Raport z sankcjonowanego turnieju Type2 - Olsztyn 25.09.1999



Jak już pewnie wiecie turniej odbył się 25 września w sobotę. Sędzią głównym był Bartek Goleniowki. Graliśmy Swissem - 5 rund bez finałów. Po niedługich rozmyślaniach zdecydowałem się na grę Living Deathem. Jako, że w miarę dobrze, znałem tą talię i miałem skompletowane wszyskie potrzebne do niej karty nie musiałem się długo zastanawiać :-) Talia prezentowała mniej więcej tak:

8 Forest
4 Swamp
4 City of Brass
2 Reflecting Pool
2 Volrath's Stronghold
1 Karplusan Forest
1 Underground River

4 Living Death
4 Survival of the Fittest
2 Vampiric Tutor
2 Oath of Ghouls

4 Wall of Blossoms
4 Birds of Paradise
1 Spike Feeder
1 Spike Weaver
2 Bone Shredder
1 Ghitu Slinger
1 Monk Realist
1 Anarchist
1 Fallen Angel
2 Hermit Druid
4 Avalanche Riders
1 Radiant's Dragoon
2 Tradewind Rider
1 Uktabi Orangutan


1 RUNDA:
vs Artur ? [ Verduran Enchantress / weenie / T-Raider ]

W pierwszej grze Artur miał szybki start m.im. dzięki pierwszoturowemu Mirri's Guild :-( Przez kilka tur jeździł we mnie swoimi stworkami (Elvish Archer i inne). Wystawił Verduran Enchantress i dociągał trochę kart. Wystawił nawet Argothian Wurma. Jednak ten poległ od Bone Shreddera :-) Dzięki Bogu udało mi się ustabilizować sytuację na stole - Radiant's Dragoon, 2 Wall of Blossoms i Tradewind Raider. Po mojej stronie pojawił się Oath of Ghouls, co spowodowało wyczyszczenie wszystkich stworków przeciwnikowi :-) Zajeździłem Fallen Angelem...

Druga gra przywitała mnie z gorszą niż wojna ręką :-( Dlatego wziąłem mulligana. Teraz było dużo lepiej. Jednak Artur miał szybki start i jeździł we mnie niemiłosiernie swoimi weenie. Ja ani Wall of Blossoms, ani T-Raidera, czy Dragoona nie widziałem. Jednak udało mi się dociągnąć Survival of the Fittest. Ustabilizowałem sytuację - zniszczyłem Arturowi większość lądów Avalanche Riderami :-) Hermit Druidem trochę zjeździłem sobie bibliotekę i rzuciłem Living Death. Było po grze :-)

2:0
3 punkty


2 RUNDA:
vs ? [ Mono Blue: Horshoe Crab + Hermetic Study ]

Talię przeciwnika w miarę dobrze znałem, gdyż grałem z nią na kilku poprzednich turniejach :-) W pierwszej grze zobaczyłem trzecioturowego Craba i w czwartej kolejce Hermetic Study na nim :-(( Zanim zdążyłem usunąć go Bone Shredderem moje 2 Birds of Paradise zginęły. Spowolniło mnie to straszliwie. Jednak udało mi się wystawić Survivala i zacząłem kontrolować gre :-) Potem na stole pojawił się Oath of Ghouls...Zajechałem przeciwnika stworkami, nie rzucając nawet Living Deatha! :-)

Druga gra była naprawdę zabawna ;-) Miałem na ręce dwa Survival of the Fittest. Jeden został skontrowany przez przeciwnika. Jednak drugiemu udało się wejść. Przy pomocy Hermit Druida zapełniłem sobie graveyard stworkami i stół lądami. Wystawiłem Oath of Ghouls i Volrath's Stronghold. Dzięki temu co turę wystawiałem Avalanche Ridera! :-) Po pewnym czasie Rider zjadł oponentowi wszystkie lądy :-)) Game...

2:0
6 punktów


3 RUNDA:
vs Michał ? [ Living Death! :-( ]

Nienawidzę grać z Michałem, gdyż ma on zawsze bardzo duże szczeście [ karty rozkładaja się mu nadwyraz dobrze! ] :-( Ale cóż...przeciwników się nie wybiera ;-)

W pierwszej grze udowodniłem słabe ogranie Living Detahem :-( Popełniłem kilka kardynalnych błędów. Brakowało mi również kolorowej many, gdyż Birds of Paradise spadły od Ghitu Slingerów, a City of Brass zostało zniszczone przez Avalanche Ridersów :-( Szala zwycięstwa przesuwała się coraz to na nową stronę - każda tura miała tu wielkie znaczenie. Jednak w końcu inicjatywa przeszła na stronę Michała i pomimo usilnej obrony nie udało mi się tej gry wygrać. Zajechany przez Fallen Angela :-(

Byłem strasznie wkurzony więc ostro potasowałem talię Michałowi. Zaowocowało to jego mulliganem! :-)) Druga ręka nie była też za dobra sądząc po jęku zawodu jaki wydał przeciwnik :-) Jednak zdecydował się na grę. Moja ręka była w porządku. Brakowało tylko Survivala, którego spodziewałem się w najbliższych kolejkach ( jak się okazało nie zobaczyłem go do końca gry! :-((). Michał poprzestał na wystawieniu Foresta. Przez kilka tur musiał discardować karty z ręki, gdyż miał ich powyżej siedmiu :-)) Ja w tym czasie nie próżnowałem i sprowadziłem go na bardzo niski poziom życia. W pewnym momencie Miachał miał 2 życia ( ja 20 ). Jednak wystawił Spike Weavera, a potem Fallen Angela. Nie miałem jak zaatakować :-( W tej sutuacji rozwiązaniem był jeden z dwóch Ghitu Slingerów lub jeden z czterech Survivali. Michał miał graveyard pełen stworów. Ja miałem ich dużo mniej :-( Na ręku trzymałem Living Death. Dociągnąłem Repulate! :-) Rzuciłem go na Michała. Następnie Living Deatha. I tu nastąpiło coś, czego się najmniej spodziewałem (nawiasem mówiąć nie wiedziałem, że tak można zrobić :-P). Otóż Miachał w odpowiedzi na rzucenie przez mnie LD poświęcił 2 Birds of Paradise i samego Fallen Angela, co zaowocowało ich ponownym wejściem do gry po zresolvowaniu efektu Living Deatha. Wszystko to działo nię już niestety po czasie - czas rundy się skończył :-( Dlatego każdy z nas otrzymał po 3 tury na dokończenie bierzącej rozgrywki. Rzucenie Deatha i poświęcenie stworków przez Michała działo się już niestety w mojej 2 turze :-((( Gdyby nie to zabiłbym go w kilka tur :-(((

0:2
6 punktów


4 RUNDA:
vs ? [ Sligh + Seismic Assult ]

Gdy zobaczyłem, że przeciwnik w pierwszej turze wystawił Mountaina i goblina bardzo się ucieszyłem, gdyż moja talia raczej gładko radzi sobie ze Slighem! :-) Na początku było niestety nieciekawie. Gobliny przeciwnika jeździły we mnie niemiłosiernie. 2 Wall of Blossoms poległy od Sonic Burstów :-( Na ratunek przyszedł jednak Radiant's Dragoon, który bardzo pomógł mi ustabilizować grę. Wystawiłem Survivala i zjadłem wszystkie ( chyba 4 ) Mountainy przeciwnikowi Avalanche Riderami :-) Poddał się...

W drugiej grze niestety nie było zbyt ciekawie. Byłem color screw :-( Przeciwnik usunął mi z gry, biblioteki i ręki wszystkie kopie City of Brass - buuu...Zajechany przez 3 Mogg Flunkies :-(

Trzecia gra była podobna do pierwszej z tym, że przeciwnikowi udało się wystawić Seismic Assult. Jednak za dużo nim nie zdziałał :-) Ustabilizowałem gre przy pomocy wspaniałych Wall of Blossmos, Spike Feedera i Radiant's Dragoona :-) Zabiłem Fallen Angelem.

2:1
9 punktów


5 ( i ostatnia ) RUNDA:
vs Tomek ? [ Counter Sroka ]

Obawiałem się tego pojedynku, gdyż na wcześniejszym turnieju spotkałem się w ostatniej rundzie właśnie z Tomkiem i niestety przegrałem :-( No cóż...

W pierwszej grze miałem dobry start. Udało mi się wystawić Survivala. Tomkowi szły ( jak to sam póżniej określił ) same lądy :-) Brakowało mu kontr, co ja skwpliwie wykorzystywałem ;-) Tomek wystawił Thieving Magpie. Jednak ta poległa od topdeckowego Bone Shreddera. Zajechałem kilkoma lataczami :-)

Teraz już wiedziałem, że nie będzie łatwo, gdyż Tomek włożył sideboard ( I hate Thran Foundry! ). Tomek zaczął - wystawił islanda. Ja forest i Birds of Paradise - uśmiech na twarzy :-) Jednak szybko przerodził się on minę zawodu, gdy Tomek wystawił Legacy's Allure i przejął mi Rajskie Ptaszki :-( Spowolniło mnie to już dostatecznie. Dwie próby wyłożenia Survivala nie powiodły się - skontrowana :-( Tomek wyłożył dwie Thieving Magpie i zaczął dobierać ogromne liczby kart ;-) Potem na stole pojawiła się Wall of Tears. Ja miałem na ręce dwóch Avalanche Riderów. Zniszczyłem Tomkowi kilka wysp. Jednak na tym się skończyło :-( Wasteland zdjął mi Volrath's Stronghold. Wtopa :-(

Trzecia gra była koszmarna...dla mnie :-( Byłem color screw, nie miałem Birds of Paradise, ani Survivala :-( Tomek zdjął mi jedyne żródło wielokolorowej mana ( City of Brass ) Wastelandem :-( Potem po stronie przeciwnika zobaczyłem Masticore. Nie miałem najmniejszych szans :-((

2-1
9 punktów


Reasumując, w klasyfikacji ogólnej zająłem 4 miejsce ( najwyżej z osób posiadających po 9 punktów ) :-) Pierwszy był oczywiście Tomek ze swoją Counter Sroką. Nie było tak źle ;-) W końcu przegrałem ze zwycięzcą, a drugą wtopę miałem przez wyczerpany limit czasu rundy (sic!)...Następnym razem będzie lepiej! :-)


Strona tytułowa
Strona tytułowa

Strona główna
Strona główna
Kuba Wolański