Spis treści Multimedia

Muzyka


Mateusz Wiśniewski

Archetype

"Archetype"
Fear Factory
Wyd. Liquid 8

Ostrzeżenie: Fabryka Strachu wydała już kilka dobrych płyt, mocno trafia w gusta muzyczne autora i znajduje się w czołówce jego listy przebojów. Autor zarzeka się jednak, że recenzja najnowszej płyty ulubionego zespołu to przede wszystkim rzetelna ocena dokonania band'u.

Po dość długiej przerwie, w czasie której zespół zdążył rozpaść się i, po małej roszadzie, zejść z powrotem, a także zmienić wytwórnię, cztery miesiące temu - w kwietniu - ukazał się najnowszy krążek grupy, "Archetype". Bije on na głowę "Digimortal" wydany trzy lata temu i staje w szranki z, dla wielu fanów, największym wyczynem Fear Factory - "Demanufacture".

Płytę otwiera brutalne "Slave Labour". Na nowo słychać ciężkie, sterylne brzmienie, piekielnie szybką perkusję i robiącą, niczym młot pneumatyczny, gitarę. Wokalista, Burton C. Bell udowadnia, że wciąż jest w dobrej formie - melodyjny wokal z refrenu standardowo przeplata się z agresywnie wyśpiewanymi zwrotkami.

Już w chwili rozpoczęcia drugiego utworu, pierwszy nie wydaje się już taki mocny. Wykrzyczany tekst i rozszalała perkusja - oto krótka charakterystyka "Cyberwaste". W czasie słuchania trudno wyzbyć się wrażenia, że perkusista wspomógł się elektroniką. Nie daje to jednak negatywnego efektu...

Poziom agresji nie spada przez kolejne dwa kawałki, "Act of God" i "Drones", choć ten drugi stanowczo zwalnia, szykując słuchacza na utwór tytułowy - "Archetype". Bell daje tu świetny popis wokalny, wyróżnia się również mocny bas. No i refren, zarówno melodia jak i tekst, na długo zapada w pamięci.

Szóstym utworem jest "Corporate Cloning". Zwrotki i refren śpiewane są zmiennym wokalem. Delikatny głos nabiera siły, by ją następnie stracić. W "Bite the hand that bleeds" wszystko się uspokaja. To ballada, której dodatkowego uroku dodaje miła dla ucha melodia i szept Burtona. Po przesłuchaniu kawałka, słuchaczowi potrzebny jest kolejny wstrząs...

Dla "Undercurrent" i "Default Judgement" wspólnym wyróżnikiem jest wyjątkowo "brudny" bas. Utwory nie są już tak mocne, jak te na początku, różnią się jednak od "Bite the hand that bleeds". Stanowczo różni się także kolejny kawałek - "Bonescraper", ostatni naprawdę agresywny akcent na liście utworów. Powraca szybkość perkusji i przyjemny ciężar obu gitar. Wokalista również nie zawodzi.

Napięcie spada. Fabryka Strachu znana jest z tego, że płyty kończy klimatycznymi balladami. Słuchacz musi mieć możliwość pozbierania się do kupy i uspokojenia swoich rozszarpanych nerwów. Płytę kończy "Human Shields", owa "klimatyczna ballada" i ciągnące się przez siedem minut outro, "Ascension".

Warto też wspomnieć o bonusowym track'u, którym jest cover utworu "Nirvany" - "School". Pisząc szczerze, wolę go w wydaniu Fear Factory. Jest cięższy. Fanem głosu Cobain'a też nigdy nie byłem.

Pod względem warstwy tekstowej "Archetype" odbiega trochę od poprzednich dokonań zespołu. Panowie wciąż, lecz już nie tak dobitnie, grzebią się w temacie rozwoju technologii i zagrożeń z niego wypływających. "Human Shields" jest jednak komentarzem do trwającej w Iraku wojny, a singlowy "Cyberwaste", na przykład, to ukłon w stronę Dino Cazares'a, byłego gitarzysty zespołu ("Nothing you say matters to us! Fuck you!"). "Corporate Cloning" jest z kolei powrotem do tematu klonowania (nawiązanie do utworu "Replica" z płyty "Demanufacture").

Fear Factory odwaliło kawał porządnej roboty. Obawiałem się powrotu w stylu "Digimortal" (dość lekkiej, a przede wszystkim nudnej płyty), zostałem mile zaskoczony. "Archetype" to taki "powrót do korzeni". Jak pisałem na początku, może dla mnie konkurować nawet z największym dokonaniem zespołu - "Demanufacture".

Moja ocena: 8/10

To, że ta płyta ma szansę konkurowania z płytą-legendą nie znaczy, że starcie wygrywa. Bądź co bądź, po kilku przesłuchaniach, trzeba od niej chwilę odpocząć.


Prześlij mi swoją opinię o artykule!

Imię/Ksywa

Opinia

Na górę strony