Hicker



Hicker leżał na plaży i popijał zimnego drinka. Słoneczko pięknie przygrzewało, a dookoła kręciło się kilkanaście panienek ubranych w skrawki materiału wielkości dłoni... W sumie... Kontemplację otoczenia przerwał facet w szortach i podkoszulku, trzymający w ręku kopertę.

- Wiadomość dla pana.

Hicker z niechęcią wyciągnął rękę, myśląc równocześnie, że musi go wymienić na panienkę. Denerwowali go faceci w jego rzeczywistości. Rozerwał kopertę i przeczytał lakoniczną wiadomość: "Jeśli szukasz dobrze płatnej roboty, zadzwoń...", tu był numer videofonu. Hicker z niechęcią pomyślał o pracy, ale z jeszcze większą niechęcią pomyślał o opuszczeniu swojego garażu. Garaż leżał na uboczu, był ogrzewany i miał szerokie, chociaż lewe podłączenie do Matrycy. Do tego właściciel z niego nie zdzierał i nie interesował się, co Hicker tam robi.

Hicker skinął ręką na panienkę z videofonem. Gdy podeszła, podał numer. Przez chwilę latały po ekranie jakieś znaczki, a potem pojawiła się głowa. A właściwie jej zarys, przez który przelatywały kolorowe smugi. Rozmówca najwyraźniej chciał ukryć swoją twarz. A zapewne również tożsamość. Hicker po cichu włączył Sniffa - program śledzący drogę pakietów. Tak jak przewidywał, Sniff zgubił ślad w jakiejś zakazanej, afrykańskiej kopule.

- Słucham... Ma pan do mnie jakiś interes...
- Owszem... Potrzebuję informacji o pewnym człowieku... Pracuje dla GaltCo - powiedział zarys twarzy.
- 10 tysięcy - odpowiedział bez namysłu Hicker. Fortece tej firmy są dobrze zabezpieczone. Kilku netrunnerów nie wróciło z takiej wyprawy.
Zarys twarzy zaśmiał się lekko.
- Ten człowiek nie siedzi aż tak wysoko. 7.
- Zgoda - powiedział Hicker. Forsa była mu potrzebna.
- Niezbędne dane dostaniesz w ciągu godziny. Sam się do Ciebie zgłoszę.
Połączenie zostało przerwane. Hicker zaczął zastanawiać się, czy było w tym zleceniu drugie dno...



* * *


Hicker znowu siedział na plaży. Przed wejściem sprawdził, czy są jacyś faceci i ostatnich zamienił na panienki. Popijał drinka i jeszcze raz analizował rajd na fortecę GaltCo. Było trudno, ale prawdę mówiąc spodziewał się, że będzie trudniej. Coś się nie zgadzało, ale Hicker nie mógł wyłapać, co. Jego jałowe rozważania przerwała piersiasta Mulatka trzymająca w ręku videofon. Hicker mimowolnie zauważył, że jego panienki mają coraz większe biusty i coraz mniej szmatek. Chyba będzie trzeba znaleźć sobie jakąś kobietę poza Matrycą, bo mu się na mózg rzuca. - Masz te informacje? - zapytał zarys z ekranu. - Tak... A masz forsę? - Oczywiście. Teraz transferuję połowę... - na bocznym monitorze Hicker zobaczył, że stan jego konta zwiększył się o 3,500. - A jak prześlesz informacje, to dostaniesz drugą połowę. Tu masz lokację. Hicker wydał polecenie transferu danych i z zadowoleniem zobaczył po chwili, że stan jego konta znowu wzrósł. Hicker odruchowo zniszczył dane, które przed chwilą wysłał. - Miło robi się z panem interesy - powiedział Hicker. - Z tobą również. Żegnam - obraz na ekranie zamienił się w tablicę kontrolną. Hicker odprężył się. Spoko, można poleżeć i nic nie robić. Naraz jego świat zaczął się rozmywać, a ciałem wstrząsnął ból, który przerodził się w śmierć.


* * *


W brudnym garażu, nad przedziurawionym kilkoma kulami ciałem wpiętego w Matrycę netrunnera stał solo w stalowoszarym, z czarnymi cętkami, mundurze. Był dowódcą oddziału Tigershaks, ochroniarzy korporacji GaltCo.
Podniesionym głosem wydawał rozkazy.
- Szukajcie tych danych. Ten frajer je rąbnął z naszej fortecy.
Poszukiwania nie dały jednak żadnych rezultatów. Za to zapisy logów były bardzo ciekawe...


* * *


- Szefie, szefie, mam bombę na pierwszą stronę - młody reporter o mało nie zachłysnął się własną śliną. - Podobno Tigersharks próbowało aresztować jakiegoś bardzo wysoko postawionego korpa z GaltCo pod zarzutem handlu poufnymi informacjami. Mówią, że przez netrunnera wykradał informacje w własnej fortecy, żeby zatrzeć ślad, a potem je opychał. Facet popełnił samobójstwo zaraz przed aresztowaniem - z tonu głosu młodego wynikało wprost, co myśli o samobójstwie korpa.
- Dobra, sprawdź to. Jeżeli okaże się prawdą, będziesz pisał artykuł.
Młody wypadł z gabinetu rednacza szczęśliwy jak dziecko. Los się do niego uśmiechnął.



* * *


Mr Jones skreślił pierwsze nazwisko z listy. Zostały na niej jeszcze cztery. Cała piątka była odpowiedzialna za to, że Mr Jones już nigdy nie będzie pływał w oceanie w towarzystwie innych neo. Za to, że do końca życia (o ile się w ogóle skończy) będzie musiał tu tkwić i wysługiwać się tym palantom z GaltCo. Trochę szkoda tych netrunnerów, ale cóż... Skoro nie może się stąd wyrwać, to przynajmniej zemści się.
Mr Jones, konstrukt, będący rdzeniem AI wspomagającego korporację GaltCo, wybrał numer następnego netrunnera...


Strona tytułowa
Strona tytułowa

Strona główna
Strona główna
Lech Szczeciński