O nim...przy mnie



-Często jesteś głodny?...Zapytałam gapiąc się w okno. Nie chciałam patrzeć w jego oczy...były takie... nieśmiertelne.
-Nie, nieważne. Zresztą czemu pytasz?... Uslyszałam zirytowany głos mojego towarzysza. Odpalił papierosa
-Ja tak tylko. Nie widziałam zebys coś jadł w ostatnim czasie.
-Co cię to moze obchodzić przecież mnie nie znasz. Nie powinno cię to obchodzić!
-Przestań na mnie krzyczeć! Co ja ci zrobiłam? Martwię się, więc pytam, a ty do mnie z pyskiem. Odbija ci?
-Ty się martwisz? A po co...Przecież jestem obcy dla ciebie.
-Obcy...? Obcy to są w kosmosie, a ty jesteś tu. To, że znamy się od 2 dni nieznaczy, że nie mam się o ciebie martwić. Jesteś w końcu człowiekiem jak ja.
-Hahahaha...człowiekiem...jak to ładnie brzmi.Dawno nikt mi nie mowił, że jestem czlowiekiem...
-A co nie jesteś? Bierz tą bulkę i nie marudź. Wysunęłam dłon z kanapką i wcisnęłam ją towarzyszowi.
-Jesteś uparta wiesz? Mimo wszystko dzięki. Schował w kieszeń kurtki.
-Dlaczego nie zjesz teraz? - spytałam.
-Zostawię sobie na później..hahaha...wystarczy na dłużej.
Ostatni raz pociągnął papierosa...Wyrzucil go przez okno patrząc z uwielbieniem na spadajacy w ciemności ognik niedopalka... złapal mnie za ręke.
-Wiesz co...nawet cię lubię. Jesteś taka natrętna.
-Mam to traktować jako komplement?
-Traktuj sobie jak chcesz. Ja spadam z tąd na jakiś czas.
Wstał energicznie puszczając moją dłoń z uścisku.
-Zobaczymy się jeszcze?
-Nie wiem.
-Jutro wyjeżdzam, a jeszcze chciałabym cię zobaczyć.
-Znajdź mnie. Napewno dasz radę.
Odszedł nieoglądając się za siebie. Siedziałam skulona na parapecie nie wiedząc co o tym wszystkim myśleć. Wzrokiem goniłam płatki śniegu tańczące za oknem. Ten człowiek miał nade mna jakąś dziwną dominację. Nie wiem na czym polegała ta przewaga...
Człowiek...człowiek...Ciągle chodziło mi po głowie...
Nie, on nie był zwykły...
-Kim jesteś? - pytałam go w myślach...
-Dlaczego wciąż widzę twoją twarz? Papierosa w twoich ustach?
Nie ruszałam się z miejsca przez jakieś 3 godziny. Gdy wszystkie moje nerwy zaczeły mowić że boli, że jest zimno obudziłam się z letargu.
Zaczęłam nerwowo rozglądać się dokoła...Pełno ludzi, dziwne głosy...Uciekłam.
Poszukiwanie mojego towarzysza zaczęłam z miejca, w którym straciłam go z oczu. Koniec korytarza nie był daleko. Szybko odnalazłam ślady jego pobytu. Pobiegłam na następne piętro.Już po chwili zauważyłam czarny kontur jego postaci i poczułam jego chłód. Siedział na schodach w grupie swoich przyjaciół. Znałam ich twarze. Troche skrepowana usiadłam przy nim. Palił kolejnego już papierosa...
Nie przyznawał się do naszego dziwnego związku. Tylko po kryjomu chwytał mnie za ręke lub przysuwał się bliżej. Po chwili odeszliśmy od postaci będących obok.
-Znalazłaś mnie.
-To nie było trudne, ale raczej trochę krępujące.
-Po co, więc szukalaś?
-Nie wiem. Musiałam. To było w mojej podświadomości.
-O czym chcesz rozmawiać?
Zadał to pytanie jakby specjalnie, wiedząc, że nie znam na nie odpowiedzi.
-Nie wiem czy chcę mowić. Lepiej chyba nic nie mowić, niż powiedzieć za dużo.
-Ja ci powiem.
-Co mi powiesz?
W mojej głowie zaiskrzyła przez chwilę nadzieja...
-Powiem ci jak bedziesz mowić za dużo.
...Prysnęla tak szybko jak się pojawiła.
-W przyszłosci napisz do mnie. Wierzę, że potrafisz zdobyć adres. Nie będzie to trudne jeśli będziesz chciał.
-Zobaczę...może napiszę. Znajdę cię na sieci...
-Nie szukaj...nie mów, że znajdziesz...nic nie obiecuj... tak jest dobrze...
-Nic nie obiecuję, po prostu mowię, że może znajdę.
-Dobrze, przepraszam...
-Nie masz za co.
Przytulił się do mnie mocno ściskając moją ręke. Odwzajemniłam ten wyraz uczucia tak niepodobny do niego. Czułam się uzależniona od jego zapachu...bliskości. Pragnęłam jego dotyku...Teraz tak realny, za chwilę będzie tylko wspomnieniem...Ja nawet nie będę dla niego epizodem. Zapomni tak szybko o mnie, jak ja szybko zaczęłam o nim myśleć w kategoriach towarzysza...
Dopiero później...
Rozstaliśmy się praktycznie w milczeniu...
-Teraz wiem, że sie już nie zobaczymy. Jestem naiwna prawda?
-Jak każdy na tym świecie.
Odpalil kolejnego Mocnego.
-Nie szukaj mnie na sieci...napisz, ale nie szukaj.
-Jak prosisz...
Zostałam sama...Wiedziałam, że czekanie na niego nie ma najmniejszego sensu....Na dworze juz zaczęło świtac...nie spałam...nie potrafilabym spać. Mój towarzysz odszedł razem z tą zimową nocą...
Siedzę przed monitorem komputera
...w podświadomości szukam go na sieci..Był...Tyle mi wystarczy...Jego oddech porusza dzwoneczkami zawieszonymi pod sufitem mojego pokoju...Gdzieś tam po drugiej stronie barykady jest mój towarzysz.
Tęsknie za tobą nocna istoto...
(oparte na faktach)

Strona tytułowa
Strona tytułowa

Strona główna
Strona główna
Marcy von Litta - Lady Darkness