|
Cum Libro |
Baśń na miarę Władcy Pierścieni...?![]()
|
Clive Barker: Po raz pierwszy z Abaratem zetknąłem się już jakiś czas temu. Do zakupu książki skłoniła mnie przede wszystkim okładka, przedstawiająca kilku bohaterów. Kilka chwil po dokonaniu zakupu mogłem się rozkoszować lekturą. Wrażenia (o których szerzej za chwilę) były na tyle miłe, że zacząłem wyczekiwać części drugiej z planowanej tetralogii. Wpadła ona w moje spragnione ręce niedawno. Pora zachęcić szersze grono czytelników do sięgnięcia po te pozycje. Ponadto chciałem spojrzeć na obie części cyklu jak na jedną całość. A teraz do rzeczy... Opowieść rozpoczyna się w Kurczakowie -- niewielkim miasteczku w stanie Minnesota. Tutaj poznajemy niejaką Candy Quackenbush -- pozornie przeciętną nastolatkę ze zwykłej rodziny. Podkreślam słowo "pozornie"; jednakże co naprawdę siedzi w naszej bohaterce dowiemy się znacznie później... Nie uprzedzajmy faktów. Póki co, Candy ma do odrobienia pracę domową -- nawet nie przypuszcza, że to od tego zadania, wyznaczonego przez złośliwą nauczycielkę, rozpocznie się największa przygoda jej życia. Los baaardzo krętymi ścieżkami doprowadza Candy do Johna Szelmy i jego braci -- przybyszy z Abaratu. Magicznego archipelagu, gdzie każda godzina dnia ma przypisaną sobie wyspę (czyli, jak łatwo się domyślić, wysp tych jest 24, na każdej zawsze panuje jedna określona godzina dnia). Jest jeszcze tajemnicza Iglica Odoma, miejsce skrywające w sobie wszystkie tajemnice Abaratu. Candy szybko zostaje uwikłana, z nieznanych sobie powodów, w wojnę pomiędzy Dniem i Nocą, jaka zdaje się szybkimi krokami nadciągać nad wyspy. Zbiegi okoliczności wiodą ją poprzez Ósmą Wieczorem na wyspę Głupimłot, a następnie na Iglicę Odoma. I te wypadki mamy okazję obserwować w części pierwszej. Byłym zapomniał -- przy okazji poznajemy Christophera Ścierwnika, księcia Gorgozjum, Północy innymi słowy. Oprócz planowania ze swą babką -- Pstrą Matroną -- podboju wszystkich wysp i sprowadzenia Absolutnej Północy, ze znanych tylko jemu samemu pobudek, poluje na Candy Quackenbush. Z kolei Abarat: Dni magii, noce wojny rozpoczyna się kilka tygodni po ucieczce Candy i jej towarzysza Malingo (którego poznała na Głupimłocie) z dwudziestej piątej wyspy. Niestety, podróżnicy nie są bezpieczni -- ściga ich niejaki Otto Houlihan, pracujący dla Księcia Północy. Ostatecznie jego podróż kończy się śmiercią. Candy zaś i tak trafia w końcu w łapy Ścierwnika. Tymczasem na Tymczasem (to nazwa jednej z wysp) zbieranina awanturników poszukuje Finnegana Hoba -- słynnego na Abaracie zabójcy smoków (ma nawet rude włosy, ale nie posiada charakterystycznego irokeza warhammerowych Zabójców). Jak się okazuje, również jego postać nie jest w całym tym zamęcie przypadkowa, zaś Candy jest z nim w pewien sposób bardzo blisko związana... Więcej nie powiem, by nie psuć niespodzianki. Ostatecznie grupa ta w ostatniej chwili nadciąga na ratunek głównej bohaterce, wyciągając ją z rąk Ścierwnika. Candy postanawia wrócić do Kurczakowa. Nie podoba jej się to, że jest na Abaracie katalizatorem zmian, i że tak wiele istot (nie tylko ludzi) cierpi przez nią -- pośrednio lub bezpośrednio. Przyjaciele wyruszają w podróż do Zaświata (czyli naszego świata). Za nimi ciągnie zaś okręt wojenny Ścierwnika Piołun. Teraz dopiero zaczyna się zabawa. Morze, którym można przedostać się z Abaratu do Zaświata wymyka się spod kontroli topiąc miasto. Ścierwnik jest zdeterminowany, by pochwycić w końcu Candy. Rozpoczyna się walka. Powiem jeszcze tylko, że scena finałowa drugiej części jest REWELACYJNA!!! Ostatecznie Candy powraca mimo wszystko do Abaratu -- czekają ją nowe przygody, któe poznamy jednak już w trzeciej części. Niestety - pomimo najszczerszych chęci nie udało mi się uniknąć streszczania fabuły. A i tak opisałem dopiero kilka głównych wątków. Nie wspomniałem ani słowem o Rojo Pixlerze, który wprowadza postęp do Abaratu, ani też o tajemniczych Requiax, gdzieś głęboko pod wodą knujących swoje plany. Fabuła jest naprawdę złożona i obiftuje w wątki poboczne, scenki mające objaśnić zawiłości historii i bohaterów drugoplanowych, którzy są tak wyraziści, że swobodnie mogliby odegrać jakąś większą rolę. Teraz kilka słów na temat całkoształtu fabuły. Mamy tutaj wszystkie klasyczne wątki znane z powieści fantasy -- odwieczny konflikt Światła i Ciemności, zawiedzione nadzieje i (pozornie) utraconą miłość. Ponadto wpływ cywilizacji na nasze życie, zdradę, przeznaczenie, etc. Barker stworzył klasyczną baśń. Ale baśń napisaną z rozmachem godnym Władcy Pierścieni -- mamy tutaj ogromną mnogość ras, języków i kultur. Baśń niezwykłą pod względem feeri barw i kształtów -- słowo "niezwykłe" to dla niektórych istot z abarackiej menażerii zbyt słabe określenie. Czasem wręcz prowadzi to do pewnego znużenia. Na szczęście wrażenie to szybko mija pod wpływem wartkiej fabuły. Pora na podsumowanie: jak już wspomniałem, Abarat to baśń. Piękna, należałoby dodać. Pomimo pewnej naiwności fabuła wypada świeżo, eksplorując wytarte pozornie motywy. Ma kilka wad, ale naprawdę nie przykuwają one uwagi czytelnika. Wyraziści bohaterowie, wartka akcja i barwny świat -- czego chcieć więcej? Jest tylko jeden spory mankament - za jakość książki (twarda oprawa, gładki papier, kolorowe ilustracje) trzeba zapłacić. Zarówno pierwsza, jak i druga część kosztują niecałe pięćdziesiąt złotych. Mimo wszystko, jak dla mnie warto. Bez wahania kupię część trzecią i czwartą. By poznać zakończenie tej wspaniałej baśni. OCENA (osobna dla każdej części): Prześlij mi swoją opinię o artykule! |