|
Tawerna Pod Smoczą Paszczą |
Rasy i miejsca |
Śmierć PurpurowegoPoniżej zamieszczam fragment który mnie zaintrygował, a mianowicie jak zabito Purpurowego Smoka, władcę Penacles. Wszyscy przypisują to Gryfowi, a było inaczej. " - Od dłuższego czasu ciekawi mnie pewna tajemnica. Czy mógłbyś
mi ją zdradzić? Słyszałem różne sprzeczne relacje na temat śmierci Purpurowego.
Niektórzy przypisują je tobie, inni Nathanowi Bedlamowi. Jak to było naprawdę? Piekielne Równiny"Piekielne Równiny stanowiły położony na południowy wschód od Gór Tybru rejon wulkanów, zamieszkiwany niegdyś zarówno przez Czerwonego Smoka, jak i przez Azrana. Obaj już dawno nie żyli, choć niektóre klany Czerwonego nadal istniały. Nie była to bezpieczna droga, gdyż oznaczała podróżowanie niedaleko Wenslis, terenów Burzowego. Mogli się także natknąć na najemników, którzy zaatakowali ich w drodze do Dworu, albo nawet szukających zemsty zdziesiątkowanych poddanych Czerwonego Smoka. Należało być także przygotowanym na niespodziewany wybuch jakiegoś wulkanu"[2] Generał ToosGen Toos jest prawą ręką gryfa, i to właśnie jemu przypadło rządzić miastem i królestwem pod nieobecność Lwioptaka. Toos jest dużo starszy od ludzi (około 160 lat), a w jego żyłach podobno płynie domieszka elfickiej krwi. Był służbistą i kochał się w ceremoniach. "... Generał był typem człowieka, który postępował zgodnie z protokołem, nawet w przypadku tych, których znał od lat."[2] "Wysoki, chudy, przypominający lisa mężczyzna wkroczył do jego komnaty. W jego włosach odznaczało się srebrne pasmo; zaskakujące, gdyż większość ludzi wierzyła, że generał nie był zdolny do użycia magii. Znano go jednak z trafnych przeczuć i cudów zdarzających się w ostatniej chwili. Choć był człowiekiem, twierdził, ze ma w sobie odrobinę elfiej krwi; nie wszyscy mu jednak wierzyli. Toos należał do najstarszych towarzyszy Gryfa. Co więcej, był jego bliskim przyjacielem."[2] Troia"Stanęła pzed nim. Już nie maiła woala. Jej piękno zapierało dech w piersiach, ale zdecydowanie nie należała do ludzkiego rodzaju. Miała ciemne, kocie oczy z wąskimi źrenicami (wcale nie szpeciły jej urody, tylko ją podkreślały), włosy krótkie i czarne jak smoła, a nosek drobny i kształtny, marszczący się od czasu do czasu na pozór bez powodu. Usta, szerokie i pełne, wyglądały całkiem ponętnie, dopóki się nie uśmiechała. Uśmiech trudno było nazwać przyjaznym - był to raczej drapieżny grymas kota bawiącego się ze swoją ofiarą."[3] "Z drugiej strony jest może aż nazbyt dojrzała, pomyślał cierpko były monarcha, gdy patrzył, jak jego przewodniczka wspina się po zboczu. Nosiła skąpy przyodziewek, będący wyłącznie ustępstwem wobec konwenansów. Przed chłodem chroniło ją miękkie, płowe futro. W Luperionie miała ma sobie strój, w którym, z daleka wyglądała jak ludzka kobieta, lecz tutaj przywdziewanie obfitych sukien nie było konieczne."[3] "Powiedziała mu nieco o swoim rodzaju, gdy szli krętą ścieżką, która wedle słów Haggertha maiła doprowadzić ich do Bramy. Jej przodkowie w dalekiej, dalekiej przeszłości zwani byli sfinksami, choć określenie to nie było całkiem poprawne. Z wyglądu przypominali ludzi, choć mieli dość egzotyczne rysy, a gęste futro oczywiście nie dawało się ukryć. Ze względu na piękno i siłę cieszyli się niezwykłym powodzeniem na targach niewolników. Dawano za nich najwyższe ceny. Na nieszczęście, a może na szczęście, nie chcieli żyć w niewoli - albo umierali, albo walczyli do upadłego. W bitwie do głosu dochodziła ich kocia natura (walczyli ostrymi zębami i pazurami), która brała górę nad ludzkimi cechami."[3] "Troia, która nigdy nie zwracała uwagi na wygląd księcia, zacisnęła rękę na ramieniu Gryfa. Nawet pogrążony we śnie, bezradny Morgis prezentował się imponująco - jego widok mógł posiać lęk nawet w najodważniejszych sercach. Posługacze i uzdrawiacze musieli przygotować dla niego dodatkowe miejsce - książe miał co najmniej siedem stóp wzrostu - ale to nie wielkość zafascynowała kobietę-kota. Była to jakby z grubsza ciosana, częściowo ludzka twarz, którą książe na wpół skrywał pod smoczym hełmem. hełm, jak wyjaśnił jej Gryf, był tak samo częścią jego ciała jak ręka czy stopa. Twarz pokryta była błękitnawą, łuskową skórą, ale patrzących niepokoiła przede wszystkim jej niekompletność. Morgis praktycznie nie miał nosa, tylko dwie szczeliny pełniące rolę nozdrzy, a za usta służyło mu długie pęknięcie, które po otwarciu ujawniało drapieżne zęby. Oczy były wąskie i Troja wiedziała, że otwarte maja jednolity kolor. Zastanowiła się przelotnie, czy Morgis ma uszy - jakoś przecież słyszał."[3] Jak wywnioskować można z powyższych fragmentów, w Troi bez wątpienia można było się zakochać od pierwszego spojrzenia, i Gryf chyba wpadł w tę odwieczną półłapkę. Co się dalej działo z nim i kotką trudno jest mi powiedzieć, gdyż nie mam dostępu do kolejnych części sagi i wątpię by była ona wydana jeszcze raz i porządnie w Polsce. Cień"Z podcieni budowli stojącej w pobliżu bramy miejskiej samotna postać z rosnącym zniecierpliwieniem obserwowała nie kończący się pochód. Przysłaniały ją cienie, lecz nawet gdyby ich nie było, trzeba by patrzeć długo i uważnie, by dostrzec patrycjuszowskie rysy i przykuwające uwagę oczy - oczy o wielkich źrenicach, nie czarnych, lecz błyszczących jak najdoskonalszy kryształ i zdających się widzieć więcej, niż się przed nimi roztaczało. Była to twarz osoby przeznaczonej do zajęcia wybitnego miejsca w świecie, twarz osoby świadomej, że może osiągnąć najbardziej nieprawdopodobne cele. Azran Bedlam miał podobną fizjonomię, lecz bladła ona w porównaniu z tym obliczem. Była to twarz czarnoksiężnika Vraada. Prawdziwa twarz Cienia."[4] "Była zdumiona jego ukrytymi zdolnościami. Uświadomiła sobie, że musiał je hamować. Zakapturzony wiedźmin skrywał potencjał zdolny niszczyć region większy od samych Gór Tyber. Napomykał co prawda o boskich mocach swojego rodzaju, ale rzeczywistość była dużo bardziej przytłaczająca. Tylko pragnienie osiągnięcia życiowego celu trzymało na wodzy szaleństwo, które w niecały tydzień mogło unicestwić Smocze Cesarstwo. Tylko to pragnienie i nieznaczne, ale natrętne wątpliwości - poczucie winy, poprawiła Erini - związane z tym, co robił. W Cieniu było więcej dobra niż sobie uświadamiał. Było też dobro w pierwotnym vraadzkim czarnoksiężniku. Wspomnienia wprawiły go w mylne mniemanie." Podły i bezlitosny - pierwsze co przychodzi do głowy większości moich
przyjaciół na temat tej postaci. Nie wiem dlaczego. Jest to bowiem znakomita
postać. Jego mroczna natura cały czas walczy o dominację nad dobrem. Przeklęty
i chciwy mag (ale chciwość ta wynikała z pragnienia mocy, z nie z chciwości
materialnej) chciał połączyć dobrą i złą magię przez co stał się pionkiem
w odwiecznej rywalizacji nieśmiertelnych mocy. W jednym życiu był dobry,
a w następnym zły. Prześlij mi swoją opinię o artykule! |