|
Tawerna Pod Smoczą Paszczą |
Władca Chaosu |
Zacznę może standardowo, czyli co, gdzie, kiedy. Co? LARP w klimatach fantasy. Gdzie? 3LO w Katowicach. Kiedy? 24 czerwiec 2004. Kilka dni wcześniej dostałem zaproszenie z Mikołowskiego Koła Gier Fabularnych na rozgrywkę w trybie rzeczywistym w Warhammera. Nie ma sprawy. Wezmę swoją dziewczynę i zjawimy się na czas. Zagram sobie kapłanem co wy na to? Niestety, mamy dla ciebie bardziej odpowiedzialną funkcję. Będziesz skrytobójca jednej ze stron. O!!! Fajnie. O co chodzi? Dwóch hrabiów, skłóconych rodowymi waśniami oraz sporem o ziemię udaje się do miejscowego księcia by ten rozwiązał ich problem. Może lepiej najpierw troszkę o organizacji. Ludzi było troszkę mało, miało być więcej, ale się nie zjawili. Drużyny były podobne (2 ochroniarz, hrabia, czarodziejka, bliski doradca - u nas skrytobójca, u zielonych Igor - mroczna postać). Problem czarów rozwiązany był poprzez zwoje, które były do nabycia w świątyni. Były również pieniądze, za które można było kupić zwoje, trucizny i plotki w karczmie. Były podziemia które eksplorowałem z dwoma najmitami, ale nie znaleźliśmy niczego, i to był błąd. Wtedy się zdenerwowałem, że nie pomyśleli o czymś taki i zmodyfikowałem pierwotny plan gry na korzyść rzezi. Pierwotnie miałem służyć memu panu i skompromitować drugiego, ale jak już mówiłem się zdenerwowałem i postanowiłem sprzedać wszystkich. Założenia skrytobójcy poszły na dalszy plan. Najpierw przekupiłem najmitów by zdradzili w krytycznym momencie hrabiego i stanęli po mojej stronie. Więc miecz już był. Moja ukochana pracowała jako kapłanka w świątyni, więc zaplecze magiczne również mieliśmy. Potem zacząłem sprzedawać wszystko i wszystkich. Donosiłem księciu o ruchach hrabiów (oczywiście modyfikując wieści na własną potrzebę). Donosiłem jednemu hrabiemu na drugiego, w tym samym czasie spiskując z alchemikami. Miałem zabić głównego kapłana w świątyni, ale mnie uprzedzili. Po dwóch godzinach ganiania po schodach i korytarzach (po obliczeniach wyszło mi że zrobiłem 7km po samych schodach nie licząc biegania po korytarzach) miałem po swojej stronie hrabiego, 2 najmitów, dziewkę z gospody, kapłankę, alchemika, dwóch strażników księcia, Igora, czarodziejkę i teoretycznie wampira. Teoretycznie, bo nie wiedziałem kto nim jest więc możliwe, że był już po mojej stronie. Co chwilę ktoś rzucał na mnie czar prawdomówności, ale i na to miałem sposób. Nie zdradzę, bo może się jeszcze przydać. Mistrzowie gry pogratulowali mi pod sam koniec, gdy to na Sali Tronowej spotkali się wszyscy, i każdy był przeciw sobie, a ja biegałem od jednego do drugiego wmawiając im to i tamto. Końcówka była taka, że hrabiowie zostali pojmani przez księcia, ja zabiłem księcia i uciekłem z zaufanymi ludźmi do podziemi, a rzezi na górze dokończyła wampirzyca. Do podziemi pofatygował się po nas sam arcykapłan, ale nie dał rady naszej przemyślności i wspólnemu działaniu. Za pomocą magii został powstrzymany i przeciągnięty na naszą stronę, to znaczy stronę trzecią nie planowaną. A był nią Chaos. Ja jako wyznawca bogów chaosu rekrutowałem sobie ludzi i przeciągnąłem na nasza stronę samego arcykapłana. Dodam również, że nikt poza nami i wampirzycą nie przeżył. Co prawda, po tym larpie już nikt mi nie zaufa w grze, ale nie żałuję ani chwilki, bo zrobiłem to co lubię. Na koniec mogę dodać, że z niecierpliwością czekam na kolejną rozgrywkę. Chciałbym również wygłosić kilka uwag. Po pierwsze primo - za dużo magii ogólnodostępnej. Nieczarodziej mógł mieć super czary, a czarodzieje byli na tym samym poziomie co zwykli zjadacze chleba. Po drugie primo - lepsza współpraca MG ze sobą. Nie wtrącanie się głównego MG (Artur o tobie mówię) i wysłuchanie wszystkich a potem dopiero puszczenie akcji. Gratulacje złożę kilku MG którzy tak robili osobiście. Po trzecie primo - bardziej zmyślne fabuły, lochy z artefaktami do zwiedzania i byle tak dalej. Powodzenia na przyszłość panowie. Prześlij mi swoją opinię o artykule! |