"Archetype"
Fear Factory
Wyd. Liquid 8
Ostrzeżenie: Fabryka Strachu wydała już kilka dobrych płyt, mocno
trafia w gusta muzyczne autora i znajduje się w czołówce jego listy przebojów.
Autor zarzeka się jednak, że recenzja najnowszej płyty ulubionego zespołu
to przede wszystkim rzetelna ocena dokonania band'u.
Po dość długiej przerwie, w czasie której zespół zdążył rozpaść się i,
po małej roszadzie, zejść z powrotem, a także zmienić wytwórnię, cztery
miesiące temu - w kwietniu - ukazał się najnowszy krążek grupy, "Archetype".
Bije on na głowę "Digimortal" wydany trzy lata temu i staje
w szranki z, dla wielu fanów, największym wyczynem Fear Factory - "Demanufacture".
Płytę otwiera brutalne "Slave Labour". Na nowo słychać ciężkie,
sterylne brzmienie, piekielnie szybką perkusję i robiącą, niczym młot
pneumatyczny, gitarę. Wokalista, Burton C. Bell udowadnia, że wciąż jest
w dobrej formie - melodyjny wokal z refrenu standardowo przeplata się
z agresywnie wyśpiewanymi zwrotkami.
Już w chwili rozpoczęcia drugiego utworu, pierwszy nie wydaje się już
taki mocny. Wykrzyczany tekst i rozszalała perkusja - oto krótka charakterystyka
"Cyberwaste". W czasie słuchania trudno wyzbyć się wrażenia,
że perkusista wspomógł się elektroniką. Nie daje to jednak negatywnego
efektu...
Poziom agresji nie spada przez kolejne dwa kawałki, "Act of God"
i "Drones", choć ten drugi stanowczo zwalnia, szykując słuchacza
na utwór tytułowy - "Archetype". Bell daje tu świetny popis
wokalny, wyróżnia się również mocny bas. No i refren, zarówno melodia
jak i tekst, na długo zapada w pamięci.
Szóstym utworem jest "Corporate Cloning". Zwrotki i refren
śpiewane są zmiennym wokalem. Delikatny głos nabiera siły, by ją następnie
stracić. W "Bite the hand that bleeds" wszystko się uspokaja.
To ballada, której dodatkowego uroku dodaje miła dla ucha melodia i szept
Burtona. Po przesłuchaniu kawałka, słuchaczowi potrzebny jest kolejny
wstrząs...
Dla "Undercurrent" i "Default Judgement" wspólnym
wyróżnikiem jest wyjątkowo "brudny" bas. Utwory nie są już tak
mocne, jak te na początku, różnią się jednak od "Bite the hand that
bleeds". Stanowczo różni się także kolejny kawałek - "Bonescraper",
ostatni naprawdę agresywny akcent na liście utworów. Powraca szybkość
perkusji i przyjemny ciężar obu gitar. Wokalista również nie zawodzi.
Napięcie spada. Fabryka Strachu znana jest z tego, że płyty kończy klimatycznymi
balladami. Słuchacz musi mieć możliwość pozbierania się do kupy i uspokojenia
swoich rozszarpanych nerwów. Płytę kończy "Human Shields", owa
"klimatyczna ballada" i ciągnące się przez siedem minut outro,
"Ascension".
Warto też wspomnieć o bonusowym track'u, którym jest cover utworu "Nirvany"
- "School". Pisząc szczerze, wolę go w wydaniu Fear Factory.
Jest cięższy. Fanem głosu Cobain'a też nigdy nie byłem.
Pod względem warstwy tekstowej "Archetype" odbiega trochę od
poprzednich dokonań zespołu. Panowie wciąż, lecz już nie tak dobitnie,
grzebią się w temacie rozwoju technologii i zagrożeń z niego wypływających.
"Human Shields" jest jednak komentarzem do trwającej w Iraku
wojny, a singlowy "Cyberwaste", na przykład, to ukłon w stronę
Dino Cazares'a, byłego gitarzysty zespołu ("Nothing you say matters
to us! Fuck you!"). "Corporate Cloning" jest z kolei powrotem
do tematu klonowania (nawiązanie do utworu "Replica" z płyty
"Demanufacture").
Fear Factory odwaliło kawał porządnej roboty. Obawiałem się powrotu w
stylu "Digimortal" (dość lekkiej, a przede wszystkim nudnej
płyty), zostałem mile zaskoczony. "Archetype" to taki "powrót
do korzeni". Jak pisałem na początku, może dla mnie konkurować nawet
z największym dokonaniem zespołu - "Demanufacture".
Moja ocena: 8/10
To, że ta płyta ma szansę konkurowania z płytą-legendą nie znaczy, że
starcie wygrywa. Bądź co bądź, po kilku przesłuchaniach, trzeba od niej
chwilę odpocząć.
Prześlij mi swoją opinię o artykule!
|