| |
Niepewność |
Ostatnio ktoś zapytał się, jak wygląda mój świat po przebudzeniu... Ciekawe, że akurat o to, gdyż każdego dnia budzę się z podobnym obrazem pod powiekami... Związany on jest - nierozłącznie zapewne - z osobą, która mnie o to poprosiła. W moich snach pełno jest krwi, wyrafinowanego cierpienia oraz pięknych w swym oszpeceniu kobiet. Dlaczego kojarzy mi się to wszystko właśnie z tym kimś? Nie wiem... i pewnie nigdy sobie na to pytanie nie odpowiem... Każdego ranka z rezygnacją zapalam papierosa, siedząc otulona kołdrą na blacie mojego biurka. Zza okien spogląda na mnie świat, który toczy się spokojnie bez mojego czynnego udziału. Poczucie ważności przestaje być priorytetowe. Priorytetem staję się wyłącznie chęć przetrwania, kiedy po raz tysięczny moim ciałem wstrząsają konwulsje nieopanowanego płaczu. Ale przejdźmy do rzeczy... Dzisiaj chciałam opowiedzieć, jak to jest, kiedy gra, przestaje być grą, a zaczyna nadawać rytm twojemu życiu. Na początku słowa płyną miękko przez usta - opisujesz swoje czyny, deklamujesz śpiewne słowa, zachwycasz się melodyką własnego głosu oraz tym, jakie wrażenie to wywiera na pozostałych graczach. Kolejnym etapem, jest ruch, mimika twarzy ściśle dopasowana do roli, w która się wcielasz. Dotyk jest czymś zabronionym. Jedynie sobą możesz wyrażać pragnienia, uczucia, myśli - ciągle jednak nie jesteś niczym więcej jak trochę lepiej uposażonym aktorzyną z kiepskiego teatru. Wreszcie któregoś dnia, to za mało. Chodzisz pustymi ulicami nocą, dniami zaczynasz sypiać, omijając wprawnie niektóre zajęcia, ażeby uniknąć porażającej jasności dnia. Zaczynasz czuć rzeczy, które wcześniej pozostawały poza możliwościami twojego pojmowania... Głód wrażeń jest coraz silniejszy, stąpasz po cieniutkiej czerwonej linii, oddzielającej rzeczywistość od iluzji, aż do dnia, w którym przekraczasz tą dotąd nieprzekraczalną barierę i owe dwa światy mieszają się z sobą niepodzielnie. Rozłam. Budzisz się tego popołudnia znudzony... Wychodzisz na miasto... Tym razem zauważasz spojrzenia przechodniów. Niektórzy patrzą z nieskrywaną fascynacją, inni udają, że twój widok jest dla nich obojętny. Ty jednak wiesz, że to nieprawda, że nie potrafią pozostać obojętni. Nagle zaskoczony zatrzymujesz się przed wystawą któregoś ze sklepów. W ciężkim, staromodnym lustrze widzisz odbicie... siebie?... a jednak... Ciemne włosy ostro kontrastują z bladością twojej skóry... Ubranie wygląda na starannie dobrane, nic nie zakłóca prostej linii. Nie można również zauważyć ani jednej białej nitki, która popsułaby wrażenie doskonałej czerni. Zaskoczony, pojmujesz w pełni iż człowiek w tafli, który patrzy się na ciebie tak wyraziście, to ty... * * * Nie umiem opisać cierpienia, jakie zdał mi człowiek, który miał być ojcem moich dzieci. Pewnie nie powinnam tego nawet pisać, bo i po co? "Dzisiaj minął rok, będący zarówno najlepszym jak i najgorszym okresem mojego życia. Moje upadki i moje zwycięstwa zapisane zostały w pamiętniku Twoich blizn. Wspomnienie ciebie umarło dzisiaj na moich rękach. Utuliłam jego drżące ciało i pozwoliłam mu odejść." Ale o mnie już dosyć, to ty grasz główna rolę w tym przedstawieniu. Otwierasz drzwi do innego świata, chociaż nie umiesz rozgraniczyć, kiedy pokonałeś tą odległość między życiem a śmiercią. Nie lubisz nazywać już swoich fascynacji - dosłowność przyprawia cię o mdłości. Patrzysz na mężczyznę, który właśnie miękko się do ciebie uśmiechnął. Po chwili wasze dłonie splatają się. Nigdy nie podejrzewałeś się o takie skłonności, jednak podoba ci się jego dotyk... zupełnie inny od tak dobrze znanego ci dotyku kobiety... Kiedy wasze usta stykają się, a języki plączą w namiętnym pocałunku, przez twoje ciało przepływa fala przyjemności... Rozglądasz się zaskoczony po sali, nikt na was nie patrzy, poza cieniem człowieka, stojącym w rogu pomieszczenia... Wiesz, że to ja... I wiesz, że teraz się uśmiecham, bo stajesz się coraz bardziej podobny do mnie... Zbliżam się do was powoli, widzisz moje oczy zza czarnej aksamitnej maski... Z torebki wyjmuję coś - widzisz tylko błysk halogenów na ostrzu. Szybki ruch - z wnętrza dłoni twojego przyszłego kochanka, kapie krew. Oblizuję ostrze, a potem spokojnie, wręcz ospale odchodzę. Ty opatrujesz jego ranę swoim językiem. Wiesz, że wrócę. Wiesz również , że już jesteś stracony, bo dzisiaj posiadłam twoją duszę. * * * Spędzisz z nim dzisiaj upojną noc. Wasze nieprzyzwyczajone do tego rodzaju miłości ciała, będą reagować zaskakująco, przynosząc rozkosz, której nie zapomni żaden z was. Palce będą zostawiać długie, blade smugi chłodu na waszych brzuchach. Nauczysz go, jak ma cię dotykać, żeby było ci dobrze. Przemiana się już dokonała. Pozbawiłeś się konwenansów, więc jesteś wygrany, gdyż on będzie borykał się z tym długo... Długo za długo - dlatego w końcu ci się znudzi. Jednak dzisiaj przyniesione zostanie ci spełnienie. Będziecie kochać się namiętnie, aż zabraknie wam oddechów, żeby móc wytrzymać kolejną falę gorąca, wybuchającą w waszych lędźwiach. Kiedy on zaśnie, wtulony w ciebie jak dziecko, drzwi do twojej sypialni uchylą się, wpuszczając smugę światła, a ja usiądę na progu z palącym się papierosem. Będziesz chciał zadać mi wiele pytań, jednak twoje rozchylone, rozpalone usta nie będą potrafiły wydać z siebie prawie żadnego dźwięku, poza cichym jękiem. Po chwili, wstanę i podejdę do twojego łóżka. Twarz zakrywać mi będzie woalka. Odsuniesz się od niego - on otworzy oczy zaskoczony, ale nie wykona żadnego ruchu, będzie tylko patrzył. Dopiero, kiedy stanę dokładnie obok ciebie, zauważysz, że mam na sobie długą, prostą, czarną sukienkę, a z prawego przedramienia na twoją klatkę piersiową cieknie moja krew. Rzucisz się na ją jak wygłodniałe zwierze. Pierwszy raz wtedy usłyszysz mój śmiech. Kiedy zatopisz kły w mojej ręce, ja przywrę do twojego nagiego ciała. Drugą wolną ręką będę trzymać materiał, który wcześniej ciągnął się po ziemi. Poczujesz jak się ze mną stapiasz. Twojemu kochankowi rzucę paczkę papierosów - wyglądać będzie na zdenerwowanego. Zapali i będzie patrzył. W tej samej chwili, w której moim ciałem wstrząsną dreszcze, ty wysączysz ostatnią kroplę krwi z przydziału na dzisiaj. Wstanę, poprawiając lekko pogniecioną suknię. Zabiorę swoje papierosy i wyjdę bez słowa. A ty znowu będziesz się z nim kochać - mocno, bezlitośnie i w zupełnej ciszy. * * * Zaskakujące są myśli człowieka, który dopiero co zadał gwałt swoim przekonaniom i postąpił w zgodzie ze swoim instynktem, a był przyzwyczajony do przemyśliwania swoich decyzji nawet w odniesieniu do potencjalnych partnerów seksualnych, prawda? Teraz już należysz do grona wybranych, bo przekonałeś się o tym na własnej skórze w sposób dla niektórych uważany za radykalny. Jednak zachowania skrajne dopiero przed tobą, jeśli uda ci się znaleźć w sobie tyle siły psychicznie, żeby móc potem patrzeć rano w lustro bez obrzydzenia. Teraz idziesz spokojnie przez tak dobrze znane ci miasto. Wiedziony instynktem kierujesz swoje kroki w stronę kobiety, która stoi niedbale oparta o ścianę przy drzwiach pubu, do którego często zaglądasz. Trochę rozczochrana - z lekkim makijażem podkreślającym delikatnie jasną, gładką skórę, wyraziste, orzechowe oczy oraz pełne, piękne usta - otula się wielgachnym, czarnym płaszczem. Pali papierosa - zaciąga się nim z wyraźną przyjemnością. Podchodzisz do niej, ona ciepło się uśmiecha, odrywa plecy od ściany i stając na palcach zaczyna szeptać do twojego lewego ucha. Cieszę się, że nareszcie przyszedłeś. Tak to ja - twój prześladowca i
twoja kochanka. Zaskoczony? Czekałam na ciebie dość długo - sporo czasu
zajęło ci przyjście z domu tutaj. Zaczynałam się nudzić. A tak zupełnie
przy okazji... - zawieszam głos i po chwili z figlarnym uśmiechem zaczynam
mówić jeszcze ciszej niż przed chwilą - ciekawa jestem czy już przekroczyłeś
owe drzwi, zza których nie ma już powrotu... |