Spis treściInkluz

Cum Libro


Stanisław 'Scobin' Krawczyk

Nie ma to jak archetyp

obrazek boczny

Christopher Paolini:
Eragon

(Eragon)
Wydawnictwo i rok wydania: MAG, 2005
Rok pierwszego wydania: 2002
Liczba stron: 500
ISBN: 83-89004-86-0
Tłumaczenie: Paulina Braiter



Niekanoniczność, jak wszystko inne, w nadmiernej dawce zaczyna szkodzić. Po wszystkich mrrrocznych i szszszarych książkach fantasy, jakie w ostatnich latach ukazały się na rynku (w szczególności mam tu na myśli pięcioksiąg Andrzeja Sapkowskiego oraz powieści Feliksa Kresa), moja dusza zapragnęła odrobiny wytchnienia. Potrzebowałem czegoś prostego. Wybór padł na Eragona — powieść, którą sam twórca nazywa archetypiczną. Niewątpliwym smaczkiem, który dodatkowo zachęcił mnie do lektury, był wiek autora. Christopher Paolini rozpoczynał pisanie książki w wieku, bagatela, piętnastu lat, a ukończył, gdy miał lat siedemnaście. Tym bardziej więc byłem ciekaw, co udało mu się stworzyć. Szczęśliwie — nie zawiodłem się. Jednak nie ma to jak archetyp.

Na początek nie zaszkodzą dwa słowa o fabule dzieła. Oddajmy tu głos autorowi:
Moja powieść [...] jest [...] pierwszą w trylogii Dziedzictwo. Opowiada o młodym człowieku, który niezamierzenie styka się z jasnobłękitną smoczycą, Saphirą, i przejmuje dziedzictwo legendarnych Smoczych JeĽdĽców, dawnych strażników pokoju na świecie. Niestety król Galbatorix, tyran, nie ma zamiaru czekać, by JeĽdziec rzucił mu wyzwanie, i jego mroczni słudzy mordują rodzinę Eragona. Pozbawiony domu młodzieniec wraz z Saphirą wyrusza, aby się zemścić. Wkrótce los wtrąci go w sam środek epickiej bitwy między dobrem a złem.

Archetypicznie do przesady. Czytając Eragona, wielokrotnie przypominałem sobie Władcę Pierścieni. Co kanon, to kanon; wpływ Tolkienowskiej powieści na utwór Paoliniego jest aż nadto widoczny. Tajemniczy czarni mężczyĽni szukający głównego bohatera; urgale do złudzenia przypominające orki; stary przewodnik, który prowadzi i uczy Eragona (swoją drogą nieprzypadkowa to chyba zbieżność onomastyczna z Aragornem). Nietrudno też dostrzec w książce wiele innych znanych i lubianych motywów fabularnych. Ale autor wykorzystuje je bardzo zgrabnie, przez co nie rażą. Ciekawe są nawiązania do lingwistycznego aspektu Władcy... oraz do odkrytej przez Tolkiena mitologii. Na swojej oficjalnej stronie internetowej Paolini wspomina, że podstawą mowy elfów — podobnie jak u Tolkiena — stał się w jego dziele jeden z języków skandynawskich. Mówi także o swej fascynacji kulturą nordycką i germańską. Z kolei podstawy działania alagaesiańskiej magii (Alagaesia to kontynent, na którym toczy się akcja Eragona) — jej podstawą jest poznanie prawdziwych imion ludzi i rzeczy — bardzo silnie przywodzą na myśl cykl Ziemiomorze Ursuli le Guin. I tutaj jednak młody pisarz radzi sobie znakomicie, nie popadając ani w pretensjonalność, ani w banał.

Archetypiczność, o której wciąż mówimy, nie ogranicza się tylko do realiów i fabuły. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że ważniejsze w Eragonie jest co innego. Paolini: Naprawdę wierzę w magię — magię opowieści, które wprawiają w podziw, zdumiewają i odkrywają. Artur Szklarczyk: Nastoletni Paolini wyczarował powieść, która w fantastyczny sposób przywraca wiarę w istnienie dobra, przyjaĽni, magii i... smoków! Postmodernista i cynik pewnie zaśmieją się wzgardliwie, lecz dla wielu innych lektura powieści może być ożywczym powiewem idealizmu, który nie poddał się materializmowi i dekadencji. Idealizmu częstokroć po dziecięcemu naiwnego — ale właśnie w tym jego siła.

Powieść Paoliniego nie jest zarazem prostą odgrzewaną pizzą. Od czasu do czasu znajdzie się w niej szczypta humoru (Słucha jedynie króla i własnego sumienia, które ostatnio nie było zbyt aktywneEragon, s. 252), bohaterowie nie tylko walczą i podróżują, ale też dowcipkują i leczą kaca, a oryginalność związku Eragona z Saphirą zasługuje na słowa pochwały. Wygląda również na to, że autor znalazł właściwą równowagę między barwnym charakteryzowaniem świata (opowieści o historii Alagaesii, refleksje bohaterów, opisy miejsc i postaci) i sprawnym prowadzeniem akcji (któremu sprzyja podział książki na kilkadziesiąt krótkich rozdziałów). A kiedy w końcowej części książki Paolini spróbował swoich sił w polityce, przedstawiając (i to całkiem zajmująco) walkę stronnictw o pozyskanie przychylności ostatniego z JeĽdĽców, byłem szczerze zdumiony. Nie spodziewałem się tego po tak młodym twórcy, zwłaszcza że Tolkien — niewątpliwie jeden z jego mistrzów — takich wątków raczej nie rozwijał. Niespodzianka, ale jakże miła.

Na koniec jednak ostrzeżenie: niech powieści Paoliniego nie czytają ci, którzy spodziewają się po niej rewolucji. Odradzam także lekturę postmodernistom, cynikom i programowym nonkonformistom. Szkoda ich czasu i nerwów. Nie mam także pewności, czy wybitni znawcy fantastyki (do których niżej podpisany niestety się nie zalicza) znajdą na pięciuset stronach powieści coś nowego. Ale z czystym sumieniem mogę polecić książkę każdemu, kto lubi opowieści o fantastycznych światach, lecz nie zjadł jeszcze na nich wszystkich zębów, a jednocześnie chciałby czasami odpocząć od narzekania (także literackiego), jaki to ten dzisiejszy świat amoralny i niedobry. Dla niego Eragon będzie jak znalazł.




OCENA: 8/10
Dla postmodernistów i cyników: 1/10




PS Warto zajrzeć na oficjalną stronę internetową powieści: www.alagaesia.com. Znajdują się na niej interesujące informacje zarówno o książce, jak i o samym Paolinim. Polecam również recenzję ze strony www.avatarae.republika.pl/26/Ksiazka/ksiazka12.html.


Prześlij mi swoją opinię o artykule!

Imię/Ksywa

Opinia

Na górę strony