|
Konwenty |
Krakon 2005 |
Bogowie stworzyli pogodę po to, by ludziom łatwiej było rozpoczynać codzienne rozmowy. Uszanuję więc ich wysiłki i od pogody właśnie zacznę. Krakon przyszedł wraz z odwilżą, gdy cały Kraków pogrążył się w miękkiej śniegowej breji. Chmury wisiały nisko a drobny deszcz mżył dniem i nocą. Zgodnie z prawem Murphiego słońce zaświeciło dopiero w niedzielę około południa, umilając drogę powrotną do domu. Skoro aura skutecznie zniechęcała do zwiedzania, pozostawało zaszycie się gdzieś na terenie konwentu i pokorne uczestniczenie w imprezie. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności perspektywa ta nie okazała się wcale najgorsza. Program imprezy nie zaskakiwał - próżno było w nim szukać piorunujących nowatorstwem czy świeżością punktów. Organizatorzy zadbali jednak, by zabrakło w nim miernoty i wielokrotnie odgrzewanych już staroci. W efekcie prelekcje i konkursy układały się w solidny i zupełnie przyzwoity program, obfitujący w różnorodne tematy oraz klimaty. Na szczególną pochwałę zasługuje fakt, iż program stworzony został dla ludzi a nie dla samej sztuki. W ten sposób nie było punktów fikcyjnych (jak np. LARPy w niedzielny poranek) lub zmuszających do dramatycznych wyborów (wszystkie LARPy w tym samym terminie). Dziwić może, że tak oczywista sprawa cieszy, jednak praktyka udowodniła, że niejednokrotnie koordynatorzy programu zapominają o tak podstawowych sprawach. By zasłużyć na nazwę statutową (Konwent Miłośników Fantastyki), impreza obejmowała turniej gier strategicznych, turniej karcianek, spotkania autorskie z czołowymi twórcami polskiej sceny literatury fantastycznej, prelekcje na wszelkie okołofantastyczne lub historyczne tematy, bardzo duży blok gier planszowych i coś dla RPGowców (sesje i LARPy). Jednym słowem: pełen zestaw obowiązkowy dla dużego i szanującego się konwentu. Przy okazji konwentu zostały przyznane dwie nagrody: Golem - dla Jacka Dukaja (za wkład w rozwój fantastyki; nagroda przyznawana przez fandom krakowski) oraz Quentin - dla Aleksandra Ryłka (za najlepszy oryginalny i nigdzie nie publikowany scenariusz RPG). Pewnym nowatorstwem wykazali się organizatorzy w kwestii przyznawania nagród konkursowych. Każdy zwycięzca dostawał symbolicznego obola (tak, by pofolgować klimatowi antycznemu) o konkretnym nominale. Z garścią "monetek" można było udać się do pokoju, w którym - pod czujnym okiem jednego z organizatorów - można było wymienić je na interesujące nas nagrody. Dobrodziejstwo inwentarza cieszyło oko a "ceny" nie były wygórowane. W efekcie organizatorzy dostają tu ogromny plus - zarówno za dostarczenie naprawdę cennych nagród, jak i za danie graczom możliwości wyboru tychże. Każdy, kto wygrał kiedyś na konwencie piąty tom nieznanej mu serii książkowej lub kilka starych numerów pisma traktującego o szeroko rozumianej fantastyce, doceni jak dobra robotę wykonali tu orgowie. Zupełnie osobną kwestię stanowi organizacja tegorocznego Krakonu w sensie personalnym. Obsługa była wyjątkowo miła dla uczestników i pomocna dla twórców programu. Osoby przebywające na terenie konwentu nie były nagabywane przez młodocianych nadgorliwców, którzy w opryskliwy sposób domagają się zobaczenia plakietek uczestników (niestety zwyczaj ostatnio tak częsty, jak nieznośny). Cierpliwość, ugodowość i wieczny uśmiech na twarzach niemal wszystkich ludzi obsługujących imprezę bardzo dobrze wpływał uczestników. Podobnie dobrze nastrajał 24-godzinny bufet - nieodłączny element Krakonów w "starej" szkole. Chciałoby się rzec, że w kwestii organizacyjnej cieniem kładzie się tylko brak dostępnej apteczki. Niestety, dopuszczono się jeszcze jednego - dla odmiany - znaczącego niedopatrzenia. Organizatorzy położyli chyba zbyt wiele wiary w przyzwoitość i dojrzałość uczestników imprezy. W efekcie impreza całkowicie pozbawiona była funkcjonariuszy ochrony. Jak nietrudno się domyślić, w ciągu prawie 4 dni imprezy doszło do sytuacji kryzysowych. Byłam świadkiem i - mimowolnym - uczestnikiem dwóch bójek. Jednego wieczoru zostaliśmy zaatakowani przez szukającą zaczepki grupkę battle'owców, innego wieczoru bójka wynikła już pomiędzy uczestnikami turnieju gier strategicznych. Oba incydenty nie były ze sobą powiązane. Na interwencję ochrony zasługiwała również grupka bardzo nieletnich i bardzo pijanych karciarzy, którzy co wieczór włóczyli się po konwencie zaczepiając ludzi. O ile przytoczony wyżej incydent wewnątrz środowiska battle'owego spokojnie obszedł się bez interwencji ochrony (antagoniści zostali sprawnie rozdzieleni przez własnych kolegów a atmosfera szybko oczyszczona), o tyle agresywne grupy szukające zaczepki aż się prosiły o interwencję służb porządkowych. Na końcu wypada wspomnieć o pewnych zawsze istotnych szczegółach. Informator zredagowany był przejrzyście, choć komunikatywność przekazu obniżała grecka czcionka użyta w nagłówkach (całkowicie nieczytelna, ale docenić należy miłe nawiązanie do konwencji antyku). Nawiązanie, jak się okazało, całkiem interesowne, jako że trudno było oprzeć się wrażeniu, jakoby cała impreza była jedną ogromną reklamą najnowszej gry karcianej "Troja". Wrażenie potęgowała wszechobecność obrazków i ikonek z lansowanej gry (np. w informatorze i na identyfikatorach) oraz wyjątkowo promocyjna "cena" owej gry jako nagrody konkursowej. Nie sposób było uczestniczyć w konwencie unikając jednocześnie zalania falą owej reklamy. Trudno potępiać organizatorów za lansowanie przyzwoitego produktu, jednak u mnie osobiście tak nasilona promocja wzbudziła pewną niechęć. Jedyną wymierną korzyścią takiego obrotu sprawy pozostają śliczne identyfikatory (szczególnie na tle niezbyt udanych projektów z ostatnich lat). W ogólnym rozrachunku imprezę uznaję za udaną. W porównaniu z konwentami ostatniego roku, nawet bardzo udaną. Organizatorzy pokazali, że Krakon jeszcze nie drga w przedśmiertnych konwulsjach a wręcz ma siłę zaprezentować kawał naprawdę przyzwoicie przygotowanej imprezy. Innymi słowy - znowu tendencja wzrostowa! Oby tak dalej. Po tegorocznym Krakonie myślę o wybraniu się na następną edycję z niekłamaną ochotą. Tyle że tym razem oprócz dobrego nastroju wezmę ze sobą pałkę teleskopową. Na tak zwany wszelki wypadek. Prześlij mi swoją opinię o artykule! |