Realia Deep Ocean



Las, łaka, niebo - te pojęcia w roku 2034 nie funkcjonują. Zamiast nich jest: morszczyn, algi, kopuła. Miejsca takie jak Nowy Jork czy Los Angeles też nie istnieją... Świat, w którym można żyć gwałtownie się skurczył: kilkanaście podwodnych miast zdane na samowystarczalność.
Gdy kilkanaście lat wcześniej Birma i Laos użyły przeciwko sobie broń biologicznej, aby zniszczyć drugiej stronie plantacje maku, nikt nie przypuszczał, ze właśnie kończy się cywilizacja w postaci wszystkim znanej. Zmodyfikowanego wirusa, którego obu stronom sprzedali terroryści handlujący zaawansowanymi technologiami bojowymi, a którzy sami ukradli go z laboratoriów DEA, nie udało się powstrzymać. Wirus zaczął niszczyć roślinność najpierw w Azji, potem w Europie i Afryce, by w końcu dopaść obie Ameryki, a efektem jest tlen na poziomie 3% i mordercze promieniowanie UV.
Gdy tylko poziom tlenu zaczął spadać rządy wielu państw i prywatne korporacje wpompowały miliardy e$ w projekty podwodnych miast, po tym jak okazało się, ze eksploracja kosmiczna nie przyniosła spodziewanych rezultatów. Ci, którzy postawili na wodę - wygrali.
Razem z ludźmi do podwodnych miast zawitała przemoc sponsorowana przez pieniądze. Prywatne korporacje, które zainwestowały wielka kasę, próbowały traktować podwodne miasta jak swoja własność. Wiadomo jednak, że przeciw będą inne korporacje i ludzie, którzy w tych miastach mieszkają. A ze broń jest stosunkowo łatwo dostępna i nikt nie przebiera w środkach, więc nikogo nie dziwią wielkie przewały, nocne strzelaniny i trupy w zakamarkach.
W miastach żyją nie tylko ludzie... Mieszkają tu również neo. Neo to modyfikowane genetycznie walenie, przystosowane do oddychania tlenem rozpuszczonym w wodzie i posiadające inteligencję nierzadko przewyższającą ludzi. Z punktu widzenia prawa mają takie same prawa jak ludzie, ale niektórzy traktują ich jak współczesnych Murzynów.


* * *

Lyle obudził się z lekkim kacem: fizycznym, bo wczoraj łyknął trochę za dużo, i moralnym, bo bez zaglądania wiedział, ze została mu tylko stówa. Jak się nie zakręci za jakąś robota, to za 3 dni wypieprzą go z mieszkanka. Małe, brudne, ale jego. Cholera...
Włączył holo. W wiadomościach to samo gówno, co zawsze: zginęło 3 nurków, bo skafander nie wytrzymał (tych, co ratowali również), w dokach znaleźli jakiegoś początkującego reportera w stanie znacznego zesztywnienia pośmiertnego (oczywiście nikt nic nie wie), policja zastrzeliła jakiegoś cyberpsychola, gdy próbował podłożyć pod kopułę 10 kg C-6 (pewnie od razu go rozwalili; próba uszkodzenia kopuły to przestępstwo 5 stopnia).
Wyłączył holo. Pod pachę schował swojego ulubionego Glocka 30. W środku była amunicja API... Jak go zgarną gliniarze, to dostanie co najmniej rok w CV-2 za nielegalną amunicję. CV-2, bardziej znane jako Deep Hell, to najgorsze więzienie, jakie stworzyła ludzkość: kilkadziesiąt metrów pod wodą wykute w litej skale, pilnowane przez Apexy. Nawet jak uda Ci się opuścić więzienie, to te cybernetyczne zabaweczki rozniosą Cię na strzępy... Brrr, chyba lepiej dać się zabić...
Lyle wyszedł na ulicę. W oddali majaczyła Czarna Wieża Arasaki. Tam, gdzie było ja widać było trochę spokojniej. Ten budynek miał wpływ na ludzi: mało kto zadarł z Arasaką i żyje. Podszedł do ulicznego DataTerm'u i wcisnął swoje złącze w gniazdo: Matryca rozpoznała go, sprawdziła jego preferencje, zapytała, czy przypadkiem nie szuka czegoś innego i po chwili wypluła ofertę pracy. Isaya Bluewater, cholera, tak nazywać się może tylko neo. Lyle zreflektował się, ze jak będzie wybrzydzać, to za 3 dni będzie brał gorsze roboty. Sprawdził adres: "mokry" bar w pobliżu portu. Żeby tylko neo nie siedział w "mokrej" części baru...
Lyle odłączył się od DataTerm'u i chciał przejść przez ulicę, gdy tuż przed nosem śmignął mu samochód. Był zły na siebie, że nie rozejrzał się: samochody z silnikami gazowymi są bardzo ciche. Po chwili przemknął za nim drugi wóz, czarny, z którego padła długa seria z PMu. Pociski zagrzechotały o karoserie pierwszego, którym rzuciło na DataTerm po drugiej stronie ulicy. Jacyś faceci z mieniącymi się włosami zaczęli się z niego gramolić, ale na skutek licznych obrażeń szło im raczej kiepsko. Drugi wóz zatrzymał się z piskiem opon i wypadło z niego 3 potężnych facetów w brudnozielonych mundurach. Na piersiach mieli srebrne trupie czaszki: Tottenkopfs, lub bardziej oficjalnie Dieter Kauffman KampfKommando. Kilkoma krótkimi seriami rozwalili kolorowych, wskoczyli do samochodu i tyle ich było widać.
Lyle rozejrzał się, czy nic nie jedzie i wszedł na jezdnie... Zapowiadał się ładny dzien.


Strona tytułowa
Strona tytułowa

Strona główna
Strona główna
Lech Szczeciński