjaciel po sforsowaniu pierwszej bramy przedostawał się na wąski dziedziniec, otoczony ze wszystkich stron stromymi murami, na które od tej strony nie było wejścia. Obrońcy mogli z nich cały czas nękać atakujących różnymi ciekawymi latającymi przedmiotami. Oblegający nie mieli innego wyjścia, jak szturmować na kolejną bramę, umieszczoną za ciasnym zakrętem w prawo (aby nie dało się wewnątrz zastosować taranów). Co więcej, w ferworze walki atakujący mogli się zagalopować na trzy boczne dziedzińce, również ze wszystkich stron otoczone wysokimi, niedostępnymi murami, które dodatkowo mogły być w dowolnej chwili odcięte od reszty zamku opuszczanymi z góry bronami. W tym momencie pozostawało tylko wysiec stłoczonych napastników pociskami z góry (zza bezpiecznych blanków) — lub, co bardziej prawdopodobne, zmusić ich do poddania się i zamienić w cennych niewolników. Po sforsowaniu drugiej bramy nacierający napotykali rampę ze schodami lekko pnącymi się ku górze (kolejne zabezpieczenie przeciw taranom), również otoczoną murami z obydwu stron. Na końcu tej swoistej "ścieżki zdrowia" była ostatnia, najmniejsza brama i właściwe miasto. Niestety, jak pokazują wykopaliska archeologiczne, ten złożony system zabezpieczeń nie zdał się na wiele; ta wersja Troi, jak również jej kontynuatorki, nie uchroniła się przed losem tak wielu innych, zdobytych miast. Została zdobyta i spalona do gołej ziemi.

Mniej więcej w tym momencie rozwój sztuki fortyfikacyjnej zaczyna cierpieć na pewnego rodzaju zastój. Dzikie plemiona koczownicze nie mogą zdobyć "z marszu" dobrze umocnionych i bronionych osad (nie są nawet w stanie wpaść na pomysł długotrwałego oblężenia, a co dopiero taki pomysł wprowadzić w życie), może poza przypadkami całkowitego zaskoczenia obrońców nagłym zajazdem. Sztuka fortyfikacyjna zdecydowanie góruje nad sztuką oblężniczą, której w zasadzie nie ma. Ludzie szybko się przekonują że na terenach, gdzie kamień występuje w rzadkości, równie skuteczne są budowle z suszonej cegły mułowej lub glinianej, będąc przy tym budowlami znacznie mniej pracochłonnymi i wymagającymi mniej wysoko wykwalifikowanych robotników. Zdobycie ich było tak samo trudne, a mury można było postawić jeszcze wyższe i grubsze. I tak mury z cegły suszonej (a nie wypalanej), wypełnione w środku oblicowania ziemią bądź ubitą gliną, będą na pewnych terenach królować aż do średniowiecza, kiedy to zostaną zastąpione znacznie trwalszym kamieniem. Były oczywiście chlubne wyjątki — wszystkie monumentalne budowle Egipcjan, w tym obronne, powstaną w kamieniu (ale na terenach Egiptu kamień był bardziej dostępny, opracowano nowe metody uzyskiwania dużych, jednolitych bloków kamiennych). Od kompleksów obronnych świątyń egipskich w Khafate, Karnak, Amun po Luksor i zamki na pograniczu hetyckim [fortece w Semna i w Buhen (choć ta akurat jest nad Nilem)] można zauważyć wspaniałe przykłady wysoko zaawansowanej architektury, techniki budowlanej, organizacji pracy, bogactwa tego narodu i dalekosiężnego myślenia. Są tu już wszystkie przykłady umocnień i rozwiązań, które będą nam towarzyszyć przez następne kilka tysięcy lat. Są więc baszty bramne, fosy, mury z krenelażem, baszty osłaniające mur ogniem skrzydłowym, nawet kaponiery wewnątrz fosy i wewnętrzne kasztele, niezależne od zewnętrznych obwałowań, zdolne do prowadzenia obrony po upadku wszystkich pozostałych linii umocnień. (Słownik pojęć na końcu, he, he, he).

W tym miejscu pozwolę sobie na krótki opis fortyfikacji w Buhen z okresu XII dynastii, zbudowanej około 2000 lat przed narodzeniem Chrystusa. Tutaj zdecydowano się nie na kilka koncentrycznych linii obronnych, ale jedną, rozbudowaną. Tak więc pierwszą przeszkodą dla nieprzyjaciela był niski nasyp ziemny, oblicowany na przedpiersiu suszoną gliną. Nasyp wieńczyły prowizoryczne szańce, zza których łucznicy mogli bezpiecznie prowadzić ostrzał wojsk wroga. Ta linia miała jednak tylko znaczenie opóźniające i była specjalnie nisko zabudowana, aby wraże wojska nie mogły znaleźć za nią zbyt dużej osłony. Za szańcem znajdowała się głęboka, szeroka fosa, wykuta bezpośrednio w litej skale. Fosa ta mogła być prawdopodobnie zalana w krytycznym momencie szturmu (forteca znajdowała się blisko drugiej katarakty Nilu). Za fosą postawiono drugi, kamienny już mur, wysoki na jakieś trzy metry i górujący nad poprzednim. Mur miał gęsto rozstawione strzelnice dla łuczników, którzy ustawieni na dwu tarasach mogli prowadzić ostrzał, stojąc i klęcząc na przemian. Ostatnią zaporą był główny mur kamienny o wysokości 9 m i grubości 4,8 m, gęsto poprzedzielany wysokimi basztami obronnymi, z których można było prowadzić ogień osłonowy na obydwie zewnętrzne linie obwałowań. Mur główny był wyposażony w nowoczesne (he, he) blanki i parapet dla obrońców. Wchodziło się na niego po szerokich schodach w pobliżu wież narożnych. A na najwyższy podziw zasługuje pomysł zbudowania bramy. Były to dwie wielkie baszty bramne, wysunięte daleko przed lico muru, a pomiędzy nimi poprowadzono wąską drogę do wewnątrz. Droga ta była przegrodzona czterema masywnymi bramami z brązu, odpornymi na działanie większości taranów. Napastnicy przez cały czas przebywania między basztami byli narażeni na ciągły ostrzał z góry. Gdyby nawet zdobyto tak umocnione mury, w środku twierdzy pozostawał umocniony i dobrze zaopatrzony w zapasy i wodę pitną kompleks świątynny.

Ale najpierw powstają wielkie, umocnione państwa-miasta w starożytnej Mezopotamii. Dostatek mułu i gliny rzecznej z dwu wielkich rzek zapewnia potrzebny budulec, żyzna ziemia daje plony nawet dwa razy do roku (a zatem jest jak wyżywić dużą populację, zdolną do wznoszenia wielkich budowli), zaś dzikie okoliczne plemiona (np. Akadyjczycy) dostarczają wrogów, przed którymi należy się bronić. Historycy uważają, że początkiem państwowości była konieczność utrzymywania systemu kanałów nawadniających i osuszających w dorzeczu wielkich rzek starożytności. Czy to był Eufrat i Tygrys, Nil, czy też Ganges lub Huang-Ho, ogrom pracy i obowiązków stojących przed rolnikami wymagał większej organizacji, która nadzorowałaby i koordynowała poczynania dla wspólnego dobra. Tak powstała władza. Zatem obserwujemy szybki rozwój państw-miast, kontrolujących tereny bezpośrednio przylegające do warownych osad. Warownie były konieczne do obrony przed sąsiadami, którym plony mogły się powieść tak dobrze, albo przed dzikimi, ciągle głodnymi koczownikami. I tak powstają starożytne miasta Ur (dziś al-Mukajjar), Uruk (dziś Warka — wiem, brzmi znajomo), Lagasz (dziś Tello), Nipur (dziś Nuffar). Miasta mezopotamskie były na tyle wyjątkowe, że po raz pierwszy stosowano w nich cytadele jakby z założenia.

Jedną z takich cytadel był ogromny, umocnionym ziggurat Ur-Nammu. Mury miasta miały ponoć 12m. wysokości, a były tak szerokie, że mogły na ich szczycie mijać się dwa rydwany. Były zbudowane z pochyłych do wewnątrz ścian glinianych, w środku wypełnionych ziemią i ubitą ( nawet nie suszoną ) gliną. Miały 4 potężne bramy z prawdziwego zdarzenia ( i dwa mniejsze, słabiej ufortyfikowane "piesze" furtki. I w środku miasta wspaniały, obronny kompleks świątynno- pałacowy z zigguratem w centrum. Ponieważ trzeba wiedzieć, iż władcy Mezopotamii łączyli wtedy funkcje najwyższego króla - kapłana. Kompleks był otoczony siecią sztucznych kanałów, doprowadzających wodę z rzeki, dodatkowo wzmacniając obronność. Forteca ta została później dodatkowo poważnie rozbudowana za rządów króla babilońskiego Nabuchodonozora II ( skojarzenia z "Matrixem"? ), około roku 600 p.n.e. Ogrom murów Ur i Jerycha można porównać jedynie z faktem, iż w starożytności budowano zwykle mury wysokie na 5-8m.

Absolutnymi rekordzistami pod względem wysokości murów są trzy starożytne miasta: Tyryns, Babilon i Suza. Ten pierwszy posiadał mury wysokości 19,8 m, grube przy tym na 7,9 m (przed rozbudową, potem dochodziły do 17 m!) i był grecką twierdzą z czasów mitycznej Wojny Trojańskiej. To z tego miasta, jak wskazuje mit, miał wyruszyć król Diomedes ze swoimi osiemdziesięcioma czarnymi galerami (kolejne skojarzenie, tym razem z Thorgalem) na podbój Troi. Twierdza była mała, ale jej obrona — niezwykle przemyślna i skuteczna. Usytuowana na skalistym, niedostępnym wzgórzu, oprócz tajnego, podziemnego przejścia wykutego w litej skale i prowadzącego do źródła wody miała tylko jedno wejście (podobnie jak w Troi...). Była to stroma pochylnia, biegnąca u podnóża murów, aby obrońcy mogli atakować oblegających z blanków; dodatkowo biegnący rampą atakujący wojownicy byli zwróceni swoją prawą stroną do murów, co utrudniało im korzystanie z tarcz (noszonych zwykle w lewej ręce...). Rozwiązanie to było na tyle skuteczne i proste do wykonania, że stosowano je we wszystkich zamkach i umocnieniach w przyszłości, jeżeli tylko teren na to pozwalał. Ale nic nie jest wieczne, i nawet Tyryns ze swoimi wspaniałymi umocnieniami został zdobyty przez naród Dorów mniej więcej trzysta lat po zbudowaniu tej twierdzy przez Achajów.

Drugą wspomnianą twierdzą był równie mityczny Babilon, miasto o murach sięgających 25m wysokości.

Ostatnim zaś miastem, dzierżące palmę pierwszeństwa pod względem wysokości murów, jest Suza, mogąca się poszczycić niewiarygodnymi 28 metrami wysokości. Miasto to posiadało trzy linie murów, ustawionych w sposób schodkowy (w ten sposób, iż wewnętrzne mury miały nieograniczone przez przedpiersia pole ostrzału), dodatkowo wzmocnione głęboką i szeroką fosą. Ten system obrony zastosowano w Konstantynopolu. Krzyżowcy nie zdobyliby tego miasta w 1204 r., gdyby nie zaatakowali od strony Złotego Rogu, gdzie umocnienia były bardzo osłabione i niższe niż gdzie indziej (oprócz tego nastąpiła zdrada armii polowej Bizancjum, która wdarła się do miasta, zamiast walczyć z Krzyżowcami w polu; było też kilka innych czynników, ale tu nie ma miejsca na ich opisywanie, może innym razem...).

Mam nadzieję, że ten przydługi wykład nie stał się nudny. W następnych odcinkach postaram się przedstawić co ciekawsze konstrukcje obronne starożytności i średniowiecza, a także spróbuję coś skrobnąć o urządzeniach oblężniczych.


Prześlij mi swoją opinię o artykule!

Imię/Ksywa

Opinia

Na górę strony