|
Mateusz "LawDog" Wiśniewski
Tony "Zombie" Raf
|
Wygrzebańcy. Słyszało się o nich, co? Szwęda się toto po całym Dziwnym
Zachodzie. Jak wiadomo, żywe trupy nie mają łatwego życia. Jak wiadomo...
Boże, nie będę tego po raz kolejny tłumaczył. Tak jest i już.
Myślisz, ze chciałbyś tak... skończyć? Znałem gościa, co to wygrzebańcem
został, chociaż nigdy tego nie chciał. I wciąż był żywy. Nie żywy-nieżywy,
tylko po prostu - serce nadal waliło mu jak młot.
Anthony Raf chorował od dziecka. Wychowywał się w dość zamożnej rodzinie,
na ranczo koło jakiegoś jankeskiego miasteczka. W wieku kilkunastu lat
uświadomił sobie, że jest im niepotrzebny, a co gorsza - uciążliwy.
Mieszkańcy miasta uważali go za dziwaka, a kilkukrotny łomot od kolegów
ze szkolnej ławki sprawił, że rodzice musieli mu zapewnić prywatne nauczanie.
To zresztą ostatnia rzecz, jaką mogli dla niego zrobić, bo wkrótce ktoś
palnął ich na trakcie kalendarzem. Przewożenie zbyt dużej ilości gotówki
zawsze oznaczało nieszczęście.
Trochę później starszy brat Tony'ego został lokalnym szeryfem i zostawił
go z podupadającym majątkiem. Niedługo po tym znaleziono kilkudniowe ciało
młodego i pochowano je na pobliskim wzgórzu cmentarnym.
I właśnie wtedy, gdy sępy z miasteczka zlatywały się nad ranczo Raf'ów,
Anthony zmartwychwstał. Mówi się, że przyszedł równo o północy, a piorun,
który przestrzelił go zaraz po wygrzebaniu, odebrał mu glos. Gówno prawda.
Ty, zdaje się, chcesz znać fakty?
Tony został pogrzebany żywcem. Gdy wkładali jego rozkładające się ciało
do trumny, znajdował się w cholernym letargu. Choć ciało zaczęło się już
rozpadać, to co siedziało pod czachą - nie. Dlaczego stracił głos? A ty
byś nie stracił, jakbyś się obudził sześć stóp pod ziemią? I chcesz wiedzieć,
co było dalej, czy będziesz się teraz zastanawiał, jak to jest leżeć sobie
w małym drewnianym pokoiku pomiędzy białymi robaczkami?
Nastawienie ludzi do Tony'ego uległo zmianie. Większość na pewno zaczęła
się bać, a Raf wiedział, ze przegnity dziwak nie jest kimś, komu można
zaufać. Odciął się od miasta. On o nim zapomniał, ono wciąż pamiętało.
Pewnego razu ktoś napadł na sklep w osadzie, zabił sprzedawcę i podpalił
budynek. Potem odnaleziono szeryfa, który posłużył za ciężarek na końcu
konopnej liny zawieszonej na dębowym drzewie. Oczy wszystkich mieszkańców
zwróciły się w jednym kierunku... Na ranczo Anthony'ego Raf'a.
Gdy delegacja złożona z kilkudziesięciu rosłych mężczyzn dotarła na teren
domniemanego winowajcy ostatnich wypadków, nie odnalazła go. Lecz w niczym
nie przeszkodziło to zajadłym obrońcom miasteczka - ranczo Raf'ów, a właściwie
jedna wielka nora, która po nim pozostała, poszło z dymem. Dumni z dokonanego
czynu mężczyźni powrócili do miasta, by oblać zwycięstwo. Tony, przypatrujący
się całemu zajściu, pełen nienawiści do swoich dręczycieli, postanowił
uciec jak najdalej od tego przeklętego miejsca.
Mijały kolejne dni, tygodnie. Ludzie zapominali już o historii najmłodszego
z rodziny Raf'ów, żyło im się spokojnie. Po rozwiązaniu problemu wygrzebańca
w okolicy nie popełniono już żadnego poważnego przestępstwa. Taki stan
rzeczy utrzymywał się aż do momentu, w którym zginął miastowy przedsiębiorca,
a jego majątek znikł z terenu miasta. Ludzie nie musieli długo zastanawiać
się, kto zabił. Krwawy napis, znajdujący się na frontowej ścianie domu
zamordowanego, mówił sam za siebie. "Wróciłem!"
Co było potem? Do rodzinnego miasteczka powrócił brat Tony'ego. Tam właśnie
kontynuował karierę stróża prawa. Za swym "zmartwychwstałym"
bratem rozesłał listy gończe. Nachapał się już wystarczająco, więc pozostało
mu jedynie dorwanie winnego przestępcy.
Nie przeczytałeś się!
Szeryf Raf znał przecież swojego braciszka i zdawał sobie sprawę, że młody
cierpi na dość rzadką chorobę, katalepsję. Po śmierci rodziców zostawił
go, a gdy dowiedział się o jego pogrzebie wrócił i, w nadziei, że brat
wciąż żyje, ułatwił mu jakoś powrót do świata żywych. Podejrzewam, że
rozkopał grób.
Jakiś czas po tym, dzielny stróż prawa wpadł na wspaniały pomysł. Zdał
sobie sprawę z tego, że ma przed sobą niezłe źródło dochodów - mieszkańców
miasta. Przecież wszyscy doskonale wiemy, że pilnowanie porządku nie jest
najszczęśliwszym zajęciem.
Żeby nie ubrudzić się zbytnio przy swojej nieładnej zabawie, szeryf korzystał
z pomocy "swoich chłopców", a całą winę zrzucił na "nieumarłego"
brata.
Łowcy głów nie próżnowali, w końcu, tuż za granicą Konfederacji, odnaleźli
ściganego listem gończym wygrzebańca. Pierwszy atak udało się Tony'emu
przeżyć. Dopadł go strach. Po drugim zamachu i utracie prawego ucha w
środku dnia na zaludnionej ulicy, nabawił się paranoi. Za trzecim razem
dostał kulkę między oczy...
Tak, bracie.
Anthony Raf wykopał się ponownie.
Trochę się jednak pozmieniało od czasu, kiedy zrobił to po raz pierwszy.
Teraz Raf nie żyje naprawdę. Oprócz głosu stracił również rozum. Dwukrotne
wydostawanie się z własnego grobu, banda łowców nagród na karku, nienawiść
mieszkańców miasta, w którym urodził się i w którym mieszkał, demon gnieżdżący
się w trzewiach... to stanowczo za dużo dla umysłu każdego człowieka.
Jak myślisz, jak zareaguje, gdy dowie się, że życie zniszczył mu rodzony
brat, któremu zawsze tak bardzo ufał?
Ja nie wiem. Wiem jednak, że gdzieś tam milczący wojownik przemierza
prerie w poszukiwaniu zemsty. Pragnie zaspokoić rządzę krwi, usiłuje ugasić
ogień, który trawi go od wewnątrz. Chce dręczyć i prześladować.
Właśnie poluje na swojego mordercę.
Potem zajmie się pozostałymi oprawcami.
W końcu odwiedzi i rodzinne miasteczko...
Tony "Zombie" Raf.
Prześlij mi swoją opinię o artykule!
|