Spis treści Prosto z Pola Bitwy

 

Hora

Orkowie


Który gracz, RPG-owiec czy battle'owiec, nie spotkał w swojej karierze orka? Już na pierwszych poziomach gracze, słysząc o zielonoskórych, prychają z pogardą.

Sam mam za sobą kilka lat prowadzenia, byłem świadkiem niedoceniania tych przemiłych panów. Podczas którejś z sesji byłem świadkiem takiej scenki:

G1:Nasłuchuję przed drzwiami.
G2: (Do gracza pierwszego) Co ty robisz, przecież tu są tylko Orkowie, wyważam drzwi!

Jako fanatyk Orków (lubię wszystko, co zielone) nie mogłem pozwolić na takie traktowanie moich zielonych braci, tym bardziej że ignorancja jest najczęstszą przyczyną kłopotów. Kilka pomieszczeń dalej był Orkowy boss, jeden z najsłynniejszych, najokrutniejszych i najsilniejszych, i przetrzepał skórę bohaterom (owszem, gracze rzucali się, że to niby bez sensu), ale ja tylko uśmiechałem się znad sterty notatek i podręczników...

NIE LEKCEWAŻ POTĘGI WAAAGH !!!

Dobrze, w RPG mogę zażegnać ten kryzys bez problemu, wszakże MG może wszystko, nawet jeśli graczom się to nie spodoba. Wyobraźcie sobie jednak: gdyby w WFB obaj gracze posiadali podobne możliwości, w tym momencie bitwą zawładnąłby zupełny chaos, podręczniki moglibyśmy od razu wyrzucić do śmieci, bo do czego by nam były. Sama gra przypominałaby nieco zabawę w żołnierzyki z młodzieńczych lat:

-A mój oddział wojowników chaosu trafia bez rzutu kostką !!
-A mój Bohater jest nieśmiertelny!!!

Niestety panowie z GW stworzyli sztywne zasady i należy się ich trzymać, mimo iż orkowie (a tym bardziej gobliny) są tylko mięsem armatnim; tym bardziej każdą wygraną bitwę traktuję jak podwójny sukces. Swego czasu miałem okazję razem z kumplem uczyć dwóch nowych graczy; jeden był bardzo młody, drugi w naszym wieku. Zagraliśmy pokazową bitwę: ZIELONE kontra wysokie elfy. Małemu prawie oczy nie wyskoczyły z orbit (Muszę wspomnieć, że długouche miały w swoich regimentach Tyriona - elfa, który spędza mi sen z powiek); wydawało się, że zaraz pobiegnie z okrzykiem na ustach:

- Mamo, mamo, ja chcę Tyriona!!!

Elfy tratowały orków, bo cóż mogą takie biedne stworzonka jak Orki przeciw np. Silver Helmsom. A u młodego podniecenie rosło. Jednak jako przewodniczący Komitetu Obrony Zielonoskórych Amatorów (w skrócie KOZA) nigdy nie straciłem nadziei i rozejrzałem się po tym, co mi zostało. Regiment nocnych goblinów wraz z Fanatykami wystrzelany jak kaczki, wóz dawno już podziurawiony jak sito przez dwie balisty, jednak był regiment, na widok którego serce rosło! Pośrodku pola bitwy stał Grimgor wraz z regimentem Czarnych Orków. Ruszyłem więc do przodu; nie było tu mowy o jakiejkolwiek kombinacji, ze względu na słabą mobilność, bo jak mogę manewrować Orkami o szybkości 4" przeciwko Tyrionowi o szybkości 10". Ruszyłem do przodu i jak można się było spodziewać, wróg obskoczył mnie ze wszystkich stron. Mały krzyczał z radości, jednak kiedy faza walki wręcz dobiegła końca, wcale nie było mu do śmiechu. Tyrion uciekał razem z Silver Helmsami. Nigdy nie zapomnę tej bitwy; orkowie przegrali, ale mały nauczył się tego co napisałem w poprzednim akapicie - ignorancja jest najczęstszą przyczyną kłopotów. Dodatkowo jak z każdej długiej epickiej opowieści sypią się morały: jeżeli chcesz mieć armię, którą będziesz wygrywał, musisz czuć jej klimat, interesować się jej historią, zasadami jednostek itp. itd. Jak to mówią "Ten, kto nie zna ani siebie, ani wroga, przegra każdą bitwę; ten, kto zna siebie, ale nie zna wroga, jedną bitwę wygra, jedną przegra; natomiast ten, kto zna i siebie, i wroga, wygra każdą bitwę"...

DLACZEGO ORKOWIE??

Ostrzegam lojalnie: jeżeli już grasz w WFB i masz wybraną własną armię, nie masz tu czego szukać, chyba że szukasz drugiej armii. W takim razie w poniższym tekście każde słowo "najlepsza", zamień na "prawie najlepsza". Jeżeli dopiero zamierzasz grać w wAB, postaram się przekonać Cię do mojej ulubionej armii. A więc zaczynamy:

Co potrzebne jest do grania Orkami??

Zdecydowanie, poczucie humoru. Tak się złożyło, że O&g są najzabawniejszą armią w świecie, WFB i jeżeli chcesz pograć, musisz niektóre bitwy potraktować z pewną dozą humoru. Inaczej pozostaje tylko wściekanie się i deptanie figurek. No bo wyobraźcie sobie taką sytuację:
Kulminacyjny moment bitwy, wyrównane szanse, trupy padają po obu stronach, nagle dostrzegasz szansę! Oddział goblinów jedną szarżą może przesądzić o zwycięstwie, więc z nadzieją w sercu, wśród okrzyków, wydajesz rozkaz. Niestety, gobliny zajęte są... kłótnią między sobą. I sami musicie przyznać - takie sytuacje obejrzeć można tylko w komediach. Nie wspomnę już, ile razy modliłem się, żeby Fanatycy nie wjechali w mój własny oddział, albo ile razy Gork podeptał moje własne jednostki, po czym uciekał ze wstydu. Dobrze, powiecie, fajnie się jest pośmiać, ale po kilku bitwach to przestaje być zabawne, tym bardziej że nie o śmiech w WFB chodzi. Wcale jednak nie twierdzę, że każda bitwa musi być śmieszna i skazana na porażkę. Chodziło mi o to, że O&g są pod tym względem wyjątkowi, iż jest to jedyna armia z pewną dozą humoru. Żadna inna rasa nie jest obdarzona komicznymi akcentami, i wcale nie jest powiedziane, że ork z elfem zawsze przegra; cóż by to była za przyjemność z gry, gdybym w każdej bitwie był skazany na porażkę. Żaden sport nie polega na tym, by cały czas wygrywać, ale przegrywać bez przerwy jest o wiele mniej przyjemnie. I Orkowie z pewnością zaliczają się do armii, którymi można wygrać każdą bitwę, trzeba jednak dużo grać i wyszlifować swoje metody. Wielu robi tak jak ten młody człowiek wymieniony wyżej: kupują armię tylko dlatego, że jest najsilniejsza. To jest największy błąd; nawet najpotężniejszą armią trzeba się nauczyć grać. Kiedy po raz pierwszy stanąłem przed wyborem armii, nie wahałem się długo; czułem że to armia odpowiednia dla mnie. Chcecie wygrywać bitwę? Nie ma problemu, zielone wcale nie są pozbawione świetnych wojowników czy regimentów. Choćby wspomniany wcześniej Grimgor - oczywiście z Archaonem ani Voltenem równać się nie może, lecz nieraz moi przeciwnicy panicznie kierowali cały swój ostrzał w stronę regimentu z tym panem w środku... bezskutecznie jednak. Dwie najważniejsze dla mnie cechy to:

- w każdej sytuacji zaczyna jako pierwszy
- zawsze ma +2 do wyniku walki

Ma 7 S i Ward save na 1+. Dodatkowo jeżeli żyje sztandarowy, cały regiment ma Uparcie. To wszystko czyni Grimgora i jego regiment potężną maszynką do mielenia.

To nie koniec fajowych jednostek. Są jeszcze np. Fanatycy nocnych goblinów, orkowy rydwan, olbrzym, szybka kawaleria na wilkach. Zielonoskórzy mają mnóstwo oddziałów, dzięki czemu zawsze da się wykombinować jakąś wybuchową mieszankę na każdego wroga. Nie wspomnę już o magii, według mnie nawet trochę za silnej.

Wyjątkowo intrygujące i atrakcyjne są legendy o orkach, np. historia Wurzaga (nawet jeżeli nie jesteś fanem orków, polecam poszukać w Internecie historii tego pana). Na koniec wspomnę o największej zalecie zielonej rodziny. Zarówno Orki, jak i Gobosy są tanie punktowo, co oznacza, że możesz zalać pole walki hordą zielonoskórych, i przyjemnie patrzeć, jak z tej nieskoordynowanej hołoty wynurza się zabójcza armia. Podsumowując - jeżeli nie chcesz iść na łatwiznę, lubisz wielkie, ogromne armie, masz poczucie humoru i nie traktujesz każdej bitwy jak sprawę honoru, możesz bez wahania udać się do sklepu po pudełka opatrzone logiem GW i z hordą O&g w środku. Jeżeli tekst ten zupełnie Cię nie przekonał - cóż, proponuję poczytać na tej samej stronie porównanie armii, wybrać jakąś i szukać o niej wszystkich informacji. Amen!!!


Prześlij mi swoją opinię o artykule!

Imię/Ksywa

Opinia

Na górę strony