Spis treściInkluz

Cum Libro


Stanisław 'Scobin' Krawczyk

Ludzie i smoki




Iwona Surmik:
Talizman złotego smoka

Wydawnictwo i rok wydania: Runa, 2002
Liczba stron: 298

Smoczy pakt
Wydawnictwo i rok wydania: Runa, 2003
Liczba stron: 253



Rzadko się zdarza, abym z powodu książki poszedł spać o pierwszej, a wstał o siódmej. Jednak Talizman złotego smoka sprawił, że tak właśnie się stało. Smoczy pakt przeczytałem krótko po nim (drugi tom zaczyna się zresztą mniej więcej w tej samej chwili, w której zakończył się pierwszy) — z równie niesłabnącym zainteresowaniem. Napis na okładce Talizmanu... nie kłamie: dylogia Iwony Surmik to w istocie niezwykle dojrzały debiut fantasy. (Debiut powieściowy — autorka pisała wcześniej krótsze formy). Te książki mają w sobie coś magicznego. Inna sprawa, że mają także coś irytującego... Ale to tylko jedna łyżka dziegciu i o niej będzie jeszcze czas opowiedzieć.

Najoczywistszą przyczyną miodności obu utworów (niezepsutej przez wspomniany dziegieć) jest ich fabuła. Główna bohaterka dylogii, Albana, dorasta wśród leśnych bandytów, którzy zabili jej matkę. Nie należy jednak do ich świata i wkrótce zostanie zmuszona do ucieczki. Będzie chciała odnaleźć swe miejsce w Imeskarii (taką nazwę nosi królestwo, w którym toczy się akcja powieści. Panuje w nim spokój — ale nie wieczny...), lecz magia, jaką została obdarzona przez niewiadomą siłę, nie pozwoli jej wieść zwyczajnego życia. W świecie zwykłych ludzi Albana pozostanie obca. Wkrótce jednak do jej rosnącej mocy dołączy miłość, która odmieni wszystko.

Tyle tytułem streszczenia. Ale to tylko rusztowanie, na jakim musi się wznieść złożona literacka konstrukcja. Nie takie pomysły już marnowano, zresztą idea czarownika-odmieńca (o toposie miłości nie wspominając) ma długobrodą tradycję w literaturze. A i innych archetypów nie brakuje. Wśród bohaterów pojawią się: olbrzymi najemnik, zimny zabójca, wiekowy mentor, wiejska zielarka, bezlitosny inkwizytor, stary i młody monarcha, uczciwy gubernator, brutalny bandyta. Imeskaria odsłoni przed nami pola, lasy i stepy, podziemia, miasta i wioski, wyspy, góry i rzeki. Postaciami z kart książek kierować będą chłodne kalkulacje i ogniste emocje, czysty honor i ślepy fanatyzm, wierne przyjaźnie i zapiekłe nienawiści. Jak wszędzie, jak zawsze. Nihil novi sub sole?

Na szczęście nie. Tym, co nadaje wartość książkom Iwony Surmik, są jej własne, nienaśladownicze drogi realizowania i łączenia przyjętych wzorców. Pisarka bardzo udanie splotła losy inkwizytora i zabójcy, bandytów i żołnierzy, młodej Albany i niewiele starszego Jeźdźca Równin. Opowieść o ludziach i smokach (głównie o ludziach) ma nie tylko ręce i nogi, lecz także płuca, serce, żyły, tętnice. Najbardziej jednak ujął mnie sposób, w jaki autorce udało się urzeczywistnić niezwykłość. Może kluczem do tego jest realność charakterów i rozmów, może sugestywna narracja i niebanalne językowe zróżnicowanie wypowiedzi bohaterów (godna uwagi jest ewolucja języka, jakim posługuje się Albana), może świadome unikanie tak typowych (niestety) dla słabszej fantastyki, niepotrzebnych ornamentów opisowych czy fabularnych (zwłaszcza uporczywie powielanego schematu deus ex machina) — dość powiedzieć, że gdyby tylko istniała magia (która zresztą w książkach obecna jest bardzo dyskretnie), ta historia mogłaby się zdarzyć naprawdę. Niewiele w dylogii wydarzeń, o których moglibyśmy powiedzieć, że sprawiają wrażenie wymuszonych, a jeszcze mniej — czynów, jakich bohaterowie przy swoich osobowościach nie powinni byli dokonać. Dzięki temu nie trzeba przy lekturze, jak to mówią niektórzy, zawieszać niewiary. To nie Matrix — tutaj wszystko, łącznie z przypadkiem, ma swoje uzasadnienie.

Realność w książkach Iwony Surmik to również wyraźnie widoczny nieheroizm. (Oraz iście życiowa szarość. Z jednej strony gwałty, morderstwa i stosy — a tuż obok szlachetność, uczciwość i miłość). Rozbrajający jest moment, w którym młody Calmin Fen (drugi, po Albanie, bohater dylogii) w jednej z rozmów stwierdza mimochodem, iż rzeczy na wyjazd spakowała mu mama. Od razu przypomniałem sobie, że ze mną jeszcze całkiem niedawno było tak samo, i natychmiast poczułem do Jeźdźca sympatię. Irracjonalną, a jakże, ale tym bardziej pełen jestem podziwu dla tej literackiej gry na emocjach. W obu utworach znalazłoby się pewnie jeszcze sporo takich szczegółów, które nieodparcie przywodzą na myśl tę niepojętą dla mężczyzn troskę o najprzyziemniejsze z potrzeb brzydszej połowy homo sapiens. I co więcej — razem z innymi życiowymi detalami pomagają uczynić Imeskarię światem prawdopodobnym i wiarygodnym. Bohaterowie książek mają bowiem te same problemy i walczą z identycznymi przeciwnościami, co my na trzeciej planecie Słońca. A że po pewnym czasie ostry świat hartuje ich niczym stal i stają się kimś więcej, niż byli... Czyż i u nas nie bywa tak samo?

Pouczające jest również przyjrzenie się psychikom bohaterów i metodom ich przedstawiania. Dla mnie ciekawe było zwłaszcza porównanie drogi życiowej Calmina (zwanego też krócej Calem) i Gararda (drugoplanowa, lecz ciekawa postać ze Smoczego paktu). Nie miejsce tu teraz o tym mówić, bo zdradzając fabułę, zepsułbym Wam przyjemność z czytania pierwszego tomu; powiem jednak tyle, że wzajemne relacje tej dwójki — mimo iż przedstawione (z pozoru) dość pobieżnie — zainteresowały mnie znacznie bardziej niż związek Jeźdźca z Albaną, będący wszak jedną z głównych osi konstrukcyjnych powieści. Dziwne to może będą słowa, ale bohaterowie drugiego planu naprawdę są dla mnie o wiele bardziej inspirujący niż para protagonistów. Czy ci ostatni są tak ubodzy? Nie, raczej ci pierwsi aż tak bogaci! Przypuszczam, że zarówno w Smoczym pakcie, jak i w Talizmanie złotego smoka każdy czytelnik będzie mógł się dopatrzeć takiego osobistego detalu. To może być postać Lavalli, Dolida, Stevara, Sewka, Jarika, Emausa, Zebona...

Właśnie: Zebona. W końcu nadeszła pora na zapowiadaną we wstępie łyżkę dziegciu. Ponownie przywołajmy słowa z okładki Talizmanu.... Cytat: to mroczna, pozbawiona czułostkowości i łatwych odpowiedzi historia okaleczonego dziecka, które usiłuje zapanować nad własnym przeznaczeniem. Ze wszystkim się zgodzę, ale o tych łatwych odpowiedziach pomyślano w złą godzinę. Rzeczywiście nie znajdziemy tutaj nikogo, kto byłby krystalicznie dobry i czysty; każda z postaci ma jakieś cechy negatywne. (Jak w życiu. Znowu). Logika nakazywałaby zatem także nieobecność złych do szpiku kości szwarccharakterów. A tu proszę — nie jeden nawet, ale cała grupa społeczna! How unprofessional...

Słowa te, jak z pewnością sami stwierdzicie podczas lektury, odnoszą się do godnie reprezentowanych przez Zebona kapłanów. Autorka ukazała ich tak jednostronnie, że byłem tym nie tylko podirytowany, ale i zdumiony. Freudem nie jestem i nie zamierzam dobudowywać do tego żadnej teorii psychoanalitycznej, jest jednak faktem, że doszukanie się w książce jednego dobrego słowa o którymkolwiek z duchownych graniczy z cudem. A ja tego cudu nie doświadczyłem. Fakt, może nie cała wina za zło świata spoczywa na barkach duchowieństwa, ale mniej więcej... Siedemdziesiąt procent? Zbyt mocno odzywają się w moich myślach echa czarnej (i bzdurnej) legendy inkwizycji, abym mógł przejść obok tego obojętnie. Tak naiwna prostota w ukazywaniu zła doprawdy nie przystoi książkom tej klasy.

Innych grzechów nie pamiętam. Wprawdzie szkoda mi trochę, że zabrakło miejsca na dokładniejszy opis historii niektórych postaci (zwłaszcza Zebona i Dolida — w ich wypadku byłby on bardzo pożądany). Już wkrótce jednak autorka wróci do Imeskarii na kartach Ostatniego smoka. Zapewne wtedy dowiemy się więcej o niektórych bohaterach oryginalnej dylogii. O niektórych nawet znacznie więcej. Ważną rolę ma na przykład odegrać ogrodnik Imediaz, wcześniej postać mocno drugoplanowa.

Cóż jeszcze mogę powiedzieć? Jednostronność w opisie kapłaństwa irytuje, ale reszta jest tak dobra, że można to jedno niedopatrzenie autorce darować. W końcu nie co dzień chodzi się spać o pierwszej i wstaje o siódmej. (No dobrze: nie co dzień z powodu książki). A jeżeli kolejna powieść będzie tak samo dobra, jak dwa pierwsze tomy, to pewnie znowu się nie wyśpię.




OCENA: 8/10



Dziękujemy wydawnictwu Runa za udostępnienie książek do recenzji.


Prześlij mi swoją opinię o artykule!

Imię/Ksywa

Opinia

Na górę strony