|
Multimedia |
Jesus Christ Superstar |
Pewnego, marcowego i nader zimnego wieczoru wybrałem się z większą grupką ludzi do Teatru Rozrywki w Chorzowie, by móc nacieszyć swe oczy rock-operą pod tytułem "Jesus Christ Superstar". I chociaż to już nie pierwsza moja wyprawa na ten spektakl, to po raz kolejny wywarł na mnie ogromne wrażenie. Zdecydowałem zatem, że z przyjemnością podzielę się nim z czytelnikami Inkluza. Zacznę od historii całego dzieła. Otóż "Jesus Christ Superstar" nie jest nową operą. Jego premiera miała miejsce w 1971 roku, i stała się na tyle wielkim wydarzeniem, że dzieło nieprzerwanie znajduje się w repertuarach teatrów na całym świecie. Twórcami "JCS" są Andrew Lloyd Webber, który stworzył muzykę, a także Tim Rice odpowiedzialny za libretto, czyli nic innego aniżeli teksty. Musical doczekał się wielu inscenizacji na całym świecie. Dużą popularność zyskał sobie także film, o takim samym tytule jak opera z 1973 roku, który zresztą niedawno emitowała Telewizja Polska. Pierwsza polska wersja spektaklu była wystawiona w 1987 roku w teatrze w Gdańsku. Rolę Jezusa odegrał wtedy Marek Piekarczyk z TSA. Aktualnie, jak już wspomniałem, kilka razy do roku spektakl odgrywany jest w Chorzowie. Reżyserem został Marcel Kochańczyk. "Jesus Christ Superstar" pokazuje nam ostatnie dni życia Jezusa Chrystusa, w którego wcielił się wokalista "Dżemu" Maciek Balcar. Od uzdrawiania ludzi, poprzez rozmowy z apostołami aż po śmierć na krzyżu. Aktorem znacząco wyróżniającym się, oczywiście oprócz Balcara, jest Janusz Radek odgrywający rolę Judasza. Spektakl już od początku zaczyna się bardzo ostro, z agresywną partią w wykonaniu Janusza Radka. Właściwie trzeba przyznać, że polska wersja "JCS" nie ma słabszych momentów. Mocne, rockowe utwory z genialnymi solówkami, przeplatają się z balladowymi częściami, często w wykonaniu Marii Magdaleny, w którą wcieliła się Maria Meyer. Charakteryzacja postaci, tudzież kostiumy są naprawdę świetnie dopasowane. Ludzie, którzy słuchają Chrystusa, i pragną go naśladować są ubrani bardzo młodzieżowo- w dżinsy, bluzy, firmowe koszulki. Właściwie tylko Jezus i Herod ze swymi sługami, mogą w wyobrażeniach przypominać Tych prawdziwych, z Biblii. Przez pryzmat niektórych fragmentów, takich jak ukazanie klubu nocnego i bardzo skromnie ubranych w nich pań, gdy przychodzi do nich Jezus i zaczyna krzycząc, udzielać wszystkim obecnym tam ludziom pouczeń, przedstawienie może budzić sporo kontrowersji. Jednakże biorąc pod uwagę cały spektakl, na pewno nie jest to sztuka, która obraża przekonania religijne. Wręcz przeciwnie. Ukazuje Chrystusa bardzo mądrego i równego otaczającym go ludziom. Jeśli mowa o scenografii, to trzeba rzec, że jest bardzo klimatyczna. Większość wydarzeń ma miejsce a stalowym pomoście i w jego okolicach. Klimat jednak oddaje niebo w tle, które wraz ze zwrotem akcji zmienia swoją barwę. Naprawdę bardzo ciekawy efekt. Jedyną rzeczą, która wydała mi się przesadzona, to ilość tzw. "mgiełki" wypuszczanej przez automaty. Siedziałem w środkowych rzędach, a czasem nie widziałem wyraźnie co się dzieje na dole. W "JCS" na pewno nie doszukamy się ról, które byłyby proste. Nawet te najkrótsze wymagają świetnego wokalu. Dlatego tak wiele pojedynczych utworów solowych jest wciąż popularnych. Jedną z nich na pewno jest tytułowa piosenka "Superstar", grana na bis "Hosanna", czy przepiękna partia Marii Magdaleny "Nie wiem jak kochać Go". Wszystko to dograne perfekcyjnie tworzy dzieło ponadczasowe, świetne, powalające. Polecam wszystkim, nawet tym którzy nawet szczerze nie "trawią" muzyki rockowej. Moja Ocena: 10/10 Prześlij mi swoją opinię o artykule! |