|
Mateusz 'LawDog' Wiśniewski
Gandziolatki. Wizyta u wiedźmy (recenzja książki)
|
Mirosława Sędzikowska
Gandziolatki. Wizyta u wiedźmy
Recenzja książki
Wydawnictwo i rok wydania: SuperNOWA, 2002
Liczba stron: 300
Oprawa: miękka
ISBN: 83-7054-134-8
Nowość. Dwie książki w jednej - wystarczy tylko odwrócić. Gdzie nie czytałbym
recenzji tego wynalazku, zawsze opisuje się oba tytuły razem. Chciałem
inaczej, ale Borys nie puściłby tak krótkiej, oddzielnej recenzji jaką
musiałaby być w takim razie recenzja Wizyty u wiedźmy. Mój pomysł
nie wypaliłby, a ja robię więc tak, jak inni...
Gandziolatki
Na początku, zanim ją jeszcze kupiłem, miałem wobec tej książki mieszane
uczucia. Bałem się, że może być w stylu "Wojny polsko-ruskiej"
Doroty Masłowskiej, o której mam dosyć niepochlebne zdanie (wiem, wiem
- nie powinienem wydawać opinii o książce, której czytałem tylko fragmenty,
ale do postanowienia "za cholerę tej książki nie kupię" skłoniła
mnie sama autorka, jej... wypowiedzi). Ale z ciekawości, przy dziele Sędzikowskiej,
w internetowym sklepie kliknąłem "Włóż do koszyka". No i...
Tytuł coś Wam mówi? Tak, chyba jest dość wymowny. Początkowo, przez kilkanaście
pierwszych stron ciążyła nade mną "Wojna polsko-ruska". Na szczęście
się pomyliłem. I to bardzo!
Gandziolatki opowiadają o zbuntowanej (?) młodzieży, walczącej ze skinheadami
i mającej jak zawsze problemy. A dokładniej o rodzinie Koszmarowskich
- Błażeju, Michale i ich mamie - oraz ich przyjaciołach.
- Ja już jestem gotowy - Błażej wszedł do pokoju.
- Ty nigdzie nie pójdziesz! - oświadczyła matka.
- Pójdę!
- Nie potrafisz się bić - warknął Michał.
- Nie mam zamiaru się bić. Idę na manifestację pokojową!
- Też idę - Buba uniosła z fotela swe obfite kształty.
- Nie - krótko rzekł Michał
- Dlaczego...?
- Bo nie chcę, żeby moja dziewczyna dostała w ryj od skina. Nawet nie
próbuj, bo przywiążę cię do kaloryfera.
- Jeśli wszyscy idą, i ja idę - powiedziała matka.
- Nie wytrzymam! - zasapał Michał - Obie was przywiążę do kaloryfera!
Nie rozumiecie, że to nie żarty? Słyszałyście o bojówkach skinheadów?!
- Tak, ciocia, kurwa, tam będzie niebezpiecznie! - potwierdziła Anka Lamers.
W tej chwili rozbrzmiał ding-dong. Wszedł Dżaga.
- Niszcz faszyzm - wesoło powitał zebranych.
Książka jest, jak to określiła autorka, realistyczno-groteskowa. Mało
tu "fantastyczności", mimo że w pewnych momentach daje się wyczuć
odrobinę "niezwykłego" klimatu. Ale może to i lepiej, że tylko
odrobinę? Od niezwykłych klimatów mamy Wizytę u wiedźmy.
Mieszkanie pogrążone było w mroku, tylko w pokoju Koszmarowskiej jeszcze
paliło się światło. Łukasz zajrzał tam i znieruchomiał w progu.
- Nie wchodź - ostrzegł Błażeja - bo jeszcze bardziej cię zwarzy.
Błażej odsunął kuzyna. Chwilę patrzył w milczeniu. Matka klęczała zaczajona
przy starej komodzie. W ręku dzierżyła krucyfiks. Na podłodze stała miseczka
mleka.
- Cii - szepnęła - Nie spłoszcie go!
Chłopcy wycofali się powoli.
- Błażej, mogę przenieść materac do twojego pokoju? Coś mi, kurwa, niedobrze.
Gandziolatkom warto poświęcić tych kilka godzin. Lektura jest przyjemna,
lekka i trzeba przyznać, zaskakująca. Zachowuje też atmosferę, można się
pośmiać, można w niej pewnie odnaleźć jakieś przesłanie. Jeśli chodzi
o pomysł, to jest to jakaś zmiana na naszym małym ryneczku czy może raczej
- w ofercie SuperNOWEJ.
Nie mylić z "Wojną polsko-ruską"! Podejdźcie do Gandziolatków,
jak do powieści... s-f.
Wizyta u wiedźmy
Odwracam książkę do góry nogami i mam teraz przed sobą zupełnie inny
utwór tej samej autorki. Wizyta u wiedźmy. Druga strona lustra: ta fantastyczno-groteskowa.
Tym razem mam do czynienia ze zbiorem krótkich opowiadanek, których bohaterką
jest tytułowa wiedźma. Owszem, tu pachnie już fantastyką... lecz to fantastyka
nie dla mnie. Opowiadanka są toporne i choć mają na celu rozbawienie czytelnika,
ze mną nie poszło im tak łatwo. Śmiałem się lub raczej mruczałem pod nosem
sporadycznie. Dla mnie opowiadania są po prostu słabe, a sama postać głównej
bohaterki - nie spodobała mi się.
Toporny, przyziemny humor w słabych historyjkach. Jednym słowem - kiepsko.
Tu pani Sędzikowska nie popisała się zbytnio.
- Jak Boga kocham, Marsjan! - wykrzyknęła wzburzona. - Ludzie, Marsjanie
są w mieście!
W pośpiechu opuściła park, złapała miotłę pozostawioną przed bramą i już
na sąsiedniej ulicy trafiła szczęśliwie na patrol policyjny.
- Składam doniesienie o zajściu - wysapała bardzo wzburzona.
Policjant Pietruszewski wyjął notes i długopis.
- Pani godność?
- Wiedźma - rzekła wiedźma.
- Ktoś panią napastował w ustronnym miejscu?
- Poniekąd.
- Duch, wampir, wilkołak?
- Marsjan!
- A
Marsjanin - rzekł policjant z nieprzeniknioną twarzą. - Czyżby?
- Co to ja Marsjana nie widziałam?! - odpysknęła wiedźma.
OCENA GANDZIOLATEK: 7/10
OCENA WIZYTY U WIEDŹMY: 3+/10
OCENA CAŁOŚCI: 6/10
|