Spis treściInkluz

Cum Libro


Karolina Pawlik

Odcienie błękitu

obrazek boczny

Anna Brzezińska
Wody głębokie jak niebo

Wydawnictwo i rok wydania: Runa, 2005
Liczba stron: 360
ISBN: 83-89595-14-1



W świecie, gdzie czasami trudno oddzielić wody od nieba, prawdę od kłamstwa, a człowieka od demona, magia ma kolor błękitny jak morze lub jak oczy czarodziejów i tych zrodzonych z ich krwi. Magowie przyzywają demony z dziewięciu ponadksiężycowych sfer i wiążą je z materią, tworząc przy ich pomocy miasta z własnych snów, kierując żywiołami, niszcząc wraże armie, a czasami także kształtując ludzi wedle swojej woli. Tak przynajmniej było na samym początku. Potem, kiedy do gry włączyli się nowi gracze, sprawy skomplikowały się jeszcze bardziej.

Całkiem niedawno, rozmawiając niezobowiązująco z programowym przeciwnikiem latania, usłyszałam od niego mój "ulubiony" argument przeciw: "Gdyby Bóg chciał, żebyśmy latali, dałby nam skrzydła". Czytając Wody głębokie jak niebo Anny Brzezińskiej, nie raz przypominałam sobie tę rozmowę oraz moje rozbawienie na podobne dictum, a przy lekturze Śmierci czarnoksiężnika (szóstego tytułu ze zbioru) pomyślałam wręcz, że już nigdy nie będę się śmiać z takiego rozumowania. Nie uczyniono nas władcami demonów, ich zaś nie przypisano do naszego świata. Gdyby zamysł Pana był inny, chadzałyby po ziemi niczym zwierzęta. Ale naznaczono im inną domenę pomiędzy gwiazdami i tam powinny pozostać. Sztuka czarnoksiężników jest pogwałceniem porządku świata. I kiedyś przyjdzie wam, magom, okrutnie za to zapłacić.[1]

Opowiadania Anny Brzezińskiej, zebrane w tomiku Wody głębokie jak niebo, to siedem historii o cenie za moc, wiedzę, władzę i marzenia. Historii przejmujących, pięknie napisanych, ładnie wygranych na gamie emocji, ale też czasami nierównych, jak to w zbiorach opowiadań bywa.

Moje zetknięcie z Półwyspem i jego władcami miało miejsce ponad dwa lata temu, kiedy po raz pierwszy przeczytałam Róże dla Sirocco, które zachwyciły mnie swoją oryginalnością, przejmującym smutkiem i światem, w jakim zostały osadzone. Od tamtego czasu ze zniecierpliwieniem czekałam na wydanie całości, i z czystym sumieniem mogę powiedzieć teraz, że była to dla mnie najbardziej wyczekiwana pozycja najpierw 2004, potem 2005 roku. Z takim nastawieniem łatwo się zawieść na najlepszej nawet książce. Zdając sobie dobrze z tego sprawę, trochę bałam się zderzenia moich wspomnień i wyobrażeń z rzeczywistością. Czy potrzebnie?

Od kilku dni powtarzam sobie to pytanie co kilka godzin i dalej nie znajduję odpowiedzi. Na pewno jest to książka bardzo złożona i subtelna, tkana jak gobelin, w którym nitki losów różnych bohaterów splatają się czasem w zupełnie nieoczekiwanych miejscach, wpływają na siebie, a potem nikną pod kunsztownym wzorem, żeby następnie znowu zajaśnieć pełnią kolorów w nowym, nieoczekiwanym kontekście. Bardzo lubię narrację, która przypomina układanie puzzli bez spoglądania na gotowy obraz, spodobał mi się więc sposób, w jaki Brzezińska odsłania przed czytelnikami losy Półwyspu, ludzi, którzy nad nim panowali, i magii, jaka płynęła w ich żyłach. Jak dla mnie to nieujawnianie całej prawdy od razu to największa zaleta konstrukcyjna Wód.... Nic nie jest powiedziane wprost, interpretacje zmieniają się pod wpływem nowych wiadomości, które autorka wydziela nam skąpo i stopniowo, starannie dbając o to, by granica między prawdą a legenda była ciągle rozmyta.

Temu też służy język, pozbawiony stylizacji, jaką znamy z cyklu o Twardokęsku czy Opowieści z Wilżyńskiej Doliny, ale przywodzący na myśl gawędę z dawnych dni, gdzie nie sposób ocenić już, co zdarzyło się naprawdę, a co było tylko wymysłem bajarza. Widoczne jest to zwłaszcza we wspomnianych już przeze mnie Różach..., ale stylistyka wszystkich opowiadań jest podobna. Problem w tym, że ich kunsztowna, momentami wręcz barokowa forma nie tylko czasami przesłaniała mi treść (co chętnie bym wybaczyła, bo nie mam nic przeciwko sztuce dla sztuki), ale z upływem stron ozdobność stylu stosowanego przez autorkę zaczęła mnie po prostu nużyć i bardzo chciałam przeczytać jakąś prostą historię, na dodatek opowiedzianą prostym językiem. Jak widać, nadmiar wszystkiemu może zaszkodzić. Z radością powitałam więc haust świeżego powietrza pod postacią tytułowego, zamykającego zbiór opowiadania — tak odmiennego od reszty, chociaż równie smutnego.

Jeśli z moich narzekań na przerost formy nad treścią ktoś wysnuł teorię, że przez Wody... trzeba się przedzierać z wyjątkowym mozołem, spieszę wyjaśnić, że nie — Anna Brzezińska zbyt dobrze panuje nad piórem, by pozwolić sobie na takie niedopatrzenie. Ale czasami po skończeniu opowiadania zdajemy sobie sprawę z tego, że mieliśmy w rękach wydmuszkę, której zewnętrzne zdobienia pokrywają pewną miałkość treści. Takie wrażenie odniosłam dwa razy — przy otwierającym tom Życzeniu, które chętnie widziałabym rozszerzone o dogłębniejszą charakterystykę głównego bohatera, oraz przy Filarach nieba, które — bardzo przykro mi to pisać — są dla mnie tekstem o niczym. Trochę ratuje je bardzo ładne nakreślenie wzajemnych zależności między religią a magią (pięknie zresztą wygranych w następnym opowiadaniu Śmierć czarnoksiężnika), ale postać siostry głównego bohatera jest narysowana stanowczo zbyt grubą kreską, by poruszyło mnie jej szaleństwo. Cóż, po bohaterkach takich jak Sirocco, Arachne i Luana niewiele portretów kobiet ogarniętych obsesją mogłoby mnie zadowolić. I znowu — wyjątkową radość sprawiła mi lektura ostatniego tekstu, którego bohaterka, mała Sancha, jest tak odmienna od swoich poprzedniczek, jak tylko można to sobie wyobrazić.

Słowa "obsesja" w poprzednim akapicie użyłam celowo trochę na wyrost, bo o ile w przypadku Arachne z Zaćmienia serca raczej nie ma wątpliwości co do tego, co nią kieruje, o tyle choroba zjadająca od środka dwie pozostałe bohaterki jest o wiele bardziej subtelna. A i tak w opowiadaniach — o nich i nie tylko — emocje, w dużej części negatywne, kłębią się i zagęszczają atmosferę do stanu, w którym niepodtrzymywana łyżka mogłaby godzinami stać na sztorc. Zaślepienie, zemsta i "la maladie" — szalona, gorączkowa, destruktywna miłość — to motywy najczęściej kierujące postaciami, zwłaszcza w dwóch moich ulubionych tytułach (kolejno: Róże dla Sirocco i Zaćmienie serca, razem z Jej cieniem tworzących pewną całość, bo dopiero po przeczytaniu tego ostatniego dociera do nas cały tragizm losu Arachne).

Postacie męskie są bardziej zróżnicowane od kobiet. Na pierwszy rzut oka, co prawda, wielcy magowie są kubek w kubek do siebie podobni w swojej pysze, arogancji i nieliczeniu się z uczuciami innych, lecz kiedy głębiej przyjrzymy się ich motywacjom, dostrzeżemy różnice nie tylko w podejściu do władzy, ale też charakterystyczne rysy psychologiczne, które bez problemu pozwalają nam wierzyć w zakochanie jednych — jakkolwiek nieprawdopodobnie by to z początku wyglądało — lub zupełną emocjonalną oziębłość innych. A mamy przecież jeszcze wspaniałe portrety mnichów i czarodziei mniejszego kalibru — zwłaszcza mistrz Benilde i fra Gioele, starzy ludzie, którzy umieli zaprzyjaźnić się ponad podziałami, wzbudzili mój niekłamany podziw.

Ważniejszy od bohaterów jest jednak świat. Złożony, przemyślany (inspirowany m.in.: kulturą włoskiego renesansu, mitologią grecką oraz myślą neoplatońską), bogaty i kunsztowny. Przywodzi na myśl zacienione gaje gorącej Italii, ale jego chłodne okrucieństwo przypomina raczej lodowiec. Do tego sposób, w jaki łączą się poszczególne opowiadania, dość oryginalnie pozwala czytelnikowi podpatrzeć kulisy kształtowania się historii Półwyspu oraz to, jak ta historia przechodziła w legendy.

Zachwyciło mnie takie prowadzenie narracji, że chwilowy brak skupienia mógł kosztować nieuważnego czytelnika przeoczenie aluzji do wcześniejszych wydarzeń, a co za tym idzie — zmniejszenie radości z odkrywania kolejnych powiązań, i pozostanie z okropnym poczuciem, że umknęło mu coś bardzo istotnego.

Tak, to stanowczo książka na więcej niż jedno czytanie. Trzeba kosztować ją powoli, jak czerwone, wytrawne wino albo wytworną potrawę z nadmorskiej kuchni, początkowo dezorientującą goryczką i kwasotą, ale potem w pełni ukazującą cały bukiet swojego smaku.

Ja na pewno wrócę do niej jeszcze nie raz, zarówno dla czystej przyjemności płynącej z lektury, ale także po to, żeby sprawdzić, czy wszystkie nawiązania zostały wyłapane przeze mnie za pierwszym razem. A jeśli nie, kto wie, jak bardzo zmieni to mój odbiór Wód głębokich jak niebo? Bóg i magia w końcu tkwią w szczegółach.



OCENA: 8/10



PS Ocena zbiorku jest oczywiście wypadkową ocen wszystkich opowiadań, które — chociaż łączą się ze sobą — stanowią odrębne całości. Bardzo nie lubię tego robić, ale skoro trzeba...

Spis opowiadań [2]:
1. Życzenie
2. Róże dla Sirocco
3. Zaćmienie serca
4. Jej cień
5. Filary nieba
6. Śmierć czarnoksiężnika
7. Wody głębokie jak niebo



Przypisy:

[1] A. Brzezińska, "Śmierć czarnoksiężnika" [w:] "Wody głębokie jak niebo", Warszawa 2005, str. 275

[2] Przy okazji chciałabym zaznaczyć, że tych siedem opowiadań należy czytać w kolejności, w której zostały umieszczone w zbiorze. Wyjątek można zrobić dla pierwszego i ostatniego, niezwiązanych aż tak bardzo z pięcioma pozostałymi, które odkrywają przed nami historię rozkwitu i upadku najpotężniejszych władców Półwyspu, a po ich ostatecznym zniknięciu ze sceny — losy tych, którzy parają się jeszcze grzeszną sztuką uprawiania magii, choć na trochę mniejszą skalę.


Prześlij mi swoją opinię o artykule!

Imię/Ksywa

Opinia

Na górę strony