|
Cum Libro |
Na kilku częstotliwościach jednocześnie
|
Carl Sagan: Wiele osób uważało Carla Sagana za egocentryka. Za słusznością ich opinii przemawia poniższa anegdota. W 1994 r. Apple rozpoczął prace nad nowym modelem komputera. Pracownicy firmy nadali Power Macintoshowi 7100 nieoficjalne miano Carl Sagan w celu uhonorowania słynnego astronoma. Nazwa ta była przeznaczona tylko do użytku wewnętrznego i nikt nie planował wykorzystywać jej potem w celach marketingowych. Pomimo tego, gdy Sagan dowiedział się o Carlu, drogą sądową nakazał Apple przechrzczenie go; inne projekty nosiły nazwy takie jak Zimna fuzja czy Człowiek z Pitdown i naukowiec wyjaśnił, że nie życzy sobie, by jego nazwisko umieszczane było obok pseudonaukowych terminów. Sagan przegrał proces, lecz inżynierowie Apple i tak zastosowali się do jego życzeń i zmienili nazwę Power Macintosha 7100 na BHA -- Butthead Astronomer (Pomylony Astronom). Rozwścieczony Sagan poszedł do sądu raz jeszcze i raz jeszcze przegrał, lecz 7100 i tak otrzymał nowe miano: LAW -- Lawyers Are Wimps (Prawnicy To Mięczaki). Większość z Was wyreżyserowaną przez Zemeckisa ekranizację z Jodie Foster w roli głównej widziała. Jednakże sama książka w nadwiślańskim kraju szczególnej popularności nigdy nie zdobyła nawet wśród miłośników gatunku, nie mówiąc już o "głównonurtowcach". [1] Winę za taki stan rzeczy ponosi bez wątpienia kiepski przekład pierwszego polskiego wydania dokonany przez Michała Bończę, lecz zapewne także czynniki marketingowo-stokastyczne. ?le się stało. Choćby dlatego, że Kontakt to jedyna pozycja beletrystyczna w dorobku wybitnego popularyzatora nauki Carla Sagana. Nikt nie powiedział, że dobry autor książek popularnonaukowych powinien umieć pisać także wciągające i ciekawe powieści. Wręcz przeciwnie - rzadko zdarza się, by pisarz-naukowiec próbował swych sił na fabularnym poletku. Carl Sagan spróbował. Raz. Powstała książka, którą - pomimo jej niewątpliwych walorów -- trudno ocenić jednoznacznie. Książka, w której akcenty rozłożono całkiem inaczej niż w charakterystycznej dla gatunku powieści fantastycznonaukowej. Książka napisana piórem typowym dla zręcznego popularyzatora naukowych i humanistycznych idei, a nie dla pisarza trudniącego się "seryjną" produkcją beletrystyki. Fabuła prezentuje się nieskomplikowanie. W latach 80. radioastronomowie pracujący przy projekcie SETI (Poszukiwanie Inteligencji Pozaziemskiej) trafiają w dziesiątkę. Stacja nasłuchowa Argus w Nowym Meksyku odbiera pochodzący z kosmosu (a dokładniej mówiąc: z gwiazdy Wega) sygnał radiowy zawierający liczby pierwsze. Wygląda więc na to, że wyemitowały go istoty rozumne. Liczby pierwsze miały na celu tylko zwrócenie uwagi potencjalnych odbiorców na przekaz, ponieważ zaraz po nich następuje transmisja długiej i złożonej Wiadomości. Jej rozszyfrowanie zajmuje naukowcom z całego świata kilka lat. Okazuje się, że są to bardzo precyzyjne plany budowy Maszyny o nieokreślonym przeznaczeniu. Międzynarodowa społeczność waha się: Budować? A jeśli to wyrafinowane narzędzie zagłady? Może lepiej nie budować? W końcu wygrywa frakcja optymistów i entuzjastów, lecz konstrukcja Maszyny zabiera mniej więcej dekadę. W międzyczasie staje się jasne, iż przeznaczeniem Maszyny jest transport śmiałków, którzy odważą się do niej wsiąść. Transport dokąd, transport w jaki sposób - nikt nie ma zielonego pojęcia. ?miałkowie się znajdują, a Maszyna zabiera ich ostatniego dnia 1999 r. w bezprecedensową podróż. Dokąd? Dowiecie się tego ze stu ostatnich stron powieści, a osoby, które widziały film, już wiedzą "mniej więcej", czego mogą się spodziewać. W poprzednim akapicie zaspojlerowałem Wam przeszło dwie trzecie treści Kontaktu. Wszystkie szczegóły pominąłem, lecz podstawowe założenia fabuły wyłożyłem jak na dłoni. Na polecenie Onych bynajmniej nie działam. Fabuła sensu stricte nie odgrywa po prostu pierwszorzędnej roli w liczącym około 500 stron Kontakcie. Akcja rozwija się tu bardzo powoli, miłośnicy mocnych wrażeń spod znaku lasera i antygrawitacji powinni zdecydowanie poszukać innej lektury. Właśnie to miałem na myśli, gdy wspominałem o specyficznym rozłożeniu akcentów. Celem Carla Sagana nie było bowiem napisanie emocjonującej powieści z etykietką s-f. Autor postanowił ubrać w beletrystyczny płaszcz ważkie pytania: Jak zachowalibyśmy się my, ludzie, my, globalna społeczność, gdybyśmy u schyłku minionego tysiąclecia znaleźli dowód na to, że nie jesteśmy sami we Wszechświecie? Więcej - co zrobilibyśmy, gdyby okazało się, że "bracia w rozumie" nie tylko dają nam znać o swym istnieniu, ale czegoś od nas chcą? Czy zmienilibyśmy się na lepsze? Na gorsze? A może nie zdołalibyśmy sobie nawet uświadomić kolosalnego znaczenia hipotetycznego Kontaktu dla ludzkości? Czy potrafilibyśmy wznieść się ponad prymitywne, narodowo-polityczne podziały i działać prawdziwie zespołowo? Czy też zwyciężyłaby gorsza strona naszej psychiki - strach, egoizm, ksenofobia? Wreszcie - jaki wpływ miałby Kontakt na nasze wierzenia, przekonania, wartości? Chociaż Carl Sagan był naukowcem z krwi i kości, chociaż główną protagonistką Kontaktu uczynił pragmatyczną Ellie Arroway, ateistkę i kierowniczkę Projektu Argus (czyli osobę z wykształceniem ścisłym), powieści w szukaniu odpowiedzi daleko do tendencyjności, a narrator stara się spojrzeć na zaistniałą sytuację z jak najszerszej perspektywy. W powieści Wiadomość staje się katalizatorem starcia religii z nauką i warto zauważyć, że Sagan nie uległ pokusie bezkrytycznego założenia wieńca laurowego tej ostatniej. Choć bezpardonowo obnaża liczne paradoksy - nierzadko graniczące z absurdami - jakie kryją się w chrześcijańskich dogmatach i scholastycznym rozumowaniu (to właśnie chrześcijaństwo reprezentuje w Kontakcie poglądy religijne w sensie ogólnym; nie należy się temu dziwić - akcja książki rozgrywa się głównie na terenie USA, gdzie właśnie chrześcijaństwo jest religią dominującą), zarazem mocno podkreśla, że każda religia oferuje swoim wyznawcom nie tylko wyjaśnienia teologiczne, lecz również wsparcie duchowo-moralne i to właśnie ono, a nie taki czy inny wizerunek Boga, powinno mieć znaczenie priorytetowe. Cały ów religijno-naukowy konflikt podsumowany zostaje jednym, szalenie prostym i szalenie głębokim pytaniem filozoficznym, które odnajdziemy mniej więcej w połowie książki. Pytaniem, które autor pozostawia bez odpowiedzi, pytaniem, do którego nawet potem nie wraca - tak jakby niedwuznacznie chciał dać do zrozumienia czytelnikom, że każdy z nas musi zastanowić się nad nim indywidualnie. Zaiste, pytania tego nigdy wcześniej nie słyszałem, a przecież powinno ono być podstawowym i jedynym orężem wszystkich wierzących, broniących się przed próbami "naukowego i racjonalnego" podejścia do swojej wiary. Choć zmagania nauki z religią podsycone nawiązaniem kontaktu z Obcymi przewijają się przez całą książkę, nie należy traktować jej jako nowatorsko podanej rozprawy teologicznej. Kontakt pełen jest dygresji oraz przemyśleń poświęconych również sprawom oraz zagadnieniom o wymiarze filozoficznym i kulturowym. Elementy typowo beletrystyczne i typowo fantastycznonaukowe są tu także widoczne, nawet jeżeli stanowią mniejszość. Powieści nie wolno Wam więc czytać z nastawieniem "chcę, żeby wreszcie się coś zaczęło dziać", bo wtedy lektura ograniczy się do nerwowego przerzucania kartek. Sięgając po książkę musicie przygotować się na kontakt z oryginalnym amalgatem eseju i science-fiction. Cały czas miejcie też na uwadze to, że autorem jest popularyzator nauki, a nie powieściopisarz. Jeśli będziecie pamiętać o tych dwóch rzeczach, przygoda z Kontaktem w pełni Was usatysfakcjonuje. Summa summarum, to inteligentna i wnikliwa fantastyka naukowa, utwór, który powinno się podsuwać wszystkim przeciwnikom gatunku. Podsuwać podstępnie, gdyż Kontakt to science-fiction zupełnie wyjątkowe. Na samym początku napomknąłem o kiepskim przekładzie Kontaktu na język polski i wypadałoby rozwinąć tę myśl. Tłumaczenia Bończy nie znam, książkę czytałem bowiem w oryginale. Przekład znalazł się jednak na Liście Tłumoków (www.republika.pl/tlumok), co świadczy o nim, eufemistycznie rzecz ujmując, nie najlepiej. Powieść napisano bogatym i "gęstym" językiem, więc jeżeli tłumacz miał choćby małe skłonności do "psucia słów", w Kontakcie mógł spieprzyć bardzo dużo, zarówno od strony stylistycznej jak i semantycznej. Dlatego machnijcie ręką na wydanie Express Books i poszukajcie tego nowszego, z logo Zysku i S-ki. Mam nadzieję, że Mirosław Jabłoński spisał się lepiej od swego kolegi po fachu. Ostatnia kwestia. Książka a film. Czy osoby, które Kontakt widziały, powinny go również przeczytać? Zdecydowanie tak. Pomijając to, że książka od filmu jest dużo głębsza, że porusza cały szereg spraw, dla których na celuloidzie nie było miejsca, zasadnicze różnice występują także na płaszczyźnie fabularnej. Ekranizacja ma inne zakończenie, inne role odgrywają w niej rodzice Ellie, inny jest skład pasażerów Maszyny (w filmie wsiadła do niej tylko główna bohaterka, w książce mamy do czynienia z pięcioosobową ekipą). Przyznam natomiast szczerze, że jeśli odbiorca oczekuje tylko rozrywki, to ekranizacja dostarcza jej nieporównywalnie więcej od pierwowzoru ze względu na skondensowaną dynamikę przedstawianych wydarzeń. Kosztem wszystkich intrygujących dygresji, rzecz jasna. Czy Kontaktowi wolno tak właściwie przylepić etykietkę "fantastyka naukowa"? Pomijając cały wydźwięk eseistyczny, czy można z czystym sumieniem potraktować jako s-f książkę rozgrywającą się współcześnie, której jedynym elementem fantastycznym jest wiadomość z gwiazd? Wiadomość, która przecież i w naszej rzeczywistości może dotrzeć do Ziemi każdego roku, każdego dnia? Carl Sagan spytany, czy wierzy w istnienie inteligencji pozaziemskiej, odparł: Myślę, że gdybyśmy byli sami we Wszechświecie, byłoby to okropnym marnowaniem miejsca. Ja traktuję Kontakt jako jedyne w swoim rodzaju połączenie mainstreamu, fantastyki i książki popularnonaukowej; jako wspaniały wstęp do Wielkiej Księgi Science Fiction, gdzie człowiek dopiero w dalszych rozdziałach "na dobre" ruszył do gwiazd. ?le się stało, że Carl Sagan napisał tylko jedną jedyną książkę fabularną. Niech pociechą będzie fakt, że był to właśnie Kontakt, beletrystyczne zwieńczenie prawd i pytań, jakim profesor Sagan poświęcił całe swe życie.
Prześlij mi swoją opinię o artykule! |