Kolejny etap gry.



Dziś mój kij ma dwa końce: jeden to odgrywanie, a drugi to granie. Pierwszy z nich dotyczy odgrywania, podczas całej sesji, swojego bohatera - wraz ze wszystkimi rzutami, tak na jego korzyść jak i na jego nieszczęście. Drugi to jakby bycie bohaterem, a rzuty i inne drobiazgi, związane z odgrywaniem, to jakby tło dla naszej gry. Chciałbym się zastanowić który z tych sposobów ma większe zastosowanie. Szczerze mówiąc na moich sesjach gracze bardziej grają, czyli są swoimi bohaterami wykreowanymi wcześniej - po czym to poznać? Choćby po sposobie rzucania kośćmi. Gracze którzy grają za wszelką cenę próbują rzucić to co jest im najbardziej potrzebne. Jak zatem rzucają odgrywający? Dla nich to raczej wyzwanie by wypadł rzut, bo za chwilę muszą go zinterpretować podczas odegrania. Zmierzam do tego co nazywa się "oszukiwaniem" w grze, ale tak samo chciałbym powiedzieć o przyjemności którą można czerpać z odgrywania jak i grania postaciami. Oszukiwanie przy graniu, czyli mała perswazja względem MG iż jednak mieliśmy w ręku broń, lub próba nakłonienia na powtórny rzut - to objawy zbyt mocnego grania. Nie chcę na siłę przekonywać iż należy odgrywać postaci, choć co tak naprawdę znaczy RPG?
Ogrywanie niewątpliwie jest potrzebne, choć może gracze nie mają z tego tak wiele radości jak z dobrego grania, może nie potrafią tak szybko reagować i po jednym rzucie kością odegrać coś niespodziewanego w sposób choć półprofesjonalny, a może po prostu granie jest etapem by zacząć odgrywać? Więcej jest pytań niż odpowiedzi. Każdy gracz i MG znają odpowiedzi, ale czasem trudno jest im się dogadać, czy mają dziś odgrywać, a jeśli tak to jak. Ja uważam iż problem tkwi w pewnym dogadaniu (i nie tylko dlatego iż jestem zwolennikiem rozmowy, a w RPG rozmowach i to w ogromnych ilościach). Myślę iż zasygnalizowanie graczom iż odgrywanie (czy granie) ma swoje dobre i złe strony to klucz do pogłębienia radości z uczestniczenia w sesjach.
Możemy zagrać 10 sesji z jednym MG i nie domyślać się nadal kiedy lepiej jest u niego po prostu odgrywać, a kiedy grać - u mnie gracze czasem spalają rzuty i nie jest to żaden powód by zakończyć grę, wprost przeciwnie. Tak samo MG nie może być katem dla graczy kiedy grają i karać ich zakończeniem sesji przy pierwszym lepszym pechu w rzucaniu kośćmi. Nie chcę oczywiście robić wykladu o rzucaniu tylko chciałbym zaznaczyć iż nastawienie grających na to jak mają się zachowywać jest dużo ważniejsze niż to jak trktuje MG rzucanie. Teraz mógłby ktoś powiedzieć "dobra, dobra ale ja jak prowadzę to wcale nie używamy kości", no świetnie jesteś bracie na etapie grania powiązanego z odrywaniem osobą MG. Tak, prowadzący jest wyrocznią równie dobrą jak kości i to on obarcza się odpowiedzialnością za powodzenie poczynań graczy, musi być oczywiście ostrożny, bo jeśli gracze znają jego zasady prowadzenia to są w świetnej sytuacji, czasem jednak to co myśli MG, a gracze myślą iż myśli to zupełnie dwie różne rzeczy.
Nie będę się rozwodził o tym jak mają się dogadywać gracze i MG (to temat na co najmniej kolejny felieton), chciałbym tylko aby gracze i mistrzowie zauważyli iż tak samo można czerpać przyjemność z grania jak i odgrywania, wystarczy tylko trochę dobrej woli i trochę czasu na rozmowie a MG. Powodzenia, niech złoty środek między graniem, a odgrywaniem będzie dla was kolejnym krokiem w świat RPG.


Strona tytułowa
Strona tytułowa

Strona główna
Strona główna
G(i)TS