|
FANTASTYCZNI KLASYCY |
Arthur C. Clarke - cejloński czarodziej
Wprowadzenie (to co na samym początku) |
Wszechświat jest nie tylko dziwniejszy niż sobie wyobrażamy. Jest
dziwniejszy niż potrafimy sobie wyobrazić. W bieżącej odsłonie "Fantastycznych klasyków" przedstawiam Wam twórcę wyjątkowego z przynajmniej dwóch powodów. Choć Arthur C. Clarke tworzy fantastykę naukową podobnie jak setki innych autorów, jest on jednym z bardzo nielicznych twórców, u których trudno doszukiwać się naleciałości z innych odmian beletrystyki. Tak, wiem, jak kontrowersyjne wyda się niektórym takie stwierdzenie; poza tym miłośnicy oryginalnych i zręcznie wyhodowanych hybryd spytają od razu, czy brak takich naleciałości aby na pewno jest zaletą. Dla mnie tak. Science-fiction Clarke'a odznacza się ogromnym stopniem czystości, promieniuje prostolinijnym zachwytem ogromem oraz różnorodnością kosmosu i możliwościami tkwiącymi w przyszłości. Twórczość pana Arthura to autostrada literacka wiodąca prosto ku niezwykłościom Wszechświata i techniki (w tej właśnie kolejności). Owszem, nieobce mu są filozoficzne pytania, nieobca zaduma nad gatunkiem homo sapiens, ale w jego dziełach psychologia, socjologia i filozofia prawie zawsze ustępują miejsca Fantastyce Naukowej. Takiej z dużych liter. Po drugie, Clarke to nie tylko pisarz; to również naukowiec, którego wkład w technologiczny rozwój jest znaczący. Uważa się go za jednego z twórców komunikacji satelitarnej, gdyż to właśnie publikacja naukowa Clarke z 1945 r. legła u jej teoretycznych podstaw. Dla mnie Arthur C. Clarke od kilku lat pozostaje numerem jeden, jeśli chodzi o science-fiction, i to nie tylko ze względu na legendarną "2001". Zapewne również dlatego, że każda jego powieść z powodzeniem mogłaby posłużyć za uzasadnienie słynnego i tak bardzo prawdziwego stwierdzenia Haldane'a. Przypuszczam, że twórczość A.C.C. jest Wam już w mniejszym lub większym stopniu znana. Zapraszam więc do zapoznania się z sylwetką pisarza. Minehead, Anglia - Colombia, Sri LankaZa każdym żyjącym obecnie człowiekiem stoi trzydzieści duchów - taki
jest bowiem stosunek, w jakim martwi przewyższają liczebnie żywych. Od
zarania dziejów żyło na Ziemi około stu miliardów ludzi. Arthur Charles Clarke (znany także pod pseudonimami E. G. O\Brien i Charles Willis) przyszedł na świat 16. grudnia 1917 r. w nadmorskim miasteczku Minehead w Anglii. Był najstarszy z czwórki dzieci Charlesa Wrighta Clarke'a (ojciec był rolnikiem oraz porucznikiem w formacji Królewscy Inżynierowie) i Nory Mary Willis. Naukę zaczął interesować się bardzo wcześnie i w wieku 13 lat zbudował samodzielnie teleskop. Rok później zmarł ojciec Arthura i matka, by zwiększyć rodzinne dochody, zdecydowała się na udzielanie lekcji jeździectwa. Swe pierwsze opowiadania Clarke napisał w wieku nastoletnim. Inspirację czerpał z utworów publikowanych w magazynie "Astounding Stories" (którego był gorliwym czytelnikiem), a także z dzieł H. G. Wellsa i Juliusza Verne'a - oraz z gwiazd obserwowanych przez teleskop. Ze względu na problemy finansowe przerwał pobieranie wyższego wykształcenia i przeprowadził się do Londynu. Od 1936 r. do 1941 r. pracował jako urzędnik rządowy w Exchequer and Adult Department. W stolicy zapisał się również do Brytyjskiego Towarzystwa Międzyplanetarnego i na serio zajął się astronomią.
Właśnie w tym okresie twórczość literacka przyniosła Clarke'owi pierwsze wymierne zyski. W 1945 r. kupiono od niego opowiadanie "Rescue Party". W tym samym roku napisał naukowy artykuł "Extra-terrestial relays", który dał teoretyczny początek komunikacji satelitarnej, przedstawiając ze szczegółami sposób, w jaki (podówczas hipotetyczne) satelity geostacjonarne mogłyby wysyłać sygnały radiowe sięgające każdego zakątka na kuli ziemskiej. Pomysł Clarke'a wykorzystano po wysłaniu w przestrzeń okołoziemską pierwszych sztucznych satelitów. Doniosłe odkrycie przyniosło mu wiele wyróżnień - nagrodę Międzynarodowego Stowarzyszenia Marconiego w 1982 r., złoty medal Instytutu Franklina, honorową profesurę indyjskiego Laboratorium Badań Fizycznych w Ahmedabadzie, Nagrodę Lindbergha. Odznaczyło go również King's College w Londynie, gdzie po wojnie kontynuował naukę fizyki oraz matematyki i gdzie w 1948 r. uzyskał dyplom z wyróżnieniem. Międzynarodowe Zrzeszenie Astronomiczne ochrzciło nazwiskiem Clarke'a orbitę geostacjonarną znajdującą się na wysokości 42.000 km. Słynny esej naukowy znaleźć dziś można w "Ascent to Orbit", antologii fachowych opracowań pisarza. Po zakończeniu służby wojskowej Clarke powrócił do swojej pracy w Brytyjskim Towarzystwie Międzyplanetarnym. Przewodniczył mu na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych i przez pewien czas mieszkał w kwaterach stowarzyszenia. W latach 1949-1951 redagował czasopismo "Physics Abstract", a pisarzem pełnoetatowym stał się w roku 1952. Arthur C. Clarke ożenił się z amerykanką Marilyn Mafield w roku 1953 r., jednak małżeństwo rozpadło się dziesięć lat później. Pisarz tak mówi o swoim małżeństwie: "Było niekompatybilne od samego początku. Stanowiło wystarczający dowód na to, że nie jestem dobrym mężem, lecz sądzę, że każdy powinien choć raz powinien kogoś poślubić." W 1954 r. Clarke skontaktował się z dr Harrym Wexlerem, ówczesnym szefem Scientific Services Division amerykańskiego Biura Pogodowego i wyjaśnił mu, w jaki sposób można wykorzystać by satelity do prognozowania pogody. Właśnie tak narodziła się nowa gałąź meteorologii, a dr Wexler, zafascynowany wizją Clarke'a, stał się spiritus movens pionierskiego wykorzystywania satelitów do badań pogodowo-klimatycznych. W połowie lat pięćdziesiątych Arthur C. Clarke pożegnał się na pewien czas z kosmosem, ponieważ odkrył zupełnie nową pasję - morze. Czy rzeczywiście nową? Zapytany o powody stopniowej zmiany zainteresowań, odparł: "Rozumiem teraz, że to fascynacja astronomią zaprowadziła mnie do oceanu. W obu przypadkach chodzi oczywiście o odkrywanie, ale nie jest to jedyna przyczyna. Gdy pod koniec lat czterdziestych pojawiły się pierwsze akwalungi, uświadomiłem sobie nagle, że oto pojawił się tani i prosty sposób wypróbowania jednego z najbardziej magicznych aspektów lotów kosmicznych - nieważkości." Pisarz zaczął rozglądać się za odpowiednim miejscem na Ziemi, gdzie mógłby aktywnie uprawiać swe nowe hobby. Po raz pierwszy odwiedził Colombo na Cejlonie (dzisiejsza Sri Lanka) w grudniu 1954 r., a w 1956 r. przeprowadził się tam na stałe (i mieszka po dziś dzień). Pochłonęło go nurkowanie i podwodna fotografika. Podmorskie przygody Clarke'a zaowocowały serią "oceanicznych" artykułów i książek. Pierwsza z nich, niefabularna, nosiła tytuł "The Coast of Coral" (1956). Pisarz razem z przyjacielem Mikiem Wilsonem sfilmował wkrótce australijską Wielką Rafę Koralową, co zainspirowało go do napisania w 1957 r. innej - będącej już powieścią s-f - noszącej tytuł "Kowboje oceanu". W 1962 r. Clarke został okresowo sparaliżowany na skutek przypadkowego uderzenia w głowę. Z czasem wyzdrowiał, ale musiał zrezygnować z podwodnych podróży. Jako pożegnanie z oceanem napisał książkę "Wyspa delfinów" (1963), lecz rok później pojawiła się jeszcze jedna pozycja niefabularna poświęcona Oceanowi Indyjskiemu, "The Treasure of the Great Reef"; kolejny efekt współpracy z Wilsonem. Wyspa Cejlon to mały wszechświat. Znajdują się tu tyle różnorodnych
kultur, scenerii i warunków klimatycznych, co w niektórych krajach większych
tuzin razy. Co dostaniesz, zależy od tego, co przyniesiesz ze sobą. Jeśli
nigdy nie ruszysz się z baru w swoim hotelu lub z zakurzonych uliczek
żyjącego na zachodnią modłę Colombo, przejmująca nuda pochłonie cię w
przeciągu tygodnia i dobrze ci tak. Lecz jeśli interesujesz się ludźmi,
historią, przyrodą i sztuką - naprawdę istotnymi rzeczami - odkryjesz,
tak jak ja odkryłem, że i życia nie starczy tu na poznanie wszystkiego. Choroba sprawiła, że ponownie zwrócił się ku kosmosowi. Nawiązał współpracę ze Stanleyem Kubrickiem i tym sposobem narodził się pomysł, który legł u podstaw dwóch arcydzieł, filmowego i książkowego. Mowa oczywiście o "Odysei kosmicznej 2001", o której poczytać szerzej możecie w następnej sekcji. W latach sześćdziesiątych wraz z Walterem Cronkitem i Wallym Schirrą komentował dla CBS księżycowe wyprawy Apollo 11, 12 i 15. W 1975 r. rząd indyjski podarował mu talerz satelitarny, który pozwolił Clarke'owi na odbiór programów nadawanych z eksperymentalnego satelity ATS6. Ponieważ nie zrzekł się nigdy obywatelstwa brytyjskiego, Hindusi w uznaniu jego zasług przydzielili mu także bezprecedensowy status "Gościa-Rezydenta" w ich państwie. W latach osiemdziesiątych pisarz prowadził telewizyjne seriale dokumentalne: "Tajemniczy Świat Arthura C. Clarke'a" (z 1980 r.) i "Świat niezbadanych mocy" (z 1985 r.). W roku 1982 r. zrezygnował z korzystania z maszyny do pisania i wszedł w posiadanie pierwszego komputera wyposażonego w pięć megabajtów pamięci i edytor tekstu. Arthur C. Clarke w ciągu swego życia udzielił niezliczonych wykładów w Wielkiej Brytanii i w Stanach Zjednoczonych. Pełnił również funkcje kierownicze w kilku firmach - w wydawnictwie "Rocket Publishing" w Londynie, w "Podwodnych Safari" w Colombo na Sri Lance i w nowojorskim "Spaceward Corporation". Jest laureatem około czterdziestu nagród literackich i naukowych. W 1969 r. nominowano go razem ze Stanleyem Kubrickiem do Oskara za scenariusz do "2001", a w 1994 r. - do pokojowej Nagrody Nobla. Arthur C. Clarke żyje dziś w Colombo na Sri Lance. Zespół postpolio przykuł go całkowicie do wózka inwalidzkiego, lecz kalectwo nie przeszkadza mu grać w tenisa stołowego. Potrafi też ustać przez kilka sekund o własnych siłach. Monolity i inne cylindry- Co - dla pana - pozostaje największą i najwspanialszą tajemnicą? Arthur C. Clarke, podobnie jak jego przyjaciel Isaac Asimov, nie ograniczał się wyłącznie do science-fiction. Poza licznymi powieściami i opowiadaniami fantastycznonaukowymi napisał kilkadziesiąt opracowań i książek niefabularnych poświęconych astronomii, astronautyce i oceanologii. Poniżej skupimy się wyłącznie na utworach science-fiction, ponieważ właśnie one uczyniły z Clarke'a jednym z najsłynniejszych autorów naszych czasów. Natomiast kompletny spis bibliograficzny znajdziecie - zgodnie z tradycją "Fantastycznych klasyków" - na końcu artykułu. Swą debiutancką powieść pt. "Prelude to Space" Arthur C. Clarke napisał w ciągu trzech letnich tygodni 1947 r. Opowiadała o starcie "Prometeusza", pierwszego ziemskiego statku kosmicznego i o ludziach, którzy go skonstruowali. Jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście, zwróćcie uwagę na rok powstania książki. Wydano ją pod koniec lat czterdziestych, a więc na wiele lat przed wystrzeleniem w kosmos przez Sowietów pierwszego sztucznego satelity. Książkę należałoby więc umieścić gdzieś pomiędzy "współczesną" fantastyką naukową traktującą zupełnie serio i bez metafor o wyprawach gwiezdnych a preastronautyczną epoką Verne'a, który przecież również pisał o pionierskiej podróży w kosmos w powieściach "Z Ziemi na Księżyc" i "Wokół Księżyca". W "Prelude to Space" Clarke przedstawił rozliczne szczegóły techniczne, które potem znalazły potwierdzenie w faktycznej eksploracji pozaziemskiej. Odtąd w twórczości pisarza zawsze w parze z fantastyką szła nauka. W 1952 r. powstała książka "Wyspy na niebie". Miałem przyjemność zapoznać się z nią parę lat temu. Przeczytałem ją bardzo szybko i żałowałem niezmiernie, że nie wpadła w moje ręce, gdy byłem trochę młodszy. "Wyspy na niebie" są bowiem jedną z dwóch powieści Clarke'a adresowanych do dzieci i "młodszej młodzieży". Opowiada o chłopcu, który wygrał wycieczkę na orbitalną stację okołoziemską, gdzie przyjdzie mu przeżyć wiele ekscytujących przygód. Jeśli macie dzieci w wieku wczesnoszkolnym, koniecznie podsuńcie im ten tytuł. Lepszego początku znajomości z fantastyką naukową wyobrazić sobie nie potrafię - "Wyspy na niebie" to w prostej linii potomek powieści przygodowych o kowbojach i Indianach, którymi zaczytywali się nasi ojcowie. Na miano pierwszej wybitnej powieści Clarke'a zasługuje "Koniec dzieciństwa" z 1953 r. Jej bohaterami są przedstawiciele obcej, znacznie lepiej rozwiniętej od naszej, cywilizacji, którzy przybywając na Ziemię kładą kres konfliktowi pomiędzy Wschodem i Zachodem. Ludzkość staje przed szansą na wieczny pokój i szczęście... ale jakie naprawdę są zamiary przybyszów? W drugiej połowie lat pięćdziesiątych zafascynowany oceanem Clarke napisał szereg książek, w których pierwszoplanową rolę odgrywały badania podwodne. Wskutek nieszczęśliwego wypadku musiał pożegnać się ze swoją pasją i z powrotem zaczął zajmować się tematyką kosmiczną. Wiosną 1964 r. przystąpił do pracy nad nową powieścią o międzyplanetarnej podróży. Tak się złożyło, że w tym samym czasie Stanley Kubrick, dopiero co ukończywszy kręcenie "Dra Strangelove'a", planował już stworzenie filmu fantastycznonaukowego i rozglądał się za pomysłem tudzież scenarzystą. Roger Caras, pracownik wytwórni filmowej Columbia, zaproponował mu Arthura C. Clarke'a. Początkowo Kubrick miał opory przed współpracą z pisarzem, gdyż słyszał, że to stroniący od ludzi dziwak, który mieszka na drugiej półkuli. Reżyser zdecydował się jednak na wysłanie listu do Clarke'a, w którym wyłożył mu swoje, na razie bliżej niesprecyzowane, plany. Napisał po prostu, że pragnie nakręcić "przysłowiowo dobry film science-fiction". Clarke'owi trudno było uwierzyć, że w liście nie ma ani jednego słowa o konkretach, ale ujęła go szczera fascynacja Kubricka tematem. Zgodził się i zaproponował reżyserowi wykorzystanie napisanego w 1951 r. opowiadania "Strażnik", w którym mowa była o pierwszym kontakcie ludzi z wytworem pozaziemskiej myśli. Do pierwszego spotkania Clarke'a z Kubrickiem doszło w kwietniu 1964 r. Wywarli na sobie bardzo pozytywne wrażenia, ponieważ każdemu rzuciła się od razu w oczy nieprzeciętna inteligencja rozmówcy. Pisarz zaimponował reżyserowi swą fachową wiedzę na różne tematy, natomiast Clarke'a zauroczyła wizja Kubricka. Reżyser powiedział bez ogródek, że pragnie nakręcić nie kolejny film o latających spodkach, lecz kinowe arcydzieło fantastycznonaukowe o niespotykanym dotąd rozmachu. Jako że Kubrick sprawiał wrażenie osoby doskonale znającej się na swojej dziedzinie, te pozornie zarozumiałe deklaracje wcale nie zraziły Clarke'a. Wręcz przeciwnie - z ochotą zgodził się na udział w całym przedsięwzięciu.
Jeśli ani nie czytaliście, ani nie widzieliście pierwszej "Odysei kosmicznej" (a trudno byłoby mi w to uwierzyć), oto zwięzłe przedstawienie fabuły: Ludzie odnajdują pod powierzchnią Księżyca tajemniczy monolit, który wysyła sygnał w kierunku Jowisza. W celu rozwiązania zagadki do największej planety Układu Słonecznego wysłany zostaje statek, na pokładzie którego znajduje się kilku astronautów i superkomputer HAL 9000. Po serii niefortunnych zdarzeń wywołanych przez HALa jeden z astronautów, Dave Bowman, dociera do celu podróży, gdzie napotyka... Jak wszyscy wiemy, zarówno film jak i książka stały się pozycjami kultowymi. Chociaż powieści nie nagrodzono Nagrodą Hugo ani Nebulą (kolejny dowód na to, jak bardzo potrafią mylić się jurorzy), duet Kubrick & Clarke nominowano do Oskara za filmowy scenariusz. Na nominacji się skończyło, bowiem "Odyseja kosmiczna" otrzymała tylko jedną statuetkę - za efekty specjalne. Ray Bradbury zwięźle podsumował walory obrazu: "Dlaczego wciąż powracamy do '2001' i oglądamy film w kółko raz za razem? Przecież nie dla pozbawionego emocji aktorstwa i niejasnego zakończenia. Robimy to dlatego, że same możliwe interpretacje oferują nam całkowitą wolność i wystrzeliwują w kierunku najwspanialszej ze wszystkich architektur - samego Wszechświata." Kolejne tomy cyklu "Odyseja kosmiczna" ukazały się drukiem w latach 1982, 1988 i 1996. Nie powtórzyły wielkiego sukcesu swej poprzedniczki. Chociaż "2010" utrzymało jeszcze całkiem przyzwoity poziom i nawet nominowano je do Nagrody Hugo, "2061" i "3001" okazały się - przynajmniej w porównaniu z pierwszą częścią - niewypałami. Tom drugi przeniósł na ekran w 1984 r. Peter Hyams. Tym razem pisarz współpracował z reżyserem za pośrednictwem modemu nie ruszając się ze swego domu na Sri Lance. Tworzenie sequela obaj twórcy opisali w książce "The Odyssey File". Drugie wielkie dzieło Arthura C. Clarke powstało niedługo po pierwszym tomie "Odysei kosmicznej", bo w 1972 r. Mowa o nagrodzonym Hugonem i Nebulą "Spotkaniu z Ramą", fascynującej opowieści, w której grupa astronautów usiłuje zgłębić tajemnice gigantycznego, cylindrycznego pojazdu przemieszczającego się przez Układ Słoneczny. Zakończenie jasno dawało do zrozumienia, że czytelnicy mogą spodziewać się dalszego ciągu, lecz drugi tom nie dość, że pojawił się dopiero siedemnaście lat później, to na dodatek napisany został nie osobiście przez Clarke'a, lecz przez Gentry'ego Lee, z zawodu inżyniera NASA, a A. C. C. jedynie firmował książkę swym nazwiskiem. Zarówno "Rama II" (1989), jak i "Ogród Ramy" (1991) oraz "Tajemnica Ramy" (1993) noszą piętno "współpracy" z Gentrym Lee, którego pióro mimo niewątpliwie dobrych chęci nie dorasta prozie Clarke'a do pięt. Sequelami "Spotkania z Ramą" nie należy więc zawracać sobie głowy; a szkoda, bo sam pomysł cylindrycznego, sztucznego świata zakrawa na fenomen. Nazwiska Clarke'a i Lee widnieją na okładce jeszcze innej książki (tym razem stand-alone) noszącej tytuł "Kolebka" (1987). Również nic szczególnego. Potęga wizjonerstwa Clarke'a dała o sobie znać jeszcze kilka razy. W "Fontannach raju" (które również otrzymały zarówno Nagrodę Hugo jak i Nebulę) z 1978 r. dwudziestodwuwieczny naukowiec Vannevar Morgan przystępuje do pracy nad największym budowlanym przedsięwzięciem ludzkości, które zrewolucjonizuje transport na orbitę okołoziemską. Rozpoczyna się konstrukcja Windy Kosmicznej o wysokości 36.000 kilometrów, zacumowanej na jednej z równikowych wysp Oceanu Indyjskiego. W "The Ghost from the Grand Banks" (1990) sto lat po zatonięciu "Titanica" dwie potężne korporacje próbują wydobyć na powierzchnię najsłynniejszy statek pasażerski wszechczasów. Z kolei katastroficzna powieść pt. "Młot Boga" (1993) zainspirować mogła twórców filmów "Armageddon" i "Dzień Zagłady" ze względu na zbliżoną tematykę. Kilka lat temu Clarke podjął współpracę ze Stephenem Baxterem. Baxter to pisarz znacznie większego kalibru niż Gentry Lee, istnieje więc szansa, że współpraca obu pisarzy będzie owocna. Zresztą jej efekty czytelnicy mogą oceniać już teraz. W "Świetle dni minionych" (2000) przełomowa technologia umożliwia podglądanie przeszłości poprzez dziury w czasoprzestrzeni, a pierwszy tom nowego cyklu "Time Odyssey" - "Time's Eye" (2003) - opowiada o "zwyczajnych" już podróżach w czasie. Obie książki oceniono pozytywnie, a współpraca z Baxterem sprawiła, że w twórczości Clarke'a obok Przestrzeni pojawił się także Czas. Niebawem, bo jeszcze w tym roku, ukaże się nowa książka Clarke'a (pisana tym razem samodzielnie) zatytułowana "The Last Theorem", w której najsłynniejszy chyba problem matematyczny - Wielkie Twierdzenie Fermata - autor ujął w oprawę fantastycznonaukową. Na osobny akapit zasługują w pełni opowiadania, których Clarke napisał przeszło sto (ponad połowa powstała w latach pięćdziesiątych). Nie lubię stosować oklepanych frazesów, ale cóż mogę poradzić, gdy słowo "wyśmienite" samo ciśnie się na klawiaturę? Siła krótkich form literackich Clarke'a umiejscowiona jest w oryginalnym pomyśle, w naładowanej napięciem fabule i w nierzadko zaskakującym zakończeniu, a więc w kluczowych elementach utworów tego typu. Nie muszę Wam nawet polecać żadnych tytułów, ponieważ obojętnie jaki zbiór opowiadań wpadnie Wam w ręce, i tak jego lektura będzie wielką przyjemnością. Warto natomiast wiedzieć, że "Gwiazdę" nagrodzono Hugonem (najprawdopodobniej za genialną puentę), a "Spotkanie z Meduzą" - Nagrodą Nebula. Technolog czy magik?Przede wszystkim, nigdy nie przewidywałem przyszłości. No, prawie
nigdy. Ja ekstrapoluję. Napisałem przecież sześć opowiadań o końcu świata
- wszystkie nie mogą być prawdziwe! Czy tematykę twórczości s-f Clarke'a można przedstawić w kilku niedługich zdaniach? Tak. Nie bez kozery pisałem we wstępie o "braku naleciałości", o wysokim współczynniku fantastycznonaukowej czystości. Główny motyw przewijający się przez większość książek stanowi poszukiwanie miejsca człowieka we Wszechświecie przeplatane z zagadnieniem duchowego odrodzenia. Powieści Clarke'a są poniekąd pomostem przewieszonym nad przepaścią Tajemnicy pomiędzy domenami Futurologii i Filozofii. Sfery filozoficznej pisarz dotyka na różne sposoby. Bardzo wyraźnie widzimy to w "2001", które można odczytać jako alegorię poszukiwań egzystencjalnych odpowiedzi symbolizowanych przez enigmatyczny monolit. Poprzez postać (a raczej bezpostać) HALa 9000 pisarz zadaje podstawowe pytanie dotyczące zagadki ludzkiego rozumu - czy możliwe jest istnienie inteligencji pozbawionej świadomości? Reinaldo A. C. Bianchi napisał: "U sedna każdej z powieści Arthura C. Clarke'a tkwi małe zagadnienie o potężnych implikacjach. Jest autorem, który bierze pomysł i wrzuca go do cichego stawu myśli. Rozlega się plusk intrygującej natury geniuszu naukowego Clarke'a. Potem rozchodzą się fale, obmywają postacie oraz społeczeństwo i nadają całej książce znamiona znakomitości. Clarke to autor, którego wyobraźnia rozbrzmiewa echem poza światem fikcji." W twórczości Clarke'a odnajdziemy fachowo przedstawione detale techniczne i fascynujące wizje. Nazywając pisarza wizjonerem nie mam na myśli jego zdolności profetycznych, lecz umiejętność kreowania zapadających w pamięć, wyrazistych scen. Za pierwszy z brzegu przykład niech posłuży lądowanie ludzi na komecie Halleya w "2061" i penetracja podziemnej groty. Ale czy Clarke potrafi trafnie przepowiadać przyszłość? Niekoniecznie. Wyobrażenie Clarke'a i Kubricka z 1968 r., dotyczące postępu w badaniach kosmosu i powstaniu superkomputerów na przełomie wieków, nie sprawdziło się. Choć rok 2001 mamy już dawno za sobą, sztuczna inteligencja jeszcze nie powstała, a ludzie nie zbudowali bazy na Księżycu. W wywiadzie udzielonym milenijnej edycji "Newsweeka" Clarke powiedział: "My, pisarze fantastycznonaukowi, nigdy nie staramy się przepowiadać przyszłości. W gruncie rzeczy chodzi o coś zupełnie odwrotnego. Jak powiedział mój przyjaciel Ray Bradbury: 'Nie robimy tego, by przewidzieć przyszłość, ale by jej zapobiec.'" Wypowiedzi tej nie można odmówić szczypty hipokryzji, ponieważ Clarke bez wątpienia zacięcie futurologiczne ma. W stosunkowo niedawnym artykule z 1999 r. Clarke przewiduje zamknięcie ostatniej kopalni węglowej w 2006 r., zniszczenie jakiegoś miasta Trzeciego Świata wskutek przypadkowej eksplozji bomby atomowej w 2009 r. i początek budowy Orbitalnego Hotelu Hilton w 2014 r. Bezpośrednie rozważania na temat możliwego kształtu przyszłości pojawiają znacznie wcześniej, w niefabularnej książce "Profiles of the Future" opublikowanej w 1962 r. Tam właśnie Clarke zamieścił swoje trzy słynne prawa: 1. Gdy cieszący się szacunkiem, starszy naukowiec mówi, że coś jest możliwe, ma prawie na pewno rację. Natomiast jeśli mówi, iż coś jest niemożliwe, najprawdopodobniej się myli. (Clarke definiuje "starszego" tak: "W fizyce, matematyce i astronautyce oznacza człowieka będącego powyżej trzydziestki; w pozostałych dziedzinach do postarzenia dochodzi w czterdziestym roku życia. Oczywiście istnieją błyskotliwe wyjątki, ale jak każdy świeżo upieczony naukowiec wie, badacze powyżej pięćdziesiątki nadają się tylko do spotkań administracyjnych i powinno się ich za wszelką cenę trzymać z dala od laboratorium.") 2. Jedynym sposobem na odkrycie granic możliwego jest nieznaczne przekroczenie ich w kierunku niemożliwego. 3. Każda dostatecznie zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii. Choć Clarke postanowił początkowo poprzestać na trzech regułach (ponieważ trzy prawa wystarczyły obu Isaacom - Newtonowi i Asimovowi), zaprezentował później czytelnikom 69. Prawo Clarke'a: "Czytanie podręczników komputerowych bez hardware'u jest równie frustrujące co czytanie podręczników seksualnych bez software'u."
Odyseja trwaZrezygnowałem z napisania zgrabnego zakończenia powyższego artykułu. Bo i po co ono komu? Arthur C. Clarke żyje i chociaż jest już starym człowiekiem, nie zarzucił pisania. Wręcz przeciwnie. Lada miesiąc ukaże się jego najnowsza powieść, a potem powstaną kolejne tomy cyklu "Time Odyssey". Arthur C. Clarke nie napisał jeszcze ostatniego słowa. Więc ja też nie napiszę.
BibliografiaKilka adnotacji: 1) Informacje o polskich wydaniach książek Clarke'a zaczerpnąłem z internetowej bazy danych Biblioteki Narodowej. Nie znalazłem tam jednak "Wysp na niebie", a pamiętam przecież, że czytałem tę książkę kilka lat temu w polskim przykładzie. W spisie mogło więc brakować również innych pozycji, więc być może ukazały się w Polsce jeszcze jakieś książki Clarke'a, o których informacji poniżej nie znajdziecie. 2) "Odyseje kosmiczne" to zapewne najbardziej pożądane książki Clarke'a, spieszę więc z wyjaśnieniami, że w Polsce publikacją tego cyklu zajmowały się trzy oficyny: "Amber", "Świat Książki" i "Wydawnictwo Poznańskie" (to ostatnie - tylko pierwszy tom). Przekład jednakże jest za każdym razem ten sam. 3) "Spotkanie z Ramą" przetłumaczyła na polski Zofia Kierszyc. Zrobiła to dość kiepsko, więc proponuję lekturę w oryginale.
|