Byłem kiedyś wilkiem



Byłem kiedyś wilkiem. Samotnym wilkiem. Nie. Miałem przyjaciela. Podróżowaliśmy razem, ja czarny i on, szary. Szary nieco większy ode mnie. Byliśmy razem i było nam dobrze. Nie mieliśmy smutków, spełnialiśmy swoje pragnienia tak jak tego chcieliśmy. Podążaliśmy tam gdzie chcieliśmy, brak ograniczeń sprawiał że żyjemy. Było cudownie. Księżyc był cudowny. Lecz pewnego dnia spotkałem wilczyce. To ona była teraz cudowna, urokliwa. Potrafiła mnie zrozumieć bez słów, tak samo zresztą jak on. Jednak ona była dla mnie wszystkim, stała się dużo ważniejsza niż wszystko, przynajmniej na początku. Zapomniałem o nim. Prawie straciłem jego przyjaźń, jego zaufanie. Prawie straciłem to coś co nas łączyło. Odnalazłem go i sprowadziłem do siebie. Wtedy pokazały się ograniczenia. Jak na ironię, to co kiedyś uznałbym za niemalże równe mojej śmierci, nie zniechęciło mnie. Wilczyca wymagała bycia przy niej, pielęgnowania jej. Nie pozwalała już na taką swobodę, na życie bez uprzęży. I... podobało mi się to. On zrozumiał, nie miał mi za złe, odsunął się trochę ale pamiętał o mnie tak samo jak i ja o nim. Ja i moja wilczyca. Długo żyliśmy tylko ze sobą. On był i wciąż na mnie czekał.
Ja byłem z nią.
On był z innymi wilkami. Ze stadem, którego zaczęło mi brakować.
Ja byłem z nią.

Pewnego dnia poznałem innego wilka. Wielkiego silnego wilka. Czarnego niczym diabeł. Był z wilczycą. Nie był mądry, był silny. Ale dobrze się rozumieliśmy. Może dlatego że byliśmy tacy sami? Tak samo zażarci w tym co robiliśmy. Spotkaliśmy kilku wrogich i mnie i jemu chytrych lisów. Lisów wdzierających się między wilki, niszczących wszystko co piękne, od wewnątrz. Od podstaw. Zjednoczeni wygraliśmy. W czasie naszej wspólnej walki odnalazłem to co kiedyś gdzieś zgubiłem. Wielką przyjaźń. Ja dla niego on dla mnie. Wydawało mi się nawet, że był dla mnie ważniejszy niż wilczyca. Nie... ona była wciąż najważniejsza. Owszem, może i nie okazywałem tego. Ale ona wiedziała o tym, tak dobrze jak i ja.

Zebraliśmy wspólne stado, moje i jego. Nasze wilczyce jednak pozostały naszymi największymi wartościami. Dołączyliśmy też mojego starego przyjaciela. Byłem w pełni szczęścia. Ja i moja wilczyca, on i jego wilczyca, nasze wspólne stado. I wtedy wydarzyła się tragedia. Jego wilczyca... odeszła. Po tym sprawy działy się tak szybko! Obwiniała mnie za to, że odeszła, że to ja się do tego przyczyniłem. Nie wiedziałem dlaczego. Przecież mimo że byłem z nim, byłem też równocześnie z moja wilczycą i potrafiłem utrzymać obie sprawy. Po tym Czarny Wilk załamał się. Nie wystarczyła już tylko jego siła fizyczna. Potrzebował mojej pomocy. Dałem mu ją. Potrzebował pomocy mojej wilczycy, potrzebował zrozumienia. A może sam chciał zrozumieć dlaczego? Pomogłem mu bez wahania, bez nici zastanowienia. Moja wilczyca również. Widzieliśmy jak cierpi! Boże oszczędź! Zrobiliśmy wszystko. I udało się. Po części. Widziałem jak czuje się lepiej, jak szuka nowego zrozumienia i innej. Przynajmniej tak mi się wydawało. W pewnym momencie zobaczyłem jak odciąga mnie od mojej wilczycy. Poszedłem za nim. Nie zostawiłem jej do końca, ale odsunąłem się od niej. Trochę. To jednak nie było trochę. Zostawiłem jej nad jeziorem samotności w którym topią się ludzie bez nikogo. Zostawiłem ją w ciemnej uliczce wiodącej prosto nad to jezioro. Poszedłem z nim, zapatrzony w światło księżyca. Było takie piękne, znowu. Jednak w głębi duszy czułem że muszę wrócić. I wróciłem. Podczas drogi zrozumiałem jaki błąd popełniłem. Wracałem sam. Gdy doszedłem coś złapało mnie za gardło, a serce zatrzymało się. On był z nią. Wrócił przede mną. Wyprowadził ją. Widziałem jak jest mu wdzięczna, na mnie spoglądając groźnym wzrokiem. Próbowałem wytłumaczyć. Nie słuchała. Mój przyjaciel, opowiedział jej o mnie i innej wilczycy. Ja nie miałem innej wilczycy, powiedziałem. Nie kłam, wiesz sam co uczyniłeś. Obwinił mnie dorzucając kilka innych błahostek... Związku nie można budować na kłamstwie. Nie można. Mówiłem jej to. Nie wierzyła. Pomyliła gwiazdy z lustrzanym odbiciem jeziora.

Mój przyjaciel był lisem. Chytrym lisem. On nie zasługuje na wilczyce. Siedzę nad jeziorem, w ciemnościach. Czekam i patrzę, w gwiazdy, w jezioro. Gwiazdy w jeziorze... tak samo piękne. Lecz to nie to samo. Są takie płytkie i powierzchowne. Czekam. Czekam na nią, aż przyjdzie. Ale ona nie przyjdzie... wiem. Jestem już zmęczony. Czuję się stary, jak relikt przeszłości. Już nigdy nie będę miał tego co utraciłem. Byłem tylko jej.
Byłem kiedyś wilkiem...


***

Gdyby jezioro żyło, gdyby ktoś spojrzał zeń na brzeg, ujrzał by starego wilka, roniącego łzy, rzewne łzy, wielkie jak u dziecka. Ale jezioro tego nie widziało, nie żyło. Przecież to jezioro samotności, wszyscy tutaj są samotni i dookoła nie ma nikogo.


Strona tytułowa
Strona tytułowa

Strona główna
Strona główna
Tomasz Kulczyński

"Napisane pod natchnieniem AS'a niejakiego, polskiej fantasy senseja."
UIN 9718581
tel. 0606 107415