William i Vanyel
- Vanyelu, czy żeś postradał zmysły? Prosisz mnie o protekcję śmiertelnego dziecka. Czy zaglądałeś w jego przyszłość?
- To dla mnie ważne, bracie. Dbam o szczęście. Nie pytaj mego umysłu, wiem , że znasz odpowiedź.
- Zauważyłem jak na niego patrzysz.
- Nigdy nie patrzyłem w jego przyszłość. Chcę by został tym, kim jest - niewinnym ludzkim dzieckiem. Nigdy nie ukazałem mu też naszej prawdziwej natury.
- Ale - on wie?
- Tak.
- Kochasz go, Vanyelu.
- Sprawię by piękno Arkadii i sny zastępów Pięknych Istot wynagrodziły mu wszystkie jego cierpienia. Kocham go jak rzekłeś... jak więc brzmi twoja odpowiedź?
- Zgoda bracie.
***
Poniższy scenariusz pisany był z myślą wykorzystania w realiach Świata Mroku, gdyż zawarte w nim treści najbardziej odpowiadają stylistyce White Wolfowskich systemów. Konstrukcja owej przygody jest otwarta do tego stopnia, że jedynie od woli Narratora zależeć będzie w jakich rolach, liczbie i grze, obsadzie swoich graczy.
***
I.
Vanyel jest potężną, pradawną istotą. Podczas tysiącleci swego nadnaturalnego istnienia posiadł umiejętność tworzenia iluzji i korzystania z bram prowadzących ku nieskończonej liczbie światów. Sam pochodzi jednak z naszej sfery egzystencji., znany pod setkami imion, mieszkający wśród ludzi, czczony przez nich i potępiany przez istoty swego rodzaju. Potępiony, gdyż złamał odwieczne prawo zakazujące nieśmiertelnym żyć z ludźmi. Uniknął kary, wyrzekając się prawie całej swej mocy i przyjmując ciało śmiertelnika. Ukryty przed ścigającymi go współbraćmi, zagłębiając tajemnice tysięcy światów, znalazł odpowiedź na pytanie nurtujące go przez całą wieczność. Wskazał mu je chłopiec. Człowiek, jeden z rodzaju, który był dla Vanyela ważniejszym od dziedzictwa jego własnego rodzaju.
II.
William ma 7 lat, mieszka z ojcem w dużym, ciemnym mieszkaniu jednej z kamienic w centrum miasta. William pamięta pogrzeb swojej mamy i to, że było tam tylko kilka osób i że było pochmurno i że drzewa wyciągały po niego gałęzie i że biblia miała kolorowe wstążki i że ojciec nie pozwolił mu zabrać Bom-Boma i że oderwał mu wtedy lewą łapkę i że...
William ma bardzo bujną wyobraźnię i ulubionego misia o imieniu Bom-Bom. William wierzy, że potwory spod łóżka boją się Bom-Boma, który mimo tego, że ma tylko jedną łapę jest bardzo bohaterski i waleczny.
Vanyel znał cierpienie chłopca, choć sam nigdy nie doświadczył niczego podobnego. Czuł jego strach i obawy, gdy ojciec Williama wychodził nocą, zostawiając małego w mieszkaniu. Stojąc w ciemnym kącie pokoju niejednokrotnie widział jak William walczy we śnie ze zmorami, jak stara się uciec z sennego koszmaru. Widział lewitujące wokół łóżka przedmioty i rozpacz Bob-Boma, który nie mógł obronić swego właściciela, gdy sam spadł z łóżka.
Vanyel widział wszystko, gdy stał w świecie duchów ukryty gdzieś za drzwiami. Patrzył i płakał nie mogąc pomóc. William wyczuł kiedyś jago obecność. Wzrok pełen nadziei, który skierował na ukrytą postać odmieniła żywot Vanyela na zawsze, drąc serce rozpaczą i niezawinionym cierpieniem.
Vanyel wiedział, że pomagając Williamowi ściągnie uwagę chcących zemsty współbraci, miał jednak nadzieję, że nastąpi to jak najpóźniej...
III.
Tamtej nocy William miał najpiękniejszy sen jaki kiedykolwiek miało ludzkie dziecko. on i Bom-Bom byli szczęśliwi, choć wpierw nie mogli uwierzyć w to co widzą i czują. Vanyel był w siódmym niebie. Od tej pory, mimo iż ryzyko rosło zsyłał Williamowi najpiękniejsze chwile jego dziecięcego życia. Pewnego razu William ujrzał swego opiekuna w prawdziwej postaci, lecz nie zdołał go dogonić i podziękować. Zrobił to za niego Bom-Bom.
IV.
Vanyel czuł ich obecność. Zbliżali się żądni zemsty, lecz przebrani w ludzkie ciała byli powolni. Decyzja by kolejnej nocy nie odwiedzić Williama omal nie doprowadziła go do szaleństwa. Nie mogąc trwać w bezczynności zwrócił się do jednego z prześladowców. On jedyny chciał wysłuchać prześladowanego, miał dług wdzięczności. Nazywał się Iylen. Obiecał opiekę nad Williamem, gdy Vanyel zostacie pochwycony. Obydwaj nie mięli co do tego złudzeń.
V.
William czuł, że stało się coś złego. Usłyszał przedśmiertny krzyk Vanyela dochodzący z innego świata. Wiedział jednak, że on nie umarł. Wierzył w to. Wierzył w to naprawdę mocno, a oprócz tego kazał wierzyć Bom-Bomowi. Tej nocy usłyszał odległe wołanie, lecz koszmary zastąpiły mu drogę. Potrzebował czyjejś pomocy.
VI.
William zauważył obcego w drodze do szkoły. Jego twarz bardzo przypominała twarz wybawiciela. Pobiegł w tamtym kierunku, lecz nieznajomy zniknął. William bardzo bał się nocy.
VII.
Przy łóżku Williama stały dwie istoty - Iylen i jego adiutant. William spał. Zdziwili się wielce, gdy jednoręki miś załamanym głosem poprosił ich o pomoc. Nie odmówili. Iylen chcąc sprawdzić na ile prawdziwe były pogłoski o tym iż Vanyel przeżył i uwięziony jest w świecie swoich iluzji lub być może snów chłopca, dokąd uciekł chowając się przed pościgiem. Adiutant zaś skuszony został obietnicą mocy, którą mógłby uzyskać odnajdując ciało Venyela. Bom-Bom chwyciwszy jedyną łapą dłoń Iylena wprowadził go w sen chłopca. Adiutant zamarł widząc jak jego towarzysz znika. Uniósł ciało chłopca i pluszową zabawkę. Wyszedł.
VIII.
Bom-Bom niezbyt dobrze mówił. W świecie ludzi miał piskliwy głos i znał tylko kilka wyrazów. Chłopiec, Niedźwiedź i mężczyzna szli. Gdy malec czuł się zmęczony wielki brutalny potwór o jednej pazurzastej łapie skłaniał się mu i pozwalał dosiadać. Słyszeli wołanie. Mężczyzna poznawał ów głos. Przechodzili obok dwóch szpiczastych skał wycelowanych w zielone niebo niczym włócznie, gdy napadły ich zmory. Bom-Bom ryczał.
IX.
Adiutant miał wiele problemów z odszyfrowaniem czym były owe "dwie spiczaste skały" lecz w końcu odgadł. Katedra. Dotarłszy tam zauważył, że pluszowy miś, którego trzyma w ręku jest podarty i sypią się z niego trociny.
X.
Iylen i William uciekali. Chłopiec płakał. nie mogli zmarnować szansy, którą dał im Bom-Bom poświęcając swe życie w walce z dziesiątkami zmów. Mimo i żył silny, jedną łapą nie dał im rady. Bom-Bom zginął by ratować swego pana.
XI.
Weszli do jaskini. Vanyel leżał na kamiennym katafalku. Był bardzo blady. Adiutant położył śpiącego chłopca na drewnianej ławie katedry i podszedł do ciała Vanyela leżącego na ołtarzu. Zauważył zdumiony iż nie leży przed nim martwe ciało. Decyzję podjął błyskawicznie, zaślepiony żądzą zyskania jego mocy...
Iylen miotał się od ściany do ściany, próbując uczynić wszystko by opuścić miejsce, gdzie był - sen chłopca. William stał nieruchomo, patrząc jak ciało Vanyela rozpływa się i znika. Był załamany. Echo zwielokrotniło krzyk Iylena.
Adiutant odwrócił się ku śpiącemu Williamowi i z przewrotnym uśmiechem na twarzy postąpił ku chłopcu pierwszy krok, potem drugi aż stanął nad ciałem malca, odzianego w piżamę i skulonego z zimna na dębowej kościelnej ławie. Wokół panowała absolutna cisza...