|
Tawerna pod Smoczą Paszczą |
Anisha |
Opowiadanie to dedykuję Królowej Śniegu, która przebiła me serce okruchem lodu, na zawsze pozostawiając krwawą bliznę. Później mówiono, że to nigdy nie miało szans, że ta miłość z góry była skazana na niepowodzenie i że to musiało się skończyć nieszczęściem - bo chociaż piękna, miłość ta była tragiczna. Ale to tylko legenda, a któż by wierzył takim opowiastkom. Chociaż... podobno w każdej legendzie znajdzie się ziarno prawdy, więc może i tu, gdyby ktoś zaczął dociekać, znalazłby coś więcej niż tylko piękną balladę o niespełnionej miłości... Anisha, młoda, utalentowana czarodziejka, miała prawo uważać się niemal za eksperta w dziedzinie życia erotycznego. I nic w tym dziwnego. Młodziutka elfka-czarodziejka wyglądała niezwykle atrakcyjnie. Jej długie, luźno rozpuszczone, ognistoczerwone włosy doskonale komponowały się z drobną, upstrzoną delikatnymi piegami twarzą. Wielkie szmaragdowe oczy były zawsze uśmiechnięte i nigdy nie było w nich widać nawet śladu smutku. Szczęśliwcy, którzy mieli okazję zobaczyć więcej niż tylko twarz, widzieli, że piegi pokrywały także jej ramiona i barki; drobnymi punkcikami usiana była szyja i małe, kształtne piersi. Swoje życie miłosne, jak zresztą prawie każda czarodziejka, rozpoczęła już w Akademii. Młode adeptki, nasłuchawszy się bzdur od swoich starszych koleżanek, że nie można zostać czarodziejką, będąc dziewicą, wymykały się nocami ze szkoły, pragnąc zażyć przygody. Anisha była od zawsze niepokorną dziewczynką i lubiła robić wszystko, co podnieca i podnosi poziom adrenaliny. Szczególnie lubiła bawić się ludzkimi uczuciami. Nie więc dziwnego, że temat jej pracy na zakończenie Akademii brzmiał: "Uczucia - jak nimi kierować za pomocą magii". Po ukończeniu edukacji przyszedł okres samodzielności, szaleństw, miłosnych wypadów i wszelkich erotycznych przeżyć. Anisha nigdy nie wiązała się z nikim na dłużej. Nienawidziła ograniczeń oraz rutyny. Była niezależna, szalona i nieobliczalna, co jednak często kończyło się tragicznie, gdyż magicznie uwiedzione serca potrafiły czasami pękać. Ale ona nie robiła sobie z tego nic do czasu. Do czasu, gdy pojawił się Wolfgaar. Ten dziwny, tajemniczy mężczyzna, o niepokojącej, wręcz nieludzkiej twarzy od razu ją zafascynował i postanowiła się nim zabawić, jak wieloma innymi przed nim. Spróbowała go uwieść, pomagając sobie przy tym czarami, rychło jednak okazało się, że magia się go nie ima. Anisha zrozumiała od razu. Zrozumiała, że ma do czynienia z Kainitą. Wolfgaar był członkiem zakonu łowców, którzy zwalczali zło na całym świecie, ale on był wyjątkowy, gdyż sam był dzieckiem mroku, potomkiem Kaina - wampirem. Dlaczego wampir wyrzekł się swojej mrocznej natury, nie wiedziała, ale tym bardziej ją to pociągało. Postanowiła za wszelką cenę uwieść łowcę. Pech chciał, że jej się udało. Wolfgaar zapałał do czarodziejki prawdziwą, gorącą miłością, a wiadomym jest, że jednostronna miłość zawsze prowadzi do rozczarowań, bólu, a w konsekwencji do tragedii. Tak było i tym razem. Anisha leżała w swym łóżku, odwrócona twarzą do dołu, aby nikt, nawet przypadkiem, nie mógł zobaczyć jej oczu, z których powoli ciekły wąziutkie, słone strumyczki łez. Bardzo rzadko zdarzało jej się płakać, a już nigdy z powodu miłości. To był pierwszy raz. Piękna czarodziejka cichutko szlochała, rozpamiętując to, co się niedawno wydarzyło.
Przyszła do niego nocą. Weszła do pokoju po cichu, uważając, by drewniana podłoga nie zaskrzypiała, nie zdradziła jej obecności. Powoli zsunęła z siebie luźną szatę, ukazując zgrabne, nagie ciało. Wolfgaar oczy miał zamknięte - w każdym razie tak jej się wydawało, gdyż w rzeczywistości uważnie śledził każdy jej ruch, uważając jednak, by się niczym nie zdradzić. Położyła się obok niego, niezauważalnie wzdychając. W świetle księżyca wyglądała jak bogini. Delikatnie przysunęła się do niego; jej zamiary były jasne. Łowca popatrzył na małe, zgrabne, delikatnie falujące piersi i poddał się jej całkowicie. Oboje spędzili kilka pięknych dni na elokwentnych rozmowach, miłości, żartach, kochaniu, chwilach radości i smutku, oraz namiętności. Jednak nadszedł czas, gdy Wolfgaar zapragnął czegoś więcej.
Jak powszechnie wiadomo, wampiry nie mają uczuć, nie potrafią kochać, nienawidzić, pożądać, współczuć, ani cierpieć, natomiast czują cały czas nieprzerwany pociąg do krwi. Niestety nie wszystko, co powszechnie wiadomo, musi być prawdą. Wolfgaar wyrzekł się krwi i nie czuł żadnej potrzeby posilania się tą karmazynową cieczą, natomiast dobrze wiedział co to jest miłość i cierpienie. Jedyne, co jest prawdą o Kainitach, to to, że są długowieczni i nie mogą zginąć, także od światła. Wolfgaar czuł się odtrącony, bardzo cierpiał, ale nadal kochał piękną, rudowłosą czarodziejkę. Nie mogąc znieść bólu, jaki sprawiało mu to uczucie, zszedł do swej tajemnej krypty, głęboko pod ziemię, położył się w czarnej trumnie i zapadł w bardzo długi letarg. Mijały lata, dekady, stulecia, a Wolfgaar nadal spał w czarnej trumnie, schowany od świata, śniąc o swojej Anishy i żyjąc nadzieją, że może kiedyś los się do niego uśmiechnie... że ona kiedyś go pokocha... Prześlij mi swoją opinię o artykule! |