|
"In cyberspace you are the media."
Witam. Poprzedni artykuł na temat potrzeb hipermedialnego społeczeństwa
narobił wiele zamieszania sądząc po ilości nadesłanych komentarzy.
Macie wiele ciekawych pomysłów i cieszę się że możemy rozpocząć na ten
temat dyskusję. Postaram się odpowiedzieć na uwagi i uzupełnić niektóre
niekompletne wątki. Ok, zaczniemy tak:
[LUNARSOUL]
Jak zrorumiałem artykuł, istotą problemu który zagraża naszemu społeczeństwu
jest przepaśc między tym co oferuje nam nowoczesna technologia a aktualnymi
możliwosciami (czyli regulacjami, prawami, strukturą władzy, wiedzą itd...)
odpowiedniego kontrolowania i bezpiecznego użytkowania tychże nowych technologii.
Aktualny sposób organizacji społeczenstwa (czyli np. jednostki narodowego,
suwerennego państwa jako takiego) nie jest w stanie sobie poradzić z problemami
jakie wynikają z rozwoju technologii.
[TURING A.I.]
Rozbieżność między tym co osiągamy a tym co moglibyśmy osiągnąć dzięki
odpowiedniej kontroli osiągnięć stale się powiększa. Zwiększa się dystans
między możliwościami a oczekiwaniami. Organizacja kuleje a beztroska z
jaką podchodzą do zagadnienia czynniki rządzące nie napawa optymizmem.
Zgodzę się także z tym że forma organizacji struktur w których pozostajemy
może stracić swoją aktualność w ciągu najbliższej dekady.
Radykalnie? Nie sądzę. Polityka jako taka staje się domeną ekspertów.
W tym momencie śledząc przebieg kariery politycznej przeciętnego polityka
widzimy, że nie jest on w stanie ogarnąć ilości danych w centrum których
się znajduje. Częstokroć podejmuje decyzje o których skutkach nie ma pojęcia.
Stoi za nim wielu ludzi, którzy tworzą jego zaplecze. Public relations,
eksperci od socjotechniki, analitycy gospodarczy, sztab informacyjny,
ekperci dyplomaci, ugrupowanie polityczne. Polityk staje się koniecznym
do wyrażania pewnych opinii frontonem, wizualizacją pewnej idei, która
w tym przypadku jest często bardzo niewyraźna lub podobna do innych (często
w założeniach konkurencyjnych).
[HYPERBOLOID]
Zgadzam się z tym że w wyniku konwergencji (aczkolwiek jestem zdania że
termin ten jest tutaj używany dosyć niejasno) problemy z jakimi trzeba
sobie poradzić będą miały coraz to wiekszą skalę, i będą przekraczać,
lub nawet całkowicie ignorować ramy państw narodowych (Internet i zwiazane
z nim zjawiska). Potrzebne są tutaj całkowicie nowe rozwiazania typu IGOs,
lub nawet pochodne supranacjonalnych rządów - wątpię aby jeszcze jakiekolwiek
klasyczne miedzynarodowe konwencje z typową dla siebie "dyplomatyczno-polityczną"
dynamiką mogłyby tu cokolwiek wskórać.
[TURING A.I.]
End of national state to idea która nabiera kształtów i podobnie jak wiele
tego typu zamysłów w końcu ujrzymy ją w pełnej okazałości. Jak będą wyglądały
struktury organizacyjne społeczności ponadnarodowych nie nam jednak wyrokować,
ale faktem jest że dziewiętnastowieczne zasady dyplomatyczno-ustawodawcze
z całą swoją specyfiką ujrzą swój koniec prędzej niż się tego spodziewamy.
[LUNARSOUL]
(
) problemy typu Microsoft mogłyby być bardzo łatwo rozwiązane - skuteczne
miedzynarodowe prawo anytmonopolistyczne.
Tu nie chodzi o brak regulacji ale o ich możliwosci globalnego egzekwowania
- jeżeli istnieją setki różnych niezależnych, bardzo często sprzecznych
systemów prawnych i w wielu przypadkach brak nawet jakichkolwiek prób
harmonizacji nie można się dziwić że prawo na poziomie globalnym jest
tak nieskuteczne.
[TURING A.I.]
Ale niektóre punkty są styczne dla wszystkich systemów prawnych. Praktyki
monopolistyczne wyglądają identycznie pod każdą szerokością geograficzną.
Potrzebny jest urząd standaryzujący. Świadoma i kompetentna kontrola.
Mamy już zresztą przykłady sprawnie funkcjonujących międzynarodowych organów
prawa. Tworzenie platformy porozumienia to z kolei wielce istotna kwestia
której nie sposób załatwić tylko i wyłącznie dzięki właściwemu ustawodawstwu.
[LUNARSOUL]
Całkowicie nie zgadzam się jednak z pomysłem "polityków-fachowców".
Przed kim ponosili by oni odpowiedzialność?
Na jakiej zasadzie miałyby działac wtedy tzw. rynki polityczne?
W tym wypadku powinno dopracowywać się mechanizmy demokracji aby władza
wybierana w demokratycznych wyborach zajmowała się wydajnym zaspokojaniem
potrzeb/preferencji wyborców. Dlatego też ważna jest decentralizacja,
aby władza stała jak najblizej obywateli, lepiej znała ich preferencje
i odpowiednio wydajnie je zaspokajała. Nie zapominajmy że o potrzebach
społeczenstwa decyduje ono samo - i to najlepiej na wolnym rynku, a tam
gdzie on zawodzi wkraczają odpowiednio legitymowane jednostki organizacyjne
aby urzeczywistniac rynki polityczne - czyli istota nowoczesnego panstwa.
[TURING A.I.]
Już mówię jak ja to widzę. Technokracja zamiast demokracji.
Polityka przestaje być sprawą pojedynczych osób które zebrały pewną ilość
podpisów. Na szczeblu lokalnym - owszem. Ale ponad nim zaczyna się świat
którego walutą jest informacja. Zastanawialiście się kiedyś ile władza
ustawodawcza ma w danym momencie tzw. spraw priorytetowych?
Tych do załatwienia od zaraz. Zaraz czyli cykl 3-4 tygodni potrzebnych
na wprowadzenie ustawy w życie. Co oznacza długą drogę podpisywanych dokumentów,
styczność z nieprzewidywalnym czynnikiem ludzkim, brak gwarancji na pozytywny
efekt itd. Otóż kilka setek.
Odpowiedź jest prosta. Ten rodzaj władzy nie działa. Zadziwiające że uważa
się inaczej. Przy tego rodzaju komplikacji systemu uważanie przeciętnych
ludzi, laików w kwestii polityki (nie chce mi się podawać przykładów ani
raczej - wyjątków od tej reguły) za ekspertów jest nieporozumieniem.
Moja propozycja? Rozwiązanie technologiczne.
Odejście od systemu opartego o 4-letnią kadencję (co to w ogóle za pomysł?),
politycy profesjonalni, egzaminowani z umiejętności, szkoleni w każdej
potrzebnej im kwestii, wspierani przez fundusze państwa tym samym trudni
do skorumpowania. Kwestie organizacyjne? Kandydaci wywodzący się z politologów,
historyków, socjologów. Elitarna szkoła która edukuje kandydata pod kątem
stanowiska które miałby zająć. Wolność myśli jak najbardziej, ale zamiast
opcji politycznych profesjonalne podejście do postawionego problemu. Weryfikacja?
Proste.
[LUNARSOUL]
Technokracja zamiast demokracji jest w tym wymiarze ekonomicznie niewydajna.
Nie ma demokratycznej legitymacji, przez co nie bedzie reprezentowac prawdziwych
potrzeb społeczenstwa.
[TURING A.I.]
Uważam że to nieprawda. Formułujesz problem a potem przydzielasz profesjonalistę
szkolonego do rozwiązywania go. Nie ma mowy o tematach zastępczych, zajmowaniu
się różnymi zajmującymi czas procesora detalami i wyciąganiu funduszy
z afer. Do tego wizja.
Zauważyliście braki w kwestii planowania? Czy gdziekolwiek indziej niż
na wyborach słyszycie co kto chce osiągnąć? Brak wizji to brak podstaw.
Teoria zniknęła pod napływem różnych nieudolnych działań praktycznych.
Dzięki za odzew. Zapraszam do dyskusji
Prześlij mi swoją opinię o artykule!
|