|
Kult - Apartament #13 |
Sprawa Pana Cavoura |
Sprawa pana Cavoura jest scenariuszem stworzonym z myślą o poprowadzeniu w systemie KULT, choć nie występują w nim żadne elementy jego kosmologii - można więc go prowadzić do wszystkich systemów mających miejsce we współczesności. Odnosi się na zasadzie retrospekcji do okresu II wojny światowej. Akcja może się zaczynać w dowolnym kraju świata, zaś jej główna część ma miejsce w północnych Włoszech. Tyle tytułem wstępu. Biuro w którym urzęduje pan Cavour nie różni się niczym od okalających go sklepów za których witrynami roi się od lśniących, wielobarwnych i szaleńczo drogich sukni francuskich firm o których większość przechodniów może tylko pomarzyć. Tyle, ze tutaj witryn nie ma. Jest natomiast elegancki pan w wieku koło 30 lat pod muchą. To przedstawiciel pana Cavoura - James Brooks. Hartman nie mógł się oprzeć wrażeniu, że sklepienie budyneczku zaraz się na niego zawali. "Czy klient na pewno będzie w stanie się wywiązać z propozycji - przemknęło mu przez myśl - będzie trzeba wziąć zaliczkę, bo kiepsko to widzę". Ale po kilkunastu sekundach stał już przed drzwiami małego pokoiku. Mężczyzna, który siedział przy małym, tandetnym krzesełku w hotelu jakby nie pasował do tego miejsca. Szlachetne rysy i wyraz twarzy znamionujący człowieka bystrego i mądrego. Miał już koło 70-80 lat i siwe, niemal białe włosy. Ubrany w nieco staroświecki, ale niezwykle elegancki garnitur wstał by podać rękę Hartmanowi.
Camillo Cavour może podbić minimalnie cenę lecz niezbyt wysoko. Wcześniej bogaty, stracił już swoją fortunę. Jest on praprawnukiem wielkiego męża stanu - hrabiego Camillo Benso di Cavoura - jednego z czterech ojców współczesnego państwa włoskiego (na jego cześć dostał imię). Jednak od tamtego czasu rodzinna fortuna zaczęła się rozpadać - samo nazwisko rodowe i honor nie starczały by utrzymać ogromną fortunę. W końcu nieubłagane koleje losu wyrzuciły go najpierw do Szwajcarii a potem do Kanady - z dala od rodzinnych Włoch. Do tych kolei losów pewnie jeszcze wrócimy. Co zaś do samej osoby Felicio Albertiniego - wedle słów Cavoura najprawdopodobniej zamieszkuje nadal w ojczystych Włoszech. Aby wykonać zlecenie gracze będą musieli się tam udać, chyba, że całe śledztwo chcą wykonać przez telefon, co nie jest do końca możliwe. W każdym razie Camillo jest w stanie pokryć wszystkie dodatkowe koszty misji włącznie z biletem lotniczym do Włoch w obie strony (oczywiście w granicach rozsądku). Wszystko co może powiedzieć o Albertinim to to, że jest on dość znanym dziennikarzem i zamieszkuje gdzieś na północy Włoch, koło Genui. Posiada też jego zdjęcie i wycinek jego artykułu (na temat polityczny - gazeta "La Genua" sprzed kilku tygodni). Albertini wygląda na człowieka sukcesu z pedantycznie zaczesanymi włosami na bok, bystrym spojrzeniem w wieku koło trzydziestu lat. Problem w tym, ze Cavour nie może dać graczom dużo czasu na wykonanie zadania. Sam musi pozostać w Kanadzie. Leczy się na postępującą chorobę serca, która może go w każdej chwili zabić. Prosi więc o w miarę szybkie wykonanie zadania i wręczenie oznaczonego rodową pieczęcią listu owemu Albertiniemu (patrz: pomoc). Jeśli gracze zdecydują się złamać pieczęć - nie trzeba im tego bronić choć to na pewno nie byłoby honorowe - tekst jest w całości po włosku. Ponadto nie powinien zburzyć przygody, a możliwe, że wręcz przeciwnie - spowoduje szybsze wciągnięcie graczy w fabułę. Sam Cavour zapytany o treść listu będzie się starał odpowiedzieć wymijająco. Graczom nie pozostaje nic innego poza zamówieniem biletu na pierwszy lot do Włoch. Podróż nie powinna być uciążliwa. Znalezienie taniego hotelu nie nastręcza problemu o ile sprawa toczy się poza sezonem turystycznym. Jako, że samolot dotrze do celu pod wieczór nie pozostanie przybyszom nic innego jak odpocząć po trudach podróży. Być może wybiorą się na miasto. Tu już nic nie pomogę - musisz sięgnąć do swojej wyobraźni i talentu narracyjnego, by odmalować graczom piękno i unikalność Włoch zarówno tego dnia jak i niemal do końca przygody - choć pod koniec gracze raczej mniej uwagi będą zwracać już na piękno kraju, który odwiedzają. Następnego dnia zaczną się zapewne wielkie poszukiwania. Sposobów na znalezienie tego człowieka jest tysiąc - wydaje się to zresztą sprawa, która nie zajmie więcej niż 1-2 dni. Książka adresowa czy nawet zapytanie się przechodnia dla której gazety ów pracuje (Albertini jest tutaj dość znanym dziennikarzem) mogą wskazać trop. Albertini rzeczywiście zamieszkuje w okolicach Genui, a dokładnie na jej wschodnich krańcach. W książce adresowej znajdą telefon. Jeśli zadzwonią - dopiero po południu odbierze żona Felicio - Maria. Jest kobietą, która z chęcią zaprosi graczy o ile ci będą dostatecznie mili. Dom państwa Albertinich jest ładny choć bez zbytnich ozdób. Dom bogatszej klasy średniej - tak to można nazwać. Oprócz żony Albertini ma również córkę Luizę (5 lat). Maria z chęcią udzieli wszelkich informacji jeśli te będą potrzebne graczom, szczególnie, ze sama nie ma pojęcia gdzie jest aktualnie jej mąż. Myślałam początkowo, że mnie rzucił. Pojechał tak nagle, niemal bez słowa. Ale wcześniej żadnej kłótni, niczego. Potem w redakcji "La Genua" powiedzieli mi, że im również nie podał żadnych informacji. Ponoć pracował nad jakąś większą sprawą. Nie, nie wiem dokładnie nad czym. Ale to musiało być cos dużego, bo zawsze chodzi podekscytowany kiedy ma coś ważnego. Tak też było dzień przed tym jak pojechał. Ile czasu temu to było? Jakieś 4-5 dni temu. Wezwałam policję, ale wiesz, że oni nic nie robią jak ich potrzeba. Zresztą Felicio jest zbyt porządnym facetem żeby nagle wszystko rzucić. Ale lepiej być pewnym, prawda? Jak czegoś się dowiecie, to mnie poinformujcie, będę zobowiązana. Jeśli gracze będą chcieli przeszukać jego pokój Maria nie będzie stawiała oporu. Jest on urządzony w sposób prosty. Wszystko w maksymalnym porządku. W szafach po kilka koszul tego samego kroju i koloru. Na biurku kilkanaście kartek ułożonych w równiutkim stosiku. Śmieci nie ma, bo wszystkie aktualnie wyrzucone, toteż żadnych notatek tutaj raczej nie znajdą. Laptopa również wziął ze sobą. Tutaj trop się urywa. Jeśli Albertini miał zamiar wyjechać, to zaplanował to wcześniej. Nie wygląda przynajmniej na to, by cokolwiek tu się stało pod wrażeniem chwili. Nie ma tez żadnych śladów porwania. Jedyne co może naprowadzić graczy na drogę prawdziwych wypadków to mała biblioteczka w której znajdą również wiele książek historycznych (szczególnie odnoszących się do czasów reżimu Mussoliniego). Jeśli będą mieli szczęście mogą odnaleźć kserokopię danych osobowych którejś z osób, której śladami ruszył Albertini (np. Sofii Croce). Resztę dokumentów wziął ze sobą. Drugi ślad prowadzi naturalnie do redakcji "La Genua". Jeśli uda im się tam dostać (a tak zapewne będzie) najlepszym towarzyszem do rozmowy będzie partner i przyjaciel Felicia - Stefan. Jest to facet też koło 30. Jest wesoły i można go nazwać niepoprawnym optymistą - ponoć mu to pomaga w życiu. Zaprowadzi graczy do stanowiska pracy Felicia. Powie, że już przeszukiwał jego notatki w komputerze firmowym, bo sam był zdziwiony nagłym zniknięciem kolegi, szczególnie, że nie był on raczej człowiekiem impulsywnym. Podejrzewa jednocześnie, ze trafiła mu się jakaś grubsza sprawa i chce ją rozwiązać na własną rękę, bo... Felicio był cholernie ambitny. Rzekłbym, że drugiego takiego nie znajdziesz w promieniu stąd do Rzymu, bo tam takich więcej. Zresztą on sam chciał zawsze pracować w jakimś świetnym dzienniku - naszego za taki nie uważał. A przecież to nie jest żaden brukowiec. Kiedy wyszedł? To było gdzieś przed lunchem. Wyszedł gdzieś na korytarz, rozmawiał przez telefon, potem wrócił szybkim krokiem, wziął swój płaszcz i plik papierów z biurka, zapakował je w teczkę i wyszedł. Tyle. Nie, nie mam pojęcia nad czym mógł pracować. Też możecie przeszukać jego biurko i komputer - ja to już zrobiłem dwa razy - same codzienne artykuliki. No cóż, ale nie ja tu prowadzę śledztwo, mogłem coś przeoczyć... I w tym względzie Stephan miał rację. Po pierwsze gracze mogą odnaleźć książeczkę z adresami i telefonami na komputerze, z których ostatni zapis sprzed 6 dni widnieje: Hotel "Adriatica" San Georgio. Podany jest również telefon. Jeśli sprawdzą ten ślad to okaże się, że rzeczywiście Felicio był tam przez dwa dni, choć aktualnie już stamtąd wyjechał. Nic więcej telefonicznie nie uda się zrobić. To jeszcze nie wszystko co można znaleźć wśród notatek Albertiniego. Jeśli naprawdę dobrze poszperają po biurku, to w jednym z grubych zeszytów znajdą na ostatniej kartce pozapisywane szybkim pismem nazwiska: Giovanni Croce, Giuseppe Leonardi, Sofia Castiglione. Szybkie szperanie w źródlach i okaże się, że zarówno Croce, jak i pani Castiglione mieszkają w San Georgio do którego właśnie się udał Felicio. Nitka śledztwa prowadzi w linii prostej do San Georgio. Podróż zajmie graczom koło 2 godzin rozpadającym się autobusem po wąskich i zakurzonych drogach. San Georgio to miasteczko jakich tysiące we Włoszech. Aby dostać się do Hotelu "Adriatica" będą musieli się trochę powspinać. Wysiłek zostanie nagrodzony pięknym widokiem z góry, skąd widać nawet Genuę. Ale czy Albertini przyjechał tam dla odpoczynku? Gracze zostaną przywitani przez przygrubego recepcjonistę, który jest jednocześnie szefem hotelu. Zapytany o pana Albertiniego z trudem sobie przypomni zabieganego jegomościa (rzecz jasna aktorskim trudem), który ledwo przyjechał i już wyjechał. Prawie w ogóle nie przebywał w hotelu. Nawet prawie tam nie nocował. Na dodatek wykluczone jest, że chodził na wycieczki krajoznawczo-turystyczne, bo wychodził tam w garniturze i z teczką. Zresztą szef hotelu nie chce się w to mieszać, bo to nie jego sprawa, po co klienci przyjeżdżają i co robią. Gdyby zwracał uwagę na takie rzeczy już by go od dawna na świecie nie było. Tyle rozmowy z hotelarzem - więcej nie powie na temat przybysza. Zapytany o Croce i Castiglione nieco się ożywi - "No tak, on tez się o nich pytał - Sofia Castiglione to moja matka, a Croce to mój wuj. Jak ci zależy to mieszkają tutaj - tylko uprzedzam - są trochę upierdliwi". Sofia Castiglione zamieszkuje w hoteliku na najwyższym piętrze. Rzadko stamtąd wychodzi. Jest już w podeszłym wieku. Ma koło 80 lat. Ledwo mówi i ledwo słyszy. Jednak uprzejmie odpowie na wszystkie pytania. Tak, był u mnie ten pan... Albertini, tak? Przyszedł zziajany w tym swoim drogim garniturze z brudnymi buciorami - patrzcie są jeszcze ślady na dywanie - nigdy ich się już nie wyczyści! O co pytał? O męża - mój mąż nazywał się Alberto Castiglione, prowadził zajazd, aż pewnego strasznego dnia podczas wojny zaginął. O co się jeszcze pytał? O to, czy znam kogoś kto mógłby go znać. Nie wiem po co on tu przyszedł. Mój mąż był zwyczajnym, trzymającym się prawa człowiekiem. Tacy ludzie na ogół nie interesują prasy. Giuseppe Leonardi? Tak, był przyjacielem rodziny. Mieszkał tutaj wraz z nami. Nie, umarł trzy lata temu. Na co? O Boże! Ludzie w tym wieku umierają, czy ważne na co? Dajcie spokój! Croce? Nie, nie rozmawiam z nim od dwudziestu lat od kiedy mnie obraził - tak nazwał mnie wariatką, bo zaskarżyłam go o nielegalne mieszkanie w posiadłości naszego ojca, który przepisał ją na mnie. Nie, nie dało to skutku, sprawę umorzono. Gdzie mieszka? Głupie pytanie. Idź na drugi koniec korytarza - chyba trafisz! Znalezienie identycznego, prostego pokoiku rzeczywiście nie powinno być trudne. Mieszka w nim zgrzybiały staruszek również koło 80. Z trudem się podniesie i serdecznie przywita przybyszów. Jest skory do udzielania informacji. Z pewnością jego wiedza się bardzo przyda. Tak, byliście już u tej jędzy? Wy od Albertiniego? Szukacie go? Kiepawy typek. Ja bym takiemu nie zaufał. Ale długo nie porozmawialiśmy. A dziwne - te pismaki na ogół gadają dużo i bez sensu. Czego chciał? Informacji. Oni zawsze chcą informacji. Nie, nie o mnie. O moim - jak to powiedzieć... niby-szwagrze. Dlaczego niby? No bo tak naprawdę nigdy się nie ożenił z Sofią. Takie czasy. Nie było kiedy. I tak - on żył u siebie - ona u siebie. Gdzie? W takiej zapadłej mieścinie - Raegio. Chyba tak. No ale potem słuch o nim zaginął. Zresztą nie dziwię mu się - kto by chciał żyć z taką jędzą na dodatek ciężarną - lepiej już było iść na front. A może byście byli tak mili i przemycili mi tutaj co nieco wina, bo ten cholerny recepcjonista (jaka moja rodzina? to bękart!) nie pozwala na nic. Tylko wegetować. Dobra, idźcie, nie macie już tu nic do szukania, muszę obejrzeć film. Czego szukał jeszcze tutaj Albertini? Był jeszcze w parafii, gdzie dowiedział się o tym, ze Croce urodzili się tutaj, a o kimś takim jak Castiglione nikt nigdy nie słyszał. W księdze ślubów też nie ma ani wzmianki o Castiglione. Sama Sofia i jej syn nadal widnieją w księdze pod nazwiskiem Croce. Przeszukał również kroniki miejskie w których dowiedział się również wiele na temat dokładnych wydarzeń z okresu 1944 na tym obszarze. W momencie, który go interesował trwała już walka o Włochy. Te tereny były jeszcze pod panowaniem Niemców, którzy zajęli tereny niewiernych Włoch. Alianci zbliżali się na tyle powoli, ze Naziści zdążyli wyrządzić miejscowej ludności jeszcze wiele szkód. Odbywały się liczne egzekucje zdrajców wśród ludności cywilnej , których kilka odnotowano w kronice. Jej autorami byli SS-mani. Wśród nich znajduje się również egzekucja dokonana w Raegio. Tam tez się udał Albertini. Niewiele więcej mogą się dowiedzieć w San Georgio. Do wsi Raegio kursuje niestety tylko jeden autobus dziennie, a na piechotę zejdzie się niemal cały dzień drogi po krętych, pagórkowatych drogach. Wygląda więc na to, że do rana będą musieli odczekać - autobus jest o 6:11. Gracze mają olbrzymią szansę zaspać, po trudach ostatnich dni, toteż nowy dzień może zacząć się od szalonego biegu do autobusu. Podróż do Raegio będzie trwała dobre dwie godziny, chociaż odległość jest niewielka. Autobus jadąc wzbija tumany kurzu, a gracze w tym czasie będą mieli szansę się czegoś dowiedzieć od współpasażerów (jest ich dwoje oprócz kierowcy - mężczyzna i starsza kobieta). Raegio jest wsią zamieszkaną przez kilkudziesięciu ludzi. Pozabijane deskami okna nie wróżą tutaj specjalnych atrakcji. Ludzie zmęczeni prozą życia nie mają zbytniej ochoty na rozmowę. Sprawa, która powinna zwrócić uwagę graczy o ile oczywiście poczują się nią zainteresowani jest sama historia wsi. Jest w niej nadal dużo osób, które pamiętają dawne czasy. Również te sprzed wojny. Raegio było założone przez jego pierwszych właścicieli - ród Cavour jakieś kilka pokoleń wstecz. Oni też tutaj z ojca na syna rezydowali. Wtedy wieś inaczej wyglądała. Tętniła życiem, żyło się tu dostatnio. Jednak wojna przyniosła wiele zła, zabrała wielu ludzi, zniszczyła budynki i uprawy. Jedni poginęli, inni poszli do miasta szukać szczęścia. Teraz Raegio jest już niemal na wymarciu. Mało kto w ogóle pamięta o jego istnieniu. Istniała też rezydencja Cavourów - podobno piękny budynek. Został jednak spalony - nikt nie pamięta dokładniej dlaczego - prawdopodobnie zrobiła to wycofująca się armia niemiecka. Albertini zatrzymał się w zajeździe u pana Giordano. Nie należy on do ludzi, którzy dobrze pamiętają dobrze przeszłość wioski, zresztą nawet gdyby pamiętał - to niechętnie by o tym mówił. Ktokolwiek zapytany o wydarzenia z czasów II wojny światowej będzie zbywał graczy kilkoma słowami: "przyszli Niemcy", "to było potworne", "wielu naszych zginęło". Z pewnością nie chcą nagłaśniać sprawy. Będą patrzeć na graczy z wyrzutem (kolejni dziennikarze). Piętno egzekucji ciągle prześladuje we wspomnieniach tą wioskę, ale świat o tym zdarzeniu już zapomniał. Nikt nie chce rozdrapywać ran z przeszłości, a jednak przychodzi tutaj dziennikarz, szukający sensacji. Ludzie zaś się boją - ukarania winnych, wśród których być może są ich najbliżsi. Jest jednak kilka osób, które powiedzą o wszystkim graczom. W tym momencie pojawiają się nowe zjawiska: gracze zauważą dwóch muskularnych mężczyzn ubranych w dżinsy i czarne podkoszulki, jeden z nich ma ciemne okulary, bynajmniej nie pasują oni do otoczenia tym bardziej, że gracze uświadomią sobie, że spotykają ich nie pierwszy raz i że widzieli ich już w San Georgio jeśli nie w Genui. Co gracze zrobią w tej sprawie pozostawiam na razie ich pomysłowości - wytłumaczenia później. Wystarczy na razie, że powiem, że ktoś tutaj rzeczywiście chce wyeliminować naszych bohaterów z gry. Z kim rozmawiał Felicio po dostaniu się do Raegio? Znalezienie tej osoby nie będzie trudne, bo od razu wszyscy zwrócili uwagę na to co robił przybysz. Poszedł do Giuseppe. Jest to sparaliżowany mężczyzna (bez władzy nad nogami) lat około 60-70. Jest również nie do końca sprawny umysłowo, co nie powinno dziwić po tym co go spotkało. Mieszka w domu bardziej przypominającym chlew. Dostaje raz na jakiś czas jedzenie od innych mieszkańców za zrobienie jakiejś lżejszej pracy, gdyż świetnie robi lżejsze prace w drewnie, nie mówiąc o ślicznych figurkach drewnianych, których piękno mógłby docenić każdy - kto oczywiście zna się trochę na sztuce ludowej. Stanowią one jedyne urozmaicenie brudnego pomieszczenia. Giuseppe jest osobą, która świetnie pamięta owe wypadki, których wyjaśnieniem zajął się Felicio. Było ich czterech - jak czterech jeźdźców apokalipsy. Mieli na mundurach znak podwójnego pioruna. Wyszliśmy wszyscy z domów. To znaczy - wypędzili nas. Dowodził nimi niejaki Hert. Charakterystyczny. Ze szramą na policzku. Zbierali wszystkich na placu. My się schowaliśmy - ja i moja siostra Anna. Ja miałem wtedy 7 lat, a ona coś koło 13. Weszliśmy do obory. Zebrali chyba wszystkich ludzi jacy wtedy byli w wiosce. Gdzie był plac? Teraz go nie ma. Trochę wyżej - tam gdzie jest teraz las. Wszystko zarosło - mieszka tam leśniczy. Co było dalej? Znaleźli nas. Przyszedł ten duży, ze szramą - Hert. Rudolf Hert. Wiem jak miał na nazwisko, bo trząsł całą okolicą. Ją pierwszą zobaczył. Wywlekł ją za włosy z siana. Zerwał z niej ubranie i zgwałcił. Anna zaczęła krzyczeć i błagać, żeby tego nie robił. Przyszło dwóch kolejnych. Oni też ją mieli. Siedziałem. Ale kiedy już odchodzili jeden mnie usłyszał. Mnie tez wzięli - chwycił mnie za nogę i ciągnął po żwirze. Dostałem kilka razy w twarz. Coś krzyczał do mnie w tym ichnim języku. Nie rozumiałem. Zawlekli nas na ten plac i dali łopaty. Kopaliśmy rów długi na kilkadziesiąt metrów. Śmieszne - nawet nie dosięgałem do trzonka łopaty - toteż dostałem parę razy kolbą po żebrach, że nie pracuję jak trzeba. Wyzywali nas i pluli. Ale nie byli sami. Było z nimi kilku naszych - Włochów. Był pan Cavour. Camillo? Tak, chyba tak. Nie pamiętam już go dokładnie, ponoć wyemigrował potem do Szwajcarii. Nie mógł pewnie poradzić sobie z ogromem winy, która go przytłaczała. Naprawdę chcesz wiedzieć co było potem? Tych kilku paniczów pod wodzą Cavoura wzięło karabiny i zaczęli strzelać. Nie byli wyszkoleni. Wielu nie umarło. Byli ranni. Mnie tylko drasnęło. Ale upadłem, udawałem martwego. Po mnie padła siostra i rodzice. Im się bardziej poszczęściło - śmierć na miejscu. Dostali w czaszkę - nie ojciec chyba w klatkę piersiowa. Zresztą... Potem nas wrzucili do grobu i kazali zasypywać. Włosi. Niemcy nawet nie kiwnęli palcem, tylko się przyglądali i coś mówili między sobą. Jasne. Oczywiście, że mógłbym powiedzieć nazwiska kilku z nich. Zresztą powiedziałem to Albertiniemu. Jeszcze widziałem, że ci, którzy strzelali rozmawiali z Cavourem. Potem zaczęła spadać na nas ziemia. Chciałem krzyczeć, ale nie mogłem. Krzyk nie przechodził przez gardło. Potem zacząłem tracić dostęp do powietrza. Zaczęła mnie otaczać mokra ziemia (tak tutaj bywają bardzo bagniste tereny, szczególnie w marcu). Wchodziła wszędzie: do ust, do uszu, do oczu. Wszędzie była ciemność. Straciłem chyba przytomność, kiedy udeptywali ziemię. Żeby nikt nie wiedział. Jak się uratowałem? Przyszedł leśniczy. Ponoć wszystkiego dowiedział się od lokaja Cavoura. Wykopał w nocy wraz z nim. Nie, nie tylko ja przeżyłem. Jeszcze było dwóch ludzi. Jeden umarł dzień później, a drugi wyjechał gdzieś daleko. I tyle. Cavour wraz ze świtą już niedługo opuścił kraj, gdy zaczęli się zbliżać Alianci. Kolaborant? Nie - Cavour nie był złym człowiekiem. Takie czasy. Jak mogę tak mówić? Sam nie wiem...
Kiedy rozmowa będzie się miała ku końcowi gracze usłyszą na zewnątrz odgłos nadjeżdżającego z dużą prędkością samochodu. To policja. Wysiada z samochodu. Gracze zauważą jeszcze kątem oka uciekających dwóch typków w dżinsach, a ich ucieczkę poprzedzoną brzękiem tłuczonego szkła z mieszkania Giuseppe o huk uderzającego o podłogę ciała. Policjanci nie będą mieli większego problemu z rozpoznaniem osób, których szukają. Gracze zostaną aresztowani tymczasowo z oskarżeniem jako współwinni śmierci państwa Croce, którzy zostali zamordowani kilka godzin po ich wyruszeniu do wsi. Teraz dodatkowo mogą być uznani jako winni śmierci Giuseppe. Co teraz zrobią zależy od ich pomysłowości. Po pierwsze mogą uciec. Plan dosyć krótkowzroczny, ale nie pozbawiony sensu. Mogą również próbować przekupstwa. Jeśli mają spory zapas gotówki nie jest to bez szans powodzenia - oczywiście przy wystarczająco dużym zaangażowaniu emocjonalnym - szczególnie, że chwilę potem zbiegnie się pół wsi. Jeśli gracze nie zadziałają szybko to przekupstwo może stać się niemożliwe. Mogą próbować wytłumaczyć całe zajście, co jednak i tak pewnie skończy się ich aresztowaniem (bo taki jest nakaz). Oczywiście sposobów na przekonanie stróżów prawa jest dużo i tyle też ścieżek do uwolnienia się od potencjalnego więzienia. I jest też najgorsze dla graczy rozwiązanie - wdać się w bójkę (ba! - nawet strzelaninę) z policjantami. W każdym razie czas mija nieubłaganie. Giuseppe już zapewne nie żyje zabity kulką z pistoletu dwóch typków, którzy uciekli - o tym fakcie mogą się gracze dowiedzieć jeśli wrócą do jego mieszkania. Życie Felicio jest zapewne w ogromnym niebezpieczeństwie. Dwóch mężczyzn, którzy powinni być za kratkami jest na wolności, a sami gracze mają na karku policję Czas na nawiązanie kontaktu z Cavourem. Warto by i on przedstawił swoją wersję wydarzeń. Jeśli gracze będą postępować po jego myśli, a siedzą na razie w areszcie - może nawet zapłaci wysoką kaucję. Jeśli nie znajdą porozumienia - gracze nie tylko zostaną na lodzie (dokładnie w więzieniu), lecz również bez obiecanej gotówki. Co do historii z perspektywy Cavoura to przyparty do muru nie będzie już niczego ukrywał: był on w 1944 jeszcze bogatym właścicielem ziemskim. Jednak czym bliżej był front tym bardziej zaostrzała się sytuacja na terenach zajętych przez wojska Osi. W końcu doszedł donos na temat zdrady we wsi. Kto był jego autorem i czego dotyczył - tego pewnie nikt się już nie dowie. Natomiast do rezydencji Cavoura przybył wkrótce Rudolf Hert. W ręku trzymał papier, który zezwalał mu na osadzenie Camillo Cavoura i jego ojca oraz brata a także resztę rodziny w obozie koncentracyjnym na terenie III Rzeszy. Hert dał jednak wybór ojcu Cavoura: miałby oddać wszystkie swoje kosztowności jako łapówkę, a także wydać kozła ofiarnego, którego sam ukarze. Stary Cavour wiedział o czym jest mowa i odrzucił propozycję. To samo zrobił starszy z jego synów. Camillo Cavour był wtedy jednak chłopakiem z tzw. "złotej młodzieży". Chciał żyć i to na wysokim poziomie. Na pewno nie mógł sobie pozwolić na wyjazd do obozu koncentracyjnego. Działał błyskawicznie. Wziął nocą kilku ludzi z rezydencji i obezwładnili ojca i brata, schowali ich głęboko w piwnicy. Rano poszedł do Herta kiedy ten przybył wraz z podwładnymi, by przeprowadzić Cavourów do stacji kolejowej w odległym stąd o 5 kilometrów miasteczku, by stamtąd ruszyć do obozu. Cavour poświęcił życie ludzi ze wsi za życie swoich najbliższych, których kochał z całego serca. Nawet nie wiesz ile razy wracałem myślami do tamtej chwili. Myślałem potem o samobójstwie. Ale wiedziałem, że to nic by nie dało. Nawet nie wiesz ile bym dał, żeby wrócić tam i strzelić sobie w łeb zanim strzeliłem do tych biedaków? Czy Ty to wiesz?! Nie masz prawa mnie sądzić. Co Ty byś zrobił? Skazał na śmierć tych, których kochasz po to tylko żeby uratować honor? Na Boga!! Zrób to chociaż o co Cię prosiłem. Już nic nie naprawisz - musisz natomiast znaleźć Albertiniego i dać mu list - przekonać go żeby nie publikował tego artykułu. Spiesz się - to już nie chodzi o moje życie, ale o jego. Wybór już leży w rękach graczy - komu pomogą. Mogą oczywiście zakończyć sprawę w tym momencie i nie ryzykować dalej już swojego życia i reputacji. Jeśli gracze chcą zakończyć pomyślnie swoje zadanie muszą w jakiś sposób wydostać się z aresztu. Droga nie gra roli. Jeśli tego nie zrobią - zostaną skazani za współudział w zabójstwie, a może nawet za zabójstwo. Albertini jest już u leśnika - syna tego człowieka, który uratował niegdyś Giuseppe. Niewiele czasu pozostało, by nie dopadło go dwóch mężczyzn. Może już go znaleźli. Kiedy gracze dotrą na miejsce leśnik będzie może już martwy. Felicio znajdzie się na cmentarzu, a raczej nad rowem, którego bezskutecznie szuka. Teren jest pełny kolących krzewów, którymi bujnie obrosła okolica. Nietrudno tutaj zabłądzić. Z pewnością są tutaj też mordercy (a może to nie oni?). W każdym razie jeśli gracze się na nich natkną tamci nie zawahają się użyć broni. Walka w gęstym lesie jest nieprzewidywalna szczególnie, jeśli toczy się w niemal egipskich ciemnościach. Kim oni są? Może gracze nigdy się tego nie dowiedzą, ale jeśli pokonają wrogów (bo gdy uciekną uratują swe życie, ale tego nie odkryją) znajda przy nich dokumenty, które wskazują na to, że są oni obywatelami Niemiec. Czego zatem oni tutaj szukają? Otóż oprócz pana Cavoura i Albertiniego jest również trzecia zainteresowana strona: jest nią Rudolf Hert - były esesman. Jest on aktualnie prezesem jednego z większych banków europejskich (jakiego - nie napiszę). Wie doskonale, ze artykuł wywołałby większą burzę ekonomiczną niż nawet mógłby sobie wyśnić sam Albertini. Oznaczałoby to dla niego koniec i koniec jego potężnego imperium finansowego. Stąd bezwzględność z jaką zabrali się jego ludzie do przeciwdziałania takiej możliwości. Być może jednak gracze nie zdążą. Albertini zginie. Afery nie będzie. Wszystko zakończy się tak jak chciał Hert. Z pewnością Cavour zapłaci wtedy za robotę graczom. Z pewnością jednak pozostanie niedosyt. A jeśli go uratują? Rów rzeczywiście istnieje - są w nim 24 ciała. Wszystko dobrze zarośnięte przez gąszcz krzewów. Jak postąpią gracze? Zlitują się nad Cavourem? Sami ogłoszą rewelacyjne wiadomości (z pewnością zyskają wtedy ogromną sławę, lecz i masę nowych wrogów). Może dojdą do wniosku, że nie warto rozdrapywać starych ran, bo nie wiadomo ile osób na tym ucierpi. A z pewnością ucierpi wiele - również tych niewinnych. POMOC (pisane po włosku):
Montreal, 17.06.2004 Dramatis Personae- Charakterystyki ważniejszych BN-ów:Felicio AlbertiniDziennikarz z "La Genua" Historia: Od urodzenia mieszka w Genui. Wiódł spokojne życie rozwijając swoje dziennikarskie zainteresowania pod skrzydłami rodziców. Ukończył studia dziennikarskie w Rzymie i pracował dla kilku lokalnych gazetek aż przeszedł do "La Genua". Tam zyskał sobie po pewnym czasie dobrą opinię i aktualnie stara się piąć jeszcze wyżej po szczeblach kariery. Wygląd: Przykłada olbrzymią uwagę do swego stroju. Zawsze, w każdych warunkach elegancki. Zawsze wozi ze sobą kilka par takich samych koszul i takich samych garniturów. Można powiedzieć, że jest nudny. Zbytnie przywiązanie uwagi do stroju i fryzura zawsze dokładnie zaczesana przy użyciu kilogramów żelu znamionuje karierowicza. Charakter: Mimo swoich wad jest to człowiek pogodny, choć na dłuższą metę irytujący. Jest szczery aż do przesady - jak coś mu się u kogoś nie podoba, nie będzie owijał w bawełnę. Można powiedzieć, że to typowy karierowicz. Nie zastanawia się nad niczym co nie jest bezpośrednio związane z jego sukcesem. Nie ma większych wyrzutów sumienia co do ludzi których krzywdzi swoją pracą. Uważa, że najważniejsze jest to, by wszyscy dowiedzieli się Prawdy, która jest najważniejsza w jego fachu. I w tym co robi jest naprawdę dobry. Rodzina i przyjaciele: Jest od kilku lat żonaty z Marią z którą posiada pięcioletnią córkę Luizę. Rodzina taka jak miliony jej podobnych. Trzeba przyznać, że Felicio nie ma zbyt wiele czasu dla niej. Jednak do rozkładu związku jest jeszcze daleko. Podstawowe informacje: Imię: Felicio Albertini Profesja: Dziennikarz Data urodzenia: 20.08.1975 Miejsce urodzenia: Genua, Włochy Imiona rodziców: Luigi, Wanda Stan cywilny: żonaty (Maria) Zamieszkały w: Genua Wzrost: 183 cm. Waga: 76 kg. Wiek: 29 Włosy: czarne Oczy: piwne Cechy: Siła 8 Zwinność 9 EGO 16 Kondycja 11 Percepcja 11 Edukacja 13 Charyzma 16 Wygląd 12 Cechy drugorzędne: Nośność: 24/4 kg. Ruch: 5/27 m. Akcje: 2 Inicjatywa: - Obrażenia: - Wytrzymałość: 85 Ego: - 4 zadraśnięcia = 1 lekka rana 3 lekkie rany = 1 poważna rana 3 poważne rany = 1 rana krytyczna Umiejętności: Czytanie/pisanie 13 Sport - Golf (Zwinność) 8 Administracja (Ego) 6 Biurokracja (Ego) 7 Wiedza o Genui (Ego) 8 Sekrety Genui (Ego) 5 Komputery (Ego) 6 Kreatywne pisanie (Ego) 11 Pozyskiwanie informacji (Ego) 10 Język angielski i włoski Aktorstwo (Charyzma) 6 Siatka kontaktów (charyzma) 5 Fotografia (Percepcja) 7 Nauki humanistyczne (Edukacja) 8 Rudolf HertPrezes Banku, były SS-man Historia: To już stary człowiek, który wiele przeżył. W czasie II wojny światowej był SS-manem, zabił wielu ludzi, ukazał bestię, która w nim drzemała. Po wojnie zbił majątek przy pomocy pieniędzy, które zdobył dzięki wojnie, wykorzystał również zamieszanie w powojennych Niemczech i pieniądze płynące szerokim strumieniem z USA. Zaczął budowę swego imperium bankowego, by w końcu stać się jednym z najbogatszych ludzi na świecie. Wygląd: Mężczyzna wieku już ponad osiemdziesięciu lat z niemal białymi włosami, łysiejący od przodu o piwnych oczach. Charakterystyczna szrama najprawdopodobniej jeszcze z czasów wojny na policzku. Korzysta ze swojej fortuny otaczając się najdroższymi gadżetami, chociaż czyni to raczej z przyzwyczajenia niż chęci przypodobania się komuś. Charakter: To stary lis, chytry, wie co należy zrobić, żeby dostać to o co walczy. Trudno go oszukać, zna się znakomicie na ludziach, umie ocenić ich wartość i potencjał. Rodzina i przyjaciele: Posiada liczne potomstwo, ma też czwartą żonę - Nathalię - która ma aktualnie 36 lat. Camillo CavourWłoski arystokrata Historia: Urodził się w bogatej, arystokratycznej rodzinie rozsławionej nazwiskiem przodka - hrabiego Camillo Benso di Cavoura - jednego z czterech ojców - założycieli współczesnych Włoch. Do wojny prowadził hulaszcze życie wraz ze swoimi arystokratycznymi znajomymi. Nie mogąc się odzwyczaić od stylu bycia doprowadza do zdradzenia interesów swojej rodziny otaczając ją hańbą. Chcąc ratować swoją pozycję i swoich bliskich zdradza. W 1944 po współudziale w zbrodni wyjeżdża najpierw do Szwajcarii a potem do Kanady. Nie może znaleźć miejsca dla siebie. Porzucony przez rodzinę, która go wyklęła, trawiony przez troski zapada coraz bardziej na zdrowiu. Nie posiada też już dużego majątku. Jest tego tylko na tyle, żeby przed śmiercią oddać ostatnią przysługę rodowi. Wygląd: Człowiek schorowany stojący jedną nogą w grobie ma w swoim spojrzeniu i w swoich rysach coś co skłania do odnoszenia się do niego z szacunkiem. Ubrany zawsze elegancko w garnitur, nieco staromodny z muchą. Charakter: Człowiek honoru. Nie jest już tą samą osobą, którą był kilkadziesiąt lat wcześniej. Teraz jest spokojniejszy. Jedyna rzecz, która jeszcze mu zaprząta głowę to rozwiązać problem z Albertinim. A potem już spokojnie umrzeć. Rodzina i przyjaciele: Rodzina już go dawno opuściła. Był żonaty na krótko jednak żona zmarła na zawał serca dobrych kilkanaście lat temu. Jedyną osobą z którą spędza czas Cavour jest jego lokaj - James Brooks, który służy u niego od kiedy arystokrata przeprowadził się do Kanady. Podstawowe informacje: Imię: Camillo Cavour Profesja: Emeryt Data urodzenia: 21.05.1922 Miejsce urodzenia: Florencja, Włochy Imiona rodziców: Teodor, Sofia Stan cywilny: wdowiec (Rita) Zamieszkały w: Montreal Wzrost: 174 cm. Waga: 71 kg. Wiek: 82 Włosy: siwe Oczy: piwne Cechy: Siła 5 Zwinność 6 EGO 15 Kondycja 6 Percepcja 8 Edukacja 16 Charyzma 14 Wygląd 10 Cechy drugorzędne: Nośność: 15/3 kg. Ruch: 3/18 m. Akcje: 2 Inicjatywa: -2 Obrażenia: -1 Wytrzymałość: 60 Ego: - 4 zadraśnięcia = 1 lekka rana 3 lekkie rany = 1 poważna rana 2 poważne rany = 1 rana krytyczna Umiejętności: Czytanie/pisanie 16 Taniec (Zwinność) 9 Granie na fortepianie (Zwinność) 12 Haut monde (Ego) 14 Język włoski, angielski i francuski Aktorstwo (Charyzma) 12 Dyplomacja (Charyzma) 8 Etykieta (Charyzma) 11 Nauki humanistyczne (Edukacja) 10 ystkie nazwiska i większość lokacji jest fikcyjna. Wszelka analogia do zdarzeń autentycznych nie jest zamierzona. Wszystkie Prześlij mi swoją opinię o artykule! |