|
Świat Mroku |
Diary of Vampire - Moja Miłość |
Kochałem ją. Jej oczy, uśmiech, ciało. Lecz przede wszystkim kochałem jej duszę. Metafizyczny byt, bez którego nie bylibyśmy istotami, którymi jesteśmy. Współczucie, jakim darzyła me niedoszłe ofiary, sprawiało, że niejeden raz dręczyły mnie wyrzuty sumienia. Wspomnienia minionych zdarzeń i czasy, kiedy popełniałem okrutne zbrodnie, są jak rysa na witrażu mej pamięci. Niejedną nad nimi uroniłem łzę. Moja miłość mnie nie potępiła. Nigdy. Jestem święcie przekonany, że nie zapomnę chwili, w której ją spotkałem. Tamta noc, choć podobna do wielu innych, jest niezapomniana. Nawet wtedy, gdy dane mi będzie zginąć, jednym z ostatnich wspomnień pojawiających się przed mymi oczami będzie ten czerwcowy wieczór. Siedziałem wtedy samotnie nad brzegiem małego jeziora. Nie wiem, który już raz. Te wszystkie noce bez niej... wydają się ledwie małym ziarenkiem w klepsydrze czasu, odmierzającej me życie. Wszak pamiętam, jak upajałem się tamtym ciepłym powietrzem. Ogromnym księżycem w pełni, który, zdawał mi się przypatrywać. Jego srebrzysta poświata przenikała wszystko dookoła i ze swobodą poddałem się wrażeniu nierzeczywistości. Gdzieś, w nieokreślonej dali, świerszcze rozpoczynały swój conocny koncert. W powietrzu unosiły się i mieszały zapach świeżo skoszonej trawy, woń żywicy i czerwonego wina, którym się raczyłem. Nie wiem, jak pojawiła się nad jeziorem. Może mieszkała nieopodal, w tej wiosce rybackiej, albo przyjechała na wczasy? Nie przywiązywałem do tego wagi wtedy, nie przywiązuję i teraz. Pojawiła się znikąd i niech tak zostanie. Pamiętam, że stanowiła doskonałe uzupełnienie widoku rozciągającego się przed mymi oczami. Nieodłączną część, bez której ma odrealniona wizja wydawałaby się niepełna. Gdybym umiał malować, nie wiem, czy zdołałbym uwiecznić tamten obraz na płótnie. Sądzę, że byłoby to niezwykle trudne zadanie nawet dla utalentowanych malarzy, a co dopiero dla mnie, człowieka, który ostatnio rysował w szkole podstawowej... Nie, nie mógłbym nawet zacząć tworzyć, wiedząc, że jeden nieprzemyślany ruch może zniweczyć me zamiary. Wolę pielęgnować tamten przejaw czystego piękna w galerii obrazów mej pamięci. Potem rozmawialiśmy. Byłem całkowicie urzeczony słowami płynącymi z jej ust. Cała muzyka świata nie znaczy nic w porównaniu z jej głosem. Wszelkie kompozycje tracą swą klasę. Najwyraźniej wiedziała o swych niezrównanych talentach i mówiła powoli, ważąc każde słowo. Była bardzo subtelna. Pozwalała, bym utonął w morzu piękna, które przede mną stworzyła. Dla takich chwil warto żyć i delektować się każdym momentem istnienia. Zanim zostaliśmy parą, minęło sporo czasu. Spotykaliśmy się o północy, nad jeziorem, i z każdym spotkaniem odkrywaliśmy się nawzajem. Ze swobodą rozmawialiśmy o swych pragnieniach i żądzach. Niczego przed sobą nie ukrywaliśmy. Potem wyruszyliśmy w podróż. Przemierzaliśmy wszelkie urzekające miejsca, rozkoszując się ich urodą. Paryż, Londyn, Kraków, Barcelona. Wszystkie te miasta nie znaczyły dla nas nic ponad chwilową fascynację. Niewiele rozmawialiśmy podczas naszych podróży - tylko okraszone cytatami z literatury zachwyty nad urzekającym pięknem, dawanym przez każde z miejsc. Wszystko, co było warte powiedzenia, zostało wyjawione nad jeziorem. Jeśli czegoś sobie nie mówiliśmy, najwyraźniej była to tajemnica niewarta wspomnienia. Bowiem podczas podróży chciała, by było nas troje: ja, ona i cisza. Byliśmy niemymi kochankami, których uwaga całkowicie podporządkowana była drugiej osobie. Nie wiem, ile czasu upłynęło nam na tej wędrówce. Gdy otacza cię szczęście, nie baczysz na tak żałosne zjawiska jak czas. Ale potem coś zaczęło się psuć. Coraz częściej milczała. Coraz mniej było między nami szczerości. Wydawało mi się, że nie mówi mi wszystkiego. Coś przede mną ukrywała i nie chciała, bym poznał jej sekret. Jak się okazało, owa tajemnica wpłynęła niszcząco na nasz związek. Nie mogłem odpędzać od siebie myśli, że coś lub ktoś ją dręczy. Widziałem smutek w jej pięknych oczach. Pytałem, wiele razy pytałem, co się dzieje. Odpowiadała mi tylko cisza. W końcu się rozstaliśmy. Nie było żadnych wzajemnych oskarżeń. To był koniec. Myślałem, że będziemy z sobą na zawsze. Nierozłączni i całkowicie oddani miłości. Najwyraźniej się pomyliłem, bowiem w środku którejś z listopadowych wietrznych nocy powiedziała - Actum est de nobis. Pytałem, patrząc w oczy i szukając w nich tego płomienia miłości, który nie raz rozbijał w pył moją tęsknotę. Odwróciła wzrok i nie odpowiedziała. To było me ostatnie spojrzenie na nią. Nie pamiętam, co było później. Wiem, że zniknęła na zawsze. Już jej nie widziałem. Nie chciałem, by coś zatarło moje wspaniałe wspomnienia. Odszedłem. W samotności oddałem się zwątpieniu pożerającemu mą duszę. Przez krótką chwilę, która mogła się okazać wiekiem, zastanawiałem się, dlaczego tak się stało. I choć minęło mnóstwo czasu, nadal nie znalazłem odpowiedzi na to pytanie. Darzyłem ją miłością. Tą prawdziwą miłością, która wypełnia twój umysł i twoje serce. Uszczęśliwia cię do granic niemożliwości albo rzuca na pożarcie smutkowi. Z niecierpliwością czekasz na każde słowo z ust swej kochanki. Gdy nie mieliście okazji się spotkać, twa tęsknota całkowicie wypełniała duszę i spijała łzy z twych oczu. Tak, miłość jest zmienna i okrutna. Ale warta swej ceny. Wierz mi. Bowiem miłość to gra o wysoką stawkę, którą rozpoczynasz każdej nocy. Jeśli tylko masz kogo kochać. Jakże to banalnie brzmi, prawda? Uśmiechasz się drwiąco, choć nie powinieneś. Ktoś mi kiedyś powiedział, że wszystko, co powiemy na temat miłości, jest oczywiste. Przecież większość z nas jej doświadczyła. Niejeden cierpiał z jej powodu. Dlaczego więc tak się rozwodzę nad mym miłosnym niepowodzeniem? Sam do końca nie wiem. Nie odnajduję zadowalającej odpowiedzi, choć poszukuję jej od lat. Nigdy nie uważałem się za kogoś innego niż człowiek. Starałem się nie zatracić w mych haniebnych pragnieniach. Nie chciałem nikogo skrzywdzić. Może okłamywałem się przez cały czas? Może należę do innej rasy, której obce są ludzkie uczucia - współczucie, przyjaźń, miłość? Może cały czas pielęgnowałem w sobie coś, co utraciłem dawno temu? Nie wiem. Teraz to nieważne. Lecz jestem przekonany, że moja miłość gdzieś tam jest. Nie odeszła całkowicie. Ukryła się, by wkrótce znowu się ujawnić. Byśmy znowu zostali parą. Chciałbym, by zniknęła dręcząca ją tajemnica. Pragnę znów zostać niemym kochankiem, całkowicie oddanym miłości łączącej go z najpiękniejszą kobietą. Odnajdę ją. Mam przed sobą całą wieczność i nie mogę się poddać. Teraz żywię się wspomnieniami. Ale to się zmieni. O północy odtwarzam w swej pamięci nasze spotkania. Jej zapach, wnikający w woń nocy. Już nigdy noc nie będzie dla mnie tak barwna jak podczas pewnej czerwcowej pełni. Nie wierzę w absurdalne przypuszczenie, że mogła mnie nie kochać. Obdarowałem ją wszystkim. Nigdy nie skradłem jej nawet cząstki życia. Więc dlaczego odeszła? Nie wiem. Amor vincit omnia. Postscriptum: Actum... - z nami skończone. Amor... - miłość wszystko zwycięża. Tekst ten dedykuję Monice S. Prześlij mi swoją opinię o artykule! |