Spis trePci Fantasy

Tawerna Pod Smoczą Paszczą


Rasgan from the Elvish Blood

Dawno, dawno temu...


Po sukcesie zeszłorocznego festiwalu "W krainie starej baśni" i w tym roku organizator, którym jest Fundacja Zamek Chudów, postanowili zorganizować podobne spotkanie. Nie było mnie ostatnio i więcej już nie będzie. A było to tak...

W piątkowej gazecie naczytałem się jak to będzie w niedzielę w Chudowie. Zapowiadało się nieźle. Mieli przyjechać wikingowie oraz wojowie z wczesnego średniowiecza. Tak zjawili się, ale tylko ci drudzy, choć do wiadomości niczego nieświadomej publiki podawano, że są obydwie drużyny.

Błąkałem się to tu, to tam. Przechadzałem po obozowisku, przeglądałem oręż i przedmioty wszelakiego użytku. Rozmawiałem z wojami. Cały czas mówili jak bardzo im zależy na odzwierciedleniu historii, o wyrobie przedmiotów, tkaniu materiału i w ogóle. Tak to wmawiali innym, że prawie uwierzyłem.

Mą wiarą zachwiał pierwszy pokaz walk. Na przedpolach zamku pojawiło się ośmiu wojowników i inscenizowali najazd Czechów na Polskę. Wyglądali ładnie, ale podczas walki było już gorzej. Panowie okładali się po tarczach i po mieczach, okiem kogoś kto walczy (czyli mnie) stwierdzam, że były to wyuczone ślepo sekwencje (o czym później). Walka trwała około minuty, nie licząc dialogów. Z dialogami dwadzieścia minut, aha i jeszcze przemówienie do publiki o dynamice walk i przewadze zbroi łuskowej nad pełna płytówką.

Dynamika była, owszem, ale jakby emeryci się bili. Ciosy były proste i wolne. W sumie to machali jedynkami jakby mieli topory w rękach. Z góry po ukosie na dół, a potem to samo tylko z drugiej strony. Tragedia. Gdy podczas drugiego pokazu (który był identyczny z pierwszym, co na bractwo tej sławy się nie godzi) wyzwali kogoś z publiki, to dwóch młokosów spuściłoby im lanie. Nie reprezentowali sobą żadnego poziomu.

Gdy już filarem mej wiary w historyczność zachwiał podmuch zwątpienia zwiedziłem obóz jeszcze raz. I co widzę? Po kolei. Namioty poskładane z nieprzemakalnego płótna (takich nie było kiedyś uwierzcie mi), oraz desek pomalowanych zieloną farbą również wodoodporną. Tarcze nie były zbijane z desek jak kiedyś, a ze sklejki zrobione były i obite skórą. W sumie to na skórze się nie znam, ale nie zdziwiłbym się gdyby był to skaj, albo coś innego do skóry podobnego.

W obozie wystawione było kilka garnuszków, dzbanków i talerzyków, a wśród tego siedział wojownik popijający piwo z plastikowego kufla. Czy to nie urocze? A tak się zarzekali, że historię pokazują.

Ciosem w plecy był pogrzeb woja. Czekaliśmy cały dzień na całopalenie i doczekaliśmy się. Tak, tak, doczekaliśmy się partactwa nad partactwo. Przynieśli człowieka na polane, gdzie mieli go spalić. Gdy oni go nieśli, jakiś koleś siano rozpałką do grila polewał. Przynieśli kolesia, a potem centralnie na siano go zamienili przy publice. Nie przygotowali kukły, ani nawet nie nieśli już siana, tylko na miejscu go zamienili. Tragedia. W pogrzebie brały udział kobiety (a to nowość). Ale najlepsze przed wami. Otóż stos został podpalony zapalniczką (magiczny płomyk z rąk szamana?).

Powiem na zakończenie tyle, że szkoda czasu było na pokazy i cieszę się, że byliśmy tam większą ekipą, bo bym umarł na serce chyba. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że najlepszym bractwem wczesnośredniowiecznym w Polsce są: Wataha Wilcze Kły i chwała im za to co robią. Chwała również innym bractwom, które bywają w Chudowie, za to, że nie gadają tylko robią, a w dodatku robią porządnie.


Prześlij mi swoją opinię o artykule!

Imię/Ksywa

Opinia

Na górę strony