Flavius Wspaniały - najlepszy iluzjonista na świecie
Ignac leżał związany jak baleron. Sam nie był pewien jak znalazł się w takim stanie. Właściwie wiedział dokładnie jak to się stało, ale wolał o tym nie myśleć. Jak mógł być tak głupi. Jak jakiś prymitywny troll. Na wspomnienie dzisiejszych wydarzeń uderzył kilkakrotnie głową w ziemie. Niestety miękka trawa i ziemia nie zadały mu bólu, którego tak bardzo potrzebował do wymierzenia sobie kary. "Co ja sobie myślałem", wypominał sobie iluzjonista, "Nawet głupi Lerg wpadł na to, że najlepiej będzie ukryć się w krzakach. Ale nie ja... Ja jestem zbyt dumny... Jestem najlepszy... Dzień dobry czcigodne orki (czcigodne, na rozum krasnoluda, sami złodzieje i mordercy), jak tam podróż? I co dostałem za moje miłe usposobienie? Pałą w łeb i ograbienie ze wszystkiego co kiedykolwiek wyglądało na cenne." Złość kipiała z Ignaca, był wściekły na wszystko i wszystkich. Leżał na zimnej, mokrej ziemi, więzy wcinały się w jego ramiona, ograbiony z honoru i godności, o majątku nie wspominając. Na dodatek dali mu za strażnika kompletnego kretyna, debila, głupka i tłumoka. Ignac znał jeszcze kilka innych wyzwisk, ale im dłużej o tym myślał, tym bardziej był wściekły i nie mógł się skupić, a przecież chciał się stąd wydostać. Tym bardziej, że to wielka plama na honorze być więźniem głupich orków i nie uciec. Opanował gniew i spojrzał na swego strażnika.
Ork wydawał się być głupszy od własnych butów. Iluzjonista uśmiechnął się do niego i odezwał się po raz pierwszy dzisiejszego wieczora:
- Witaj. Nazywam się... - chwila zastanowienia - Flavius Wspaniały. Słyszałeś o mnie?
Ork spojrzał na Ignaca i pokręcił głową.
- Ja jestem Burg. - powiedział ork, przy czym ten ostatni wyraz wydał się iluzjoniście beknięciem, więc dopiero po chwili oczekiwania na właściwe imię zrozumiał, że już je zna. Przez chwile zastanawiał się, czy ork słysząc rzygających kompanów przybiega, bo myśli, że go wołają. Myśl ta poprawiła humor magowi. Uśmiechnął się szerzej.
- Naprawdę nie słyszałeś? - zdumienie Ignaca było perfekcyjnie odegrane - Myślałem, że ktoś taki jak pan - mówiąc "pan" musiał z całych sił się opanowywać, żeby na jego twarzy nie wykwitł jakiś grymas - osoba tak dużo podróżująca, powinna o mnie słyszeć. - pokiwał głową z udawanym niedowierzaniem. Spojrzał jeszcze raz na orka, prosto w jego świńskie oczka i powiedział - Jestem Flavius Wspaniały, największy iluzjonista w całej Barsawii, ba na całym świecie. - powiedział to z tak wielkim przekonaniem, że sam się zdziwił, że jest iluzjonistą, a nie trubadurem.
- Na Pasje!!! - ork zrobił wielkie oczy i zakrztusił się posiłkiem - Ty jesteś Flavius Wspaniały? Słyszałem o tobie.
"Spokojnie, tylko się nie roześmiej." I mimo tego, że na twarzy nie pojawił się żaden grymas, który by świadczył, że Ignac ma orka za kompletnego kretyna, w swoim wnętrzu rechotał tak głośno, że nagle zapragnął opróżnić pęcherz. "Dzięki wam bogowie za głupie orki... choć nie obrażajmy głupków."
- Tak, to ja. Jeśli uwolnisz moje ręce, to pokaże ci kilka sztuczek. Chcesz?
Oczy orka zabłysnęły, jak oczy dziecka widzącego cukierek. Jasne, że chciał. Ale nie był samolubem i z kolegami poogląda. Odwrócił się na pięcie i pobiegł do swych kompanów siedzących przy ognisku. Porozmawiał z nimi trochę, a potem pobiegł do najlepiej wyglądającego namiotu ze wszystkich dwóch, jakimi dysponowały orki. Po chwili wyszedł razem z innym orkiem i skierował się do maga. Przez ten cały czas Ignac przyglądał się poczynaniom Burga i przeklinał go w myślach. Z tym jednym debilem, kretynem, głupkiem i tłumokiem by sobie poradził, ale z dwudziestoma? "Nie ma rzeczy niemożliwych" mawiał jego ojciec, kiedy po raz trzydziesty starał się o przyjęcie do gildii iluzjonistów. Nigdy mu się nie udało i to wcale nie poprawiło humoru Ignaca.
- Proszę, proszę... - powiedział ork, który przyszedł razem z Burgiem - sam Flavius Wspaniały. Słyszałem o tobie.
Kto by przypuszczał, że będę miał takiego zakładnika. - "Wiem, że orki są głupie, ale ci wyznaczają nowe granice..." Ignac powoli zaczynał wątpić w możliwość ucieczki. Żeby byli choć troszkę inteligentniejsi - Zapewne jesteś wiele wart. No, Burg, szczęście się chyba do nas uśmiechnęło. Będziemy bogaci! - na to ostatnie zdanie inne orki podniosły się i podeszły do nich.
- Wodzu, a może on pokaże nam kilka sztuczek. Tak żebyśmy się trochę rozerwali - "Burg, kocham cię, kretynie" nadzieja ponownie zawitała w sercu Ignaca.
- Dobra, sam chętnie zobaczę, co potrafi Flavius Wspaniały. Ale pilnować, żeby nie uciekł. Jest wart fortunę.
Burg wyciągnął sztylet i rozciął krępujące Ignaca więzy, poczym pchnął go w kierunku ogniska. Reszta orków usiadła półkolem wokół niego tak, że jedyną drogą ucieczki było przebiegnięcie ogniska. Życie jest brutalne. Na razie postanowił grać na zwłokę.
- Szanowni panowie - (szanowni, kurwa, sami złodzieje i mordercy) - przygotujcie się na wieczór pełen wrażeń, ponieważ stoi przed wami Flavius Wspaniały, najlepszy iluzjonista na świecie. - przerwał na chwilę, czekając na oklaski. Cisza. Trudna publiczność, nie to co dzieci na targu.
Nagle Ignac zaczął poruszać ręką, jakby miał jakieś stworzonko w rękawie. Zaczął także wydawać jakieś dziwne odgłosy, ciche jęki, zupełnie tak, jakby miał tam jakiegoś robala. Wyprostował ręce i z jego rękawów wyleciało kilka motyli, różnokolorowych i przepięknych. Po "publiczności" przeszedł pomruk zdziwienia. "Teraz kolej na wiadro." Nad jego głową pojawiło się wiadro, przechyliło się i wylało na niego całą wodę, jaką tylko zawierało. Orki roześmiały się.
- Spokojnie - powiedział Ignac - My magowie potrafimy sobie z czymś takim poradzić. Chwileczkę.
Ignac złożył ręce jak do modlitwy i po chwili zaczęła się z niego unosić para. Niespodziewanie jego ubranie wybuchło magicznym ogniem. Mimo że płomienie nie parzyły, iluzjonista rzucił się na ziemię i zaczął turlać, jakby chciał zgasić ogień. Orki w tym czasie tarzały się ze śmiechu. Zabawa jak nigdy. Ogień przygasł i Ignac wstał, wyglądając jakby przed chwilą wybiegł z płonącego domu. Nawet wódz orków śmiał się trzymając się za brzuch. "To zbyt proste, zbyt proste..." Przez następne kilka minut Ignac zabawiał ich najróżniejszymi sztuczkami. Orki rechotały tak głośno, że nic innego nie było słychać. Aż wreszcie nadeszła pora na wielki finał.
- A teraz czcigodna publiczności - (czcigodna, kurwa, sami złodzieje i mordercy) - pora na wielki finał. - Potrzebuję ochotnika z publiczności. - Wszyscy podnieśli ręce, niektórzy zaczęli wołać "Ja, ja, ja". Ignaca interesowała jednak tylko jedna postać. - O tak, poproszę dzielnego wodza.
Wódz przedarł się przez swoich ludzi, uśmiechnięty, ponieważ to jego dosięgło tak wielkie wyróżnienie. Stanął obok Ignaca i spojrzał na publikę.
- Czy mogę prosić pański miecz? - zapytał iluzjonista - Użyłbym mojego, ale mogliby mnie o oszustwo posądzić.
- Ależ oczywiście, Flaviusie - powiedział wódz i podał miecz. "To zbyt proste, zbyt proste..."
- Teraz się nie poruszaj - dodał szeptem Ignac - Zobaczysz jakie miny będą mieli twoi kompani.
Powiedziawszy te słowa, iluzjonista wziął zamach mieczem i obciął głowę orkowi. Przez chwilę wódz stał na nogach, po czym upadł na kolana, a wreszcie na pierś. Głowa poturlała się w kierunku publiczności. Zaległa cisza. Orki patrzyły na Ignaca, a Ignac na orki. Nagle zaśmiał się i ukłonił. Wtedy orki wyrwały się z osłupienia i zaczęły klaskać jak szalone. Po raz pierwszy Ignac zebrał tak rzęsiste brawa. Orki klaskały nawet wtedy, kiedy iluzjonista przeskoczył nad przygasającym ogniskiem i wbiegł, wciąż się śmiejąc, w las.