Staruszek
Staruszek wstał wczesnym rankiem. Trochę bolał go implant serca. Znowu trzeba będzie pójść do kliniki... Znowu pójdzie kasa. Staruszek zjadł małe śniadanko, porządnie się umył i założył nowe ubranie. Sprawdził, czy wszczep działa prawidłowo i wyszedł po cichutku z mieszkania. Na ulicy rozejrzał się dyskretnie i wolnym krokiem podążył w stronę Strefy Walki. Szedł powoli, nigdzie się nie śpieszył. Mijał coraz gorsze domy, aż doszedł do dzielnicy, gdzie nikt ubrany jak on nie powinien się pojawiać. Skręcił w zacieniony i brudny zaułek.
Naraz wyrósł jak spod ziemi kolorowo ubrany facet z tęczowo mieniącymi się włosami i złotym kółkiem w nosie. W oczach tliły się płomyki szaleństwa. Rzucił w stronę staruszka kilka niedużych kul, które upadając na ziemię wybuchały płomieniami.
- Dawaj forsę, dziadku...
Staruszek posłusznie wyjął z kieszeni około 500 eurobaksów. Kolorowy wziął je i schował je do kieszeni. Rzucił jeszcze kilka kul, które tym razem buchnęły wielokolorowym dymem. Kolorowy był urzeczony.
- Trzeba mieć fantazję, dziadku...
Gdy kolorowy zaczął się obracać, aby ulotnić się w zaułkach Strefy, z małego palca staruszka wyprysnęła igła, która trafiła kolorowego tuż za uchem. Gdy padał martwy na ziemię, na jego twarzy dopiero zaczynało pojawiać się zdziwienie. Staruszek dokładnie obszukał kolorowego. Oprócz swojej forsy znalazł jeszcze prawie 800.
- Trzeba mieć fantazję i sprzęt, synku...
Staruszek obrócił się i zaczął powrót do domu. Jeszcze ze dwa spacerki po mieście i będzie można iść do kliniki. Tylko szczury z zaułka słyszały cicho nuconą piosenkę: "Wesołe jest życie staruszka..."