Życiorys Mistrza, cz.2



Przepraszam wszystkich, którzy w zeszłym miesiącu czekali na kontynuację biografii Tolkiena. Myślę, że wiecie jak to jest - wakacje - i brak czasu. Teraz nadrabiam to opóźnienie. W moim dziala możecie znaleźć w tym miesiącu kontynuację barwnego życia JRR Tolkiena, najświeższe informacje z planu zdjęciowego Władcy Pierścieni, Dziennik Froda B. - który będzie ukazywał się w częściach w kolejnych numerach Inkluza, a także trochę linków so najlepszych stron tolkienowskich i bardzo ciekawy tekst Tomasza Grudzińskiego o Istarich. Zachęcam do czytania i życzę miłej lektury oraz zapraszam za miesiąc, na kolejną dawkę informacji tolkienowskich.


...Gdy już przebrnął przez "Sir Gawaina" zajął się innym nie znanym mu dotąd językiem - staronordyjskim. Przeczytał więc w oryginale "Red Fairy Book" Andrew Langa, którą znał z okresu swojego dzieciństwa i dzięki temu zdobył niezwykłą jak na ucznia wiedzę lingwistyczną. Tolkien nadal poszukiwał czegoś, co mogło połączyć wszystkie języki, którymi się interesował, próbował dotrzeć do ich korzeni, do czegoś wspólnego. Przetrząsał w tym celu wszystkie znane mu księgarnie i biblioteki, zaglądał na najwyższe i najniższe półki, aż wreszcie znalazł to, czego szukał. Okazało się, że odpowiedzi na pytania, które go nurtowały znalazł w starych i nudnych - jak mu się wydawało z początku - niemieckich książkach o filologii.
Przebywając na wakacjach w Bornt Green u Inclendów - z którymi był spokrewniony - młody Ronald zetknął się z nowym językiem - "animalic". Był to prosty, aczkolwiek zabawny język wymyślony przez jego kuzynki Mary i Marjorie. Składał się on głównie z nazw zwierząt i można w nim było układać proste zdania. Później gdy Marjorie przestała się interesować takimi zabawami Ronald i Mary stworzyli wspólnie nowy, bardziej złożony język, w którym można już było układać proste wierszyki:

"Dar fys ma vel gom co palt 'Hoc
Pys go iskili far maino woc?
Pro si go fys do roc de
Do cat ym maino bocte
De volt fact soc ma taimful gyroc!'"
co znaczy:
"Pewien starzec zachodził w głowę 'Jak
Mam nosić przy sobie krowę?
Bo gdy ją poproszę
By weszła do kosza
To zacznie straszliwą rozmowę!'"

Nazwali ten język "nevbosh" czyli "nowe duby". Ronald zaczął się następnie zastanawiać, czy nie pójść jeszcze o krok dalej i nie stworzyć jeszcze jednego całkiem nowego języka - opartego na angielskim, łacinie i pozostałych językach, które tak lubił - własnego i pełnego, czyli takiego, w którym można by swobodnie mówić i w którym mógłby na papier przelać wszystkie dźwięki, które tak lubił.
Kiedy młody Tolkien zaczął regularne pracę nad stworzeniem języka postanowił wziąć za punkt wyjścia jakiś istniejący już język. Niestety nie maił dostatecznego dostępu do książek walijskich, by oprzeć się na swoim ulubionym języku. Wykorzystał więc jako bazę swego języka hiszpański. Ponieważ ojciec Francis Morgan mówił po hiszpańsku miał w swoim zbiorze sporą ilość literatury hiszpańskiej, którą chętnie udzielał Tolkienowi. Ronald sam opracował gramatykę i fenologię nowego języka, ale dało się w nim zauważyć spore wpływy hiszpańskiego. Nowy język Ronald nazwał "naffarin".
Powodem, dla którego Tolkien nie ukończył tego języka w takim stopniu, w jakim to planował było odkrycie kolejnego starego języka, który od razu bardzo mu się spodobał. Tolkien odkupił od jednego ze swych kolegów książkę "Primer of the Gothic Language" (pol. "Wstęp na języka gockiego") i zaraz po jej otworzeniu ogarnęło go podobne uczucie, jak wtedy gdy pierwszy raz zobaczył walijski, czy staroangielski. Jak już zapewne część z was się domyśla Ronald nauczył się i tego języka i nawet poszedł o krok dalej i stworzył słowa, których brakowało w słowniku gockiego, który przetrwał do obecnych czasów. W tym samym czasie Tolkien zajmował się także wymyślaniem własnego alfabetu i odtwarzał wcześniejsze stadia wymyślonych przez siebie języków, tzn., że wymyślał słowa, od których mogłyby pochodzić słowa, które wymyślił wcześniej. Dość to zakręcone, nieprawdaż?
Od śmierci matki chłopców ojciec Francis co roku zabierał braci na wakacje do Lyme Regis. Podczas takich wyjazdów spędzali wspólnie dużo czasu i dużo rozmawiali. Po takich rozmowach ojciec Morgan uświadomił sobie, że chłopcy nie czują się dobrze w surowych warunkach, jakie mieli u ciotki Beatrice. Postanowił wtedy, że poszuka im nowego mieszkania. Tak się składało, że w pobliżu Oratorium mieszkała pani Faulkner, która wynajmowała pokoje, oraz urządzała często wieczorki muzyczne, na które przychodziła część duchownych z Oratorium. Ojciec Francis zaproponował więc Ronaldowi i Hilaremu przeprowadzenie się tam, a oni zgodzili się i od początku 1908 roku zamieszkali przy Duchess Road 37. Jeśli ktoś z was liczył ile razy już Tolkienowie się przeprowadzali i udało mu się to, to myślę, że może spokojni pisać maturę z matematyki.
Ich nowy dom z wyglądu był ponury i zarośnięty bluszczem, jednak atmosfera panująca wewnątrz była całkowicie odmienna od tej z domu ciotki Beatrice. Podczas przeprowadzki Ronald z pewnością nie spodziewał się, jak wielkie zmiany w jego życiu zajdą dzięki temu posunięciu. Zresztą ojciec Francis także się nie spodziewał, jak wielu kłopotów przysporzy mu ta decyzja. Pozostałymi lokatorami domu byli: mąż pani Faulkner, ich córka Helen, pokojówka Annie i dziewiętnastoletnia dziewczyna - jak się później chłopcy dowiedzieli, również sierota - Edith Bratt. Warto zapamiętać to imię i nazwisko, gdyż jej losy splotły się z losami Tolkiena na długi czas. Edith zajmowała pokój na pierwszym piętrze, dokładnie pod sypialnią chłopców, większość wolnego czasu spędzała szyjąc na maszynie, lub ćwicząc grę na pianinie - co pani Faulkner przyjmowała z umiarkowanym zachwytem. Dziewczyna była wyjątkowo ładna i nie wyglądała na swój wiek, była drobna i szczupła, miała szare oczy i ciemne, krótko ścięte włosy. Chłopcy szybko nawiązali z nią przyjaźń, zwłaszcza Ronald. Często przebywali razem, wiele rozmawiając i konsumując to, co udało się wykraść im lub pokojówce z lodówki "Starej Damy" jak nazywali panią Faulkner. Opracowali system różnych gwizdnięć i gdy na przykład Ronald rano słyszał gwizd, to wychylał się przez okno i mógł zobaczyć się z Edith, która wystawała przez okno - piętro niżej.
Pomimo różnicy wieku - Ronald miał 16 lat, a Edith 19 - świetnie do siebie pasowali i doskonale się rozumieli. Ronald zachowywał się o wiele poważniej niż jego rówieśnicy, a Edith wyglądała dużo młodziej od swoich rówieśniczek. Po pewnym czasie zaczęli się umawiać w birminghańskich kawiarenkach lub herbaciarni i pewne było, że prędzej czy później wywiąże się z tej przyjaźni romans. I tak też się stało. W lecie 1909 roku oboje wyznali sobie miłość. Po kilku latach w liście do Edith Tolkien wspominał :
"... mój pierwszy pocałunek ofiarowany tobie i twój pierwszy pocałunek ofiarowany mnie (który był prawie przypadkowy) - i nasze życzenia dobrej nocy, kiedy czasami byłaś w swojej koszuli nocnej, i nasze absurdalnie długie rozmowy w oknach, i jak patrzyliśmy razem na wschodzące przez mgłę słońce i słuchaliśmy wybijającego godziny Big Bena, a ćmy prawie cię przerażały - i nasze gwizdanie - i nasze przejażdżki rowerowe - i rozmowy przy kominku i - te trzy wspaniałe pocałunki..." - Prawda, że romantyczne?
Jednakże Ronald miał teraz pracować nad zdobyciem stypendium do Oksfordu i trudno mu było się skoncentrować, gdy głowę miał w połowie zaprzątniętą tworzeniem języków, a w drugiej połowie Edith. Oprócz tego pojawiła się możliwość, z której Tolkien natychmiast skorzystał, a mianowicie szkolne Koło Dyskusyjne. Tolkien był znany ze swej niezbyt wyraźnej wymowy, a w połączeniu z jego dziwacznymi - dla innych - zainteresowaniami nie był uważany za wspaniałego mówcę. Po jego kilku występach na forum Koła między innymi na temat "poparcia celów i taktyki sufrażystek" lub żeby "Izba ta wyraziła ubolewanie z powodu najazdu normańskiego", szkolna gazetka napisała o jego przemówieniach "nieco skażone błędem wykonania", a potem że "zaatakował napływ wielosylabicznych barbaryzmów, które wyparły uczciwsze, choć skromniejsze słowa rodzime", natomiast po jego udziale w dyskusji dotyczącej Szekspira napisano, że "wylał nagły strumień niepohamowanych obelg pod adresem Szekspira, jego nędznego miejsca urodzenia, plugawego otoczenia i podłego charakteru". Oprócz życia filozoficznego prowadził także bardziej przyziemne - grając w reprezentacji szkoły w rugby i odnosząc na tym polu znaczne sukcesy, czego przyczyną były - jak później sam pisał - "sprawy damsko-męskie", które zmusiły go do zdwojenia wysiłków.
Do końca jesiennego semestru 1909 roku ojciec Morgan nic nie wiedział o romansie Ronalda i Edith. Jednak nawet w bajkach sielanka nie może trwać wiecznie. W końcu stało się tak, że ojciec Francis dowiedział się. Wiąże się z tym krótka, aczkolwiek ciekawa i zarazem śmieszna historia. Dotyczyła ona wyjazdu na rowerach za miasto, na który Ronald umówił się z Edith. Jak później pisał : "Sądziliśmy, że wszystko przeprowadziliśmy bardzo sprytnie. Edith pojechała na rowerze, oficjalnie w celu odwiedzenia swej kuzynki Jennie Grove. Po chwili ja wyjechałem - na szkolne boisko -, ale w rzeczywistości spotkaliśmy się i skierowaliśmy do Lickeys." Spędzili następnie popołudnie wśród wzgórz, po czym udali się na herbatkę do domu w Rednal, gdzie Tolkien mieszkał wcześniej - gdy przygotowywał się do stypendium. Potem wrócili do domu, pojawiając się na Duchess Road osobno, by nie wzbudzić podejrzeń. Nie wzięli jednak pod uwagę jednej bardzo istotnej rzeczy, a mianowicie kobiecych plotek. Tak się stało, że kobieta, która poczęstowała ich herbatką powiedziała o ich wizycie gospodynie z Oratorium, gospodynie powiedziała o tym kucharce, a kucharka, która nie umiała utrzymać niczego w tajemnicy powtórzyła całą historię ojcu Francisowi. Możecie sobie wyobrazić uczucia, które ogarnęły Francisa, który był dla Tolkiena jak ojciec, gdy dowiedział się, że Ronald ma ukrywany romans ze starszą od niego o trzy lata dziewczyną, która mieszka w tym samym domu. Ojciec Francis szybko dowiedział się też, że ostatnio Ronald opuścił się nieco w nauce, więc wezwał do Oratorium Ronalda - chcąc dla niego jak najlepiej - i zakazał mu kontaktowania się z Edith, po czym przeniósł chłopców do innego mieszkania, by Ronald nie mógł się z Edith widywać. Być może niektórym z was wyda się dziwne, że Ronald nie sprzeciwił się ojcu Francisowi i nie kontynuował otwarcie tego romansu, jednak w owych czasach zasady społeczne wymagały, by młodzi byli bezwzględnie posłuszni swoim opiekunom, a w dodatku Tolkien był wtedy prawie całkowicie uzależniony finansowo od ojca Francisa i nie miał buntowniczej natury.
Akurat w tym okresie Tolkien musiał wyjechać do Oksfordu na egzaminy kwalifikacyjne, dzięki którym mógł uzyskać stypendium. Z pewnością zachwycił by się widokiem Oksfordu, gdyż na co dzień mieszkając w Birmingham nie miał okazji widzieć nic równie okazałego, ale jego głowa była zaprzątnięta zakazanym romansem i nie mógł się skupić na podziwianiu miasta. Nikt z przodków Tolkiena nie miał uniwersyteckiego wykształcenia, więc Ronald miał szansę uzyskać ten zaszczyt na chwałę Tolkienów i Suffieldów. Mógł również udowodnić ojcu Francisowi, że mylił się zakazując mu spotkań z Edith gdyż romans ten nie maił wpływu na jego pracę szkolną. Mógł również odwdzięczyć się Francisowi za okazaną mu miłość i szczodrość zdobywając to stypendium. Jednak nie miało się tak stać. Gdy Tolkien sprawdzał wyniki na tablicy ogłoszeń stwierdził, że nie zdał. Uświadomił sobie, że ojciec Morgan miał jednak rację i że romans miał wpływ na jego naukę. Ronald wyjeżdżając z Oksfordu pełen żalu zastanawiał się, czy wróci tu kiedykolwiek.
W gruncie rzeczy jednak jego niepowodzenie nie było tak bardzo nieprzewidywalne i katastrofalne. Walka o stypendium na Oksfordzie była wtedy bardzo zaciekła i tylko bardzo nieliczni dostawali się za pierwszym razem, a to było pierwsze podejście Tolkiena. Mógł spróbować jeszcze raz za rok, w grudniu.

CDN.

Strona tytułowa
Strona tytułowa

Strona główna
Strona główna
Cirdan