Dziennik Froda B.



Zamiast wstępu
Nazywam się Frodo Baggins i zamierzam przeczytać wam historię, która przydarzyła mi się jeszcze gdy mieszkałem w Śródziemiu, Krainie Śmiertelników, a którą skrupulatnie spisywałem w swoim dzienniku, gdy jeszcze nie wiedziałem, jak wielkie ma ona znaczenie, potem, gdy już było po wszystkim dopisałem wiele uwag do mojego dziennika i przepisałem go na nowo. Zostałem wplątany w wielkie wydarzenia, które ogarnęły całe Śródziemie i miały wpływ na losy prawie wszystkich jego mieszkańców. Opowiem wam o mojej wędrówce, o krainach, które mijałem i o istotach, które spotkałem podczas tej długiej wyprawy. Mogę świadczyć moim honorem, że wszystko, co odtąd powiem wydarzyło się naprawdę... bardzo dawno temu ... Wszystko to zaczęło się w kwietniu 3018 roku Trzeciej Ery, więc nie będę wam przytaczał wydarzeń, które działy się wcześniej, bo nie były one bardzo istotne. Powiem tylko, że w 3001 roku dostałem od mego wuja Bilba nietypowy prezent - pierścień, który umożliwiał zniknięcie temu, kto włożył go na palec. Wuj zdobył go, gdy przed wieloma laty wędrował z krasnoludami na wschód i od tej pory przechowywał go jako swój największy skarb. Podarował mi go, gdy wyruszał ponownie na wschód, by już nigdy tu nie wrócić. Od tej pory ja, tak jak i Bilbo utrzymywałem istnienie pierścienia w tajemnicy, i starałem się nie używać go zbyt często, ale zawsze nosiłem go przy sobie - zawieszony na łańcuszku na szyi...


12 kwiecień 3018, Bag End
Dzisiaj wieczorem znów przybył Gandalf. Nie widziałem go od bardzo dawna, co najmniej kilka a może i kilkanaście lat. Wygląda na coraz bardziej zmęczonego życiem. Wprawdzie zachowuje się tak, jakby wszystko szło mu jak najlepiej, jednak na jego twarzy można dostrzec zmarszczki, powstałe od zmartwień i nieprzespanych nocy spędzonych nad księgami, lub w lasach i stepach podczas jego wędrówek.
Jak tylko się przywitaliśmy i poczęstowałem go plackiem ze śliwkami, który akurat dziś kupiłem u Beatrice w Hobbitonie zaczęliśmy rozmawiać. Jak zawsze ja zadawałem mnóstwo pytań, bo chcę się dowiedzieć jak najwięcej o innych krajach, o różnych ludach i ich zwyczajach, a Gandalf sączył mi informacje tak wolno i tak niechętnie, że wreszcie się zirytowałem i przestałem pytać. Gdy tylko na chwilę ucichłem Gandalf wstał nagle i podszedł do okna, a potem do drzwi. Już myślałem, że czymś go obraziłem i znowu wyjdzie i nie będzie go w Suza (tak my, kudukowie, czyli hobbici nazywamy Shire) przez następnych kilka lat. Jednak tak się nie stało. Gandalf zasłonił okno, usiadł przy kominku, a jego twarz nabrała wyrazu, jakiego jeszcze u niego nie widziałem. Przeraził mnie tym, i chyba zbladłem, b uśmiechnął się do mnie i powiedział, żebym się jeszcze nie martwił. Jednak tym zdenerwował mnie jeszcze bardziej, aż stłukłem sobie filiżankę i to z tego najlepszego kompletu, który Bilbo dostał jeszcze od swojej matki.
Potem Gandalf zaczął mówić. Z początku prawie szeptał, tak, że niewiele zrozumiałem, a potem gdy mówił już nieco głośniej tak zrozumiałem, że chodzi mu o mój pierścień, ten, który dostałem od Bilba. Gandlaf mówił coś o historii Śródziemia i o jakichś wspaniałych rodach ludzi z południa, ale było już późno i niewiele z tego zapamiętałem. Muszę się o to dopytać jutro. Potem zadał mi jakieś pytanie, a ja zajęty właśnie nabijaniem sobie fajeczki nie zrozumiałem i poprosiłem, by powtórzył. Wtedy zastanowił się przez chwilę i powiedział, że porozmawiamy rano, bo noc nie jest dobrą porą na rozmowy na takie tematy. Muszę przyznać, że nie bardzo wiem o co mu chodziło, ale solidnie mnie nastraszył, gdy mówił o jakich ś czarnych rycerzach i cieniach. Nie wiem, czy dzisiaj zasnę spokojnie...

13 kwiecień 3018, Bag End
Rano gdy się obudziłem nie pamiętałem nic z poprzedniego wieczoru, chyba z powodu tego młodego wina od Lilii Brandybuck. Gandalfa zastałem w kuchni. Nic nie jadł, ale palił tą swoją długą fajkę i puszczał kółeczka z dymu. Zjadłem śniadanie i udaliśmy się do mojego gabineciku. Od rana była piękna pogoda i słońce grzało dość mocno, jak na początek wiosny. Otworzyłem okno, by wpuścić trochę świeżego powietrza do domu, ale zimowy chłód widocznie nie opuścił jeszcze Suza, bo zrobiło się natychmiast zimno i musiałem rozpalić w kominku. Ban (mój oddany przyjaciel, w westronie imię to znaczy Sam) pracował w ogródku. Gandalf siedział i najwyraźniej czekał, że coś powiem. Wysiliłem umysł, by odgadnąć o co mu chodzi i wtedy przypomniałem sobie, że wieczorem zaczęliśmy mówić coś o moim pierścieniu, więc przypomniałem mu o tym. Wtedy Gandalf opowiedział mi historię tego Pierścienia. Była strasznie długa, ale i fascynująca byli w niej także kudukowie z dawnych lat, wojny i wielkie czyny, a wszystko kończyło się na Bilbo. Dowiedziałem się, że Pierścień ma ogromną moc, i komuś złemu bardzo zależy, by go zdobyć, a właściwie odzyskać, gdyż jest to po części jego własność. Gandalf powiedział mi, że wiele lat spędził w poszukiwaniu tych informacji i że są one bardzo ważne nie tylko dla mnie, ale i dla całego świata. Powiedział, że będę się musiał udać w podróż podobnie, jak kiedyś Bilbo. Trochę mnie to zmartwiło, bo przez te wszystkie lata gospodarowania na Bag End przyzwyczaiłem się do tego miejsca, do moich przyjaciół, Banazira Galpsi (Sama Gamgee), Kalimaca Brandagamby (Meriadoka Brandybucka), Peregrina Tuka i Grubasa Bolgera. Wszystko to przez ten Pierścień. Bardzo mnie przygnębia perspektywa takiej drogi, a jednocześnie cieszę się, że zobaczę wreszcie inne kraje i może spotkam Bilba. Kieruje mną także inna silniejsza jeszcze sprawa. Otóż Gandalf wyjawił mi, że przebywając tu z tym Pierścieniem ściągam uwagę złego na mój ukochany Suza i narażam na niebezpieczeństwo jego mieszkańców. Dla mojego kraju wszystko ! Muszę iść w drogę, by pozbyć się tego brzemienia! Muszę zniszczyć Pierścień.
Podczas opowieści Gandalf wrzucił Pierścień do kominka, a ten zaczął wtedy błyszczeć i ukazały się na nim dziwne napisy. Gandalf powiedział mi, że jest to starożytne pismo i nie należy go czytać w tych czasach, bo mówi, o sprawach, o których nie powinno się mówić nawet w Suza, nawet w dzień. Przetłumaczył mi jednak ten napis na westron. Jest to wiersz dotyczący tego Pierścienia. Potem kazał mi wziąć Pierścień do ręki. Bardzo się bałem, że mnie poparzy, bo przed chwilą leżał w ogniu, ale on okazał się całkiem zimny.
Potem wydarzyło się jeszcze coś, co podniosło mnie nieco na duchu. Okazało się, że w mej beznadziejnej podróży będzie mi towarzyszył ukochany Banazir, który podsłuchał (choć niechcąco jak twierdzi) naszą rozmowę z Gandalfem i dzięki temu pójdzie razem ze mną. Myślę, że wyruszymy już niedługo, ale muszę poczynić jeszcze pewne przygotowania.

CDN.

Strona tytułowa
Strona tytułowa

Strona główna
Strona główna
Cirdan